Wiara‎ > ‎

Ten wdzięczny obcy

opublikowane: 9 paź 2016, 05:24 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 16 paź 2016, 05:29 ]
Kazanie na XXVIII niedzielę zwykłą (9.10.2016 r.)

Ewangelia o uzdrowieniu dziesięciu trędowatych. Jest wśród nich dziewięciu Żydów i jeden Samarytanin, czyli obcy, inny. Samarytanin był poza Przymierzem, poza kultem w Jerozolimie. Samarytanie i Żydzi nie utrzymywali kontaktów. Obcość i wrogość. Ale nieszczęście, takie piekielne jak trąd, znosi te bariery i tę wrogość. Dotknięci trądem stanowią jakąś wspólnotę nieszczęśników. Dzisiaj z lękiem patrzymy na obcych, na tych spoza Przymierza i kultu. Więc dzisiejszy fragment to może jakaś lekcja dla nas na temat obecności obcego, innego.
Ale to także kwestia wdzięczności. Z tych 10 uzdrowionych wraca Jezusowi podziękować tylko jeden. Właśnie ten obcy – samarytanin. Dziwi to samego Jezusa.

Z Ewangelii wg św. Łukasza: Zmierzając do Jerozolimy, przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: «Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!» Na ich widok rzekł do nich: «Idźcie, pokażcie się kapłanom!» A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: «Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec». Do niego zaś rzekł: «Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła». (Łk 17: 11–20)

 

Dlaczego tak się stało? Dlaczego tych dziewięciu nie odnosi swojego uzdrowienia do osoby Jezusa? Przecież wcześniej jednomyślnie wołają do Niego: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami”. Co tak zamknęło ich serca?

Wydaje się, że po cudzie uzdrowienia wszystko wraca do normy. Obcy staje się ponownie obcy i odłącza się od grupy albo też zostaje wykluczony z grupy, która teraz zapewne odnawia wrogość wobec obcego.

Trzeba również przyjrzeć się temu dziwacznemu nakazowi Jezusa: idźcie i pokażcie się kapłanom. Dziwacznemu, gdyż zgodnie z zapisem Starego Testamentu (chodzi konkretnie o 13. rozdział Księgi Kapłańskiej), w którym opisano różne rodzaje choroby skóry powiedziane jest, że gdy dolegliwość ta ustępowała, uleczony miał obowiązek pokazać się kapłanowi, aby ten stwierdził, czy ów człowiek stał się czysty i czy może powrócić do wspólnoty zdrowych. Ale kiedy Jezus mówi, że mają iść do kapłanów, nie ma przecież żadnych oznak poprawy ich stanu. Czym jest zatem wiara, za którą Jezus chwali Samarytanina, a którą w gruncie rzeczy okazała całą dziesiątkę? Zawierzeniem Słowu Jezusa wbrew naoczności. Pewnym irracjonalnym wyborem między Słowem Jezusa a narzucającym się doświadczeniem, narzucającym się poznaniu rzeczywistości. Czy to oznacza, że wierzący niejako automatycznie skazany jest irracjonalność życia i wyborów? Im głupiej, tym bliżej Ewangelii?

 
I druga niejasność polecenia Jezusa. Dlaczego do tych żydowskich kapłanów ma iść Samarytanin, który przecież nie uznaje ani świątyni jerozolimskiej, ani przepisów Starego Testamentu. Ten dopiero staje przed absurdalnym wyborem. Jeszcze chory, bez oznak poprawy, ma iść do kapłanów, których nie uznaje i którzy (jak to kapłani mają w zwyczaju) przegonią go jako grzesznika i heretyka sprzed ołtarza. A mimo tego podwójnego absurdu okazuje posłuszeństwo Słowu Jezusa. I tak oto w Łukaszowym przekazie ten obcy staje się wzorem nie tylko wdzięczności, ale przede wszystkim wiary w Jezusa.

Jak wytłumaczyć tę nieścisłość tekstu, pewną niekonsekwencję Jezusa, Mistrza? Jak mógł oczekiwać czegoś takiego od Samarytanina? A może (to zupełnie nieegzegetyczna hipoteza) Jezus nie połapał się, że wśród tych dziesięciu jest jeden Samarytanin? Obcy. Inna religia, inna mentalność, inny język, dialekt. Odkrył to później, być może wtedy, kiedy ten wrócił i pojedynczym głosem (bez tego chóru dziewięciu wykluczonych towarzyszy) wypowiedział swoją wdzięczność.
To być może znowu jakiś przyczynek do tego, aby zastanowić się, jak interpretować cierpienie: unifikuje, znosi różnice między ludźmi czy też czyni człowieka niepowtarzalnym.

ks. Adam Błyszcz

Fot. FreeRangeStock