Wiara‎ > ‎

Związki niesakramentlane - czyli jakie?

opublikowane: 11 lis 2016, 05:29 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 19 lis 2016, 05:02 ]
Związki niesakramentalne. Próba podsumowania - część I


W 1981 roku papież z Polski przedstawia Kościołowi Powszechnemu adhortację apostolską Familiaris consortio, która poświęcona jest kondycji małżeństwa i rodziny w świecie współczesnym. Adhortacja to jeden z najważniejszych dokumentów, jaki papież może opublikować. W hierarchii papieskich wypowiedzi adhortacja ustępuje miejsca tylko konstytucji apostolskiej i encyklice.

Pisanie adhortacji to swoisty proces pracy zespołowej. Najpierw spotykają się biskupi całego świata, wszystkich episkopatów. Zwołuje ich papież. Owoce swojego spotkania (nazywanego synodem, trwa on kilka tygodni i odbywa się w Watykanie) biskupi przedstawiają papieżowi i proszą, aby zechciał wszystko ująć w końcowym dokumencie. Tak właśnie powstała wspomniana adhortacja. Synod biskupów odbył się na jesieni 1980 roku. Zamach z 13 maja 1981 r. opóźnił opublikowanie papieskiej refleksji, która ostatecznie została zaprezentowana 22 listopada 1981 roku.

Papieskie rozważania nad współczesnym małżeństwem i rodziną nie mogły nie zatrzymać się nad tymi wszystkimi fenomenami, które cechuje pewna nieregularność. W Familiaris consortio znajdujemy pierwszą wypowiedź zwyczajnego Magisterium Kościoła, która pozytywnie odnosi się do osób żyjących w związkach niesakramentalnych. Święty Jan Paweł II wnosi w ten dokument doświadczenie polskich duszpasterzy, którzy w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, w oparciu o osobiste intuicje, tworzyli duszpasterstwo osób traktowanych w Kościele z pewnym dystansem. Pamiętać musimy o tym, że w tym czasie wciąż jeszcze obowiązuje Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 r., który o rozwodnikach, żyjących w drugich związkach, mówi jako o osobach pozbawionych czci i zagrożonych karą ekskomuniki!

W takim właśnie kontekście czytamy, że obowiązkiem duszpasterzy jest właściwe rozeznanie sytuacji tych osób.

„Zachodzi bowiem różnica pomiędzy tymi, którzy szczerze usiłowali ocalić pierwsze małżeństwo i zostali całkiem niesprawiedliwie porzuceni, a tymi, którzy z własnej, ciężkiej winy zniszczyli ważne kanonicznie małżeństwo. Są wreszcie tacy, którzy zawarli nowy związek ze względu na wychowanie dzieci, często w sumieniu subiektywnie pewni, że poprzednie małżeństwo, zniszczone w sposób nieodwracalny, nigdy nie było ważne. Razem z Synodem wzywam gorąco pasterzy i całą wspólnotę wiernych do okazania pomocy rozwiedzionym, do podejmowania z troskliwą miłością starań o to, by nie czuli się oni odłączeni od Kościoła, skoro mogą, owszem, jako ochrzczeni, powinni uczestniczyć w jego życiu. Niech będą zachęcani do słuchania Słowa Bożego, do uczęszczania na Mszę świętą, do wytrwania w modlitwie, do pomnażania dzieł miłości oraz inicjatyw wspólnoty na rzecz sprawiedliwości, do wychowywania dzieci w wierze chrześcijańskiej, do pielęgnowania ducha i czynów pokutnych, ażeby w ten sposób z dnia na dzień wypraszali sobie u Boga łaskę. Niech Kościół modli się za nich, niech im dodaje odwagi, niech okaże się miłosierną matką, podtrzymując ich w wierze i nadziei”. (Familiaris consortio 84)

Z kim zatem mamy do czynienia, kiedy mówimy o osobach żyjących w związkach niesakramentalnych? Musimy pamiętać o tych, którzy po rozpadzie swojego małżeństwa zawarły ponownie (już tylko cywilnie) drugi związek. Uczyniły to mimo wcześniejszych usilnych starań o ocalenie małżeństwa sakramentalnego. Są i tacy, którzy ponoszą odpowiedzialność za rozpad swojego małżeństwa i z tą odpowiedzialnością muszą się zmierzyć. Papież wspomina także o takich osobach, które w swoim sumieniu przekonane są o tym, że ich kanoniczne małżeństwo nigdy nie było ważne, a natrafiają (taka chyba byłaby sugestia świętego Jana Pawła II) na przeszkody w dowiedzeniu tego na forum zewnętrznym, czyli przed trybunałem kościelnym.

Od 1981 r. upłynęło wiele lat. Jeszcze więcej czasu minęło od ogłoszenia Soborowej Konstytucji o Kościele w Świecie Współczesnym Gaudium et Spes, w której czytamy, że prawdziwą plagą naszych czasów są rozwody. Już jakoś przyzwyczailiśmy się do plagi rozwodów. W dobie obecnej zmagamy się z plagą (?) związków nieformalnych, w których żadna ze stron nie chce ryzykować trwałej (ani cywilnej, ani sakramentalnej) formuły życia.

To właśnie w takiej złożonej perspektywie pojawia się pytanie o zdolność Kościoła do udzielenia jednej, wiążącej odpowiedzi na wielość sytuacji, w których znajdują się członkowie naszej wspólnoty. Czy nie jest błędem naszego duszpasterstwa, że do jednego worka wrzucamy wszystkich niesakramentalnych? Papież bardzo wyraźnie sugeruje, że w praktyce duszpasterskiej należy te różnice mieć na uwadze! Te różnice biorą się nie tylko z tego, że każdy z nas znajduje się w innej sytuacji egzystencjalnej. One biorą się również z tego, że każdy z nas jest na innym etapie wiary. A niektórzy, mimo że ochrzczeni, w ogóle tej drogi wiary nie rozpoczęli.

Zwróćmy uwagę i na to, że wielość tych sytuacji dotyczy nie tylko osób, które żyją w związkach niesakramentalnych, ale i osób żyjących w różnych związkach partnerskich (włączając w to związki homoseksualne), które pretendują to tego, aby cieszyć się tymi samymi prawami co małżeństwo.

ks. Adam Błyszcz