Wiara‎ > ‎

Pogarda dla celnika - kazanie na XXX niedzielę zwykłą (23 X)

opublikowane: 22 paź 2016, 09:36 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 25 paź 2016, 13:55 ]
Zastanawia mnie w dzisiejszej Ewangelii, dlaczego Jezus, aby udzielić upomnienia tym, którzy uważali, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, wybrał właśnie taki entourage: modlitwa w sanktuarium jerozolimskim. Czy dzisiaj opowiedziałby ją tak samo?


Przypowieść Jezusa o dwóch mężczyznach modlących się w świątyni może chyba być interpretowana jako opowieść o istocie aktu religijnego. Czym jest religijność człowieka i dokąd powinna prowadzić? Czyżby krótki traktat o prawdziwej pobożności? Historia Abla i Kaina opowiedziana raz jeszcze.

Każda ze wskazanych postaci posiada bardzo wyrazistą tożsamość. Faryzeusze (wbrew temu, co my dzisiaj o nich myślimy) cieszyli się szacunkiem ówczesnego żydowskiego społeczeństwa. Swoje życie ściśle podporządkowali prawu religijnemu, którego przestrzegali nader gorliwie. Sam faryzeusz wspomina o tym, że pości dwa razy w tygodniu (był to zapewne poniedziałek i czwartek). Otóż prawo zobowiązywało każdego Żyda do jednego dnia postu w roku! W Święto Jom Kippur. Dopiero z czasem wprowadzono inne posty.

Celnicy byli totalnym przeciwieństwem faryzeuszów. Ogół społeczeństwa miał ich za kolaborantów Rzymian okupujących Palestynę. Oraz oszustów, gdyż ściągając podatki, nadużywali swojej władzy. Pamiętamy ten fragment Ewangelii ś. Łukasza, w którym opowiada o misji Jana Chrzciciela: „Przychodzili także celnicy, żeby przyjąć chrzest, i pytali go: «Nauczycielu, co mamy czynić?». On im odpowiadał: «Nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono»” (Łk 3; 12–13). Tak bardzo nimi pogardzano, że kapłani w świątyni jerozolimskiej nie akceptowali ich ofiar pieniężnych, uważając, że są to pieniądze splamione niegodziwością.

Taka była chyba pierwotna lektura tych dwóch postaci. Obydwaj wchodzą do świątyni, to znaczy w przestrzeń nasyconą obecnością Boga. W taką przestrzeń, która wymusza bardzo konkretne, określone zachowania. Podobnie jak w naszych kościołach. Złożone dłonie, klękamy, zachowujemy milczenie.

Jezus uważa jednak, że zostaje przyjęta modlitwa tylko jednego. O dziwo, celnika. Obydwaj opowiadają prawdę swojego życia. Prawda celnika Jezusowi wydaje się prawdziwsza. Jaka jest różnica między ich modlitwą? Jedyną rzucającą się różnicę jest to, że faryzeusz, stojąc przed Bogiem i modląc się, znajduje jeszcze czas i sposobność, aby rozejrzeć się wokół i zobaczyć innych. I to spojrzenie ma charakterystyczny koloryt. Koloryt pogardy, deprecjacji drugiego. I przecież to jakoś odpowiada prawdzie. Celnik istotnie czuje się jak zdzierca. Wydaje się więc, że faryzeusz trafnie odczytuje rzeczywistość i z pozoru nie krzywdzi samego celnika, bo swojego trafnego sądu nie ujawnia przed nikim. Mówi o nim tylko Bogu.

Jestem przekonany, że modlitwa faryzeusza zostaje zdyskwalifikowana nie z powodu tego rozproszenia, a raczej dlatego, że Jezus w tym spojrzeniu dostrzega pogardę dla celnika. I to wyrażoną w obecności Boga. Bluźnierstwo. Jeśli myśl faryzeusza wprowadza jakąkolwiek zmianę, to odnosi się ona do jego relacji z Bogiem.

Zastanawia mnie co innego. Dlaczego Jezus, aby udzielić upomnienia tym, którzy uważali, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, wybrał właśnie taki entourage: modlitwa w sanktuarium jerozolimskim. Czy dzisiaj opowiedziałby ją tak samo? A może opowiedziałby o ekspedientce zruganej przez klienta albo urzędniku upokorzonym przez przełożonego? Albo o matce wyzywanej przez dzieci? Jaka byłaby współczesna sceneria takiej Jezusowej przypowieści? Czy nadal użyłby obrazu iluzorycznej religijności czy pobożności, aby ukazać dramat pogardy okazanej bliźniemu?

ks. Adam Błyszcz