Wiara‎ > ‎

O co rozbija się nasza nadzieja Mesjasza?

opublikowane: 10 gru 2016, 12:55 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 11 gru 2016, 12:44 ]

Kazanie na III niedzielę adwentu


Nadzieja judaizmu rozbiła się o dogmat wcielenia Słowa Bożego. Nie do pomyślenia był (i jest) Bóg, który staje się, uczestniczy w ludzkiej kondycji. Nadzieja pogan rozbiła się o dogmat odkupienia – jakżeż może zbawić ktoś, kto nie potrafił sam siebie ocalić od śmierci? Pogaństwo było wołaniem o Boga mocy, siły i potęgi. Przyszedł Nazareńczyk, który zginął jak niewolnik.

Jeśli chodzi o naszą nadzieję i jej kryzys, to podkreślić trzeba dwie sprawy. W poprzednim niedzielno-adwentowym kazaniu zwróciłem uwagę na to, że głosząc Jezusa Chrystusa, głosimy nieskutecznego Mesjasza: Jego nadejście w ciele nie zmieniło oblicza ludzkiej historii – wojny i nienawiść trwają jak trwały. Cóż to za Pan historii? Jego obecność bardzo często nie potrafi przemienić naszych sumień. Cóż to za Pan naszej historii? Odchodzimy rozczarowani!

Zwracając się z orędziem Jezusa do Europejczyków, musimy się liczyć z bolesną odpowiedzią, że to już było. Historia Jezusa Chrystusa wydaje się pieśnią przeszłości.

Ale chciałbym, byśmy naszą uwagę zwrócili na jeszcze jeden szczegół, pozostając w kręgu Mateuszowej Ewangelii, która jest przypisana do tegorocznego cyklu czytań. Otóż święty Mateusz mówi wiele o wątpliwościach świętego Józefa, Jezusowego ojczyma
Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów». A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: "Bóg z nami". (Mt 1,18–23)

W polskim przekładzie jest to kilkanaście zdań, z których pięć (a zatem prawie jedna trzecia) odnosi się do dziewiczego poczęcia Jezusa Chrystusa, albo inaczej: do tego, że Józef nie jest ojcem tego dziecka. Mateuszowi bardzo zależy na tym, aby czytelnik (bądź słuchacz) został przekonany, że Józef nie zrodził Jezusa. Stąd też jego argumenty. Jedne odwołują się do kultury żydowskiej i tego, że ślub w judaizmie składał się z dwóch etapów (zanim zamieszkali razem) i małżonkowie rozpoczynali życie intymne dopiero po drugim etapie. Inne argumenty Mateusza odwołują się do Pisma (cytat z proroka Izajasza, że Dziewica pocznie i porodzi). Inne znowuż odwołują się do cudownej interwencji anioła, który Józefowi wszystko wyjaśnia. Ale najbardziej intrygujący jest argument z wątpliwości Józefa. Otóż Mateusz wprost powiada, że mąż Maryi chce się z Nią rozwieść. To nawet nie jest tak, że Józef chce. Według przepisów żydowskich – on musi się z nią rozwieść, bo inaczej staje się wspólnikiem jej grzechu. Józef mimo zranionego serca chce to zrobić elegancko, po cichu.

Dla naszych rozważań nie ma większego znaczenia czy ów argument z wątpliwości Józefa osadzony jest w porządku historycznym czy też retorycznym. Ważne jest, że Mateusz uznał, iż może pojawić się grupa czytelników lub słuchaczy, których do Jezusa przekonają wątpliwości świętego Józef. Dlaczego? Nie wiem, jak to wyglądało w czasach starożytnych, ale dla współczesnego odbiorcy Ewangelii Mateusza te wątpliwości Józefa są czymś bardziej rzeczywistym i czymś bardziej wiarygodnym niż obecność, interwencja anioła. (Czyżby w tę logikę bardziej rzeczywistego wpisywały się także słowa Jezusa Chrystusa z przypowieści o bogaczu i Łazarzu: „Jeśli nie słuchają Mojżesza i proroków, to nawet gdyby kto z zaświatów przybył – nie uwierzą”)?

Wracając do głównego wątku. Być może nasza nadzieja Mesjasza rozbija się nie tylko o nieefektywność orędzia chrześcijańskiego (powtarzam raz jeszcze: po 2000 lat odnosimy wrażenie, że nie zaszła żadna zmiana) i osoby samego Mesjasza, ale również o to, że nie oczekujemy Mesjasza z nieba. Być może w naszym świecie skrojonym na miarę naszej śmierci wszystko, czego potrzebuje i co potrafi usłyszeć współczesny człowiek, to orędzie o dobrym człowieku z Nazaretu, który umarł z powodu swojej bezkompromisowej krytyki ówczesnych liderów politycznych i religijnych. Ot, taki westernowy bohater, który walczy dzielnie ze złem w miasteczku i równie dzielnie w tym miasteczku ginie.

ks. Adam Błyszcz