Wiara‎ > ‎

Między sprawiedliwością a wspaniałomyślnością

opublikowane: 22 wrz 2017, 02:10 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 30 wrz 2017, 10:10 ]

Homilia na 25. niedzielę zwykłą

Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. 2 Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. 3 Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, 4 i rzekł do nich: "Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam". 5 Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. 6 Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: "Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?" 7 Odpowiedzieli mu: "Bo nas nikt nie najął". Rzekł im: "Idźcie i wy do winnicy!" 8 A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: "Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych!" 9 Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. 10 Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. 11 Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, 12 mówiąc: "Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty". 13 Na to odrzekł jednemu z nich: "Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? 14 Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. 15 Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?" 16 Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.
(Mt 20, 1–17)

W dzisiejszym fragmencie Ewangelii, podobnie jak tydzień temu, nie obejdzie się bez liczenia. Nie obejdzie się bez odrobiny starożytnej ekonomii.

Staje przed nami właściciel winnicy. Ona należy do niego. Jest jej dysponentem. Tak dalece ta przynależność zostaje podkreślona, że na końcu przypowieści mamy wręcz deklarację jakiejś irracjonalnej arbitralności: czy z moim nie wolno mi uczynić tego, co chcę? Brzmi tak, jakby właściciel miał zamiar powiedzieć: nawet gdybym chciał zaszkodzić moim interesom, co tobie do tego?

W lekcjonarzu znajduje się informacja (której na próżno szukać, w 20. rozdziale Ewangelii św. Mateusza), że Jezus tę przypowieść skierował do uczniów, czyli do tych, którzy już przystąpili do projektu Królestwa Bożego. Ona otwiera dwudziesty rozdział i sekwencja zdarzeń oraz wypowiedzi jest następująca: zakończenie 19. rozdziału sprowokowane jest pytaniem Szymona Piotra (który będąc liderem Dwunastu, mówi zapewne w imieniu pozostałych jedenastu): »Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?« (Mt 19, 27). Jakoś w kontekst tego pytania i Jezusowej odpowiedzi wpisuje się przypowieść o robotnikach w winnicy. Zaraz po niej Mateusz (redaktor, ewangelista) umieszcza trzecią zapowiedź męki i śmierci Jezusa i ponownie, jakby nigdy nic, niejako w tonacji Piotrowej, matka (ach te mamy, niespokojne, dopóki nie wezmą spraw w swoje ręce) Jana i Jakuba prosi, żąda, aby jej synowie w nadchodzącym Królestwie Jezusa byli jak najbliżej Niego. Najlepiej po prawej i po lewej stronie.

Więc może istotnie Mateusz uznał, że tę przypowieść należy umieścić w takim właśnie kontekście, w którym wydaje się, że ci, którzy poszli za Jezusem zaczęli myśleć o jakichś prerogatywach, przywilejach lub też przypisywać zaczęli sobie jakąś szczególną pozycję. Więc może istotnie jest tak, że Jezus chce przypomnieć wszystkim swoim uczniom do kogo należy Królestwo!

Rachuba czasu

W przypowieści mamy kilka wskazówek dotyczących czasu. Żyd Mateusz posługuje się rzymską rachubą dnia. Być może dlatego, że była ona bardziej zrozumiała dla tych, którzy wywodzili się ze świata nieżydowskiego we wspólnotach chrześcijańskich. Inną kwestią jest, czy Żyd Jezus Chrystus, zwracając się do żydowskich, słuchaczy posługiwał się rzymską rachubą dnia? Czy też ta przypowieść w którymś momencie została przetłumaczona na rzymską mentalność, w której dzień dzielił się na 12 godzin? Pierwsza godzina rozpoczynała się wschodem słońca, ostatnia zaś – dwunasta kończyła się zachodem.

Gospodarz wychodzi o świcie – szósta rano. Na placu miejskim stoją ludzie gotowi nająć się do pracy. Potrzebują pieniędzy, aby utrzymać swoje rodziny. Aby żyć. Umawiają się z właścicielem o denara za dzień pracy. To sprawiedliwa zapłata za dniówkę. Tyle mieli prawo się spodziewać. I tyle jest im gwarantowane. To jedyna grupa robotników, która w tej przypowieści nie jest określona przez słowo bezczynność.

Gospodarz wychodzi na plac w mieście ponownie o godzinie trzeciej, czyli naszej dziewiątej rano. Spotyka takich, co stoją bezczynnie. To słowo jest kluczowe: bezczynność, ale jeszcze do niej wrócimy. I ich posyła do winnicy. Ta sama sytuacja powtarza się o godzinie szóstej (odpowiada to naszej dwunastej, samo południe, skwar nie do wytrzymania) i dziewiątej (to już nasza piętnasta, nieco lżej). Ale właściciel winnicy wychodzi raz jeszcze, o jedenastej (ta odpowiada naszej godzinie siedemnastej). Zważywszy, że dzień pracy kończył się godziną dwunastą (nasza osiemnasta), ci ostatni specjalnie się nie napracowali.

Zdajemy sobie sprawę, że nie wszyscy pracowali tyle samo. Ale wszyscy dostają tyle samo. Jednego denara. Była to sprawiedliwa zapłata za dzień pracy. Właściciel daje zatem tyle, ile ci, którzy najęli się do pracy z samego rana (pierwsza grupa), mogli się spodziewać przychodząc wcześnie rano, o świcie, na plac miasta. W tym przypadku mamy do czynienia ze sprawiedliwością. Tyle się należało, tyle obiecano i tyle wypłacono.

Inaczej sprawa wygląda z tymi, którzy nie przepracowali całego dnia. Ci chyba nie mieli już prawa spodziewać się, że dostaną tyle, co pierwsi – jednego denara. A na pewno już nie mieli tego prawa ci, którzy pracowali od godziny jedenastej. Jedną godzinę zaledwie. Otrzymują jednak tę dniówkę. W ich przypadku mamy do czynienia nie tyle ze sprawiedliwością, ile ze wspaniałomyślnością właściciela winnicy.

I tak wydaje się, że jesteśmy rozpięci między sprawiedliwością (według umowy: to, co zostało obiecane i co się należy) a wspaniałomyślnością (dlaczego ze swoim nie mogę uczynić tego, co chcę) właściciela winnicy!

Ale ci z jedenastej godziny nie dają mi spokoju.

Tydzień temu, chcąc konkretną historią zilustrować fragment Ewangelii, przywołałem postać ojca Christiana de Chergé. Dzisiaj natomiast, kiedy myślę o robotnikach jedenastej godziny, przychodzi mi do głowy wspomnienie śp. pana generała Wojciecha Jaruzelskiego. Dla niektórych z nas mąż opatrznościowy – miał uchronić Polskę przed rzekomą sowiecką agresją w 1981 roku. Dla innych zdrajca i kolaborant winny śmierci wielu osób (1968, 1970, 1976, 1981). Wychowany w katolickiej i patriotycznej rodzinie przez całe swoje dojrzałe życie był wrogiem Kościoła katolickiego w Polsce. Co do tego nie ma wątpliwości. Umiera 24 maja 2014 r. i kilka tygodni przed swoją śmiercią przyjmuje sakramenty święte. Tym samym wraca do Kościoła i ponownie wpisuje się w projekt Królestwa. Robotnik jedenastej godziny. Dla nas to żaden tytuł do triumfalizmu, bo winnica nie jest nasza. Należy do Pana. Rozpięci jesteśmy między sprawiedliwością a wspaniałomyślnością Pana.

ks. Adam Błyszcz