Wiara‎ > ‎

O odpustach, czyli o grzechu, winie i karze oraz obietnicy zbawienia

opublikowane: 31 paź 2016, 07:01 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 1 lis 2016, 04:25 ]
W pierwszych ośmiu dniach listopada mamy możliwość uzyskania odpustu zupełnego, który można ofiarować za zmarłych. Przy spełnieniu zwyczajowych warunków, czyli spowiedzi sakramentalnej, komunii świętej i wolności od jakiegokolwiek grzechu należy:
a/ 1 i 2 listopada nawiedzić swój kościół parafialny i odmówić w nim Ojcze nasz i Wierzę w Boga Ojca;
b/ od 1 do 8 listopada nawiedzić cmentarz grzebalny i zmówić na nim dowolną modlitwę.



Z tej okazji publikujemy kazanie katechetyczne z niedzieli 20 stycznia 2013 r. (opublikowane pierwotnie w "Ja Jestem Zmartwychwstaniem").




O ODPUSTACH


Czyli o grzechu, winie i karze oraz obietnicy zbawienia



Zaszłości historyczne

Nie sposób zapomnieć, że pretekstem wystąpienia Marcina Lutra i podziału zachodniego chrześcijaństwa była dyscyplina odpustów Stolicy Apostolskiej, a właściwie nadużycia związane z tą dyscypliną. Przypomnijmy niektóre fakty. Na początku XVI w. papież Juliusz II postanawia wybudować na Watykanie nową Bazylikę św. Piotra. Ten monumentalny gmach ma zostać zbudowany za pieniądze całego chrześcijaństwa. Dlatego ogłoszony zostaje odpust zupełny dla całego chrześcijańskiego świata. Do zwyczajowych warunków uzyskania odpustu zostaje dodana ofiara pieniężna przeznaczona na budowę bazyliki. Zaczęto w całym Kościele przepowiadać papieskie instrukcje. Jednym z takich kaznodziejów był dominikanin, ojciec Tetzel, którego Luter najdelikatniej mówiąc nie lubił. O ile Tetzel w nauczaniu na temat odpustów zyskiwanych przez żywych i udzielanych żywym kładł zasadniczy nacisk na konieczność skruchy (a więc dyspozycję serca), to w przypadku odpustu dla zmarłych wyznawał i głosił pogląd, że wystarczy sama ofiara pieniężna, a więc bez okazywania skruchy i przyjęcia sakramentów. Krążył wtedy po Niemczech wymowny dwuwiersz: Gdy tylko pieniądz do puszki wskoczy, dusza w tej chwili z czyśćca wyskoczy.

Jeszcze więcej zamieszania wywołała instytucja tzw. listu spowiedniego. Można go było kupić „i w taki sposób raz w życiu zostać uwolnionym od wszystkich grzechów, także od tych, w przypadku których udzielenie absolucji było zastrzeżone dla papieża” (Hermann Tüchle, Historia Kościoła, t. III, Warszawa 1986, s. 41).

Wszystko to wywołało sprzeciw Lutra (mimo że wciąż jeszcze nie negował samej idei odpustów, bo przecież wśród jego tez znajdowała się i ta 71. „Kto przeciw prawdzie apostolskiego odpustu mówi, niech będzie przeklęty”), który zasadniczo skupiał się na dwóch kwestiach: fiskalizmu kurii rzymskiej (teza 86.: „Będąc bogatym ponad magnatów, czemu to papież nie za swoje własne pieniądze, lecz za pieniądze ubogich wiernych buduje kościół św. Piotra?”) i złudnej pewności zbawienia gwarantowanego przez odpusty nadane przez papieża. W piśmie do arcybiskupa Magdeburga pisał: „Biedni ludzie wierzą, że skoro kupili listy odpustowe, mogą być pewni swego zbawienia. Żaden jednak akt biskupa nie może dać człowiekowi gwarancji jego zbawienia” (za: Hermann Tüchle, Historia Kościoła, t. III, Warszawa 1986, s. 43).

Kolejną trudnością jest sceptycyzm wobec Kościoła – czy aby na pewno Kościół może dekretować coś, co wywołuje skutki również po tamtej stronie? Bo przecież odpust (to darowanie kar) można ofiarować za zmarłego. Jak daleko sięga władza papieża? Tym bardziej, że bardzo często podnoszony jest zarzut, że odpusty to wymysł średniowiecznego Kościoła, który to zwyczaj wcześniej był nieznany.

Pierwsze ślady praktyki odpustów znajdujemy już na początku III w. chrześcijaństwa. Był on wtedy całkowicie związany z sakramentem spowiedzi. Chodziło o to, że na osoby spowiadające się nakładano surową pokutę. Dopiero po jej spełnieniu uzyskiwano rozgrzeszenie (inaczej, niż dzieje się to w dzisiejszej praktyce spowiedzi, gdzie rozgrzeszenie zostaje udzielone w oparciu o szczere wyznanie grzechów, żal i deklarację poprawy, pokuta zaś zostaje nałożona po uzyskaniu rozgrzeszenia). Najczęściej przywoływanym przykładem jest biskup Kartaginy (starożytne miasto, którego ruiny znajdują się w pobliżu Tunisu), św. Cyprian (200–258 r.). W swoim przepowiadaniu sprzeciwiał się rozgrzeszaniu tych, którzy w czasie prześladowań odstąpili od Chrystusa. Odmawiał im ponownego przyjęcia do wspólnoty. Ale pod wpływem licznych wizji zmienia swoje stanowisko. „Odtąd, prosząc o pokutę i zadośćuczynienie, lecz nie żądając długiej i trudnej pokuty, udziela pojednania z Kościołem i Bogiem na podstawie listów pokoju, wydawanych przez wyznawców-ofiary prześladowań. Aplikuje cierpienia męczenników do ich braci grzeszników i apostatów” (za: Bertrand de Margerie, Tajemnica odpustów, Kraków 2008, s. 126). Wszystko to dokonuje się w kontekście żalu za grzech apostazji, uznania swojego błędu i niewierności. Grzech zostaje odpuszczony a pokuta zredukowana dzięki wstawiennictwu tych, którzy okazali się wierni Jezusowi. Co prawda taka formuła odpuszczania czy redukowania pokuty nie odnosi się do zmarłych, ale pojawia się swoista logika odpustowa, która przejdzie transformację w średniowieczu.

Pojawiają się również wątpliwości wynikające z soteriologii, tj. nauki o zbawieniu – jak to się ma do prawdy o odkupieniu dokonanym przez Jezusa Chrystusa? Czyżby to dzieło odkupienia nie było kompletne i należałoby je uzupełnić?

Nie ulega wątpliwości, że chrześcijaństwo głosiło od samego początku bezwzględny prymat Jezusa Chrystusa. Odkupieni jesteśmy Jego życiem i jego śmiercią krzyżową. On jest wszystkim. „On jest obrazem Boga niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie. I On jest Głową Ciała–Kościoła. On jest Początkiem, Pierworodnym spośród umarłych, aby sam zyskał pierwszeństwo we wszystkim. Zechciał bowiem Bóg, aby w Nim zamieszkała cała Pełnia, i aby przez Niego znów pojednać wszystko z sobą: przez Niego – i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża. (Kol 1, 15–20)

To ważny fragment listu do Kolosan św. Pawła. Również dlatego, że w tym samym liście, nieco dalej, Paweł napisze zdanie, które sprawia wielki kłopot wszystkim egzegetom. Apostoł wyznaje bowiem, że „teraz raduje się w cierpieniach za Kolosan i ze swej strony w swoim ciele dopełnia braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół (por. Kol 1, 24). Cokolwiek nie powiedzieć by o tej tajemniczej wypowiedzi św. Pawła, jedno wydaje się pewne: ludzka wolność nie jest iluzoryczna. Tak jak nasze grzechy oddalają nas od Jezusa, tak nasze dobre czyny i cierpienia włączają nas w dzieło odkupienia świata. Są one rzeczywistym i owocnym udziałem w dziele odkupienia dokonanym przez Jezusa.

Wątpliwości rodzące się z refleksji teologicznej: jak można mówić o karach za grzech, mając przed oczyma obraz Jezusa Miłosiernego? Słuchając przypowieści o Miłosiernym Ojcu, który obejmuje powracającego Syna Marnotrawnego? Najprościej jak się da: „Odpust jest darowaniem przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, zgładzonej już co do winy [co do winy – w sakramencie spowiedzi], której dostępuje chrześcijanin pod pewnymi określonymi warunkami, za siebie lub za zmarłych, za pośrednictwem Kościoła, który jako szafarz owoców odkupienia rozdaje ze skarbca zasług Chrystusa i świętych”. (Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego, nr 312)

Spróbujmy z tej definicji wyciągnąć elementy składowe. A zatem: 1/ wina i kara w definicji grzechu; 2/ kwestia doczesności; 3/ związek odpustu z sakramentem spowiedzi; 4/ beneficjenci odpustów; 5/ pośrednictwo Kościoła, czyli wspólnota świętych i nieświętych; 6/ zasługi Jezusa.

Kiedy mówimy o grzechach, to rozróżniamy dwie rzeczy: winę i karę.
Na samym początku muszę poczynić uwagę, która dotyczy nie tylko tej odpustowej refleksji. Posługujemy się językiem, który jest wzięty z naszego codziennego doświadczenia. Słowom przypisane jest pewne znaczenie, ale w dyskursie teologicznym to znaczenie może być inne. Musimy być na to szczególnie wyczuleni. A teraz wróćmy do naszych definicji.

„Grzech jest obrazą Boga: »Tylko przeciw Tobie zgrzeszyłem i uczyniłem, co złe jest przed Tobą« (Ps 51, 6). Grzech przeciwstawia się miłości Boga do nas i odwraca od Niego nasze serca. Jest on, podobnie jak grzech pierworodny, nieposłuszeństwem, buntem przeciw Bogu spowodowanym wolą stania się »jak Bóg«, w poznawaniu i określaniu dobra i zła (Rdz 3, 5). Grzech jest więc »miłością siebie, posuniętą aż do pogardy Boga«. Wskutek tego pysznego wywyższania siebie grzech jest całkowitym przeciwieństwem posłuszeństwa Jezusa, który dokonał zbawienia” (KKK 1850). Ta definicja pokazuje, czym jest grzech w aspekcie winy: naruszeniem relacji, więzi z Bogiem. Sakrament spowiedzi pozwala odbudować zerwaną więź. Ale grzech trzeba rozpatrywać także w aspekcie kary. To naruszenie więzi pociąga za sobą konsekwencje. Święty Tomasz analizując to w swojej Summie Teologicznej, mówi o konsekwencjach, które wynikają z naruszenia porządku ustanowionego przez Boga. Otóż św. Tomasz z Akwinu twierdzi, że „ktokolwiek grzeszy, czyni coś wbrew rozumowi, przeciw prawu ludzkiemu i przeciw prawu Bożemu. Dlatego grzech ściąga na człowieka potrójną karę: od siebie samego w postaci wyrzutów sumienia, od ludzi i od Boga”. (I-II, q. 87, a. 2). Przy czym kary nie należy rozumieć jako czegoś, co zostaje narzucone z zewnątrz. To raczej konsekwencje grzechu, które pozostają w naszej historii mimo sakramentalnego rozgrzeszenia. Te konsekwencje grzechu konkretyzują się w złych przyzwyczajeniach, w nieuporządkowaniu emocji, w skłonności do grzechu, w słabości woli oraz w swego rodzaju apatii duchowej. Z tego wszystkiego każdy z nas całe życie się oczyszcza przez cierpienia, dolegliwości i trudy tego życia. Wymaga to czasu. Cel jest jeden: aby człowiek, całkowicie oczyszczony, mógł dostąpić widzenia Boga w raju. To wydaje nam się czytelne.

Podobnie z karami za naruszenie porządku społecznego[1]. Wystarczy przywołać historię znanego polskiego reżysera, który został oskarżony o gwałt na 13-letniej dziewczynce. Mimo że ofiara tego przestępstwa wiele razy przebaczyła swojemu oprawcy, to wciąż jest on ścigany przez amerykański wymiar sprawiedliwości, gdyż naruszył nie tylko dobro konkretnego człowieka, ale targnął się także na ustalony porządek społeczny, który domaga się zadośćuczynienia.

Najwięcej trudności nastręcza nam jednak ta kara ze strony Boga. Tak jak już wspomniałem – wychowani jesteśmy na orędziu Miłosierdzia Ojca i jakiekolwiek dekretowanie kar kłóci nam się z tym przekazem.

Grzesznik starający się uzyskać odpust zupełny będzie rozważać swoją winę w świetle Boga. „Jego pierwszym krokiem, niezbędnym dla wyznania winy i żałowania jej, będzie teraz skrucha. To nie wszystko. Zdaje sobie sprawę, że źle używając swej wolności, wprowadził w siebie samego i w bieg ziemskich spraw, w stopniu, w jakim od niego zależały, nieporządek, brak równowagi. Nie może odwrócić biegu rzeczy ani odwołać gwałtu zadanego porządkowi nadanemu światu przez Boga. Ale teraz, kiedy zanurzony jest w miłości Boga, nie tkwi już w niemocy i bierności. Pod wpływem ożywiającej wszystko miłości poczuje natchnienie do podejmowania inicjatyw przeciwnych do tych, którymi zakłócał niegdyś porządek świata, próbując, w mierze, w jakiej jest to możliwe, zrekompensować, zrównoważyć nieład wprowadzony w świat przez niego i przez innych. Jeśli był skąpy – przez większe ubóstwo; jeśli był nieczysty – przez większą czystość; jeśli grzeszył pychą – przez większą pokorę, i w ten sposób ponownie równoważyć porządek świata. Światem rządzi bowiem rodzaj metafizycznego prawa Archimedesa – ontologiczne prawo równego ciśnienia pomiędzy, z jednej strony, uniwersalną całością, a z drugiej pojedynczą całością osoby ludzkiej, centrum wolnego działania. Równowaga naruszona przez mój grzech zawsze zostanie przywrócona: albo przez świętość Bożego porządku, z którym ciągle się zderzam i o który się ranię: oto męka kary – dla tych, którzy trwają w miłości, przestaje ona być wieczna i może być odpokutowana; albo przez wolną i pełną miłości naprawę mojego nieładu: oto wynagrodzenie albo zadośćuczynienie” (kard. Ch. Journet, Teologia odpustów w: Bertrand de Margerie, Tajemnica odpustów, Kraków 2008, s. 176-177).

Wydaje się, że kluczem zrozumienia tej kwestii jest zagadnienie ludzkiego sumienia. Ono jest pierwszą instancją (przed społeczeństwem i Bogiem), która sygnalizuje, że coś w moim postępowaniu nie funkcjonuje, jak należy. Jeśli ta instancja działa poprawnie (wyrzuty sumienia i skrucha), to wtedy staje się dla mnie również jasne, że moje niewłaściwe postępowanie stawia mnie w konieczności zadośćuczynienia (św. Tomasz mówi o należności kary). To zresztą zgodne z poglądem, że celem kary jest nie tylko ukaranie sprawcy (w czym kryje się także myśl o odbudowie zakłóconego porządku i zadośćuczynieniu), ale ma także na celu uzdrowienie sprawcy zła[2].

Kolejną przesłanką do zrozumienia dyscypliny odpustów jest konieczność oczyszczenia – proces rozciągnięty w czasie, a dotykający także kwestii istnienia i znaczenia czyśćca. Wyobraźmy sobie sytuację, w której zaproszeni jesteśmy na bankiet. Jedynym warunkiem udziału jest nieskazitelnie biały, czysty strój. Niestety, w drodze na przyjęcie zdarzyło nam się ubrudzić buty i spodnie. Stajemy w drzwiach domu i gospodarz przyjęcia, widząc nasze ubrudzone ubranie, zaprasza nas do jednego z pomieszczeń, abyśmy się doprowadzili do ładu. Nie jesteśmy pozbawieni udziału w bankiecie, nikt nas nie wyrzuca, ale gospodarz nalega, abyśmy zrobili wszystko, aby na salę balową wejść w czystych butach i spodniach. To dosyć dziecinny obraz, ale on dobrze pokazuje, czym jest czyściec. To czas doprowadzania się do ładu, kiedy już jesteśmy w domu, do którego nas zaproszono. Bardzo często mówi się o czyśćcu jako o stanie pomiędzy niebem a piekłem. Ale to niezupełnie prawda, gdyż czyściec znajduje się po stronie nieba! Czyściec to przestrzeń zbawienia – zrealizowanej i definitywnej ludzkiej wolności. Istota wolności nie polega na możliwości grzeszenia. Istota wolności sprowadza się do zdolności kochania. Innymi słowy, ci wszyscy, którzy znajdują się po stronie nieba (a zatem również w czyśćcu), znajdują się w niegrzesznej wolności. Dlatego możemy uzyskiwać odpusty dla zmarłych w czyśćcu, bo ich zrealizowana wolność wyklucza grzech.

Dalej mamy solidarność grzeszników – wspólnotę wsparcia, która za sprawą modlitwy tu na ziemi może wyprosić łaski dla nas i dla tych, którzy są po tamtej stronie. Przy czym ta solidarność opiera się na łaskach, które do dyspozycji człowieka pozostawia Jezus Chrystus. Dokumenty Kościoła o odpustach mówią o niewyczerpanym skarbcu Kościoła tworzonym przez nieskończonej wartości zasługi Jezusa. Z tego skarbca Kościół korzysta przy odpuszczaniu grzechów oraz ich skutków.[3] Wygląda to trochę tak, jakby pośrodku Kościoła stała wielka skrzynia wypełniona złotem. Wszystkim potrzebującym z tej skrzyni Kościół udziela wsparcia. Złoto zostało w niej zdeponowane przez Jezusa, ale każdy Jego uczeń i uczennica, na miarę swoich możliwości mogą tam wrzucić swoją cząstkę, aby służyło to wszystkim. Całej wspólnocie.

Niezbędna jest też wiara w sakrament spowiedzi, ponieważ odpusty wpisują się w logikę pojednania i nawrócenia. To wszystko może brzmieć bardzo przekonywająco, ale nie wolno zapomnieć o jednym: odpusty poczęły się z praktyki sakramentu pojednania i z nim są nierozerwalnie związane. Odpust można uzyskać dlatego, że człowiek rozpoznaje swój grzech, okazuje skruchę, chce się nawrócić i realizuje wskazania papieża, do których przypisany jest odpust. Bez tego klimatu skruchy i nawrócenia (w języku teologii odpustów mówi się o nieprzywiązaniu do grzechu) uzyskiwanie odpustów trąci magią i trzeba to wyznać z całą otwartością: wydaje się nieskuteczne.

To nie jest tak, że jednego dnia robi się wszystko, aby spełnić warunki uzyskania odpustu, ale robi się to z myślą, że następnego dnia powróci się do poprzedniego stanu obojętności czy niewierności.

Bardzo mocno przeciwko takiej magicznej mentalności protestował Luter, twierdząc, że to oszukiwanie ludzi tanią łaską, która nie może gwarantować zbawienia. Co ciekawe, echem tej myśli może być zdanie, które znajdujemy we wstępie do nadań odpustów, że „te szczególne akty, zważywszy ludzką słabość, nie są zbyt częste”.

Wykorzystana bibliografia:

  • nade wszystko Wykaz odpustów opublikowany w języku polskim przez Księgarnię św. Jacka w Katowicach. Ta całkiem świeża publikacja (rok wydania 2012) jest oficjalnym i zatwierdzonym przez Stolicę Apostolską tłumaczeniem watykańskiego dokumentu poświęconego odpustom. Niezbędna lektura dla wszystkich, którzy chcą o odpustach wiedzieć coś więcej;
  • odnośnie do stanowiska Lutra należałoby przeczytać fragment III tomu tzw. paksowskiej Historii Kościoła, która w latach osiemdziesiątych ukazywała się w wydawnictwie PAX dobrze jest jednak uzupełnić to spojrzenie na Lutra pracą francuskiego jezuity o. Bertranda de Margerie Tajemnica odpustów. To poza tym najlepsza (moim skromnym zdaniem) praca o odpustach w języku polskim;
  • w 2010 roku w jezuickim Wydawnictwie Apostolstwa Modlitwy ukazała się książka krakowskiego (i rzymskiego) profesora, o. Zdzisława Józefa Kijasa, kapucyna traktująca o rzeczach ostatecznych: Niebo – czyściec – piekło. Dla naszego „odpustowego” tematu polecam cześć poświęconą czyśćcowi. W bardzo przystępny i obszerny sposób zostaje ukazana historia i znaczenie doktryny o odpustach;
  • dla tych, którzy mają mniej czasu, przydatna może być książka poznańskiego kapłana, ks. dra Benedykta Glinkowskiego Prawo Kościoła na co dzień. Odpusty.

ks. Adam Błyszcz CR

[1] Pomijam w tym miejscu kwestię nieprzylegania porządku moralnego do porządku prawnego, jaki obserwujemy we współczesnym prawodawstwie. Najkrócej można ująć to w ten sposób, że nie wszystkso, co jest złym moralnym, zostaje potraktowane za takie przez współczesne prawo. Podobnie bywało i dawniej, np. zjawisko niewolnictwa.

[2] Kwestią otwartą pozostaje pytanie, czy początkiem tego uzdrowienia jest moment zwrotny naszego sumienia (wyrzuty i skrucha), czy też moment „nałożenia” kary.

[3] por. Penitencjaria Apostolska, Wykaz odpustów, str. 7, Katowice 2012