Wiara‎ > ‎

Podzielić się

opublikowane: 15 gru 2018, 04:55 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 15 gru 2018, 04:59 ]

Homilia na III niedzielę adwentu

10 Pytały go tłumy: «Cóż więc mamy czynić?» 11 On im odpowiadał: «Kto ma dwie suknie, niech jedną da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni». 12 Przychodzili także celnicy, żeby przyjąć chrzest, i pytali go: «Nauczycielu, co mamy czynić?» 13 On im odpowiadał: «Nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono». 14 Pytali go też i żołnierze: «A my, co mamy czynić?» On im odpowiadał: «Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie». 15 Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, 16 on tak przemówił do wszystkich: «Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. 17 Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym». 18 Wiele też innych napomnień dawał ludowi i głosił dobrą nowinę.
(Łk 3, 10–19)

W Adwencie pojawia się troje przewodników, mistrzów adwentowej duchowości czekania.

Pierwszym oczywiście jest Maryja. Początek Adwentu zdominowany jest Jej obecnością wywołaną uroczystością Niepokalanego Poczęcia.

Drugim mistrzem jest starotestamentalny prorok Izajasz. Jeśli przejrzeć Liturgię Słowa Mszy Świętych adwentowych w pierwszym okresie Adwentu (od pierwszej niedzieli do 16 grudnia), skoncentrowaną na oczekiwaniu na przyjście Syna Człowieczego, który ma sądzić ludzkość, to praktycznie każdego dnia (wyjątki można policzyć na palcach jednej ręki) czytany jest fragment z księgi Izajasza. I z dniem 17 grudnia znika zupełnie. Od tego dnia bowiem do końca adwentu, do 24 grudnia, w głowie mamy nie tyle sąd, ile narodziny Syna Bożego w Betlejem.

Już tydzień temu pojawił się trzeci mistrz, który jest z nami również dzisiaj: Jan Chrzciciel. Człowiek pustyni, peryferii, skonfliktowany ze środowiskiem świątynnym, z kapłańskim (mimo że z tego środowiska się wywodził, a może dlatego właśnie), później także skonfliktowany z liderami politycznymi, którzy doprowadzą do jego męczeńskiej śmierci. To właśnie na niego zstępuje Słowo Boże, które nie tylko ma przepowiadać Ludowi, ale które we właściwym momencie Ludowi ma wskazać. To Wcielone Słowo Boże, Jezus Chrystus, najprawdopodobniej w Janie Chrzcicielu widziało swojego nauczyciela, mistrza, a we wspólnocie Jego uczniów znalazł wspólnotę swojego wzrostu.

Tydzień temu usłyszeliśmy w liturgii Janowe wezwanie do nawrócenia, które oznaczało przede wszystkim zmianę mentalności, zmianę sposobu myślenia o świecie, o człowieku i o Bogu. Dzisiaj natomiast konkretni ludzie, osadzeni w bardzo konkretnych warunkach swojego życia i swojej wolności, stawiają Janowi pytanie, co mają czynić, co w ich sytuacji może oznaczać nawrócenie, do którego są wezwani.

Na samym początku prorok odpowiada ludowi, aby podzielić się tym, co niezbędne do życia. Ubraniem, żywnością. Nie wiem, czy dziwiło to ówczesnych słuchaczy Jana Chrzciciela. Na pewno nas dziwi. Po człowieku Bożym spodziewalibyśmy się wskazówek dotyczących życia religijnego, a to wezwania do jeszcze jednej nowenny albo do jeszcze jednej peregrynacji cudownej kopii cudownego obrazu. Nic z tych rzeczy! Jan jako znaku nawrócenia nie oczekuje żadnego gestu, który należałby do przestrzeni liturgicznej czy kultowej. Oczekuje natomiast gestów nasyconych głębokim humanizmem, wielką wrażliwością na biedę drugiego człowieka. Podobnie do nas dzisiaj przemawia papież Franciszek.

Ale w tłumie są dwie grupy, które Łukasz w swojej opowieści traktuje w sposób szczególny. Pierwszą grupę stanowią celnicy. Przeklęta kasta kolaborantów rzymskiego okupanta, gdyż opłaty pobierali na rzecz skarbca cesarskiego. I to był pierwszy powód, dla którego pobożni Żydzi nimi gardzili. Drugim powodem była ich chciwość. W tamtych czasach istniały swoiste przedsiębiorstwa poborców podatkowych, którzy startowali (używając współczesnej terminologii) w przetargach ogłaszanych przez funkcjonariuszy Cezara na wykonaniu usług celniczych. Kto wygrywał taki przetarg, musiał awansem wpłacić całą sumę, której oczekiwano. Zwycięzca „przetargu” nabywał prawo pobierania opłat celnych na danym terytorium Imperium. Mógł sobie wtedy pozwolić na pewną samowolę i pobierać nieco więcej, niż należało. Na każdym etapie takiej procedury istniała okazja (z której zazwyczaj skwapliwie korzystano) korupcji. Więc ci kolaboranci i oszuści (złodzieje?) pytają proroka znad Jordanu, co mają czynić. Odpowiedź Jana w oczach żydowskich patriotów wydaje się dwuznaczna. Po pierwsze, nie odnosi się ani słowem do kwestii narodowej czy religijnej. Jesteście celnikami na usługach Cezara, który okupuje Judeę i mieni się bogiem. Pozostańcie nimi dalej, ale ten zawód, wykonujcie za sprawiedliwością.

Nauczono nas przeciwstawiać Jana (surowy prorok, operujący na pustyni, na peryferiach, który zapowiada nadejście sądu, w którym raczej miłosierdzie nie będzie miało zbyt wiele do powiedzenia) i Jezusa (żarłok i pijak, który nie stronił od ludzi, zwłaszcza tych pogubionych, którym głosił nieskończone miłosierdzie swojego Ojca), ale kiedy wsłuchujemy się w tę odpowiedź Jana udzieloną celnikom, czy nie przychodzi nam do głowy, że ten prorok nakreślił ramy, w których Jezus mógł powiedzieć, aby cezarowi oddać to, co do cezara należy i mógł pójść do Zacheusza i nie żądać od niego, by przestał być celnikiem? Łukasz, który opowiada tę historię, widzi już w niej Ewangelię, Dobrą Nowinę.

Drugą kategorią osób, które stawiają Janowi pytanie o to, co mają czynić, są żołnierze. Czasami zastanawiam się, czy wśród tych, którzy byli nad Jordanem, bo powodował nimi niepokój religijny, był jakiś żołnierz, który później aresztował Jana albo uczestniczył w Jego egzekucji? Nie wiemy tego.

A zatem stają przed tym bezbronnym człowiekiem, który jest jak trzcina chybocząca się na wietrze, ci, którzy są ludźmi władzy i uśpionego sumienia – wykonawcy rozkazów możnych tego świata. Jan zdaje się mówić: wasza obecność jest potrzebna, gdyż gwarantuje porządek i bezpieczeństwo, ale nie ulegajcie pokusie przemocy.

Dzisiejszy fragment Ewangelii pozwala nam zrozumieć, na czym polega nawrócenie, o którym mówi Jan. Nie polega ono na ucieczce na pustynię, na rezygnacji ze swojej codzienności, ale na przeżywaniu jej zgodnie z wolą Ojca.

ks. Adam Błyszcz

PS Co począć z tym nieszczęsnym wiejadłem? Program ortograficzny, który sprawdza poprawność polszczyzny w moim komputerze, nie rozpoznaje tego słowa. Podkreśla je na czerwono, czym sygnalizuje jakiś błąd. Ale w polskim słowniku istnieje takie słowo, które oznacza narzędzie do oddzielenia ziarna od plew, w formie podobnej do wideł lub szufli. Zdaje się, że wiejadło nic już nie mówi współczesnemu czytelnikowi Biblii.

PS2 W treści homilii zamieściliśmy link do umieszczonej na Facebooku informacji o tym, jak można się podzielić  tym, co niezbędne do życia. Zbliżają się święta – czas, który chcemy spędzić z tymi, którzy są nam bliscy.  Poznańska Wspólnota Sant’Egidio po raz trzeci zasiądzie do stołu przy Obiedzie Bożonarodzeniowym ze swoimi ubogimi przyjaciółmi. Zapraszamy do włączenia się w to wydarzenie. Więcej szczegółów na Facebooku.