Wiara‎ > ‎

Miejsce na miłosierdzie

opublikowane: 7 kwi 2019, 07:39 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 7 kwi 2019, 07:40 ]

Homilia na V niedzielę Wielkiego Postu

Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, 2 ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. 3 Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: 4 «Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. 5 W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?» 6 Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. 7 A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień». 8 I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. 9 Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. 10 Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» 11 A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!».
(J 8, 1–11)

Pamiętam rozczarowanie, które przeżyłem, kiedy czytając pewnego razu komentarz do Ewangelii św. Jana, natrafiłem na wzmiankę, że początek ósmego rozdziału, a zatem spotkanie Jezusa z kobietą cudzołożną, jest dosyć późnym wtrętem któregoś z redaktorów Ewangelii, gdyż brakuje tego fragmentu w najstarszych kodeksach Ewangelii Jana, a do IV w. łacińscy ojcowie Kościoła go nie komentują, nie mówiąc już o tych greckich, wschodnich, którzy ignorują go do X wieku. Tak jakby nie istniał, jakby go nie było. Poczułem się, jakby ktoś chciał mi ukraść jedną z najpiękniejszych scen Ewangelii, więcej, serce samej Ewangelii.

Bo popatrzcie sami: do Jezusa, który jest w świątyni i naucza Słowa Bożego (autorowi opowieści zależy na tym, żebyśmy mieli poczucie takiej zwielokrotnionej, spotęgowanej świętości), faryzeusze i uczeni w Piśmie (a zatem liderzy religijni Jego ludu) przyprowadzają kobietę dopiero co pochwyconą na cudzołóstwie, czyli zdradzie małżeńskiej. To bardzo poważne przestępstwo i pewnie odrażające dla tych mężczyzn zajętych sprawami Boga. Kara była jedna: ukamienowanie. Tora, Prawo przewidywało śmierć dla kobiety za przekroczenie szóstego (Nie cudzołóż) przykazania, a dla mężczyzny – jej wspólnika, za przekroczenie siódmego (Nie kradnij) przykazania. Taki subtelny niuans, który jedynie podkreślał podporządkowanie kobiety. Podporządkowanie, którego nie uniknęli również obrońcy Prawa, gdyż oni instrumentalizują postać i historię tej kobiety przywleczonej (ona nie przychodzi do Rabbiego z Nazaretu z własnej inicjatywy) do Jezusa. Dla nich to cudzołożnica, całe jej jestestwo sprowadzone jest do tego jednego aktu, czynu. W opinii ewangelisty jest to pułapka zastawiona na Jezusa. Jeśli zgodzi się na ukamienowanie tej kobiety, to między bajki można włożyć opowieści o Jego łagodności i miłosierdziu, jeśli natomiast wzywać będzie do odstąpienia od ukamienowania, można będzie oskarżyć Jezusa o nieposłuszeństwo Prawu Bożemu, co jest przecież zagrożeniem dla ładu społecznego.

Jezus jest sam, bez swoich uczniów i wygląda, tak jakby zrazu nie wiedział, co począć. Pochyla się i zaczyna coś kreślić na piasku. Czyżby potrzebował nieco czasu, żeby podjąć mądrą decyzję? A może jest w tym jakieś wyzwanie rzucone tym uczonym w Piśmie, którzy wiedzą przecież, że gdy Bóg skończył rozmawiać z Mojżeszem na górze Synaj, dał mu dwie tablice Świadectwa, tablice kamienne, napisane palcem Bożym. (Wj 31, 18), bo przecież jest i tak, że to Prawo Boże zapisane zostało nie na kamiennych tablicach, które mają gwarantować swoistą stabilność, ale w kruchości ludzkiej wolności, która targana namiętnościami próbuje dochować wierności Słowu Bożemu.

Jezusowi nie jest jednak pisane ukrycie się w piaskowych bohomazach. Obrońcy ładu moralnego i Prawa Bożego nastają i domagają się odpowiedzi. Prawa Bożego nie wolno lekceważyć. Stąd też Jezus czyni aluzję do zapisu Tory, która mówi, że lincz ma rozpocząć ten, kto jest świadkiem nieprawości (por. Pwt 13, 9–10) i od razu stawia pewien warunek, o którym Tora nie mówi: niech uczyni to ten, kto jest bez grzechu. Tym prostym gestem zamyka usta obrońcom Tory i ładu moralnego, gdyż każdy z oskarżycieli ma na sumieniu jakiś grzech. Jedyny bez grzechu – Jezus Chrystus – nie ma zamiaru nikogo kamienować! Dziedziniec świątynny pustoszeje. Oskarżyciele się wycofują. W tej pustce pozostaje tylko ona – misera (nieszczęśliwa) i On – misericordia (miłosierdzie). I w tej pustce, nie ma już tych, którzy stosują prawo moralne jakby było kamieniami, którymi rzuca się w życie innych osób (por. Franciszek, Amoris Laetitia, 305). Jest natomiast Wcielone Słowo, Egzegeza Tory, Prawo Ojca, który nie pragnie śmierci grzesznika, ale żeby się nawrócił i żył w wolności dziecka Bożego. I to Słowo Wcielone, Miłosierdzie Ojca zwraca się do nieszczęśliwej wezwaniem, które zwykł używać wobec własnej matki: Kobieto. Tak Jezus mówi do Maryi w Kanie galilejskiej i na krzyżu. Nieszczęśliwej zostaje przywrócona jej godność, która jest czymś większym niż jej grzech.

Bądźmy świadomi tego podstawowego dynamizmu Ewangelii: człowiek zostaje ocalony nie dlatego, że jest mu przypominamy jego grzech, jego nieprawość, ale dlatego, że zostaje mu okazane przebaczenie, miłosierdzie!

W Nowym Testamencie mamy dwie ikony, które opisują miłosierdzie. Tydzień temu w liturgii głosiliśmy przypowieść o Synu marnotrawnym, któremu Ojciec wybacza nieprawość. Ale syn marnotrawny robi na nas wrażenie, jakby zasłużył na to miłosierdzie. Żałuje, wyznaje swój grzech, jest gotów przyjąć konsekwencje swej grzesznej postawy, podejmuje wysiłek powrotu.

Drugą ikoną miłosierdzia jest dzisiejszy epizod z kobietą cudzołożną. Z jej strony nie dostrzegamy żadnej inicjatywy. Ona nawet nie przychodzi do Jezusa. Przywlekli ją do Niego. Nie wiemy, czy żałuje. Nie wiemy, czy zaakceptuje zachętę Jezusa, aby więcej nie grzeszyć. A mimo to zostaje jej ofiarowane przebaczenie i miłosierdzie. W sposób bezwarunkowy i niezasłużony.

Nam, strażnikom prawa moralnego, trudno zaakceptować taką wizję miłosierdzia. Świadom tego jest papież Franciszek, który w adhortacji apostolskiej Amoris laetitia pisze gorzkie słowa pod adresem Kościoła: „Czasami wiele kosztuje nas zrobienie w duszpasterstwie miejsca na bezwarunkową miłość Boga. Stawiamy tak wiele warunków miłosierdziu, że ogołacamy je z konkretnego sensu i realnego znaczenia, a to jest najgorszy sposób rozwodnienia Ewangelii. Prawdą jest, na przykład, że miłosierdzie nie wyklucza sprawiedliwości i prawdy, ale trzeba przede wszystkim powiedzieć, że miłosierdzie jest pełnią sprawiedliwości i najjaśniejszą manifestacją prawdy Bożej. Dlatego też należy zawsze uznać za „nieadekwatną jakąkolwiek koncepcję teologiczną, która ostatecznie kwestionuje wszechmoc Boga, a w szczególności Jego miłosierdzie”.

ks. Adam Błyszcz