Wiara‎ > ‎

Teściowa i przyległości

opublikowane: 3 lut 2018, 09:03 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 3 lut 2018, 09:04 ]

Homilia na piątą niedzielę zwykłą

29 Zaraz po wyjściu z synagogi przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. 30 Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. 31 On podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę, gorączka ją opuściła. A ona im usługiwała. 32 Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; 33 i całe miasto było zebrane u drzwi. 34 Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest. 35 Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. 36 Pospieszył za Nim Szymon z towarzyszami, 37 a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: «Wszyscy Cię szukają». 38 Lecz On rzekł do nich: «Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem». 39 I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.
(Mk 1, 29–39)

Ewangelista Marek kontynuuje opowieść o dniu Jezusa Chrystusa. Po zakończonym nabożeństwie w synagodze Jezus udaje się do domu Piotra, swojego ucznia i przyjaciela. W jakiejś mierze ten dom Piotra stanie się również domem Jezusa. Do dzisiaj w Kafarnaum można oglądać ruiny domu Piotra. Dom to przestrzeń, w której toczy się normalne życie: ludzie w nim jedzą, rozmawiają, śpią, kłócą się i kochają. Po prostu dom.

W tym przypadku mamy do czynienia z domem, w którym człowiek choruje. Ma się źle. Teściową Piotra dopadła gorączka. Samo w sobie nie jest to nic wyjątkowego ani nic strasznego. Ileż to razy gorączkujemy. To, co ciekawe, to fakt, że Marek w opisie uzdrowienia, podniesienia teściowej używa czasownika, który bardziej pasuje do opisów zmartwychwstania. Jak chociażby przy wskrzeszeniu córki Jaira:

41 Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: «Talitha kum», to znaczy: "Dziewczynko, mówię ci, wstań!" 42 Dziewczynka natychmiast wstała…
(Mk 5, 41–42)

Lub w tych fragmentach ewangelii Marka, w których mowa o zmartwychwstaniu samego Jezusa.

Miłość Boga, miłość Jezusa to, coś co pozwala powstać człowiekowi, co pozwala mu stać. Mają rację św. Jan Paweł II i papież Franciszek, którzy w miłosierdziu Pana widzą wielką promocję człowieczeństwa, godności człowieka.

„Właściwym i pełnym znaczeniem miłosierdzia nie jest samo choćby najbardziej przenikliwe i najbardziej współczujące spojrzenie na zło moralne, fizyczne czy materialne. W swoim właściwym i pełnym kształcie miłosierdzie objawia się jako dowartościowywanie, jako podnoszenie w górę, jako wydobywanie dobra spod wszelkich nawarstwień zła, które jest w świecie i w człowieku. W takim znaczeniu miłosierdzie stanowi podstawową treść orędzia mesjańskiego Chrystusa oraz siłę konstytutywną Jego posłannictwa”.
(Jan Paweł II w encyklice Dives in misericordia, 6)

Ku czemu ta promocja prowadzi? Do służby drugiemu człowiekowi. Uzdrowiona (postawiona na nogi) teściowa bierze się od razu do roboty i zgodnie ze zwyczajami żydowskimi usługuje, służy.

Skoro jesteśmy już w domu Piotra i w kręgu jego najbliższych, ciekawi nas ten wątek teściowej. Piotr zatem był żonaty, a może wdowcem, jak sugerują niektórzy? Paweł apostoł w Pierwszym liście do Koryntian przynosi interesujący szczegół. Otóż pisze o tym, że apostołom w ich podróżach misyjnych towarzyszyły żony:

5 Czyż nie wolno nam brać z sobą niewiasty - siostry, podobnie jak to czynią pozostali apostołowie oraz bracia Pańscy i Kefas?
(1 Kor 9, 5)

Siostra w tym kontekście oznacza żonę. Pozostaje kwestią otwartą, w jaki sposób żony trafiały do kręgu uczniów Jezusa. Nie mamy w Ewangeliach żadnego opisu powołania żony, któregoś z uczniów. Wydaje się zatem, że wchodziły one w krąg uczniów na zasadzie małżeństwa. Skoro Pan powołał mężczyznę, to wchodził on we wspólnotę uczniów, apostołów z żoną i dziećmi. Ale w tym kontekście rodzi się jeszcze jedno pytanie, stawiane coraz częściej przez współczesną teologię: to, co Jezus mówił na temat małżeństwa, odnosiło się do małżeństwa wszystkich, czy tylko tych, którzy dzielili życie z Nim?

Z nastaniem wieczora, po zachodzie słońca (w naszej rachubie to wciąż ten sam dzień, w rachubie żydowskiej po zachodzie słońca rozpoczynał się nowy dzień) przed dom Piotra do Jezusa znoszą chorych; ewangelista Marek nie omieszka dodać z pewną satysfakcją: wszystkich chorych z całego miasta. Wielu – co zdaje się sugerować, że nie wszystkich – Jezus uzdrowił. Opowieść o tym dniu Jezusa kończy się Jego modlitwą. Nad ranem szuka odosobnienia i ciszy, żeby rozmawiać z Ojcem, żeby słuchać Ojca.

Celebracja dnia świątecznego ze wspólnotą miasta, posiłek w domu przyjaciół, promocja ludzkiej godności (liczne uzdrowienia), modlitwa.

ks. Adam Błyszcz