Wiara‎ > ‎

Przypowieść nie tylko o miłosierdziu

opublikowane: 13 lip 2019, 11:22 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 13 lip 2019, 11:27 ]

Homilia na XV niedzielę zwykłą

25 A oto powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Go na próbę, zapytał: «Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» 26 Jezus mu odpowiedział: «Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?» 27 On rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego. 28 Jezus rzekł do niego: «Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył». 29 Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: «A kto jest moim bliźnim?» 30 Jezus nawiązując do tego, rzekł: «Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. 31 Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. 32 Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. 33 Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: 34 podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. 35 Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: "Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał". 36 Któryż z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?» 37 On odpowiedział: «Ten, który mu okazał miłosierdzie». Jezus mu rzekł: «Idź, i ty czyń podobnie!»
(Łk 10, 25–37)

Słuchamy w tej liturgii jednej z najważniejszych stron Nowego Testamentu, która do dzisiaj nie straciła swojej aktualności, więcej – wydaje się o wiele bardziej natarczywa w naszych czasach. Zaraz spróbuję to pokazać i proszę mi wierzyć, tu wcale nie chodzi o kwestię miłosierdzia, o którym tyle się mówi we współczesnym Kościele. Rzecz dotyczy czegoś innego.

Do Jezusa przychodzi uczony w Prawie, rabbi Tory przychodzi do Rabbiego z pytaniem, które nurtowało wielu pobożnych Żydów I wieku: co robić, aby osiągnąć życie wieczne. To znaczy, co robić, aby osiągnąć takie życie, takie szczęście, którego śmierć nie zniszczy? Łukasz nadmienia, że pytanie zostało postawione z pewną złośliwością, aby Jezusa postawić w trudnej sytuacji. Wygląda na to, że pytającemu zabrakło czystości intencji. Jezus mimo tego nie uchyla się od odpowiedzi, chociaż jest w niej również pewna doza prowokacji. Co czytasz? Jak jest napisane w Torze? Tak jakby Jezus chciał powiedzieć: Pytasz mnie o coś, co jest w zasięgu Twojego poznania, Twoich oczu, pytasz mnie o coś, co znajduje się w naszej Tradycji. Istotnie, rabbi, pewnie nieco zawstydzony, przywołuje zasadniczy tekst Tory, z księgi Powtórzonego Prawa. Wyznanie wiary, które każdy pobożny Żyd recytował trzy razy dziennie:

4 Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem - Panem jedynym. 5 Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił.
(Pwt 6, 4–6)

I niejako odruchowo odwołuje się do innego tekstu Tory, z Księgi kapłańskiej, aby uzupełnić swoją odpowiedź:

… będziesz miłował bliźniego jak siebie samego. Ja jestem Pan!
(Kpł 19, 18)

Zdumiewa dynamika tej sceny. Wygląda to trochę tak, jakby Jezus chciał powiedzieć: Przecież nie potrzebujesz mnie, aby znaleźć odpowiedź na twoje pytanie. Masz Tradycję. Wystarczy ją czytać, medytować i być na nią otwartym.

Zatrzymajmy się chwilę przy kwestii Tradycji. Jeden z najpoważniejszych zarzutów stawianych papieżowi Franciszkowi polega na tym, że sprzeciwił się tradycji Kościoła, więcej, że z nią zerwał. W adhortacji Amoris laetiia, za którą Franciszkowi oberwało się najwięcej, czytamy taki piękny fragment, który mnie nieustannie prowokuje do refleksji:

Aby właściwie zrozumieć, dlaczego możliwe i konieczne jest szczególne rozeznanie w niektórych sytuacjach zwanych „nieregularnymi”, istnieje pewna kwestia, którą zawsze należy uwzględniać, aby nigdy nie pomyślano, że usiłuje się minimalizować wymagania Ewangelii. Kościół dysponuje solidną refleksją na temat uwarunkowań i okoliczności łagodzących.
(AL, 301)

Kościół dysponuje solidną refleksją. Nasza chrześcijańska tradycja pozwala nam właściwie oceniać sytuacje, w których znajdują się nasi wierni. I bądźmy uczciwi, to nie papież Franciszek zaproponował doktrynę grzechu śmiertelnego. On tylko przypomniał głęboką myśl św. Tomasza z Akwinu, która skądinąd została utrwalona w obowiązującym Katechizmie Kościoła Katolickiego. To nie papież Franciszek wypracował starożytną doktrynę Słowa rozsianego, która pozwalała starożytnym chrześcijanom w filozofii pogańskiej dostrzec odblask, refleks Słowa, Logosu, Mądrości Bożej. Analogicznie, czy w tych wszystkich niedoskonałych (kruchych, aby użyć języka Franciszkowego) związkach między mężczyzną a kobietą nie można dostrzec mimo wszystko refleksu pierwotnej myśli Stwórcy o małżeństwie?

Czym zatem jest tradycja? Była ona bardzo często pojmowana jako synonim konserwatyzmu, zapisem reguł z przeszłości, które miały regulować teraźniejszość. Dawało to poczucie bezpieczeństwa, ale nie przynosiło niestety życia.

Raz jeszcze oddajmy głos Franciszkowi: „…chciałbym zdefiniować, co to jest tradycja. Tradycja to nie jest niezmienne konto w banku. Tradycja to doktryna, która jest w drodze, która idzie naprzód”.[1]

Jeszcze trudniej wygląda przypowieść, którą Jezus opowiada, próbując zmierzyć się z pytaniem rabbiego o to, kto jest moim bliźnim. Dziwna przypowieść! Z wyjątkiem ofiary, o której nic nie wiemy, pozostali bohaterowie są zdefiniowani przez przynależność religijną. Dwaj pierwsi (kapłan i lewita) związani z sanktuarium jerozolimskim, trzeci (Samarytanin) to heretyk, odszczepieniec. Dwaj pierwsi zranionemu, pobitemu, na półumarłemu (to bardzo ważny szczegół, gdyż w jakiejś mierze może usprawiedliwiać, tłumaczyć obojętność lewity i kapłana). Pytamy zatem, dlaczego ci dwaj religijni ortodoksyjni ludzie nie okazują potrzebującemu współczucia? Zapewne dlatego, że doskonale znali Torę i jej przykazanie, które mówiło:

11 Kto się dotknie zmarłego, jakiegokolwiek trupa ludzkiego, będzie nieczysty przez siedem dni. 12 Winien się nią oczyścić w trzecim i siódmym dniu, a wtedy będzie czysty. Gdyby jednak nie dokonał w trzecim i siódmym dniu oczyszczenia, wówczas pozostanie nieczysty.
(Lb 19, 11–13)

Proszę sobie wyobrazić, że to przykazanie Tory było tak radykalne, że arcykapłan, który musiał być zawsze gotowy do sprawowania kultu w świątyni w przypadku śmierci kogoś ze swoich bliskich (rodziców, żony, dzieci), nie mógł ich dotknąć!

Skąd zatem obojętność kapłana i lewity? Ano z wierności religii. Ich postawie zostaje przeciwstawione zachowanie Samarytanina, który zapewne jest również człowiekiem wierzącym (ateizm w starożytności jest zjawiskiem nader rzadkim), ale nie przestrzega Tory i odrzuca kult w sanktuarium jerozolimskim. Co ciekawe, rabbi, któremu Jezus opowiada tę przypowieść, natychmiast i bez przeszkód uświadamia sobie, że tym, który odsłania tajemnicę bliźniego, jest właśnie odszczepieniec, a nie ortodoksyjni kapłan czy lewita.

Czy Jezus chce tą przypowieścią powiedzieć, że doświadczenie religijne (spotkanie z Bogiem), które nie otwiera na drugiego człowieka, jest nic niewarte? Może zostać obudowane rytuałem i przepisane, ale nie przestaje być iluzją. Nie ma żadnej wartości.

ks. Adam Błyszcz

[1] Papież Franciszek, Dominique Wolton. Otwieranie drzwi. Rozmowy o Kościele i świecie, Kraków 2018, str. 322.