Wiara‎ > ‎

Lekcja duszpasterstwa powołaniowego

opublikowane: 13 sty 2018, 03:58 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 13 sty 2018, 03:59 ]

Homilia na drugą niedzielę zwykłą

35 Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami 36 i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «Oto Baranek Boży». 37 Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. 38 Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?» Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! - to znaczy: Nauczycielu - gdzie mieszkasz?» 39 Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. 40 Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. 41 Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: «Znaleźliśmy Mesjasza» - to znaczy: Chrystusa. 42 I przyprowadził go do Jezusa. A Jezus wejrzawszy na niego rzekł: «Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazywał się Kefas» - to znaczy: Piotr.»
(J 1, 35–42)

Znajdujemy się w tygodniu, który inauguruje życie publiczne Jezusa Chrystusa. Dwa dni po przesłuchaniu Jana Chrzciciela przez wysłanników jerozolimskich kapłanów – Jezus przechadza się, spotyka, mija Jana Chrzciciela i dwóch jego uczniów (zostawmy egzegetom i zawodowym teologom szukanie odpowiedzi na pytanie czy Jezus Chrystus w swojej młodości należał do kręgu uczniów Jana Chrzciciela, co niektórzy z nich wydają się sugerować).

Chrzciciel wskazując na Jezusa określa Go mianem baranka, który gładzi grzech świata. Baranek to ulubiona ikona ewangelisty Jana, na opisanie Jezusa. Ta ikona, będzie się pojawiać w dwóch innych pismach należących do kręgu janowego: w pierwszym liście świętego Jana i w Apokalipsie.

Oczywiście punktem odniesienia dla odczytania tego obrazu jest baranek paschalny, który był zabijany i spożywany przez Żydów podczas wieczerzy paschalnej. A zatem cała ta teologia i myślenie związane z barankiem paschalnym zostają przeniesione na Jezusa Chrystusa.

Jan Chrzciciel jest dobrym nauczycielem, dobrym mistrzem. Wskazuje na Jezusa. To być może taki podstawowy mechanizm nauczania: niezatrzymywanie uwagi na sobie samym, ale przenoszenie jej na innego. W tym przypadku na Jezusa.

Uczniowie Jana w tym wskazaniu widzą jakąś zachętę, aby iść za Jezusem. Oni za Nim podążają. Idą. Podejmują pewien wysiłek.

W pewnym momencie Jezus zwraca się ku nim i pyta: czego szukacie? To pierwsze słowa wypowiedziane przez Niego w ewangelii świętego Jana. Nabierają przez to szczególnego znaczenia i wagi. I są skierowane do każdego człowieka, który znajduje się w zasięgu Chrystusowych oczu.

Czego / kogo szukacie? Jakie jest twoje najgłębsze pragnienie? Czym / kim bije Twoje serce? Kwestia rozeznania, o którym teraz tyle się mówi w Kościele. Ale już w regule świętego Benedykta (jesteśmy zatem w VI wieku) w rozdziale poświęconym przyjmowaniu nowych kandydatów do życia monastycznego, odpowiedzialny za to mnich (dzisiaj powiedzielibyśmy mistrz nowicjatu albo rektor seminarium) miał przede wszystkim patrzeć czy kandydat / nowicjusz naprawdę szuka Boga… (Reguła 58, 7).

To szukanie wydaje się czymś fundamentalnym, jeśli człowiek ma odkryć prawdę o sobie, tę prawdę, którą Bóg mu objawia w jego sumieniu, w intymności jego jestestwa.

Gdzie mieszkasz? Ta odpowiedź uczniów nieco dziwi. Nie jest odpowiedzią wprost. Tak jakby chcieli powiedzieć: Ciebie, ale żeby Cię głębiej poznać chcemy wiedzieć, gdzie mieszkasz. Chcemy wejść w żywioł Twojego życia. Nie tylko Cię słyszeć, widzieć, ale być z Tobą.

Taki wydaje się być najgłębszy sens jakiegokolwiek duszpasterstwa powołaniowego: szukanie Boga i zaangażowanie w życie Jezusa.

Być może kryzys współczesnych kandydatów do kapłaństwa czy życia zakonnego bierze się nie tyle z tego, że mentalność współczesnego świata nie przylega do Ewangelii czy Kościoła, ale być może również z tego, że brakuje mistrzów zdolnych do odczytania tożsamości Jezusa. Za Janem Chrzcicielem stoi przecież doświadczenie pustyni, wieloletnie słuchanie słowa Bożego, asceza. Niewielu z tych, którzy dzisiaj pretendują do miana mistrzów może poszczycić się takim CV! Niemałe znaczenie w tym kryzysie powołań ma pewnie fakt, że dosyć często mamy do czynienia z nieczystą intencją szukania Boga. Nie ma co ukrywać i tego, że trudno zachęcić, zaprosić, do przebywania z nami, skoro w naszych wspólnotach kapłańskich, zakonnych nie ma życia, które mogłoby zafascynować, pociągnąć. Gdyż najczęściej nasze wspólnoty są rozbite brakiem mistrza, nauczyciela na wzór Jana Chrzciciela, indywidualizmem, zazdrością i interesownością. Nasze wspólnoty są rozbite!

ks. Adam Błyszcz