Wiara‎ > ‎

Wbrew matematycznym prawidłom

opublikowane: 29 lip 2018, 09:25 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 29 lip 2018, 09:26 ]

Homilia na XVII niedzielę zwykłą

Jezus udał się na drugi brzeg Jeziora Galilejskiego, czyli Tyberiadzkiego. Szedł za Nim wielki tłum, bo oglądano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą się do Niego, rzekł do Filipa: «Gdzie kupimy chleba, aby oni się najedli?» A mówił to, wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co ma czynić. Odpowiedział Mu Filip: «Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać». Jeden z Jego uczniów, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: «Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?» Jezus zaś rzekł: «Każcie ludziom usiąść». A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił i z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: «Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło». Zebrali więc i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, pozostałymi po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ludzie spostrzegli, jaki znak uczynił Jezus, mówili: «Ten prawdziwie jest prorokiem, który ma przyjść na świat». Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.
(J 6, 1-15)

Czytamy dzisiaj w liturgii jeden z fragmentów Ewangelii św. Jana, który przyporządkowany jest teologii Eucharystii. Punktem wyjścia jest jednak nie późniejsza Eucharystia, którą Kościół zaczął sprawować po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, lecz troska Pana o ludzi, którzy idą za Nim. Tym ludziom doskwiera głód.

Jezus Chrystus wie, co zrobić, a mimo tego (a może wskutek tego?) nie omieszkuje pytać uczniów o możliwości rozwiązania. Filip zdaje sobie sprawę, że potrzeba wielkich środków, wielkich nakładów, aby sprostać wyzwaniu. Czy fakt, że wspomina o dwustu denarach, może oznaczać, że taki był budżet całej wspólnoty uczniów Jezusa? Tak jakby Filip chciał powiedzieć: nawet gdybyśmy zaangażowali wszystkie nasze środki, nie zdołamy zaradzić tej biedzie. Inny uczeń, Andrzej, brat Szymona Piotra patrzy nie tyle na środki wspólnoty, ile rozgląda się wokół i relacjonuje Jezusowi, że „jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?”. Jest świadomy, że to mało. W stosunku do potrzeb tego zgłodniałego tłumu to właściwie nic, zero. Ale to nic, to zero pomnożone przez moc Jezusa przynosi zaskakujący rezultat. W życiu wewnętrznym, w życiu duchowym prawidła matematyki (dowolna wartość pomnożona przez zero da wynik zerowy) nie mają zastosowania.

Na użytek życia duchowego, wewnętrznego trzeba pamiętać, że łaska Pana musi się oprzeć na czymś (ta prawda została wyrażona w klasycznej formule św. Tomasza z Akwinu gratia supponit naturam, co się tłumaczy, że łaska zakłada, postuluje naturę). W opowieści Janowej tą naturą, na której opiera się łaskawe działanie Pana, to tych pięć chlebów i dwie ryby. Takie spojrzenie oczywiście rodzi dwa pytania.

Pierwsze dotyczy pokusy zawłaszczenia przez człowieka owej drobiny, tego zera. I uczynienia z tego czegoś, co mogłoby posłużyć jako pretekst, aby wobec Boga rościć sobie prawo do czegoś. Świadom tego niebezpieczeństwa był św. Paweł, dlatego też w pierwszym Liście do Koryntian pisze:

Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś nie otrzymał
(1 Kor 4, 7)

Drugie zaś pytanie dotyczy jakości tego zera (zdaję sobie sprawę, że brzmi to dziwnie). Czy to zero, to nic, musi być nacechowane pozytywnie (pięć chlebów i dwie ryby), czy też może być czymś, czego człowiek winien się wstydzić?

Bogdan Jański, wielki wizjoner Kościoła XIX wieku i założyciel zmartwychwstańców, w swoim Dzienniku zapisał znamienne słowa:

Człowiek prawdziwie religijny nie powinien żałować swej przeszłości - ona była warunkiem jego powołania.

Przeszłość Jańskiego to nie pięć chlebów i dwie ryby. Jego rachunki sumienia, które zapisywał w tym swoim Dzienniku, mówią o osobach, które skrzywdził, mówią o grzechach, którymi poniewierał własną godność.

Może rację mają ci, którzy mówią, że Bóg patrzący na wielkiego grzesznika myśli sobie: „To taki wyborny materiał na świętego”.

Dwie uwagi na marginesie: Te prawidła życia duchowego, wewnętrznego niestety, nie pokrywają się z życiem kościelnym. Zapamiętajmy tę lekcję Andrzeja, brata Szymona. On, aby zaproponować rozwiązanie pewnego deficytu, nie sięga po środki wspólnoty. Sięga po to, co ma jakiś chłopiec, który zapewne orbituje wokół wspólnoty. Ów chłopiec poczuje się ważny i potrzebny, bo może Nauczycielowi, poprzez apostołów i to tych „z górnej półki”, gdyż chodzi o Andrzeja, brata Szymona, jakoś pomóc, ofiarowując tych kilka chlebów i ryb. To taki mechanizm, do którego Kościół będzie często powracał, rozwiązując problemy, które będą go trapić.

Gdzieś na marginesie trzeba także przywołać spostrzeżenie bpa Enrica Solmi, ordynariusza Parmy, który inspirowany adhortacją apostolską papieża Franciszka Amoris Laetitia napisał: „również ułomki rodziny, tak jak ułomki rozmnożonego chleb, są cenne i Kościół powinien się zatrzymać i zebrać je tak jak zbiera ułomki chleba” (Luigi Guglielmoni – Fausto Negri, Separati, divorziati e risposati nella Chiesa, Elledici 2016, str. 22).

ks. Adam Błyszcz