Wiara‎ > ‎

Patrzeć na Jezusa, czyli teologia porażki

opublikowane: 16 wrz 2018, 01:44 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 16 wrz 2018, 01:46 ]

Homilia na XXIV niedzielę zwykłą

27 Potem Jezus udał się ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową. W drodze pytał uczniów: «Za kogo uważają Mnie ludzie?» 28 Oni Mu odpowiedzieli: «Za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków». 29 On ich zapytał: «A wy za kogo Mnie uważacie?» Odpowiedział Mu Piotr: «Ty jesteś Mesjasz». 30 Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili. 31 I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. 32 A mówił zupełnie otwarcie te słowa. Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. 33 Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: «Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie». 34 Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: «Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! 35 Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je.
(Mk 8, 27–35)

Wydarzenie, o którym dzisiaj opowiada Marek, ma miejsce w okolicach Cezarei Filipowej, miasta hellenistycznego, pogańskiego. Jezus ponownie opuszcza terytorium Izraela, swoją ziemię. Czyni tak nie dlatego, że chce na tych terytoriach pogańskich prowadzić jakąś misję, ale najprawdopodobniej dlatego, że chce się oddalić od swoich przeciwników, którzy robią wiele, żeby uprzykrzyć Mu życie i zniechęcić ludzi do słuchania Jego słowa.

Z Jezusem są Jego uczniowie i w trakcie tej podróży, w drodze, i podczas tych specyficznych rekolekcji Mistrz pyta swoich, za kogo ludzie Go uważają. Te pytania mają doprowadzić do kwestii zasadniczej, do pytania skierowanego do uczniów: a wy za kogo mnie macie? W imieniu wszystkich odpowiada Piotr. Wychodzi to bardzo naturalnie – tak jakby wszyscy wiedzieli, że ta odpowiedź musi wyjść od Piotra, więc nikt się nie wyrywał. Piotr – lider? Zapewne. Czy nie rodziło to jednak jakichś zazdrości w grupie? Bez wątpienia tak. Gdybyśmy mieli więcej źródeł, aby móc się przyjrzeć relacjom, które zachodziły między Piotrem a Judaszem, który odpowiadał za finanse całej grupy… (Dzisiaj byśmy powiedzieli dyrektor finansowy). Gdyby móc przyjrzeć się (w tym przypadku źródeł mamy nieco więcej) relacjom między Piotrem i Janem… Ale pod Cezareą Filipową pozycja Piotra jest niepodważalna. Jego odpowiedź wyrażą tożsamość Jezusa: Ty jesteś Mesjaszem.

Marek swoją Ewangelią zbudował tak, że tożsamość Jezusa objawiona w tytułach pojawia się na samym początku Ewangelii: Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym (Mk 1, 1) oraz na końcu Ewangelii, kiedy opowiadając śmierć Pana, napisze, że Setnik zaś, który stał naprzeciw, widząc, że w ten sposób oddał ducha, rzekł: «Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym.» (Mk 15, 39). Wyznanie Piotra znajduje się w samym centrum tej Markowej opowieści, więcej, określa i stanowi to centrum.

Jezus nie komentuje tego, co Piotr wyznał. Niejako od razu przystępuje do opisania swojej przyszłości (ona rysuje się już w postawie Jego zaciekłych wrogów, więc trudno tutaj mówić o jakimś proroctwie). Ta przyszłość kreślona jest ciemnymi kolorami: odrzucenie, hańbiąca śmierć na krzyżu. Tych złych wiadomości nie potrafi zagłuszyć nawet mglista zapowiedź zmartwychwstania Syna Człowieczego. Piszę mglista, gdyż uczniowie zapewne nie rozumieli, o co chodzi z tym zmartwychwstaniem. Ślady takiego nierozumienia znajdujemy na kartach Ewangelii.

Sytuację próbuje ratować Szymon Piotr. Przecież jest liderem tej rodzącej się wspólnoty. Musimy mu oddać, że próbuje poprawiać Jezusa tak, aby nie naruszyć Jego autorytetu. Bierze zatem Jezusa na stronę, tak aby nikt ich nie słyszał. I poucza Go, jak powinien przedstawiać przyszłość Mesjasza. Szymon Piotr źle trafił. Jezus już takim dyplomatą nie jest i, jak pisze Marek, patrząc na uczniów, zgromił Piotra. Lekcja udzielona Piotrowi jest lekcją dla wszystkich uczniów. I powinni ją zapamiętać wszyscy.

Szymon Piotr musi się zmierzyć z dotkliwą porażką swojego przywództwa. Nie rozumie Mistrza, co zapewne obudzi w grupie (gdyż mamy do czynienia z dynamiką małej grupy) głosy krytyki wobec niego i znajdą się tacy, którzy będą próbowali go zastąpić. Nadto, pamięć rodzącego się Kościoła nie zapomni jego dwuznacznej postawy podczas aresztowania Jezusa i Jego procesu; dowiemy się także o publicznym sporze między Szymonem Piotrem a Pawłem, apostołem.

Na czym miałaby polegać ta teologia porażki? Czy Szymon Piotr, nazwany szatanem, znajduje się na straconej pozycji? Od Jezusa otrzymuje bardzo wyraźne, konkretne polecenie. Ma, podobnie jak wszyscy uczniowie, iść za Mistrzem. Idąc zatem za Jezusem ma patrzeć na Jego plecy. Oto pełny horyzont ucznia: plecy Jezusa. Nie widzieć nic innego jak tylko plecy Jezusa!

17 listopada 2016 roku, papież Franciszek, następca świętego Piotra, udzielił włoskiemu, katolickiemu dziennikowi Avvenire wywiadu (na wskroś ekumenicznego), w którym odpowiadał między innymi na zarzuty, jakoby rozwadniał doktrynę Kościoła. W pewnym momencie rozmowy padła taka uwaga Ojca Świętego: „patrzeć na Chrystusa uwalnia nas [Kościół] od tej przypadłości skupienia się na sobie, ale także od pokusy triumfalizmu i rygoryzmu”. Do tej myśli patrzenia na Jezusa Franciszek wrócił przedwczoraj, kiedy z okazji Święta Podwyższenia Krzyża zasugerował każdemu wierzącemu, aby nieco czasu w ciągu dnia spędził na patrzeniu na krzyż.

Piotr niewątpliwie się pomylił i pobłądził, ale to go nie przekreśla, nawet jeśli diagnoza Jezusa może przerażać. Nazywa go bowiem szatanem. Byleby tylko zechciał, spróbował patrzeć na plecy Mistrza.

ks. Adam Błyszcz