Wiara‎ > ‎

Święte oburzenie – święta powinność?

opublikowane: 10 lut 2018, 09:38 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 10 lut 2018, 09:39 ]

Homilia na szóstą niedzielę zwykłą

40 Wtedy przyszedł do Niego trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: «Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić». 41 Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony!». 42 Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. 43 Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, 44 mówiąc mu: «Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich». 45 Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.
(Mk 1, 40–45)

Jezus spotyka się z trędowatym. Inicjatywa tego spotkania wydaje się należeć do człowieka chorego. On przychodzi do Jezusa ze swoją chorobą, ze swoją nędzą. Zapaść na trąd w starożytności oznaczało umrzeć, będąc żywym, i być pogrzebanym, żywiąc nadzieję uzdrowienia. Paradoks, który może przyprawić o schizofrenię. Trąd wykluczał człowieka ze społeczności, w której żył. Ktoś taki musiał opuścić swoją rodzinę, żonę, męża, dzieci. Wynieść się z miasteczka, ze wsi. Zamieszkać na odludziu. Tworzyły się takie komuny nieszczęśników, w których zacierały się wszelkie różnice: społeczne, rasowe, religijne. Ślad tego mamy w historii uzdrowienia dziesięciu trędowatych właśnie, którą opowiada Łukasz w swojej Ewangelii:

11 Zmierzając do Jerozolimy przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. 12 Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka 13 i głośno zawołali: «Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami!» 14 Na ich widok rzekł do nich: «Idźcie, pokażcie się kapłanom!» A gdy szli, zostali oczyszczeni. 15 Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, 16 upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin.
(Łk 1, 11–17)

W normalnym świecie Żydzi nie zabiegali o żadne kontakty z Samarytanami. Ci drudzy też uważali swoich sąsiadów za wrogów, stąd jakiekolwiek relacje były ograniczone do minimum. Ale w świecie trędowatych wydaje się, że już nie obowiązywały przepisy religijne czy rasowe. Jeden biedak wspierał innego biedaka, nawet jeśli ten wierzył w innego boga lub mówił innym dialektem. Wobec ogromu cierpienia nie robiło to już żadnego wrażenia ani różnicy. Ta niezdolność budowania relacji z ludźmi, których trzeba było opuścić, była spotęgowana również żydowskim przekonaniem, że trąd jest karą za grzech, przekleństwem za popełnione zło. To przekonanie, ten przesąd to takie równanie bez żadnej niewiadomej. Jeśli jest taka choroba, takie cierpienie, to musiał być równie wielki grzech. Sprawiedliwy Bóg się nie myli.

Taki właśnie nieszczęśnik zbliża się do Jezusa. Cała jego tożsamość to ten trąd, strupy, rany, które śmierdzą, okaleczone przez chorobę ciało. Nie wiemy, jak miał na imię, ile miał lat, kim był we wcześniejszym życiu. Nie wiemy, czy był złym czy dobrym człowiekiem. Czy chodził do synagogi czy nie? Czy przestrzegał Prawa, Tory czy też lekceważył sobie Tradycję ojców? Nic nie wiemy. Tylko tyle, że pada przed Jezusem na kolana (co już wydaje się wyrazem jakiegoś religijnego szacunku, czci) i mówi: „Jeśli chcesz, możesz mnie uzdrowić”. Zdumiewająca prośba, gdyż Żydzi byli przekonani, że z trądu może uwolnić tylko Bóg, Jahwe. To jak wyznanie wiary w moc Jezusa.

Odpowiedź Jezusa nastręcza egzegetom (zawodowym badaczom Pisma) kłopotu. Niektóre kodeksy Ewangelii Marka używają słowa, które trzeba byłoby przetłumaczyć jako wzburzenie, irytację, poruszenie. Intencją ewangelisty byłoby zatem powiedzenie, że Jezus wzburzony stanem tego człowieka uzdrawia go. Jednak to greckie słowo nie przypadło do gustu niektórym kopistom świętego tekstu, stąd ośmielili się poprawić wzburzenie na współczucie, litość. Obecnie większość europejskich tłumaczeń Ewangelii Marka przyjmuje tę wersję, stąd mamy Jezusa, który współczując trędowatemu, uzdrawia go. Oj, boimy się mocnych emocji.

Sam gest uzdrowienia też jest znaczący. Pan dotyka trędowatego. Znamy (również z Ewangelii Marka) uzdrowienia, których Jezus dokonuje bez widzenia chorego, bez dotykania jego ciała (jak chociażby w przypadku córeczki Syrofenicjanki – por. Mk 7, 24-30). Mocą swojego słowa. Z trędowatym jednak Jezus postępuje inaczej. Dotyka go, co było zabronione przez prawo. Przekroczenie tego przepisu wyłączało winnego ze wspólnoty Ludu i z możliwości uczestniczenia w kulcie w świątyni bądź w synagodze. Przepisy sanitarne były tak surowe, że nie wolno było znaleźć się nawet w cieniu trędowatego. Dlaczego Jezus prowokuje swoich przeciwników tym przekraczaniem Prawa? Lekceważeniem przepisów, które miały strzec Ludu. Nie ulega wątpliwości, że Jezus działa z premedytacją. Czy chodzi o to, aby okazać bliskość, czułość, nawet za cenę wykluczenia z Ludu? Czy też dlatego, że nie sposób pomagać drugiemu i zachować przy tym czystych rąk? Może tym właśnie tropem idzie papież Franciszek, który mówi:
„Powtarzam tu całemu Kościołowi to, co wielokrotnie powiedziałem kapłanom i świeckim w Buenos Aires: wolę raczej Kościół poturbowany, poraniony i brudny, bo wyszedł na ulice, niż Kościół chory z powodu zamknięcia się i wygody kurczowego przywiązania do własnego bezpieczeństwa. Nie chcę Kościoła zatroskanego o to, by stanowić centrum, który w końcu zamyka się w gąszczu obsesji i procedur. Jeśli coś ma wywoływać święte oburzenie, niepokoić i przyprawiać o wyrzuty sumienia, to niech będzie to fakt, że tylu naszych braci żyje pozbawionych siły, światła i pociechy wypływającej z przyjaźni z Jezusem Chrystusem, bez przygarniającej ich wspólnoty wiary, bez perspektywy sensu i życia. Mam nadzieję, że bardziej od lęku przed pomyłką kierować się będziemy lękiem przed zamknięciem się w strukturach dostarczających nam fałszywej ochrony, lękiem przed przepisami, które czynią z nas nieubłaganych sędziów, lękiem przed przyzwyczajeniami, dzięki którym czujemy się spokojni, podczas gdy obok nas znajduje się zgłodniała rzesza ludzi, a Jezus powtarza nam bez przerwy: «Wy dajcie im jeść!» (Mk 6, 37)”.
(Evangelii gaudium, 49)

ks. Adam Błyszcz