Wiara‎ > ‎

Kazanie na uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi

opublikowane: 31 gru 2016, 07:57 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 8 sty 2017, 13:58 ]
Sobór nauczył nas patrzeć na Maryję jako „figurę” Kościoła, czyli jego doskonały wzorzec i pierwociny. Czy jednak Maryja może pełnić rolę wzoru dla Kościoła również w swoim tytule „Matki Boga”, jakim oddajemy Jej dzisiaj cześć? Czy również my możemy stać się matkami Chrystusa?

Jest to nie tylko możliwe, ale niektórzy ojcowie Kościoła doszli do stwierdzenia, że bez tego naśladowania tytuł Maryi byłby dla nas bezużyteczny. Mówili: „Jakiż pożytek ma dla mnie, że Chrystus narodził się kiedyś z Maryi w Betlejem, jeśli nie rodzi się także przez wiarę w mojej duszy?”. Sam Jezus zapoczątkował to odnoszenie do Kościoła tytułu „Matki Chrystusa”, kiedy ogłosił: «Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je” (Łk 8, 21). Dzisiejsza liturgia przedstawia nam Maryję jako pierwszą spośród tych, którzy stają się matkami Chrystusa przez uważne słuchanie Jego słowa. Wybrała bowiem na tę uroczystość tekst Ewangelii, który mówi, że „Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu”.

Jak konkretnie stajemy się matką Chrystusa? Jezus wyjaśnia: słuchając Słowa i wprowadzając je w czyn. Są dwa rodzaje niekompletnego macierzyństwa lub przerwania macierzyństwa. Jednym z nich jest od dawna znane poronienie. Ma ono miejsce, gdy życie się poczyna, ale się nie rodzi, ponieważ płód zmarł na skutek przyczyn naturalnych albo w następstwie grzechu ludzi. Do niedawna był to jedyny znany przypadek niekompletnego macierzyństwa. Dziś znamy także inny, przeciwny, polegający na zrodzeniu dziecka bez jego naturalnego poczęcia. Tak dzieje się z dziećmi poczętymi w probówce i dopiero później umieszczonymi w łonie matki (…). Wówczas dziecko, które kobieta rodzi, nie pochodzi od niej, nie poczęło się „najpierw w sercu, a potem w ciele”.

Niestety, także na poziomie duchowym istnieją te dwie smutne możliwości. Poczyna Jezusa, nie rodząc Go, ten, kto przyjmuje Słowo, lecz nie wprowadza je w czyn, kto dalej dokonuje duchowych aborcji jedna po drugiej, robiąc sobie postanowienia nawrócenia, które są później systematycznie zapominane i porzucane w pół drogi; kto zachowuje się wobec Słowa jak pośpieszny obserwator, który zerka na swoje odbicie w lustrze, a potem odchodzi, zapominając od razu, jak wyglądał (por. Jk 1, 23-24).

Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie. 23 Jeżeli bowiem ktoś przysłuchuje się tylko słowu, a nie wypełnia go, podobny jest do człowieka oglądającego w lustrze swe naturalne odbicie. 24 Bo przyjrzał się sobie, odszedł i zaraz zapomniał, jakim był.
Jk 1, 23-24

Krótko mówiąc, ten, kto ma wiarę, ale nie ma uczynków.

Przeciwnie, rodzi Chrystusa, nie poczynając Go, ten, kto wykonuje wiele dzieł, również dobrych, ale które nie pochodzą z serca, z miłości do Boga i z prawej intencji, ile raczej z przyzwyczajenia, z obłudy, z szukania własnej chwały i osobistej korzyści, albo po prostu z zadowolenia, jakie daje działanie. Krótko mówiąc, ten, kto ma uczynki, ale nie ma wiary.

To są przypadki negatywne macierzyństwa niekompletnego. Franciszek z Asyżu opisuje nam pozytywny przypadek prawdziwego i kompletnego macierzyństwa, które upodabnia nas do Maryi: jesteśmy matkami Chrystusa – pisze – kiedy nosimy Go w sercu i w ciele naszym przez Boską miłość oraz czyste i szczere sumienie; rodzimy Go przez święte uczynki, które powinny jaśnieć dla innych jako przykład!”. My, powiada Biedaczyna, poczynamy Chrystusa, gdy kochamy Go ze szczerością serca i prawością sumienia, i wydajemy Go na świat, kiedy wypełniamy święte dzieła, które ukazują Go światu.

o. Raniero Cantalamessa OFMCap, kaznodzieja Domu Papieskiego