Wiara‎ > ‎

Nie obok ciała, lub wbrew ciału a przez ciało

opublikowane: 9 wrz 2018, 14:52 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 16 wrz 2018, 01:44 ]

Homilia na XXIII niedzielę zwykłą

31 Znowu opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu. 32 Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. 33 On wziął go na bok, osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; 34 a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: «Effatha», to znaczy: Otwórz się! 35 Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. 36 Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. 37 I pełni zdumienia mówili: «Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę».
(Mk 7, 31–37)

Tyr (dzisiaj miasto Sur w Libanie) i Sydon (obecnie również Liban) to dwa fenickie miasta portowe. Fenickie, czyli pogańskie. Ich mieszkańcy nie należeli do Przymierza abrahamowego i nie wierzyli w Jahwe. Zapewne istniała w tych miastach jakaś diaspora żydowska. Podobnie jak było to w innych miastach portowych Morza Śródziemnego, gdzie Żydzi zakładali kolonie, by móc prowadzić działalność gospodarczą.

Nieco inaczej miała się sprawa z Przymierzem dziesięciu miast, które do historii przeszło właśnie pod nazwą Dekapolu. Na północy początkiem tego obszaru był Damaszek. Na południu natomiast granicę wyznaczała Filadelfia. Przymierze powstało po 63 roku przed Chrystusem kiedy Palestyną zaczęli władać Rzymianie. Mieszkańcy Dekapolu byli Hellenistami i ich Przymierze najprawdopodobniej było obroną przez żydowską imigracją. A zatem Żydzi nie byli tam mili widziani. Rzymski pisarz i historyk z pierwszego wieku Pliniusz Starszy (23-79) w swoich zapiskach wymienia te pustynne miasta, które stanowiły Dekapol: Damaszek, Filadelfia, Rafana, Scytopolis, Gadara, Hippos, Dion, Pella, Gerasa, i Canata.

Nie znamy powodów, dla których Jezus zapuścił się na te pogańskie terytoria. Ewangeliści są przekonani, że Jezus swoją misję kierował przede wszystkim do Izraela. Mateusz w taki właśnie sposób przekazuje polecenie Pana:

5 Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: «Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! 6 Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. 7 Idźcie i głoście: "Bliskie już jest królestwo niebieskie".
(Mt 10, 5–7)

Jest oczywiste, że Jezus nie podróżuje sam. Towarzyszy Mu Dwunastu (niewykluczone, że apostołom, którzy są żonaci towarzyszą ich żony a może i dzieci). Być może są w tej karawanie również kobiety, które finansowo wspierały misję Jezusa. Taki dobry czas, w którym ci ludzie przebywają razem i Nauczyciel ma okazję (w pewnym odosobnieniu od tłumów) formować tych, którzy po Jego śmierci kontynuować będą misję głoszenia Dobrej nowiny.

Ewangelista Marek zaznacza jednak, że ten pobyt na ziemiach pogańskich, obcych nie był zupełnie anonimowy. Jezusa poprzedzała i Mu towarzyszyła sława uzdrowiciela. To dlatego nieco wcześniej uzdrowił córeczkę syrofenicjanki (a zatem poganki), o czym Marek opowiada w tym sam siódmym rozdziale. Po tym cudzie, niektórzy mówią, że wymuszonym determinacją matki dziewczynki, do Jezusa poganie przyprowadzają głuchoniemego. Kogoś, kto nie potrafi komunikować a w związku z tym nie potrafi wejść w żadną owocną relację interpersonalną. To wcale nie oznacza, że ten człowiek nie posiada swojego uniwersum uczuć, emocji, poglądów, nadziei i pragnień. Nie jest w stanie jednak całego tego bogactwa przekazać innym, opowiedzieć innym.

Czy mają rację ci, którzy w tym nieszczęśniku chcieli widzieć reprezentanta pogan, czyli ludzi, którzy nie znając prawdziwego Boga nie potrafią tym samym owocnie komunikować, wchodzić w relacje z innymi ludźmi?

Jezus ma go uzdrowić i uświadamiamy sobie, że uzdrowienie kogoś takiego to nie tylko kwestia odzyskania pewnej sprawności ciała, ale przywrócenie zdolności wejścia w relację z innymi. Sprawa zatem nie dotyczy takiej czy innej sprawności fizycznej, ale jakości człowieczeństwa.

Jezus przyjmuje wezwanie i bierze głuchoniemego na stronę jakby chciał go (i siebie zapewne też) chronić przed ciekawością gapiów, tłumu. Tłum nie jest świadkiem niczego ani nikogo. Gapie nie potrafią niczego zrozumieć. Ich obecność jest bezużyteczna. Nie tak dawno czytałem o pewnym dramatycznym wydarzeniu w jednym z polskich miast gdzie przed sklepem zapalił się samochód a w nim był trzyletni chłopiec. Tato tego malca walczył o ocalenie swojego syna. Z licznie zgromadzonych gapiów nikt nie pośpieszył z pomocą (i z tego nie sposób kogokolwiek sądzić, gdyż bohaterstwo, heroizm nie jest czymś wpisanym w ludzką naturę), ale wielu rejestrowało swoimi telefonami przebieg całej sytuacji. Obecność tłumu jest bezużyteczna.

I przed takim tłumem Jezus próbuje się schować razem z głuchoniemym. Nakłada palce swoich dłoni na jego uszy, potem miesza swoją ślinę z jego (namiastka pocałunku?).

Scena arcyzmysłowa. Przesiąknięta cielesnością. Zbawienie, odkupienie człowieka nie przychodzi obok ciała, ale przez ciało.

ks. Adam Błyszcz