Wiara‎ > ‎

Prostytutki i celnicy wyprzedzają was do Królestwa Bożego

opublikowane: 30 wrz 2017, 10:25 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 30 wrz 2017, 10:28 ]

Homilia na 26. niedzielę zwykłą

28 Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: "Dziecko, idź dzisiaj i pracuj w winnicy!" 29 Ten odpowiedział: "Idę, panie!", lecz nie poszedł. 30 Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: "Nie chcę". Później jednak opamiętał się i poszedł. 31 Któryż z tych dwóch spełnił wolę ojca?» Mówią Mu: «Ten drugi». Wtedy Jezus rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. 32 Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wyście mu nie uwierzyli. Celnicy zaś i nierządnice uwierzyli mu. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć.
(Mt 21, 28–32)

I znowu dla lepszego zrozumienia dzisiejszego fragmentu Ewangelii dobrze jest zobaczyć jego kontekst w narracji Mateusza.

W którym miejscu znajduje się dzisiejsza przypowieść Pana? Jezus zakończył właśnie swoją pielgrzymkę do Jerozolimy. Triumfalny wjazd do świętego miasta, podczas którego jego uczniowie wraz z innymi pielgrzymami z Galilei (wielce prawdopodobne, że mieszkańcy samej Jerozolimy raczej dystansowali się od tych mesjańskich deklaracji) obwołali Jezusa Mesjaszem, synem króla Dawida. Musiało to wzbudzić nieprzychylne komentarze mieszkańców miasta, którzy mieli podstawy obawiać się, że podobne hasła, w pewnej mierze nacjonalistyczne, mogą sprowokować garnizon rzymski (stacjonujący na czas Paschy w Jerozolimie) do zbrojnej interwencji. To oznaczałoby rzeź, do której doszło kilkadziesiąt lat później, w 70 roku, kiedy legiony rzymskie zrównały stolicę Judei z ziemią, niszcząc ją doszczętnie i zabijając kilkaset tysięcy mieszkańców i powstańców wojny przeciw Rzymowi.

Zatem już ten triumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy nie przysporzył Mu sympatii wśród mieszkańców miasta. Dalej jeszcze gorzej! Następnie Jezus zachodzi do świątyni i wypędza z niej kupców. A tym narusza interesy finansowe arcykapłanów, którzy ciągnęli profity z tego świątynnego handlu. (Odwieczny problem: o co chodzi we wspólnotowym doświadczeniu religijnym – o Boga czy o pieniądze?). Tym gestem wypowiada im wojnę. Nie pozostają dłużni. I nie pozostaną. Nie pozostają i żądają od Jezusa wytłumaczenia, jakim prawem czyni to, co czyni. I nie pozostaną: gdyż doprowadzą Jezusa przed trybunał Piłata i skażą jego rękoma na śmierć krzyżową.

Na razie Jezus musi odpowiedzieć na pytanie ludzi odpowiedzialnych (kapłani i starszyzna) za kult religijny w Izraelu: „Jakim prawem to czynisz? I kto Ci dał tę władzę?” (Mt 21, 23). Odpowiada, zakładając pułapkę, bo przywołuje postać Jana Chrzciciela i chce się dowiedzieć od swoich przeciwników kim był, dla nich i według nich, Jego poprzednik. Arcykapłani uchylają się od odpowiedzi, gdyż obawiają się zwolenników Jana. Ten ich unik, sprowokowany przez Jezusa, pozwala i Jemu nie udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Ale myli się, kto spodziewałby się zmniejszenia napięcia między Jezusem a jego przeciwnikami. Pan opowiada trzy przypowieści, z których każda jest skierowana właśnie przeciwko religijnej postawie liderów Izraela: pierwsza przypowieść to dzisiejsza opowieść o dwóch synach, którzy muszą się odnieść do woli, polecenia swojego Ojca; druga przypowieść to opowieść o zbrodniczych pracownikach w winnicy, trzecia zaś to przypowieść o uczcie królewskiej, którą zaproszeni goście zlekceważyli.

Jezus wydaje się być zręcznym opowiadaczem przypowieści, ale raczej żaden z Niego dyplomata. Spróbujmy zobaczyć zatem, co takiego wydarzyło się w historii o dwóch synach. Ich wiek nie zostaje sprecyzowany. Nie wiemy, który jest starszy, a który młodszy. Nie ma to zatem znaczenia. Tak samo jak nie wiemy, jakie mogły być powody, dla których jeden z synów odmówił pójścia do winnicy.

W przypadku jednego z nich, tego drugiego, uderzają dwa terminy: pełne ciepła słowo „dziecko” oraz „Panie” skierowane do ojca. Syn, dziecko wyraża w ten sposób swój wielki szacunek do ojca. Ale i w tym wypadku nie wiemy, jakie są źródła tego szacunku, czy wręcz religijnej rewerencji. Może zapisany w tym jest również strach dziecka przed ojcem, które nie potrafi powiedzieć ojcu nie. A może jest to wyraz jakiegoś kulturowego formalizmu. Przecież i my w kulturze polskiej jeszcze kilkadziesiąt lat temu zwykliśmy do naszych rodziców i dziadków zwracać się w drugiej osobie liczby mnogiej.

A może w tym „panie” syna, który deklaruje gotowość pójścia do winnicy, ale potem zastyga w jakiejś takiej bezczynności, zapisana jest swoista gra literacka ewangelisty Mateusza (lub też samego Jezusa), bo to przecież w tej ewangelii, w rozdziale siódmym znajduje się przestroga Jezusa:

21 Nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. 22 Wielu powie Mi w owym dniu: "Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?" 23 Wtedy oświadczę im: "Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!"
(Mt 7, 21–23)

Myślę, że wszyscy znamy tę religijność werbalną, która poprzestaje na deklaracjach, ale która, niestety, odznacza się absolutną niewrażliwością na Boga i na człowieka.

Przypowieść rozpoczyna się pytaniem Jezusa do słuchaczy: co myślicie? Przypowieść kończy się także pytaniem: który z tych dwóch spełnił wolę ojca? Jeśli pierwsze pytanie ma na celu przywołanie uwagi słuchaczy, to drugie jest zachętą do tego, aby słuchający dokonał osądu postawy braci.

Po czym następuje interpretacja Jezusa, który pod figury przypowieści podstawia konkretne postaci: I tak głosem ojca jest Jan Chrzciciel. Synem, który z początku deklaruje gotowość pójścia do winnicy, lecz ostatecznie od tej deklaracji się uwalnia, są liderzy religijni Izraela; ci, którzy pretendowali do tego, że znają wolę Boga, że strzegą Jego Słowa; Jego przykazań. Synem, który od samego początku mówi, że do winnicy nie pójdzie, są celnicy i prostytutki (dwie kategorie osób postawione poza ówczesnym społeczeństwem żydowskim – pariasi, z którymi nie wolno było utrzymywać kontaktów i od których należało stronić). I okazuje się, że to nie kapłani w powłóczystych szatach realizują wolę Boga, a prostytutki i złodzieje, którzy się nawrócili.

I na koniec jeszcze jedna sprawa. W grze nie tyle są deklaracje czy praktyki religijne, ile wypełnienie woli ojca, Boga. Przywołuję to pojęcie woli Boga, gdyż w toczącym się obecnie sporze wokół adhortacji apostolskiej Amoris laetitia zapominamy, że pierwszorzędnym celem duszpasterstwa osób, które znajdują się w sytuacji nieregularnej, jest nie tyle kwestia komunii świętej lub spowiedzi, ile „chodzi o proces towarzyszenia i rozeznania, który kieruje tych wiernych do uświadomienia sobie swojej sytuacji przed Bogiem” (AL, 300). Innymi słowy: jaka jest wola Boga wobec każdego z nich!

ks. Adam Błyszcz