Wiara‎ > ‎

Definitywnie zamknięte drzwi

opublikowane: 11 lis 2017, 09:02 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 18 lis 2017, 09:57 ]

Homilia na 32. niedzielę zwykłą

Wtedy podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. 2 Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. 3 Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. 4 Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. 5 Gdy się pan młody opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. 6 Lecz o północy rozległo się wołanie: "Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!" 7 Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. 8 A nierozsądne rzekły do roztropnych: "Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną". 9 Odpowiedziały roztropne: "Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie!" 10 Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. 11 W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: "Panie, panie, otwórz nam!" 12 Lecz on odpowiedział: "Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was". 13 Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.
(Mt 25, 1–13)

Zbliża się powoli zakończenie roku liturgicznego. Jeszcze dwa tygodnie, a zamkniemy cały ten cykl celebracji niedzielnych, podczas których czytaliśmy Ewangelię św. Mateusza.

W dzisiejszym fragmencie Ewangelii Królestwo Boże przyrównane jest do dziesięciu dziewic, z których pięć jest mądrych, pięć zaś głupich. Przypowieść Jezusa przywołuje małżeńskie zwyczaje Żydów Jego czasów: dzień przed zaślubinami, w wigilię uroczystości narzeczony razem ze swoimi przyjaciółmi udawał się do domu swojej narzeczonej, która oczekiwała go razem ze swoimi przyjaciółkami. Wczytując się w Jezusową przypowieść, zauważamy pewne modyfikacje, żeby nie powiedzieć udziwnienia. I tak: śladu nie ma po narzeczonej; sam narzeczony zamiast o zachodzie zjawia się po północy i o tej porze część druhen ma iść kupować oliwę do swoich lamp!

Te celowe zmiany sprawiają, że punkt ciężkości całej przypowieści zostaje ulokowany gdzie indziej. Chodzi nie tyle o samo czekanie na narzeczonego, ile na czekanie w sytuacji opóźniającego się nadejścia narzeczonego.

Rzecz, którą my chrześcijanie XXI wieku raczej nie rozumiemy. Otóż pierwsza i druga generacja uczniów Jezusa (do tej generacji należał Mateusz ewangelista i Paweł apostoł, autor listu do Tesaloniczan – to najstarsze pismo Nowego Testamentu) głęboko wierzyła w rychłe nadejście, powrót Jezusa Chrystusa. To oczekiwanie w młodym Kościele w Tesalonikach właśnie doprowadziło do niemałych napięć. Część z tamtejszych chrześcijan przestała pracować, tłumacząc to tym, że skoro lada dzień na wrócić Pan, nie ma sensu angażować się w jakiekolwiek sprawy tego świata. Spotkało się to z ostrą krytyką ze strony Pawła apostoła: Kto nie chce pracować niech też nie je! (por. 2 Tes 3, 10).

Czy my dzisiaj czekamy na powrót Jezusa Chrystusa, Pana historii i wszechświata? Czy też może jest tak, że to zupełnie umknęło naszej uwadze i naszej wrażliwości. I nie ma żadnego znaczenia dla naszej duchowości!?

Czuwanie, czekanie na narzeczonego, który się spóźnia. O jakim to czuwaniu Jezus mówi, skoro w Jego przypowieści wszystkie panny, dziewice zasypiają! Na czym polega różnica między mądrymi a głupimi, skoro wszystkie zasypiają jednakim snem?! Czy ta piątka mądrych panien nie grzeszy czasem egoizmem, odmawiając w takiej krańcowej sytuacji pomocy piątce dziewic, które spały tak samo twardym snem i po przebudzeniu spostrzegły, że brakuje im oliwy w lampach?

Chyba nie. Przypowieść jest tak skonstruowana, żeby podkreślić odpowiedzialność każdej osoby. Odpowiedzialność, która nacechowana jest jakąś skrajną samotnością. Nikt nie może pomóc, nikt nie może wyręczyć. Oczywiście stwarza to jakąś nieporadność, niedogodność dla współczesnego Kościoła, który mocno optuje na rzecz modlitwy za tych, co już przed Panem historii stoją w jakiejś perspektywie definitywności. Bo, jak mówi Jezus, drzwi zostały zamknięte. I wobec tego faktu pięć dziewic głupich pozostaje na zewnątrz, podejmuje nieśmiałą próbę dostania się na weselną ucztę.

W ewangeliach nie brakuje fragmentów, w których te próby są o wiele bardziej natarczywe. Jak chociażby ta historia opowiedziana przez Jezusa w siódmym rozdziale u Mateusza:

21 Nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. 22 Wielu powie Mi w owym dniu: "Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?"
(Mt 7, 21–22)

O co zatem chodzi w tej definitywnej rozgrywce dotyczącej niepodważalnej wspólnoty z Panem? Nie chodzi o jakąś spektakularność cudów, a o spełnienie woli Ojca. Tę wolę Ojca również objawia Jezus i to najprawdopodobniej jest ową oliwą w lampach czuwających:

13 Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników».
(Mt 9, 13)

ks. Adam Błyszcz