Wiara‎ > ‎

Miejsce spotkania z Bogiem

opublikowane: 24 gru 2016, 01:50 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 24 gru 2016, 02:14 ]
Jesteśmy właściwie w najbardziej skandalicznym momencie chrześcijaństwa – oto człowieczeństwo Syna Bożego staje się miejscem spotkania z Bogiem i objawienia Boga.



Poniższe kazanie zostało wygłoszone w 2012 w parafii Zmartwychwstania Pańskiego Poznań-Wilda.




To najważniejsze zdanie dzisiejszej Ewangelii zostało zapisane w wersecie 14.:
„A słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami”.
(J 1, 14)

Dosłowne tłumaczenie musiałoby być takie: „A słowo stało się ciałem i rozbiło swój namiot między nami”.

Zatrzymajmy się przy tym zdaniu na kilka chwil. Dokładnie na trzy.

Chwila pierwsza. Przede wszystkim mamy do czynienia z pewnym wydarzeniem. Z pewną historią – stało się. Nie tyle się objawiło, pokazało, ile stało się! Siostra Małgorzata Borkowska, benedyktynka, w swoich Rozważaniach o wcieleniu Syna Bożego (polecam!) pisze tak: „dobrze napisana powieść miewa fabułę ułożoną w ten sposób, że zaczyna się od jakiegoś drobnego wydarzenia (…). I z takiego wydarzenia wyrasta nagle kilka krzyżujących się wątków, mało tego: ma ono znaczenie na kilku odkrywanych kolejno planach, jest drugie i trzecie dno, słowem: kosmiczna intryga (…) mniej więcej tak samo dzieje się, kiedy rozważamy Wcielenie Chrystusa”. [1]

Chwila druga. Powiedziane jest, że Słowo stało się ciałem. Termin grecki sarks (stąd mamy sarkofag) w Ewangelii Jana ma dosyć konkretne znaczenie. Kiedy Jan w swojej Ewangelii używa tego słowa, to chce podkreślić wszystko to, co w ludzkiej naturze jest związane z ziemią, co jest słabe i efemeryczne, ulotne. A zatem patrzy Jan na człowieka nie tyle przez pryzmat wielkości ludzkiego ducha, ile przez pryzmat ulotności naszej egzystencji. Słowo stało się ciałem! Myślę, że jesteśmy już blisko zrozumienia, jak wielkim zgorszeniem dla całej ówczesnej cywilizacji było orędzie chrześcijaństwa, że Słowo stało się człowiekiem. I na określenie tej prawdy nie sięgnięto po szlachetne słowo anthropos, co znaczy człowiek właśnie, ale po sarks.

Chwila trzecia. Co tu robi ten namiot? Jan używa pięknej metafory – rozbić namiot. Przychodzi nam od razu do głowy myśl, że to taki obraz związany ponownie z przemijalnością człowieka; z tym że nigdzie nie ma stałego miejsca; że jest w drodze i że Bóg chce dzielić ten los. Nic bardziej złudnego. Jan pisze ewangelię do bardzo konkretnego adresata. Ani Żydzi, ani Helleniści to nie plemiona Beduinów. Nie mieszkali w namiotach. Wyjście z Egiptu i wędrówka przez pustynię to wydarzenie w historii Izraela mające miejsce około tysiąca lat przed Chrystusem. Przechowywane w pamięci narodu i w liturgii narodu, ale nie odzwierciedlające już codzienności.

Co zatem Jan chce powiedzieć, nawiązując do rozbicia namiotu pośród ludu?

Musimy wrócić do Exodusu. Przypomnijmy sobie Mojżesza i Wyjście z Egiptu. Ale nie patrzmy na namioty, w których mieszkają uchodzący Żydzi. Poza obozem jest inny namiot - Namiot Spotkania, w którym Mojżesz doświadcza obecności Jahwe, otrzymuje polecenia i poznaje wolę Boga. Tym namiotem spotkania w Nowym Testamencie jest Jezus Chrystus. Albo jeszcze inaczej: człowieczeństwo Chrystusa. Jesteśmy właściwie w najbardziej skandalicznym momencie chrześcijaństwa – oto człowieczeństwo (wyrażone nie tym, co najbardziej wysublimowane, ale tym co raczej przykre i wstydliwe) Syna Bożego staje się miejscem spotkania z Bogiem i objawienia Boga.

ks. Adam Błyszcz


[1] Małgorzata Borkowska OSB, Rozważania o wcieleniu Syna Bożego, Kraków 2012, str. 13