Wiara‎ > ‎

Na kogo my czekamy?

opublikowane: 3 gru 2016, 10:19 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 3 gru 2016, 10:58 ]

Żydzi oczekiwali Mesjasza, poganie świata starożytnego oczekiwali zbawiciela. Ich nadzieja rozbiła się o skałę Golgoty. Nie do pomyślenia zbawiciel cierpiący.

Kogo lub czego my oczekujemy?

Kazanie na II niedzielę adwentu 2016 r.


Świat judaizmu żył nadzieją Mesjasza. Ta nadzieja opierała się na obietnicy Jahwe. Charakter dialogiczny całego judaizmu jest aż nadto widoczny, żeby trzeba było go udowadniać. Ta nadzieja rozbiła się o historię Jezusa Chrystusa i jego Boże synostwo. Dogmat Wcielenia. Ale... Mogło być i tak, że obietnica i oparta na niej nadzieja nie są niczym innym jak wyrazem najgłębszej istoty człowieka, tyle że immanentnej. Opowiedziana w kodzie dialogicznym, ale będąca w swej naturze monologiem.

Żydzi oczekiwali Mesjasza, poganie świata starożytnego oczekiwali zbawiciela. Ich nadzieja rozbiła się o skałę Golgoty. Nie do pomyślenia zbawiciel cierpiący. Kogo lub czego my oczekujemy?

Najpierw przyjrzyjmy się czasom, w których przyszło nam żyć. W porównaniu ze starożytnością dwie fundamentalne różnice wyznaczają przestrzeń naszego życia, naszej nadziei: po pierwsze, jesteśmy zanurzeni w świecie, który słusznie nazywa się postchrześcijański. Chrześcijaństwo przeszło przez ten świat, ale odnosimy wrażenie, że pozostały po nim jedynie materialne ślady dawnej świetności. Zbawiciel musi być skuteczny. Po dwóch tysiącach lat musimy wyznać z całą pokorą, że skuteczność, moc naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, pozostaje enigmą. Po drugie, pogaństwo, które nas otacza, w przeciwieństwie do tego sprzed dwóch tysięcy lat, jest ateistyczne, to znaczy takie, które nie dopuszcza możliwości, aby istniał Bóg. Poruszamy się wskutek tego w świecie zakreślonym przez śmierć, i tylko śmierć. Jeśli nie ma Boga, to nie ma żadnej nadziei, która pozwoliłaby nam patrzeć dalej niż horyzont śmierci.

W Credo, czyli w wyznaniu wiary, powiemy za chwilę, że czekamy na zmartwychwstanie ciał – z umarłych. Ostatecznie, nadzieja sprowadza się do oczekiwania zmartwychwstania.

Skąd te moje wątpliwości? Dlatego, że chciałbym odkryć źródło nadziei dla współczesnego świata. Powtarzam, z jednej strony wydaje się, że idea Zbawiciela w świecie chrześcijańskim została skompromitowana. (Być może brzmi to zbyt mocno, ale tak bym określił istotę krytyki wysuwanej wobec chrześcijaństwa przez współczesność). Z drugiej strony, świat pogański ze swoim ateizmem nie potrafi określić nadziei inaczej jak tylko w perspektywie śmierci.

W czym przejawia się owa nadzieja, która nie daje się zwieść słabości chrześcijaństwa i ateizmowi współczesnego pogaństwa (rażąca w tym pogaństwie jest płytkość intelektualna i sprowadzenie człowieka do poziomu czynności fizjologicznych).

Pytam o tę nadzieję również dlatego, że jesteśmy w kościele, odprawiamy mszę św. w okresie adwentu, szykujemy się do święta Bożego Narodzenia i rozumiem, że nikomu tutaj nie zależy na tym, aby celebrować puste gesty, które nic nie dają prócz pełnego brzucha. Zatem każdy z nas oczekuje Mesjasza i Zbawiciela, bo taki jest sens naszej obecności tutaj i dzisiaj.

ks. Adam Błyszcz