Publicystyka‎ > ‎

Kryzys powołań - symptomy i przyczyny

opublikowane: 8 maj 2017, 02:08 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 29 maj 2017, 10:08 ]
Wysłuchałem w mojej rodzinnej parafii inspirującego kazania z okazji niedzieli Dobrego Pasterza. Punktem wyjścia refleksji kaznodziei był wyraźny spadek powołań kapłańskich oraz wzrost odejść, rezygnacji już wyświęconych księży, którzy odchodzą z kapłaństwa i wycofują się ze służby w Kościele i dla Kościoła. Z dostępnych danych opublikowanych wczoraj (6 maja) przez Katolicką Agencję Informacyjną wynika, że w diecezjalnych seminariach duchownych przebywa obecnie 2438 alumnów, w tym 444 na pierwszym roku. Dla porównania, w 2015 r. do diecezjalnych seminariów duchownych zgłosiło się ponad 100 mężczyzn więcej, a na wszystkich latach do kapłaństwa przygotowywało się ponad 200 kleryków więcej. Większym zainteresowaniem, w porównaniu do ubiegłego roku, cieszą się natomiast seminaria zakonne, gdzie obecnie studiuje 961 alumnów – (858 mężczyzn w 2015 r – a więc nieco więcej). Niestety nie ma żadnych danych, jeśli chodzi o księży odchodzących z kapłaństwa. Szacuje się, że w skali kraju może to być około 60–80 księży w roku. Diecezje nie publikują takich danych.

W tym miejscu należałoby poczynić pewną uwagę metodologiczną. Mówimy o kryzysie i trzeba dokonać rozróżnienia między symptomami kryzysu a jego przyczynami. Oczywiście symptomy (spadek powołań i odejścia z kapłaństwa) mogę stać się za 20 lat przyczyną kryzysu naszego duszpasterstwa parafialnego, które oparte jest niezmiennie o figurę księdza. Co stanie się wtedy z naszymi parafiami, kiedy zabraknie w nich znaczącej figury księdza, a zjawi się jedynie ktoś, kto będzie z racji wieku, sił i rozpiętości swojej troski o inne parafie (jak to już dzieje się na Zachodzie Europy) zdolny tylko do odprawienia Mszy świętej oraz sprawowania innych sakramentów? Że nie będzie miał ani sił ani sposobności, aby być animatorem życia parafialnego. – tak jak dzieje się aktualnie w naszych parafiach, w których księża są wszystkim. Czasami wszystko w praktyce oznacza nic. Ten kryzys mamy przed sobą. Można się nań przygotować, ale to wymaga nie tyle i nie tylko modlitwy o liczne i święte powołania kapłańskie (pamiętajmy, że ci na Tytaniku też się modlili!), ale przemodelowania naszego duszpasterstwa parafialnego, aby otworzyć je na świeckich rozumianych nie jako przedmiot akcji ewangelizacyjnej, ale jako podmiot (a zatem z realnym wpływem na życie parafii) działalności Kościoła. Innymi słowy, jak to trafnie ocenia Fabrizio Mastrofini (włoski dziennikarz i psycholog) w swojej książeczce Siedem reguł szczęśliwej parafii: sprawa dotyczy w gruncie rzeczy sporu między tymi, którzy są kibicami tradycyjnej eklezjologii typu hierarchicznego, a tymi, którzy trzymają się eklezjologii wspólnotowej wypracowanej przez Sobór Watykański II. [1] Ale tym dzisiaj nie musimy się zajmować. Przed takim kryzysem Kościół w Polsce stanie za jakieś 20 lat. Obecnie żadnych zmian nie będzie, gdyż pieniądze z parafii regularnie spływają na konta kurialne, pokaźna grupa dzieci każdego roku przyjmuje Pierwszą Komunię Świętą; mniej liczna grupa dzieci i młodzieży przystępuje każdego roku do bierzmowania i żegna się z Kościołem do czasu ślubu kościelnego, wciąż możemy mówić, że około 25% ochrzczonych uczestniczy w niedzielnej liturgii. Wszystko to tępi wrażliwość pasterzy i sprawia, że nie patrzymy ku przyszłości.

My spróbujmy się zastanowić dzisiaj nad przyczynami faktu, że coraz mniej młodych mężczyzn decyduje się na życie kapłańskie. Mamy dwie możliwości. Albo szukać tych przyczyn poza nami, poza światem kapłańskim, kościelnym lub też szukać tych przyczyn w naszym świecie. Gdybyśmy mieli wskazać na jakieś czynniki zewnętrzne, to powiedziałbym o jednym. Mniejszej dzietności polskich rodzin. Nas materialnie, fizycznie jest mniej. Oczywiście możemy mówić i o tym, że współczesne społeczeństwo, media czy kultura masowa jakoś deprecjonują postać księdza. Wytyka się nam nasze grzechy (mniejsze czy większe), niekonsekwencje, również naszą niekompetencję. To prawda, ale jest też prawdą, że ta kultura masowa bez księdza nie umie się obejść. I pomyślcie, że w tak antyklerykalnym społeczeństwie (jak mniemamy) pojawiają się seriale telewizyjne, które lubimy oglądać, a w których najcieplejszymi postaciami są właśnie księża: „Plebania”, „Ranczo” czy „Ojciec Mateusz”. I nie są to żadne karykatury księży. Bohaterów tych seriali widzimy modlących się, odprawiających Mszę święta, słuchających spowiedzi i chodzących do chorych, zanurzonych w swoich lokalnych społecznościach. Więc może przyczyn tego kryzysu trzeba szukać nie tyle w działaniu środowisk, które za nami, księżmi, Kościołem nie przepadają, ile w nas. Może to nasz, księży, sposób przeżywania kapłaństwa sprawia, że ci patrzący na nas takim powołaniem, takim życiem nie są zafascynowani. Życie rodzi życie. Nigdy nie ukrywałem, że u podstaw mojej decyzji wstąpienia do seminarium było spotkanie z dwoma moimi katechetami: dwie różne kapłańskie osobowości. Myślę, że wielu księży mogłoby potwierdzić ten schemat. Życie rodzi życie.

Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że kryzys tłumaczę kryzysem. Spadek powołań do kapłaństwa tłumaczę kryzysem przeżywania kapłaństwa. Niewątpliwie tak. Ale i wtedy trzeba pytać o przyczyny czy źródła. I być może jest tak, że te dwie sprawy się jakoś zazębiają, że ci, co odchodzą z kapłaństwa, pokazują nam swoją decyzją coś, co w jakiejś mierze sprawia, że zmniejsza się liczba kandydatów do kapłaństwa. Dzisiaj jednak nie będziemy mówić o tożsamości kapłana.

I na jeszcze jedną sprawę chciałbym zwrócić uwagę. Przestrzenią takiego fundamentalnego, podstawowego doświadczenia Kościoła jest parafia. Dominującym modelem parafii polskiej jest model hierarchiczno-dystrybucyjny. Ja ksiądz rozdaję sakramenty. Taki trochę supermarket. Drugim modelem mógłby być/jest model wspólnotowo-integrujący. Ten drugi bardziej odpowiada wrażliwości współczesnego człowieka i bardziej odpowiada intuicjom Soboru Watykańskiego II i nauczaniu Franciszka (to kolejny temat: kwestia recepcji nauczania papieża Franciszka w polskim Kościele). Uważam, że spadek powołań do kapłaństwa bierze się także z obserwowalnej niewydolności duszpasterskiej naszych parafii.

I na koniec pytanie. Dopiero co zakończył się Tydzień biblijny. Czy w naszych parafiach z tej okazji miało miejsce coś więcej? Na przykład nabożeństwo Słowa? Nie kolejne wystawienie Najświętszego Sakramentu, ale celebracja Słowa. A może w niedzielę, na rozpoczęcie tegoż tygodnia w naszych parafiach uczestnikom niedzielnej Eucharystii były rozdawane bileciki z cytatem biblijnym? A może przygotowano rozpiskę czytań biblijnych na cały ten tydzień? A może na stronie internetowej zamieszczone jakieś linki biblijne. Ciekawym jest, czy pojawiło się coś nadto.

ks. Adam Błyszcz

[1] Fabrizio mastrofini, sette regole per una parrocchia felice, Bologna 2016, str. 77

Photo credit: [nelo] via Foter.com / CC BY-NC