Aktualności‎ > ‎

Koniec Jubileuszu Miłosiedzia – jaki był dla Ciebie?

opublikowane: 13 lis 2016, 09:03 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 13 lis 2016, 10:48 ]
Logo Roku Miłosierdzia
Rok Jubileuszu Miłosierdzia dobiega końca (kończy się za tydzień). Miłosiedzie Boże jest oczywiście nielimitowane i dostępne dla nas cały czas. Ale czy ten specjalny rok coś dla nas znaczył, czegoś nas nauczył?
 
Czytelników i przyjaciół naszego serwisu zapytaliśmy o to, jak u nich wyglądał ten szczególny rok. Czy udało im się wypełniać uczynki miłosierne względem duszy i ciała? Czy może bardziej pasuje do nas cytat z poezji ks. Twardowskiego o tym, że „kochamy wciąż za mało i ciągle za późno”?




 Uwrażliwił

Przede wszystkim stałe wracanie do Jubileuszu – czy to w homiliach księży, czy to w nauczaniu Papieża – sprawiło, że stałem się mniej obojętny na okazje do czynienia dobra w sytuacjach nieoczywistych. Trudno bowiem chlubić się takimi uczynkami jak zwykła uprzejmość czy kulturalne zachowanie, choć w dzisiejszym świecie i to może być już nie wiadomo jaką cnotą. Myślę jednak, że chrześcijanie stawiają sobie poprzeczkę wyżej – przynajmniej ja tak poczułem, słuchając napomnień Ojca Świętego do miłości bliźniego. Dlatego cieszę się, że ten rok mnie uwrażliwił i jestem przekonany, że nie było to chwilowe – zaangażowałem się w pewne trwalsze dzieła i za to chwała Panu!

30-latek



Nie pozostać głuchym i ślepym

Wraz z ogłoszeniem Roku Jubileuszu postanowiłam nie zaniedbywać okazji do tych wszystkich odpustów, które w tym szczególnym roku były nam dane – w iluż kościołach, pod zwykłymi warunkami, tylko dzięki nawiedzeniu kościoła, można było zyskać odpust zupełny! Zatem po pierwsze: modlitwa. Po drugie: zweryfikować swoje myślenie o potrzebujących. Przełamać powszechne schematy o tym, że kto chce, może zarobić na chleb, spojrzeć w twarz żebrakowi, dając mu monetę. Po trzecie: miłosierdzie względem wszystkich. Skoro Pan Bóg znosi moje ułomności, humory i fochy, to… no starałam się :)

Jak zwykle – mogłoby być lepiej. Ale przecież miłosierdzie nie mija. A my jesteśmy powołani do życia nim stale. Zatem ów rok był dobrą rozgrzewką, byleby kondycji nie zabrakło. Ale o to też trzeba się modlić.

Parafialna optymistka
Rok Miłosierdzia Bożego można czcić nie tylko modlitwą

Rok Miłosierdzia był z pewnością dla większości katolików w Polsce wezwaniem do szczególnej modlitwy oraz także do innego wybranego przez siebie postanowienia.
Jak w poprzednich latach, tak i w roku obecnym, my z żoną postanowiliśmy tradycyjnie kontynuować nasze pielgrzymko-wycieczki i pozwiedzać kolejne kościoły drewniane na terenie województwa wielkopolskiego. I tak w okresie minionego lata zwiedziliśmy je w następujących miejscowościach:
· Czeszewo (pow. wrzesiński), kościół pw. św. Mikołaja,
· Lgów (pow. jarociński), kościół pw. NMP Siewnej,
· Wyszyna (pow. turecki), kościół pw. Narodzenia NMP,
· Orchowo Dolne (pow. słupecki), kościół pw. Wszystkich Świętych.

Bardzo dużo kościołów drewnianych trafiliśmy w pow. konińskim i tak:
· Golina n. Wartą, kościół pw. św. Jakuba,
· Lubstówek, kościół pw. św. Mateusza,
· Mąkolno, kościół pw. Imienia Maryi,
· Linówiec, kościół pw. św. Marcina,
· Ostrowąż, kościół pw. Niepokalanego Serca NMP i św. Jakuba,
· Rzgów, Kościół pw. św. Jakuba.

Szczególnie polecilibyśmy zwiedzić kościół drewniany w Wyszynie. To prawdziwe cacko z odrestaurowanym wnętrzem i odsłanianym obrazem Matki Boskiej w ołtarzu głównym. Również architektura zewnętrzna kościoła jest odnowiona i obrazuje, jakoby dwa dzwony nakładały się na siebie.

Miło nam było także, kiedy w niektórych kościołach wiele czasu poświęcili nam proboszczowie, opowiadając historię kościołów, którymi zawiadują. Taka przyjemność spotkała nas ze strony proboszcza we wsi Lubstówek i we wsi Mąkolno.
Można sobie zadać pytanie: czy warto zwiedzać kościoły drewniane ? Tak, warto ! Ale to już temat na inną okazję.

Z chrześcijańskim pozdrowieniem
W.K. Nowakowscy ze Swarzędza

Zaangażowanie we wspólnotę

Przyznam, że wszystko, co udało mi się dokonać w kończącym się Roku Miłosierdzia, wynikało z mojego zaangażowania w działalność parafii. I tej, w której mam status “ministranta seniora” (zmartwychwstańcy wildeccy), i tej z racji obecnego miejsca mego zamieszkania (klasztor paulinów i parafia Wniebowzięcia NMP w Wągrowcu).

Uczestnicząc w pewien sposób w życiu wildeckiej parafii, wiele satysfakcji dało mi przyczynienie się do zorganizowania wystawy “Wilda w czasach PRL”. Chociaż to tylko poszukiwanie i udostępnianie zdjęć, a jednak niesie radość, gdy to mogło posłużyć organizatorom wystawy - ks. Proboszczowi o. Adamowi CR i p. mgr Magdalenie Mrugalskiej - Banaszak. A w czerwcu uczestniczyliśmy we Mszy św. zamówionej przez ministrantów seniorów w intencji zakrystianina śp. br. Jana Tyrałły CR, połączonej z odsłonięciem - ufundowanego przez nas - jego portretu. Miałem honor i zaszczyt przyczynić się do przebiegu tej uroczystości.
W pewien sposób niezręcznie pisać mi o tym, co udało mi się dokonać w Wągrowcu. Zdaję sobie sprawę, że to wykracza poza granice wildeckiej parafii. Ale ja stąd pochodzę i dzielę się w tym miejscu moją satysfakcją z wydarzenia, wybranego z wachlarza dokonań. W parafialnym kościele Wniebowzięcia NMP, w dniu parafialnego odpustu (15 sierpnia), miała miejsce doniosła uroczystość. Ks. Prymas Wojciech Polak dokonał rekoronacji figury Matki Bożej z Dzieciątkiem. Figura została odrestaurowana i wyposażona w odtworzone insygnia królewskie. Myślę, że mogę stwierdzić, że 2.lata starań zakończyły się sukcesem.

Kiedy tych kilka spraw pozwoliłem sobie przekazać innym osobom, to także uważam, że mogę czuć się spełnionym w Roku Miłosierdzia, a ukoronowaniem mych doznań niosących satysfakcję, będzie udział w uroczystości otwarcia Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie, na którą zostałem zaproszony.

Bogu niech będą dzięki za tę łaskę, że mogłem w tych wszystkich wydarzeniach uczestniczyć.

„Ministrant senior”

Poświęcić czas

Uczynków miłosiernych raczej jak na lekarstwo, bo też taki uczynek każdy rozumie inaczej - dlatego nie mówię tu o rzeczach błahych lub oczywistych (jak obecność na pogrzebie, odwiedziny chorego - bliższego lub dalszego). Fakt, że na razie w rodzinie wszyscy są zdrowi i nie potrzebują bezpośredniej opieki, a dzieci dorosłe i samodzielne, nie ułatwia bycia dobrym Samarytaninem.

Jedyne, co obiecałam i zrealizowałam, to odwiedziny starej cioci w domu pomocy społecznej oddalonego 300 km od mojego domu oraz pisanie co miesiąc długich listów do tej cioci z relacją z miasta, z którego na starość musiała wyjechać. Wiem, że te listy sprawiały Jej wielką radość, czytała je kilkakrotnie i żyła wiadomościami, które przekazywałam w nich.

Jeśli to można uznać za uczynek miłosierny, to owszem, coś tam zrobiłam w tym szczególnym roku, którego końca ciocia niestety nie doczekała.

Irena - z greckiego „niosąca pokój”
 
Polecamy również tekst Rachunek sumienia z Roku Miłosierdzia

Redakcja