Wiara‎ > ‎

Jezusa solidarność

opublikowane: 13 sty 2019, 02:47 przez Roma Zygmunt   [ zaktualizowane 13 sty 2019, 02:49 przez Redakcja JotJotZet ]

Homilia na Niedzielę Chrztu Pańskiego

15 Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, 16 on tak przemówił do wszystkich: «Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. 21 Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo 22 i Duch Święty zstąpił na Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie».
(Łk 3, 15-16, 21-22)

To pierwsze publiczne wystąpienie Jezusa. To nie dziecko, ale mężczyzna po trzydziestce. I zapewne niepokoi Jego najbliższych, że w tym wieku nie założył jeszcze rodziny. Być może niepokoi i to, że związał się jakoś z ruchem Jana Chrzciciela, który nie tylko że znajdował się w opozycji wobec Świątyni, ale swoim nauczaniem postawił się również przeciwko władzy tetrarchy Heroda, co w końcu doprowadziło do męczeńskiej śmierci proroka znad Jordanu.

Według ewangelisty Łukasza Jezus rozpoczyna swoją publiczną działalność od przyjęcia chrztu z rąk Jana Chrzciciela. Kościół miał z tym wydarzeniem problem od samego początku. Bo to mimo wszystko stanowi jakąś formę uznania wyższości Jana nad Jezusem. Sam Jan miał chyba tego świadomość, protestując przeciwko temu. Ślad tego znajdujemy w Ewangelii Mateusza:

Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. 14 Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: «To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?»
(Mt 3, 13–14)

Powiedzmy, że to podporządkowanie Jezusa można jakoś wytłumaczyć logiką Wcielenia. Od kiedy Syn Boży stał się człowiekiem, przyjął na siebie również pewne człowiecze powinności, zależności. To chociażby kwestia podporządkowania się autorytetowi matki i ojczyma (trudno być dzieckiem, nie słuchając rodziców), autorytetowi nauczyciela w synagodze, konieczność płacenia podatków świątynnych. Być może w tę samą logikę Wcielenia wpisuje się także podporządkowanie, zależność od Jana Chrzciciela. Ale to nie jedyna trudność, której dostarcza opowieść o chrzcie Jezusa w Jordanie. Ewangelie wyraźnie mówią, że był to obrzęd na odpuszczenie grzechów. Co zatem robił Jezus w gronie tych wszystkich ludzi, którzy rozpoznawali swoją grzeszność i byli przekonani, że potrzebują tego Janowego oczyszczenia, aby być bliżej królestwa Bożego? Przecież Kościół nieustannie głosił i głosi, że Jezus jest niewinny i to On gładzi grzechy świata! Że jest bez grzechu!

Głoszenie tej prawdy było kłopotliwe, zważywszy, że w pamięci Izraela zapisał się ów epizod chrztu Jezusa u Jana na odpuszczenie grzechów. Mówiąc o Jezusie, niewinnym Baranku gładzącym grzech świata, trzeba było się liczyć z tym, że ktoś w gronie słuchających podniesie rękę i zapyta, że skoro był niewinny, to po co przyjmował chrzest na odpuszczenie grzechów?

Ewangelia, tak jak ją czytamy, to nie tylko narracja, ale również pewne dzieło literackie, w której autor chce nas przekonać do postaci Jezusa Chrystusa. Stąd też ewangelista spina swoją opowieść dwoma epizodami, które mają podobną, jeśli nie identyczną dynamikę. Łukasz powiada, że na początku swojej działalności Jezus, przyjmując chrzest Janowy, utożsamia się z grzesznikami. Podobnie na końcu życia, kiedy umiera ukrzyżowany pomiędzy dwoma łotrami, wielkimi grzesznikami, których dopadła bezwzględna ludzka sprawiedliwość.

Solidarność Jezusa z grzesznikami, bycie z nimi jest czymś, co charakteryzuje ewangelię miłosierdzia, którą Łukasz pisze. Ta solidarność wystawia Jezusa na pewną dwuznaczność, którą Kościół poddany porządkowi społecznemu (a to trzeba strzec ładu małżeńskiego, rodzinnego, a to społecznego) niechętnie akceptuje.

ks. Adam Błyszcz