Wiara‎ > ‎

Związki niesakramentalne - prawda o nierozerwalności małżeństwa

opublikowane: 19 lis 2016, 06:24 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 3 gru 2016, 11:36 ]
Związki niesakramentalne. Próba podsumowania - część III

Ilekroć mówimy o związkach niesakramentalnych musimy wspomnieć o prawdzie chrześcijańskiego małżeństwa. Jednym z najczęściej podnoszonych argumentów przeciwko duszpasterstwu związków niesakramentalnych jest ten, że może to zaciemniać prawdę o nierozerwalności sakramentalnego małżeństwa.

Na tę prawdę o odpowiedzialności (którą każdy – jeśli chce poważnie potraktować swój szlak wiary – powinien przyjąć) nakłada się przesłanie Bożej miłości. Kiedy piszę o odpowiedzialności to mam na myśli taką sytuację, w której osoba uświadamia sobie swoją winę, wyrządzoną krzywdę i swoistą bezsilność. Najczęściej już nic nie można zrobić! Zdarza się przecież, że i słowo przepraszam (wypowiedziane z całą szczerością skruszonego serca) nie zostaje przyjęte przez pozostawionego współmałżonka.

Mimo tego doświadczenia miłość Boża chce dotknąć serca człowieka i to serce odmienić. Poszukując zasady ludzkiej historii natrafiamy na wyznanie Jezusa Chrystusa, który w nocnej rozmowie z Nikodemem powiada, że tak Bóg umiłował świat, że zesłał swojego Syna, aby każdy kto w Niego wierzy miał życie (por. J 3, 16). Podczas tamtej rozmowy dwóch nauczycieli Izraela ta deklaracja może wydawać się nieco abstrakcyjna. Ale ona nabiera wyrazistości w przedostatnim akcie historii Syna Bożego, w Jego Krzyżu.

Umierający na Krzyżu Mesjasz modli się za swoich oprawców. Starożytność nie przynosi nam żadnego innego przykładu skazańca, który swoich morderców powierzałby miłosierdziu Boga. Pamiętamy historię siedmiu braci ich matki zapisaną w Drugiej Księdze Machabejskiej. Umierają, dręczeni przez oprawców, zapowiadając zemstę Jahwe na Antiochu IV Epifanesie. Najlepiej oddaje to chyba przedostatni z braci, który ginąc mówi do władcy: „Nie oszukuj na darmo sam siebie! My bowiem z własnej winy cierpimy, zgrzeszywszy przeciwko naszemu Bogu. Dlatego też przyszły na nas tak potworne nieszczęścia. Ty jednak nie przypuszczaj, że pozostaniesz bez kary, skoro odważyłeś się prowadzić wojnę z Bogiem”. (2 Mach 7, 18 – 19)

Przedstawiciel świata pogańskiego, sprawiedliwy Sokrates (tak jak jego śmierć opowiada Platon w Fedonie) emanuje chłodem i dystansem. Tylko Jezus Chrystus, z tym krzykiem rozdzierającym Jego trzewia, prosi, aby Bóg wybaczył krzywdzicielom. To oznacza, że miłość objawiona przez Syna Bożego ogarnia każdego. Nawet tego, kto mieni się wrogiem Boga i wrogiem wspólnoty Jego uczniów. Miłość niewykluczająca!

ks. Adam Błyszcz