Wiara‎ > ‎

Jezus studzi zapał

opublikowane: 9 wrz 2019, 10:15 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 9 wrz 2019, 10:17 ]

Homilia na XXIII niedzielę zwykłą

25 A szły z Nim wielkie tłumy. On zwrócił się i rzekł do nich: 26 «Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem. 27 Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. 28 Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? 29 Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: 30 "Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć". 31 Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestoma tysiącami nadciąga przeciw niemu? 32 Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju. 33 Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.
(Łk 14, 25–33)

Łukasz skrzętnie zauważa, że za Jezusem idą tłumy. Czy oni wszyscy pretendują do tego, aby być uczniami Jezusa Chrystusa? Zapewne wielu z nich przymierzało się do takiej roli. Na fali entuzjazmu, który wywołuje osoba Pana, Jego nauczanie i cuda, wszystko wydaje się proste, łatwe oraz w zasięgu ręki każdego. Wystarczy chcieć. Być może dlatego sam Jezus postanawia ostudzić nieco nastroje. I przedstawia kryterium bycia uczniem, uczennicą. Ostudzić, gdyż wymagania do prostych nie należą. Dotyczą przede wszystkim relacji, w których człowiek się znajduje. Dokładnie tak: znajduje się, gdyż relacja z ojcem i matką czy też relacje z bratem i siostrą nie są naszym wyborem. Mogą i zapewne powinny być przez nas kształtowane, ale ich akt założycielski znajduje się poza nami. Należy widzieć również relację, które człowiek ustanawia i które wydają się być jego wyborem, jego decyzją (jak ta z mężem czy z żoną, czy z dziećmi).

I Jezus powiada, że kto te relacje ceni bardziej, więcej niż Jego osobę, nie może być Jego uczniem! Tak należy rozumieć termin nienawiść, którego Pan używa. Jego najwłaściwsze tłumaczenie winno brzmieć:

„Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie kocha mnie więcej niż ojca i matkę, żonę i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem”.

To wymaganie Jezusa, zwłaszcza odnośnie do relacji z rodzicami, musiało ranić żydowską wrażliwość ukształtowaną przez przykazanie Tory nakazujące miłość i szacunek wobec rodziców:

12 Czcij ojca twego i matkę twoją, abyś długo żył na ziemi, którą Pan, Bóg twój, da tobie.
(Wj 20, 12)

To jest tym bardziej bulwersujące, jeśli przypomnimy sobie, że w dekalogu żydowskim przykazanie miłości rodziców należało do pierwszej tablicy, a nie do drugiej jak to jest w dekalogu chrześcijańskim. Wymagania Jezusa stawiane kandydatom na uczniów prowadzi do rewolucji w przestrzeni ludzkich relacji. Kto poznał, doświadczył Jezusa, powinien przyznać Mu absolutny prymat. Taki wybór jest cechą charakterystyczną tych, których uważamy za świętych.

Ale to Jezusowe kryterium objawia jeszcze jedną cechę rodzącego się chrześcijaństwa. To nie jest religia li tylko intelektualnego przylgnięcia do przesłania Nowego Testamentu, ale to również kwestia pewnej walki wewnętrznej, batalii duchowej, gdyż nie sposób przejść do porządku dziennego nad słowami Pana, który powiada, że kto nie ma w nienawiści siebie samego, nie może być moim uczniem. Z samym sobą toczę walkę, aby Jezusowi przyznać prymat w moim życiu.

Największym zagrożeniem dla Jezusa Chrystusa w moim życiu, w mojej historii nie są ani zsekularyzowane społeczeństwo, ani ruchy LGBT, ale moja osoba, która w swoich decyzjach odrzuca prymat Pana.

ks. Adam Błyszcz