Aktualności‎ > ‎

Świeccy świadkowie

opublikowane: 11 gru 2016, 12:34 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 11 gru 2016, 12:51 ]
Tak to wyglądało

Dwa lata temu z inicjatywy księdza proboszcza w parafii Zmartwychwstania Pańskiego na poznańskiej Wildzie kilka małżeństw zostało poproszonych o pomoc w przygotowaniu rodziców do chrztu ich dziecka. Był to czas, kiedy w archidiecezji toczyła się dyskusja o tym, w jaki sposób tworzyć katechezę chrzcielną, aby pomagała ona rodzicom dziecka i wspólnocie Kościoła. Wtedy właśnie ks. proboszcz zaprosił do współpracy małżeństwa naszej parafii. W duszpasterskim zamyśle wybrani małżonkowie mieli spotykać się indywidualnie z rodzicami dziecka. Chodziło przede wszystkim o to, aby parom bardzo często żyjącym na peryferiach Kościoła pokazać, że można żyć ewangelią, można się modlić i praktykować niedzielną Eucharystię. Taki program minimum.

Spotkanie z małżonkami stanowiło pierwszy etap przygotowań. Następnie rodzice i rodzice chrzestni musieli spotkać się z duszpasterzem. Czas przeszły nie jest tu bez znaczenia – pierwszy etap, spotkań ze świeckimi, nie jest już bowiem kontynuowany. Naszym zdaniem – szkoda. (RED)


Na koniec roku jubileuszu chrztu Polski rozmawialiśmy z pp. Ewą i Adamem Kołodziejami, małżeństwem z 27-letnim stażem, rodzicami syna i córki, którzy jako jedno z kilku małżeństw prowadzili wspomniane spotkania z rodzicami przed chrztem ich dzieci. Państwo Kołodziejowie działają ponadto we Wspólnocie Jezusa Zmartwychwstałego Galilea. Pan Adam jest nadzwyczajnym szafarzem komunii św., a pani Ewa przez kilka lat pisała na naszych wcześniejszych łamach artykuły na temat katechez papieskich.


Jak to się stało, że zostali Państwo włączeni do przygotowania rodziców i chrzestnych do chrztu dzieci?
Ojciec Adam Błyszcz latem 2015 r. wyszedł z propozycją, abyśmy przyłączyli się do małżeństw prowadzących katechezy dla rodziców zgłaszających dzieci do chrztu świętego. Po przemyśleniu zgodziliśmy się.

Jak wyglądały takie spotkania i katechezy?
To były bardziej spotkania i rozmowy niż katechezy. Przeważnie odbywały się one raz w miesiącu, choć zdarzyło się i trzy razy w miesiącu. Ksiądz proboszcz odbywał osobne spotkania z rodzicami i chrzestnymi, więc to on odpowiadał za kwestie teologiczne. Zamysłem księdza było, abyśmy my, osoby świeckie opowiadali o naszym małżeństwie, rodzinie, o naszej relacji z Bogiem, o tym, jak się razem w domu modlimy, aby pokazać rodzicom, że jesteśmy zwykłymi ludźmi, borykamy się tak samo jak oni z różnymi problemami życiowymi, finansowymi, zawodowymi, ale ponieważ powierzamy te problemy Bogu, to lżej jest nam je znosić i radzić sobie z nimi, gdyż Stwórca nam w tym pomaga i dodaje nam sił. Tutaj najmocniejszym i najbardziej docierającym do rodziców przykładem było to, jak mówiliśmy o śmierci naszego 22-letniego syna Patryka, która miała miejsce w 2012 roku, i jak to dramatyczne doświadczenie spowodowało nawrócenie nas i naszej córki Martyny, która obecnie ma 22 lata. Staraliśmy się, aby spotkanie nie trwało dłużej niż godzinę, zwłaszcza że rodzice przeważnie spieszyli się do swoich dzieci.

Jak reagowali rodzice na te spotkania ze świeckimi?

Rodzice zgłaszający dziecko do chrztu św. opowiadali nam, że gdy dowiedzieli się w biurze parafialnym, że muszą odbyć katechezę z jakimś małżeństwem, to przyjmowali to niechętnie i wyobrażali sobie parę staruszków uczących ich katechizmu, pouczających, jak mają żyć po Bożemu, co im wolno, a czego nie itp. W naszym przypadku pierwszą reakcją rodziców było przeważnie zdziwienie, że nie jesteśmy tak starzy jak sobie to wyobrażali (ja miałam 46, a mąż 50 lat). Po spotkaniu wyrażali swoje miłe zaskoczenie, że nie miało ono formy nudnej katechezy, ale ciekawej rozmowy. Spotkania przebiegały różnie: niektórzy chętnie wchodzili z nami w dialog, inni prawie cały czas milczeli (choć takich par było znacznie mniej).

Jak Państwo oceniają skuteczność tych spotkań? Czy według Państwa coś one dały, zmieniły w podejściu do sakramentu i chrześcijańskiego życia w rodzinie?
Trudno nam mówić o skuteczności, gdyż to były jednorazowe spotkania i nie wiemy, jak dalej potoczyło się życie tych rodzin. Czy coś tym ludziom dały te spotkania? Pamiętam, że bardzo się cieszyliśmy, gdy po jednym ze spotkań para powiedziała, że dowiedzieli się od nas dużo ciekawych rzeczy o Bogu, przyznali, że zrozumieli kilka ważnych dla nich kwestii. Nie sądzimy, aby czyjeś podejście do sakramentu chrztu św., a także do chrześcijańskiego życia w rodzinie zmieniło się w sposób radykalny po godzince rozmowy. Mamy jednak nadzieję, że choć odrobinkę dały im do myślenia. Jednak trudno jest żyć codziennie "po Bożemu", jeżeli nie czerpie się pomocy ze wspólnoty chrześcijańskiej i lektury Pisma Świętego. Aby choć trochę pomóc tym parom, po spotkaniu wręczaliśmy egzemplarz wydania czterech Ewangelii.

A ja mam wrażenie, że odkąd były prowadzone te spotkania, udało się bardziej zaangażować rodziny w samą uroczystość - było dużo mniej wpadek, większe obycie z ołtarzem, czytanie lekcji... We wcześniejszych latach miałam wrażenie, że znacznie częściej ludzie przychodzili i tylko biernie przyglądali się całej ceremonii, a od jakiegoś roku zauważyłam postęp. :)
Całkiem możliwe, że tak jest. My nie chodzimy akurat na te msze św.

Rozmawiała Romana Zygmunt