Wiara‎ > ‎

Związki niesakramentalne - różne sytuacje

opublikowane: 19 lis 2016, 04:53 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 28 lis 2016, 11:49 ]
Związki niesakramentalne. Próba podsumowania - część II

Kardynał Walter Kasper w swojej książce Ewangelia rodziny konfrontuje ze sobą dwa sposoby bycia w Kościele osób żyjących w związkach niesakramentalnych. Przedstawia taki wymyślony przykład (skądinąd znany dobrze z naszych parafii) kobiety, która została porzucona przez swojego męża i ze względu na miłość dzieci potrzebuje mężczyzny dla siebie i ojca dla nich. W drugim związku (już tylko cywilnym), na tyle na ile to jest możliwe [1] prowadzi życie chrześcijańskie, swoje dzieci wychowuje po chrześcijańsku i angażuje się w liturgię i działalność parafii. I jest traktowana tak samo jak ktoś, kto w swoim drugim związku podchodzi do swojej przynależności do Kościoła w sposób zupełnie obojętny. Ta obojętność zresztą jest (i była) czymś, co cechowała go najprawdopodobniej już wcześniej. Iluż chrześcijan, znajdujących się formalnie w sytuacji jak najbardziej regularnej, z tą samą obojętnością podchodzi do swoich obowiązków wynikających z sakramentu chrztu?

Każda z tych sytuacji winna domagać się innego podejścia, innej wrażliwości, innej strategii (nawet jeśli brzmi to źle) ewangelizacyjnej. W naszym duszpasterstwie winniśmy traktować inaczej tych, którzy chcą pozostać synami i córkami Kościoła (i tę swoją wierność potwierdzają codzienną praktyką, na miarę swoich możliwości) a tymi, którzy, żyjąc w sytuacjach nieregularnych, swoją przynależność do Kościoła (na mocy sakramentu chrztu) traktują instrumentalnie.

To wcale nie oznacza, że powinniśmy do porządku dziennego przechodzić nad tym co się stało z naszym małżeństwem. Każdy z nas musi sobie w szczerości serca (która bardzo często oznacza wielki ból) odpowiedzieć na dwa pytania.

Po pierwsze, jak rozpisać odpowiedzialność za rozpad małżeństwa sakramentalnego? Tę odpowiedzialność trzeba przyjąć bez żadnych uników. Bez żadnych usprawiedliwień, bez żadnych tłumaczeń. Nawrócenie rozpoczyna się w prawdzie. Nawet jeśli boli. To nie jest łatwa droga. I ktoś, kto chce tę drogę przebyć z prawdą musi się zmierzyć!

Po drugie, jakie są motywy obecności w duszpasterstwie, wspólnotach związków niesakramentalnych? To jest pytanie, które dotyczy tego, co nazwałbym instrumentalizacją obecności w Kościele. Pokusa, na którą wystawieni są wszyscy. Nie tylko ci, którzy żyją w drugich związkach. Czy chodzi o możliwość przyjmowania Komunii świętej? Pamiętam jak w rodzącej się wspólnocie związków niesakramentalnych u Zmartwychwstańców w Poznaniu zjawiła się para, która na wstępnie postawiła pytanie czy będzie mogła podczas comiesięcznej Mszy przyjmować Komunię św. Kiedy usłyszeli, że nie ma takiej możliwości odwrócili się na pięcie i więcej ich nie zobaczono. Być może pojawia się pokusa jakiejś legitymizacji, uznania drugiego związku na takim właśnie forum kościelnym.? Nawrócenie poczyna się także w geście bezinteresowności! To nie jest łatwa droga! Zdaję sobie sprawę, że takie pytania i oczekiwanie odpowiedzi na nie mogą rodzić dyskomfort, poczucie winy, nieznośne przekonanie, że to nie jest właściwe miejsce, że po raz kolejny ktoś stygmatyzuje zamiast leczyć i pomagać.

ks. Adam Błyszcz

[1] Emerytowany arcybiskup Strasbourga, Joseph Doré w swoich wskazaniach dla duszpasterstwa osób żyjących w związkach niesakramentalnych pisze, nieco prowokacyjnie, o wysiłkach na miarę możliwej świętości.