Wiara‎ > ‎

Tajemnica Jezusa Chrystusa

opublikowane: 27 lis 2016, 03:37 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 27 lis 2016, 07:31 ]

Kazanie na pierwszą niedzielę adwentu


Co sprawia, że gotowi jesteśmy przyjąć opowieść o Jezusie Chrystusie jako opowieść o naszym Zbawicielu? Jakie kategorie naszej mentalności sprawiają, że ta opowieść jest nam bliska i odpowiada na naszą nadzieję?

Dzisiejszą niedzielą rozpoczynamy adwent. Czas oczekiwania na przyjście Jezusa Chrystusa. Na to historyczne, rozpamiętywane (czyli ćwiczenie pamięci) w opowieści betlejemskiej i na to metahistoryczne (ćwiczenie nadziei), dopełniające się w Dzień Sądu, w chwili, w której historia zostanie skonsumowana.

Początek adwentu każdego roku to dobra okazja, aby naszemu czasowi (a jego podstawowym żywiołem jest teraźniejszość, ta zaś stygmatyzowana jest codziennością) nadać poprawny kierunek; odzyskać pierwotny azymut – spojrzenie na Jezusa Chrystusa. Zapraszam do takiej adwentowej refleksji. Ona najprawdopodobniej nie odpowie na żadne z naglących pytań, nie rozwiąże problemów chwili. Ale być może jest to dobry moment, aby bezinteresownie (właśnie tak – bezinteresownie!) spróbować spojrzeć na tajemnicę Jezusa Chrystusa, naszego Pana.

Jan Chrzciciel (jeden z głównych adwentowych przewodników) obserwujący działalność Jezusa Chrystusa, stawia Mu pytanie. Czyni to przez swoich uczniów: Ty jesteś tym, na którego czekamy, czy też mamy innego oczekiwać (por. Mt 11, 2–5)? To pytanie może zaskoczyć czytelnika Ewangelii, ale ono także ukazuje głębię dramatu każdego człowieka, który szuka Zbawiciela. Jezus Chrystus nie jest kimś jednoznacznym. Kiedy wsłuchujemy się w to pytanie uwięzionego Jana Chrzciciela, uświadamiamy sobie, że w Jezusie Chrystusie musiało być coś, co pozwalało odczytywać Go jako oczekiwanego Mesjasza. Ale musiało być również coś takiego, co sprawiało, że ta lektura nie była jednoznaczna. To żadna nowość ani odkrycie Ameryki, że każdy fenomen, który pojawia się w naszym horyzoncie hermeneutycznym jest odszyfrowywany, odczytywany podług kategorii, których dostarcza przeszłość i teraźniejszość.

Jak można byłoby scharakteryzować Jana Chrzciciela? Oponent faryzeuszów, saduceuszów. Na ile w swoim przepowiadaniu otwarty był na nowość Słowa? Czy też nie było tak, że próbował ludziom ukazać konieczność powrotu do pierwotnej miłości. Konserwatysta czy innowator religijny? Zelota, który strzegł właściwej tradycji ojców, czy też ktoś, kto miał przygotować ludzi na Mesjasza? Odpowiedź, której udzielił pytającym go celnikom, może świadczyć, że wcale nie był tak surowy, jak go maluje ewangeliczna tradycja. Nie nakazywał im rezygnacji z hańbiącej profesji (czy nawet grzesznej, jak celników widział ogół żydowskiego społeczeństwa), tylko sprawiedliwe wykonywanie powierzonej im misji pobierania podatków.

Jeśli dobrze rozumieć pytanie Jana Chrzciciela, to musiało być coś w postawie Jezusa Chrystusa, co sprawiało, że można w Nim było dostrzec postać Mesjasza, według pojęć i kategorii dostarczonych przez ówczesny judaizm. Ale to pytanie świadczy także o tym, że w postawie Jezusa Chrystusa musiało być coś, co te kategorie przekraczało bądź im wręcz przeczyło.

Zatem nasze pierwsze pytanie dotyczy owych pojęć i kategorii, wypracowanych przez nadzieję Izraela. Tę nadzieję widzieć trzeba przede wszystkim w sensie biblijnym. Potem, na drugim etapie w sensie metafizycznym, filozoficznym. Judaizm dopracował się kilku kategorii osób, które były widziane jako pośrednicy między Bogiem a ludem. Do takich kategorii należy figura króla – dlatego Nowy Testament, mówiący o Jezusie, będzie o Nim mówił jako o potomku Dawida. Stąd też opowieść o Betlejem. Taką drugą kategorią jest figura kapłana. Późne pisma Nowego Testamentu (zwłaszcza list do Hebrajczyków) mówią o Jezusie jako o kapłanie. Trzecią kategorią pośrednika między Jahwe a ludem jest prorok. Jezus w czasie swojego ziemskiego bytowania był widziany przede wszystkim jako prorok. Świadectwa Ewangelii wydają się potwierdzać, że była to kategoria bliska samemu Jezusowi. Ona jest też ważna z innego punktu widzenia – w nią wpisane jest cierpienie. Stajemy zatem w takiej dziwnej sytuacji. Okazuje się, że przez stulecia, nadzieja Izraela wypracowała pojęcia, kategorie, które mogłyby pomóc odkryć tajemnicę Mesjasza. Ale kiedy Mesjasz przychodzi, zostaje odrzucony. Dlaczego? Odpowiedź kryje się chyba w dogmacie Wcielenia. Nikt nie spodziewał się (bo w imię czego) tak radykalnej bliskości Boga. Że stał się człowiekiem. Tego nadzieja Izraela pomyśleć nie potrafiła.

Historia Jezusa, opowieść o Nim, została poniesiona do społeczeństwa pogańskiego. To prawda, że trafia tam przez diasporę – Żydów żyjących pośród pogan. Ale jest też prawdą, że ci poganie nie są dziedzicami tradycji judaistycznej. To znaczy, w społeczeństwie pogańskim muszą być również wypracowane kategorie, które pozwalają Jezusa widzieć jako oczekiwanego Zbawiciela. Potrzeba jednak i tutaj postawić pytanie: czy Jezus również te pogańskie kategorie przekracza. I co sprawia, że poganie odrzucają opowieść o Nim? Jest to przecież świat, który oczekiwał Zbawiciela? Ten tytuł poganie nadawali nader często bogom i ludziom. Jeśli w judaizmie tym, co przeszkadzało uznać Jezusa prawdziwym Mesjaszem i Zbawicielem była jego proklamacja bycia Synem Boga, to w społeczeństwie pogańskim takim argumentem przeciw była Jego haniebna śmierć na krzyżu. Czy nie jest tak, że głównym argumentem ze strony pogan przeciw Jezusowi będzie jego żydowskość? Śmierć na krzyżu? Pohańbienie na krzyżu? Uwaga jednego z historyków chrześcijaństwa i znawców Ojców Kościoła, który wspomina, że apologeci w swoich dziełach unikali wspominania, że Jezus został zamordowany na krzyżu.

Zatem drugie pytanie dotyczyć będzie owej nadziei pogańskiej. I tego, że ta nadzieja nie potrafiła pomyśleć cierpiącego i umierającego Zbawiciela. Ale w tym miejscu dotykamy również kwestii uniwersalności, powszechności orędzia Jezusa Chrystusa. I tutaj właśnie zbliżamy się do trzeciego problemu. Co sprawia, że gotowi jesteśmy przyjąć opowieść o Jezusie Chrystusie jako opowieść o naszym Zbawicielu? Jakie kategorie naszej mentalności sprawiają, że ta opowieść jest nam bliska i odpowiada na naszą nadzieję? Ale ważne jest też, byśmy wiedzieli, gdzie weryfikuje się proces przekraczania tychże kategorii przez Jezusa Chrystusa. Wydaje się, że to przekraczanie za każdym razem (judaizm; pierwotne teistyczne pogaństwo; wtórne, dzisiejsze ateistyczne pogaństwo) sprawia to samo: Jezus przestaje być jednoznaczny, przestaje być czytelny. Ale w tym właśnie kryje się siła Jego Tajemnicy. Zaprasza nas do czegoś, co już nie zależy od nas, od naszych logicznych i przemyślanych założeń. Jak powiedział kiedyś bł. kardynał Newman: wiara, o której mówi chrześcijaństwo, nie jest konkluzją takich czy innych przesłanek.

ks. Adam Błyszcz