Wiara‎ > ‎

Dobra literatura i co dalej?

opublikowane: 8 paź 2016, 06:40 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 16 paź 2016, 05:17 ]
Rembrandt [Public domain], via Wikimedia Commons
Kazanie na XXIV niedzielę zwykłą (11 września 2016 r.)

Fragment dzisiejszej Ewangelii Łukasza – przypowieść o marnotrawnym synu – wydaje się być tyle razy komentowany, egzegetycznie opukiwany i przyzywany w homiletycznych wywodach, że wydaje się sterylny. Nic nie mówi i nic nie zmienia.

A może spróbować wejść w postać każdego z nich. To nie jest trudne, życie pomaga. Kilka miesięcy temu młodszy wrócił do domu. Trochę to trwało, nim się zjawił, ale jeszcze zanim stanął w drzwiach, już zdążyli publicznie powiedzieć, dlaczego wrócił. Bo baba go nie chciała…, bo nie miał się gdzie podziać… Wiemy lepiej. I słuchając tego mędrkowania (żeby było lepiej, trafniej, w trakcie Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia), zastanawiałem się, po co czytamy ewangelię i ile trzeba sprytu (nawet nie mądrości czy wiedzy), żeby dostrzec, jak ona nas mija.

Tak, jestem ojcem, którego znieważono i oszukano. I wiem, że nie ma we mnie determinacji i miłości, aby wyjść naprzeciw temu/ tym, którzy mnie skrzywdzili. W tej opowieści nie dorastam do postaci ojca.

Młodszy syn, zwany marnotrawnym. On chyba najlepiej mnie odzwierciedla. Z dala od ojca (i brata, to powiem jednak dopiero po powrocie. Ale i wtedy będzie równie daleko do niego. Kto wie, czy nie dalej jeszcze niż wcześniej). Ze zmarnotrawionym projektem przyszłości. Tak, moim żywiołem było jutro, przyszłość. Do przeszłości ani teraźniejszości miłości nie miałem. Wszystko przepadło. Jak? Szczegóły nie mają znaczenia. Powie o tym mój starszy brat, więc szukając szczegółów, jego pytajcie.

On, brat. Starszy. Jestem i w nim, a on we mnie. Sądzę według takiej sprawiedliwości, którą wyzwoliłem z miłości do brata i ojca. A z ruiny młodszego brata uczyniłem wiodący wątek mojego sprzeciwu wobec Ojca. Zdaję sobie sprawę, że to sterylna sprawiedliwość. Niczego nie uratuje i nikogo nie wskrzesi. Młodszy do domu wrócił nie dzięki niej. No właśnie, dlaczego on wrócił?

Ta sprawiedliwość to jak kolejne dziecko ojca. Dwóch braci i siostra.
Sprawiedliwość ojca. Zapomnieć, wybaczyć wszystko.
Sprawiedliwość młodszego syna. Pamiętać wszystko.
Sprawiedliwość starszego syna. Też pamiętać wszystko.

Czym zatem różnią się ci dwaj bracia. I jeden, i drugi pamiętają tak samo i to samo. Co sprawia, że ich zdolność pamiętania przynosi tak radykalnie inne rezultaty? Czyżby to, że inaczej pamięta ojciec. On zapewne pamięta to samo, ale właśnie inaczej.

I tutaj zaczyna się dramat, bo z literatury trzeba przejść do życia (i to postulat absolutnie egzystencjalny, przytoczona przeze mnie autentyczna opowieść o powrocie jednego z młodszych pokazuje, jak bardzo). Dopóki to się nie dokona, tkwić będziemy w jednym z najlepszych kawałków światowej literatury. Z tęsknotą za ojcem, z zadrą brata młodszego, starszego.
Tak, wiem. Bezsilność.

ks. Adam Błyszcz

Fot. Rembrandt [Public domain], via Wikimedia Commons