Wiara‎ > ‎

Zagadki saduceuszów

opublikowane: 5 lis 2016, 08:49 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 8 lis 2016, 12:03 ]
Kazanie na XXXII niedzielę zwykłą (C), 6 listopada 2016 r.

Podeszło do Jezusa kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: «Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: „Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu”. Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta.
Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę».
Jezus im odpowiedział: «Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania.
A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzaku, gdy Pana nazywa „Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba”. Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla niego żyją».
(Łk 20, 27-38)

Jezus spotyka saduceuszów albo saduceusze spotykają Jezusa. Zanim odpowiem na pytanie, kim byli, spróbujmy ustalić, kiedy do spotkania dochodzi.

Droga Jezusa do Jerozolimy dobiegła końca. Dopiero co wszedł uroczyście, po mesjańsku, witany jako potomek króla Dawida. I nie wykorzystując entuzjazmu tłumu, ludzi, wchodzi do świątyni, z której wypędza kupczących (niewątpliwie tym nie zaskarbił sobie sympatii kapłanów, którzy z tego handlu przyświątynnego czerpali niemałe zyski – ciekawe, że Jan w swojej ewangelii ten epizod umieszcza na samym początku publicznej działalności Jezusa), a potem właściwie rozpoczynają się ostatnie godziny Jezusa (wieczerza paschalna, proces, droga na kalwarię, śmierć i zmartwychwstanie).

Zatem dyskusja z saduceuszami lokuje się właściwie na samym końcu pielgrzymki Jezusa do Jerozolimy, niejako w przeddzień swojej śmierci i zmartwychwstania.

Kim zatem byli adwersarze Jezusa? Saduceusze, wywodzący się z kapłanów, stanowili grupę bardzo wpływową. Arystokracja, której zarzucano współpracę z rzymskim okupantem. Byli gwarantami status quo w Palestynie. Jeśli chodzi o ich poglądy religijne, wydaje się, że byli konserwatystami. Za wiążące uznawali jedynie pierwszych pięć ksiąg Starego Testamentu - Torę. Dlatego też sprzeciwiali się faryzeuszom i ich interpretacji Pisma, która według nich wykraczała poza kanon. Przepadli zupełnie po 70 r.n.e., kiedy Rzymianie zdobyli Jerozolimę i zburzyli sanktuarium jerozolimskie – jedyną rację istnienia saduceuszów. Niewiele wiemy o ich poglądach religijnych. Na pewno nie wierzyli w zmartwychwstanie ciał, dlatego że w Pięcioksięgu nie było o tym słowa.

I o to zmartwychwstanie zapytają Jezusa. Z kontekstu wynika, że Jezus wierzył w zmartwychwstanie ciał. Byłoby rzeczą ciekawą postawić sobie pytanie, w co wierzył Jezus. Jego było Jego uniwersum wiary. Przecież chodził do synagogi, do świątyni, modlił się, czytał Święte księgi. Jeśli nie były to akty pozorne (a myślę, że nie), to musiał za tym wszystkim kryć się jakiś akt wiary.

Wróćmy do dzisiejszego fragmentu Ewangelii. W dosyć akademickim przykładzie saduceusze odwołują się do prawa lewiratu. Zostało ono sformułowane w Księdze Powtórzonego Prawa (piąta księga Pięcioksięgu) i brzmi następująco: Jeśli bracia będą mieszkać wspólnie i jeden z nich umrze, a nie będzie miał syna, nie wyjdzie żona zmarłego za mąż za kogoś obcego, spoza rodziny, lecz szwagier jej zbliży się do niej, weźmie ją sobie za żonę, dopełniając obowiązku lewiratu. A najstarszemu synowi, którego ona urodzi, nadadzą imię zmarłego brata, by nie zaginęło jego imię w Izraelu. Jeśli nie będzie chciał ten mężczyzna wziąć swej bratowej za żonę, pójdzie bratowa do bramy miasta, do starszych i powie: «Nie mam szwagra, który by podtrzymał imię brata swego w Izraelu. Szwagier nie chce na moją korzyść dopełnić obowiązku, jaki ciąży na nim». Starsi tego miasta zawezwą go i przemówią do niego. Jeśli będzie obstawał przy swoim i powie: «Nie chcę jej poślubić», pójdzie do niego bratowa na oczach starszych, zdejmie mu sandał z nogi, plunie mu w twarz i powie: «Tak się postępuje z człowiekiem, który nie chce odbudować domu swego brata». I będzie nazwane imię jego w Izraelu: «Dom tego, któremu zzuto sandał». (Pwt 25:5–10). Prawo lewiratu dla naszej wrażliwości niezrozumiałe. Wydaje się, że miało dwa cele: zachowanie imienia zmarłego męża oraz ochronę majątku klanu. Kobieta w tym wszystkim ma urodzić dziecko. I tyle.

Tak jak zaznaczyłem, przykład saduceuszów jest akademicki i nierzeczywisty. Nie potrzeba siedmiu zmarłych braci, żeby zawiązać konflikt. Już dwóch wystarczyłoby, aby zadać pytanie: a do którego po zmartwychwstaniu będzie ta kobieta należeć. I pewnie gdzieś tam niektórzy z nas między wierszami Ewangelii słyszą rechot rozbawionych kapłanów i widzą miny zmieszanych sympatyków Jezusa i ich wątpliwość, jakżeż Mistrz wybrnie z tej pułapki.

Odpowiedź Rabbiego z Nazaretu jest dwuetapowa. Na samym początku chce podważyć założenie, jakoby reguły tego świata miały obowiązywać po drugiej stronie. Myślę, że razi nas jakoś to określenie Jezusa; są równi aniołom. Razi, bo co my wiemy o życiu aniołów? W dzisiejszej teologii nie brakuje i takich, którzy negują (po trosze jak saduceusze) istnienie aniołów. Wierzymy, że mamy aniołów stróżów, lecz czy anioł kocha anioła? Ale intuicja Jezusa jest klarowna: reguł, które rządzą naszym światem, nie sposób przenieść na świat zmartwychwstania. Po drugie, odwołując się do Księgi Wyjścia (druga księga Tory, która dla saduceuszów stanowiła najwyższy autorytet), chce wykazać, że w ten uznawany przez saduceuszów kanon wpisana jest wiara w nieśmiertelność człowieka. I to ona zapewne otwiera możliwość wiary w zmartwychwstanie.

O tej możliwości wiemy tyle, ile widzimy w Zmartwychwstałym. To jedyny taki przypadek w dziejach ludzkości. Pierwociny obietnicy, którą Bóg złożył człowiekowi.

Czy w tym fragmencie Ewangelii Łukasza jest coś, co powinno zatrzymać naszą uwagę? Saduceusze, żeby wykpić Jezusa i jego wiarę w zmartwychwstanie, wybrali akademicki przykład małżeństwa. W nim doniosłą rolę odgrywa ciało. Nim się wyraża miłość i ekskluzywna przynależność do drugiego człowieka. Jesteśmy świadomi, że poza ciałem nie ma miłości, nie ma poświęcenia. Powiedzmy tak: saduceusze są świadomi doniosłości ciała. I Jezus z tym właśnie musi się skonfrontować. A my możemy tylko odwołać się do Jego zmartwychwstania, tak jak zostało to przekazane przez ewangelistów. Z jednej strony wydaje się, że Jezus znosi ciało. Wchodzi do wieczernika mimo drzwi zamkniętych. Ale żeby udowodnić, że nie jest duchem Ukrzyżowanego a Zmartwychwstałym, prosi uczniów o coś do jedzenia. Cały system trawienny musiał dobrze funkcjonować! Czym jest ciało w tym całym dramacie śmierci, małżeństwa i zmartwychwstania?

Skąd u saduceuszów ten sceptycyzm wobec możliwości, hipotezy zmartwychwstania?

ks. Adam Błyszcz