Wiara‎ > ‎

Kazanie na Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego

opublikowane: 29 maj 2017, 09:41 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 29 maj 2017, 09:50 ]
70 lat temu, 14 października 1947 roku, as amerykańskiego lotnictwa, Charles „Chuck” Yeager jako pierwszy człowiek pokonał barierę dźwięku. To owoc rozwoju techniki i ludzkiej przemyślności. A zatem przedsięwzięcie powtarzalne i manipulowalne.

Dwa tysiące lat temu, pewnej kwietniowej niedzieli, jeden z nas, Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, pokonał barierę śmierci. Zmartwychwstał. Albo jak w dzisiejszym drugim czytaniu powiada apostoł Paweł, że został wskrzeszony przez Ojca.

To pierwsze wydarzenie, powtarzalne, stało się udziałem innych pilotów.

To drugie wydarzenie, zmartwychwstanie – niepowtarzalne, póki co znajduje się przede wszystkim w przestrzeni naszej nadziei a to oznacza, że nie może być manipulowane przez żadną ludzką siłę.

Patrzymy na to zmartwychwstanie w takim pomnikowym, monumentalnym wymiarze. Nietykalnym w gruncie rzeczy.

Wspominam o tym dzisiaj, w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, bo wydaje się, że Zmartwychwstanie Jezusa jest głównym tematem dzisiejszej liturgii słowa: w pierwszym czytaniu, w Dziejach Apostolskich, autor mówi wprost, że Jezus „po swojej męce wiele razy okazywał [uczniom], że żyje”. W drugim czytaniu, Paweł w swoim liście do Efezjan, powiada, że „Bóg, wskrzesił [Jezusa] z martwych i posadził po swojej prawej stronie” a i w samej ewangelii jesteśmy świadkami spotkania Zmartwychwstałego z uczniami w Galilei.

Nie ma chyba w dziejach ludzkości ważniejszego wydarzenia. I myślę sobie, że te czterdzieści dni od zmartwychwstania do wniebowstąpienia Jezusa to najbardziej poukładane i zagospodarowane dni w życiu uczniów. Jeszcze zapewne nie wiedzą jak to zwycięstwo Jezusa nad śmiercią przełoży się na ich osobiste życie. Ale już wiedzą, że bariera została przekroczona. I nagle przychodzi taki moment, w którym zmartwychwstały zostaje im zabrany. Już dłużej Nie ma go więcej. Mogą tylko nostalgicznie wpatrywać się w niebo.

Mam takie wrażenie, że ta dzisiejsza uroczystość wniebowstąpienia to dramat, który rozgrywa się między dwoma biegunami: pierwszy wyznaczony jest przez deklaracje absolutnej władzy Jezusa Chrystusa, Pana historii. Zasiada po prawicy Ojca. Triumf zmartwychwstałego. A drugi biegun to ten moment, w którym uczniowie tracą z oczu Jezusa. Nie ma Go więcej. Po prostu brakuje Jezusa. Najzwyczajniej w świecie nie ma Go. Zatem dzisiejsza uroczystość to nie tylko deklaracja panowania Jezusa Chrystusa. Jego władzy nad całym uniwersum, ale też pytanie o Jego nieobecność.

Wystarczy przyjrzeć się naszemu życiu, naszym małżeństwom, rodzinom, kapłaństwu, ba, Kościołowi, żeby przekonać się, jak głęboko doskwiera nam grzech, którego moc wydaje się negować obecność samego Jezusa. Cóż począć?

Można na wzór apostołów z nostalgią wpatrywać się niebo. Ale to chyba niewiele zmieni. I taka postawa jest postponowana przez autora Dziejów Apostolskich. On sam sugeruje nieco inne rozwiązanie: wspomina wspólny posiłek Jezusa z uczniami (czyżby to reminiscencja Ostatniej Wieczerzy – Eucharystii) i przekazane im Słowo.

ks. Adam Błyszcz