Wiara‎ > ‎

Wesele wieloznaczne

opublikowane: 19 sty 2019, 03:53 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 19 sty 2019, 03:55 ]

Homilia na II niedzielę zwykłą

Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. 2 Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. 3 A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». 4 Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?» 5 Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie». 6 Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. 7 Rzekł do nich Jezus: «Napełnijcie stągwie wodą!» I napełnili je aż po brzegi. 8 Potem do nich powiedział: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu!» Oni zaś zanieśli. 9 A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem - nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli - przywołał pana młodego 10 i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory». 11 Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. 12 Następnie On, Jego Matka, bracia i uczniowie Jego udali się do Kafarnaum, gdzie pozostali kilka dni.
(J 2, 1–12)

Nie tak dawno obchodziliśmy uroczystość Objawienia Pańskiego, Epifanię. To święto narodziło się w nieortodoksyjnych, czyli heretyckich kręgach chrześcijan Aleksandrii Egipskiej, która w pierwszych wiekach była najprężniejszym ośrodkiem rodzącego się Kościoła. Te grupy w jednej celebracji próbowały upamiętnić cztery wydarzenia z życia Jezusa Chrystusa: Jego narodziny w Betlejem, Jego ukazanie się poganom reprezentowanym przez mędrców, Jego chrzest w Jordanie oraz cud w Kanie Galilejskiej. Kościół Zachodni, łaciński rozbił tę pierwotną uroczystość Epifanii na cztery osobne dni: Boże Narodzenie, Epifania – 6 stycznia, pierwsza niedziela po Epifanii – święto Chrztu Pańskiego, a tydzień później w kościołach głosi się ewangelię o cudzie w Kanie Galilejskim.

Na to ostatnie wydarzenie można spojrzeć z różnych punktów widzenia. Można spojrzeć z perspektywy bliskiej naszej współczesnej wrażliwości kategorii użyteczności. Cud wydaje się zupełnie nieużyteczny. To pierwszy cud opowiedziany w Ewangelii św. Jana. W jakimś sensie programowy. Na pewno nie brakowało wokół Jezusa ludzi cierpiących, potrzebujących, dotkniętych cierpieniem, chorobami, nieszczęściem. Ale nikogo z nich nie obdarzył swoją łaską. Udzielił jej dwojgu roztargnionych nowożeńców, którzy nie zadbali zawczasu o odpowiednią ilość wina na swoje wesele. Jak wyliczył Benedykt XVI w swojej książce „Jezus z Nazaretu”, było tego wina ponad 500 litrów. Jaki był pożytek z takiego cudu?

A może, trzymając się intuicji ostatnich papieży (zwłaszcza św. Jana Pawła II i Franciszka), że nie ma ważniejszej kwestii dla współczesnego społeczeństwa i Kościoła niż kwestia małżeństwa i rodziny, to w tym pierwszym cudzie Jezusa w narracji Janowej trzeba byłoby też widzieć Jego troskę o małżeństwo! Jakkolwiek w całej tej scenie ani razu nie mamy z nowożeńcami do czynienia w sposób bezpośredni. Spróbujmy zobaczyć, czy ów tekst mówi nam coś więcej. Przede wszystkim uderza konstrukcja czasu. Jan podkreśla, że wesele ma miejsce pod koniec pierwszego tygodnia publicznej działalności Pana. I tak według tego, co Jan zapisał, w pierwszych czterech dniach Jezus zostaje rozpoznany przez Chrzciciela jako Baranek Boży. To dla Jezusa dobra okazja, aby powołać swoich pierwszych uczniów. Jednym z nich jest Andrzej, który przyprowadza do Pana swojego brata Szymona, zwanego później Piotrem. I ostatecznie czwartego dnia Jezus spotyka Filipa, którego zaprasza do grona uczniów. Ten nie próżnuje i swoim odkryciem dzieli się z Natanaelem. W ciągu tych czterech dni konstytuuje się krąg uczniów, z którego po zmartwychwstaniu Jezusa wyłoni się Kościół. Wygląda to tak, jakby Jan chciał nam opowiedzieć o stworzeniu Kościoła, z całą dynamiką tych powołań (jedni przychodzą powołani bezpośrednio przez Jezusa, inni przychodzą porwani entuzjazmem tych pierwszych). Czy ten pierwszy rozdział Ewangelii Jana jest aluzją do Księgi Rodzaju, która opowiada stworzenie świata?

I tak trzeciego dnia (tutaj wydaje się, że mamy do czynienia z sugestią dopełnienia tygodnia) mowa jest o weselu w Kani Galilejskiej. Może Jan widzi w tym weselu ostateczne spełnienie starotestamentowej zapowiedzi Jahwe, który chciał świętować ze swoim ludem Przymierze:

10 Pan powiedział do Mojżesza: «Idź do ludu i każ im się przygotować na święto dziś i jutro. Niechaj wypiorą swoje szaty 11 i niech będą gotowi na trzeci dzień, bo dnia trzeciego zstąpi Pan na oczach całego ludu na górę Synaj.
(Wj 19, 10-12)

Niewątpliwie liczba trzy nawiązuje do opowieści o zmartwychwstaniu Jezusa, który po śmierci ukazał się trzeciego dnia swoim uczniom! Dla Jana cud w Kanie Galilejskiej jest objawieniem tożsamości Jezusa. Zostaje pokazany jako prawdziwy oblubieniec swojej małej wspólnoty, która z czasem stanie się potężnym Kościołem. Dla Jana Ewangelisty wesele w Kanie Galilejskiej nie jest świętem dwojga roztargnionych młodych ludzi, ale ucztą weselną Jezusa i Jego wspólnoty mesjańskiej, Kościoła.

W tej wspólnocie miejsce szczególne należy się matce Jezusa. W scenie, którą Jan relacjonuje, jej obecność w Kanie niejako poprzedza nadejście samego Jezusa i Jego uczniów. I wobec Niego pełni rolę kogoś, kto sygnalizuje niedostatki. Ktoś kiedyś napisał, że gdyby Kościół, oblubienica Jezusa, potrafił jak Matka Jezusa sygnalizować Panu, że ludzkości czegoś brakuje, nie w tonie oskarżenia, ale współczującą prośbą, która zdaje sobie sprawę, że ten brak jest również czymś, co dotyczy samego Kościoła, to byłaby wielka służba.

ks. Adam Błyszcz