Wiara‎ > ‎

Związki niesakramentalne - różne przypadki miłości

opublikowane: 29 lis 2016, 11:44 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 3 gru 2016, 11:04 ]
Związki niesakramentalne. Próba podsumowania - część V

Stawiamy sobie pytanie w jaki sposób o tej miłości przekonać siebie i innych. Ta miłość przychodzi do nas zapośredniczona. Ona jest zapośredniczona w naszej historii. Ona jest zapośredniczona w naszych relacjach, więziach. W tym wszystkim, co stanowi nasze uniwersum. Nie tylko, że jesteśmy kochani, ale że potrafimy kochać. Mimo tak wielu porażek, tak wielu klęsk.

Piszę to jako zmartwychwstaniec – członek zgromadzenia zakonnego utworzonego przez młodego człowieka, który zmarł w 1840 roku w Rzymie. Miał zaledwie 33 lata. Jego życie było walką o wolność i godność człowieka, chrześcijanina. W wieku kilkunastu lat utracił wiarę i deklarował się jako ateista. Pochodził z rozbitej rodziny. On sam zawarł małżeństwo, które nie przetrwało próby czasu. Nawrócił się z wielkiego upodlenia (uzależnienie od seksu i alkoholu) i ostatnie lata swojego życia (jako gorliwy neofita) poświęcił szerzeniu Królestwa Bożego wśród takich jak on. To są pierwociny mojej rodziny zakonnej. Gdyby przyłożyć do tego obiegowe schematy poprawności chrześcijańskiej dla Bogdana Jańskiego nie byłoby miejsca w Kościele.

To odległy przykład.

Kilka lat temu żegnaliśmy wybitnego polskiego aktora, Gustawa Holoubka. Nad jego trumną przemawiał Piotr Fronczewski. Ku zdziwieniu wszystkich złożył wyznanie wiary. Myślę, że dla zrozumienia tego pięknego gestu, świadectwa trzeba przypomnieć, że pogrzeb Holoubka ma miejsce niespełna trzy miesiące po głośnej i bolesnej apostazji księdza Tomasza Węcławskiego. 21 grudnia, w jednej z poznańskich parafii, znany i ceniony polski teolog wyrzekł się Jezusa Chrystusa i przynależności do Jego Kościoła. Piotr Fronczewski w tym swoim-nie-swoim słowie nie ukrywał, że czyni aluzję do deklaracji poznańskiego apostaty. I nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie pewien szczegół. Otóż to wyznanie wiary zostaje złożone nad trumną kogoś, kto był trzykrotnie żonaty!

Cóż to za paradoks!? Zawodzi świadectwo kogoś, kto wydaje się predysponowany do tego, żeby mówić o Jezusie. Słowo o Jezusie przychodzi ze strony kogoś, kto podług dyscypliny Kościoła nie powinien być dla nas żadnym zbudowaniem.

Czyż jeszcze mocniej nie przemawia do naszej wyobraźni świadectwo życia Anny Radosz? Miała 27 lat. Okazało się, że jest w ciąży. W szóstym miesiącu ciąży lekarze odkryli u niej raka. Sugerowali chemioterapię. Oznaczało to śmierć dziecka. Odmówiła ze względu na dziecko. Umarła sześć miesięcy po narodzinach Oskara. „Nikt nie ma większej miłości niż gdy kto życie oddaje za swoich przyjaciół” powiedział kiedyś Jezus Chrystus. Śp. Anna Radosz żyła w związku niesakramentalnym.

Przytaczam te trzy historie, gdyż wydaje mi się czymś ważnym podkreślić, że łaska Pana przychodzi do nas czasami drogami, których nie spodziewalibyśmy się. I nasze kościelne myślenie nie zawsze wystarczająco mocno podkreśla wolność Boga.

ks. Adam Błyszcz