Wiara‎ > ‎

Zdolność widzenia

opublikowane: 10 lis 2018, 04:03 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 10 lis 2018, 04:13 ]

Homilia na XXXII niedzielę zwykłą

38 I nauczając dalej mówił: «Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, 39 pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. 40 Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok». 41 Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. 42 Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz. 43 Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. 44 Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie».
(Mk 12, 38–44)

Jezus w dzisiejszym fragmencie Ewangelii Marka atakuje uczonych w Piśmie. To specyficzna grupa w społeczeństwie żydowskim I wieku. Byli to mężczyźni od wczesnego dzieciństwa wprawiani w studium Pisma Świętego. Dzięki tym wysiłkom stawali się z czasem nauczycielami, mistrzami, osobami o dużym intelektualnym autorytecie. Nieco inaczej było z faryzeuszami. Ich autorytet opierał się nie tyle na wysiłku intelektualnym, żeby zrozumieć Torę, ile na wysiłku moralnym, aby zachować jak najwierniej przykazania Tory. Trzeba przyznać, że nie wszyscy uczeni w Piśmie byli zadufani w sobie i nie wszyscy faryzeusze byli zakłamani. Przykłady pozytywnych przedstawicieli tych grup mamy także na kartach Nowego Testamentu! Możemy podejrzewać, że część z nich sympatyzowała z Rabbim z Nazaretu. Dzisiaj jednak Jezus obnaża jakąś dwuznaczność tych teologów doktryny. Gdyby szukać dla nich odpowiednika w naszym Kościele, trzeba byłoby wskazać na grupę teologów w sutannach. Nie każdy teolog jest księdzem i nie każdy ksiądz jest teologiem!

Co takiego Jezusa irytuje w postawie uczonych w Piśmie? Jezus odkrywa, że wiele energii i sił poświęcają na zyskanie prestiżu społecznego, a przecież obcowanie ze Słowem Bożym ma prowadzić do odkrycia woli Boga, do odkrycia logiki Boga, jak o tym chociażby mówi Magnificat, gdzie Bóg nie wydaje się być zainteresowany światowym blichtrem.

To przywiązanie uczonych do prestiżu w społeczeństwie (a bądźmy szczerzy, w pewnym momencie odkrywamy, że sam potencjał intelektualny nie wystarcza, że potrzeba jeszcze pieniędzy i władzy, żeby coś znaczyć; dużo pieniędzy i dużo władzy) sprawia, że tracą zdolność widzenia małych, tych, którzy są wykluczeni, którzy nic nie znaczą i nie mogą się przyczynić do wzrostu ich prestiżu. Jak chociażby ta wdowa, biedna kobieta, która zdąża do sanktuarium jerozolimskiego. Nie przedstawia żadnej wartości w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Zresztą kobiety były zwolnione z kultu religijnego (podobnie jak niewolnicy), gdyż w kulcie (w sanktuarium i w synagogach) uczestniczyć mogli tylko ci, którzy dysponowali swoim czasem (czytaj: wolni mężczyźni). Panem czasu kobiety był jej ojciec lub mąż. Wrzuca do skarbony jeden grosz – ofiara, która w ekonomii sanktuarium nie ma żadnego znaczenia. Dziwić musi zatem komentarz Jezusa: ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Jest w tej scenie jakiś wielki ładunek relatywizmu; człowieka można sądzić miarą norm i reguł (oczekiwań, nakreślonych projektów), ale można go też sądzić miarą jego możliwości. Czasami jeden akt wykonany w niesprzyjających okolicznościach ma większe znaczenie niż sekwencja takich aktów w sytuacji, która nie rodzi żadnych napięć lub konfliktów.

ks. Adam Błyszcz