Wiara‎ > ‎

Opowieść o bezsilności

opublikowane: 17 wrz 2017, 08:08 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 17 wrz 2017, 08:09 ]

Homilia na 24. niedzielę zwykłą

21 Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?» 22 Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. 23 Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał rozliczyć się ze swymi sługami. 24 Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów. 25 Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby tak dług odzyskać. 26 Wtedy sługa upadł przed nim i prosił go: "Panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam". 27 Pan ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował. 28 Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: "Oddaj, coś winien!" 29 Jego współsługa upadł przed nim i prosił go: "Miej cierpliwość nade mną, a oddam tobie". 30 On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. 31 Współsłudzy jego widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. 32 Wtedy pan jego wezwał go przed siebie i rzekł mu: "Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. 33 Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?" 34 I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda. 35 Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu».
(Mt 18, 21–35)

Najsmutniejsza z Jezusowych przypowieści. Opowieść o bezsilności miłosierdzia, o bezsile miłości! Żeby ten smutek pojąć, trzeba odszyfrować obraz, symbol, który utrzymuje całą przypowieść: mamy dwóch dłużników. Jeden jest winny dziesięć tysięcy talentów, drugi natomiast sto denarów. Między tymi sumami nie ma żadnej proporcji. Mówiąc o stu denarach, musimy pamiętać, że w czasach Jezusa Chrystusa denar był zapłatą dla najmującego się robotnika rolnego za dzień jego pracy. Spróbujmy to przełożyć na warunki polskie. Minimum gwarantowane to 13 złotych za godzinę. Przyjmijmy zatem, że taki najemnik pracuje 8 godzin (co jest oczywiście iluzją, bo żaden najemnik – ekspedientka, budowlaniec, kierowca – nie pracuje jedynie osiem godzin dziennie). Dla uproszczenia rachunku mamy zatem 8 godzin razy 13 złotych, co daje 104 złote dniówki (tyle zarabiałby dzisiaj starożytny robotnik rolny) i to trzeba pomnożyć przez sto dniówek: dziesięć tysięcy czterysta złotych. To poważna kwota, ale wciąż w naszym zasięgu. Spłacalna. I jeszcze jedno: jeden denar (moneta rzymska) równał się jednej drachmie (moneta grecka).

Zupełnie inaczej wygląda sprawa z drugim dłużnikiem, który jest winny Panu, Królowi dziesięć tysięcy talentów. Talent to przede wszystkim jednostka wagi. Ale był także jednostką monetarną. W jednym talencie mieściło się sześć tysięcy drachm. A zatem dziesięć tysięcy talentów to sześć milionów drachm (denarów). Zatem między jednym a drugim długiem nie ma żadnego porównania. Zwrócić sześć milionów drachm, denarów jest poza horyzontem naszej wyobraźni i naszych możliwości.

Myślę, że dopiero teraz jesteśmy w stanie pojąć dramat dłużnika, który musi oddać tak kolosalną kwotę. To w gruncie rzeczy życie bez przyszłości, bez nadziei. Ta beznadziejność dotyka dłużnika i jego rodzinę, jego najbliższych: żonę i dzieci. Nie ma sensu pracować, żeby dług zwrócić. Nie ma również sensu spekulować, aby spróbować oddać należność.

Tak oto jesteśmy w świecie naznaczonym beznadzieją i bezruchem.

W tym ciemnym, ponurym świecie pojawia się promyk światła. Ogromny dług zostaje darowany, anulowany. Pan, Król decyduje się ponieść ogromną stratę. Dlaczego? Jak powie później, wyraźnie już rozzłoszczony: dlatego, że mnie o to prosiłeś.

Bezsilna łaska

Pytamy w końcu, jakie mogą być owoce, rezultaty tak wspaniałomyślnej decyzji Pana, Króla? Radość? Poczucie wolności? Pragnienie życia, bo pojawiło się jutro? Wrażliwość na ludzką biedę, bo przecież dopiero co człowiek uciekł śmierci społecznej? Współczucie dla tych, co w podobnych tarapatach… Nic z tych rzeczy. Bo jak powiada Jezus: „gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: »Oddaj, coś winien!«".

Oto serce dramatu! Łaska, miłość, miłosierdzie okazane człowiekowi, wyzwalające człowieka okazują się bezsilne, za słabe, aby serce tego człowieka zmienić. Dlaczego ta miłość, ta łaska okazują się tak bezsilne?

Szukając odpowiedzi, możemy oczywiście psychologizować. I próbować wpisać w Słowo Boże nasze historie, nasze życie. Możemy wpisywać frustracje nas rodziców, dziadków, współmałżonków, dzieci i wnuków – uczyniliśmy tak wiele, a spotkała nas tak wielka niewdzięczność. Nasza miłość okazała się bezsilna w konfrontacji z egoizmem drugiego człowieka.

Mamy do czynienia ze Słowem Bożym i to ono powinno być wpisane w nasze życie i historię. A nie na odwrót! Dlatego odpowiedzi na pytanie, dlaczego serce ułaskawionego dłużnika było tak zatwardziałe, szukać trzeba w tekście, w przypowieści Jezusa, a nie w wypadkach naszego życia.

Tekst Ewangelii odpowiedzią

W przypowieści pojawiają się trzy wyraziste postaci. Ich tożsamość utkana jest z relacji, więzi, które je łączą. I kształtują zarazem. Jedna z tych relacji, więzi jest relacją wyższości i podporządkowania. Obydwaj dłużnicy są sługami Pana, Króla. Natomiast druga relacja – ta istniejąca między sługami – jest więzią równości. Oni są sobie równi!

Pierwszy, który wprowadza moment kłamstwa w relację dwóch równych sobie współsług, jest ten, który został uwolniony z milionowego długu. To on zachowuje się wobec swojego towarzysza, jak gdyby był jego Panem, Królem. A przecież nie jest! Ta agresywna i okrutna postawa wymusza niejako na drugim współsłudze zachowania, jakoby akceptował swoją podrzędność. A przecież są sobie równi. Obydwaj zapomnieli, kim są, że są sobie równi.

Gdyby poszukać zwięzłej odpowiedzi na pytanie Szymona: „ile razy mam przebaczyć mojemu bratu”, odpowiedzieć byłaby krótka: zawsze, bo jesteście sobie równi, jesteście tacy sami.
Myślę, że swoistym komentarzem do tego fragmentu Ewangelii może być zakończenie duchowego testamentu ojca Christiana de Chergé, trapisty, który został zamordowany przez islamskich fundamentalistów w maju 1996 roku. Na kilka miesięcy przed męczeństwem spisał duchowy testament, w którym odniósł się również do tego, który miał mu zadać śmiertelny cios.

A także ciebie, przyjacielu mojej ostatniej minuty, który nie będziesz wiedział, co czynisz. Tak, ciebie też do mojego „dziękuję” włączam i do mojego „A Dieu – Z Bogiem”, którego widzę także w twojej twarzy. By dane nam było się spotkać, jak dobrym łotrom, w raju: bo tak spodobało się Bogu, który jest Ojcem nas obu. Amen. Inch’Allah.

ks. Adam Błyszcz