Wiara‎ > ‎

Czy Pan opóźnia czas swojego nadejścia?

opublikowane: 17 lis 2018, 05:06 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 17 lis 2018, 05:18 ]

Homilia na XXXIII niedzielę zwykłą

24 W owe dni, po tym ucisku, słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. 25 Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. 26 Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. 27 Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba. 28 A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo! Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. 29 Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach. 30 Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. 31 Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą. 32 Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec.
(Mk 13, 24–32)

Cały trzynasty rozdział Ewangelii Marka zajmuje orędzie eschatologiczne Jezusa Chrystusa. W jakiejś mierze stanowi ono próbę odpowiedzi na pytanie, co będzie, co się stanie, kiedy zakończy się ziemska historia Syna Bożego? A zatem Jezus, odpowiadając na te niepokoje swoich uczniów, zapowiada upadek świątyni jerozolimskiej:

Gdy wychodził ze świątyni, rzekł Mu jeden z uczniów: «Nauczycielu, patrz, co za kamienie i jakie budowle!» 2 Jezus mu odpowiedział: «Widzisz te potężne budowle? Nie zostanie tu kamień na kamieniu, który by nie był zwalony».
(Mk 13, 1–2)

Istotnie, w 70 roku naszej ery, a zatem jakieś 40 lat po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, świątynia jerozolimska została zburzona i sprofanowana przez Rzymian. Dla pobożnych Żydów był to koniec świata, bo zgodnie z ich wierzeniami świątynię zamieszkiwał Jahwe. Świątynia była zatem materialnym znakiem obecności (Szechina) Jahwe. To dopiero początek cierpień, gdyż nadejść mają wydarzenia, które wstrząsną ludzkością: wojny, kataklizmy, prześladowania uczniów Jezusa, rozpad więzi rodzinnych. A końcem tego wszystkiego będzie objawienie się Syna Człowieczego (o tym dzisiaj czytamy we fragmencie Ewangelii Marka), który nadejdzie, aby sądzić.

Co sygnalizują te obrazy siejące grozę i przerażenie? Ich pierwsze przesłanie nie sprowadza się do tego, że czeka nas zniszczenie, zagłada. Zatem nie chodzi o wywołanie strachu lub lęku. Raczej te obrazy apokaliptyczne zapowiadają nowe stworzenie, przemienienie rzeczywistości. I to tak, że nie potrafimy sobie wyobrazić tego nowego stworzenia, tej nowej rzeczywistości!

Ukoronowaniem tego nowego, radykalnie nowego, stworzenia będzie nadejście Syna Człowieczego. I też nie mamy pojęcia, w jakiej scenerii Go zobaczymy. Możemy tylko powiedzieć, że będzie to tak, iż rozpoznają Go wszyscy. Również ci, którzy zadali Mu rany i Go zabili:

7 Oto nadchodzi z obłokami, i ujrzy Go wszelkie oko i wszyscy, którzy Go przebili. I będą Go opłakiwać wszystkie pokolenia ziemi.
(Ap 1, 7)

Nie wiemy zatem, ani kiedy, ani jak i chyba nie to powinno zaprzątać naszą myśl. Jezus, mówiąc do swoich uczniów, nacisk kładzie na umiejętność rozpoznania samego nadejścia. I odwołuje się do takiego naturalnego obrazu rozpoznawania tego, co dzieje się w przyrodzie i z przyrodą. Skoro zatem potrafimy odczytać nadejście pór roku, winniśmy sobie również poradzić z czytaniem Historii Zbawienia.

Ale w dzisiejszym fragmencie jest taka wypowiedź Jezusa, która błędnie interpretowana musiała wprowadzić w błąd pierwszą generację chrześcijan. Jezus pod koniec zapowiada (w bardzo uroczystej formule: Amen, amen), że nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko spełni. Stąd oczekiwano rychłego powrotu Syna Człowieczego. To oczekiwanie było tak natarczywe, że w niektórych wspólnotach, gminach chrześcijańskich dochodziło do pewnych niepokojów. I tak niektórzy chrześcijanie w Tesalonikach nie chcieli więcej pracować. Nie widzieli sensu pracy, skoro lada dzień nadejdzie Pan. Interweniować musiał sam Paweł Apostoł, pisząc, że kto nie chce pracować, niech też nie je.

Jeżeli problemem pierwszej, drugiej generacji chrześcijan było intensywne czekanie na nadejście Syna Człowieczego, to problemem naszej generacji jest odstąpienie od czekania. Utraciliśmy ten zmysł eschatologiczny… no bo ile można czekać? To już dwa tysiące lat od Wcielenia Syna Bożego, a On nie nadchodzi. Nie było wieku bez wojny czy kataklizmu, które wstrząsałyby naszym światem i nic. Pan nie nadchodzi! Znużeni czekaniem, daliśmy sobie spokój. Nie czuwamy dłużej.

Wiele czynników składa się na taką postawę współczesnego chrześcijaństwa. Niewątpliwie zarzuciliśmy studium Słowa Bożego, w naszych wspólnotach parafialnych z rzadka zdarzają się kręgi biblijne. Bardzo często niedzielna homilia, która mogłaby być dobrą okazją do refleksji biblijnej, staje się sposobnością do snucia jakichś rozważań o bliżej niesprecyzowanej tematyce. Ale jest też prawdą, że żyjemy w społeczeństwie, które nie oczekuje więcej nowego stworzenia ze strony Stwórcy, tylko samo zabrało się do roboty i próbuje dokonać nowego stworzenia w oparciu o własne siły.

Za dwa tygodnie rozpoczniemy Adwent, czas, w którym Kościół ponownie przypomni nam o konieczności czuwania, mimo że Pan opóźnia czas swojego nadejścia.

ks. Adam Błyszcz