Wiara‎ > ‎

Czy na pewno czekamy? I na kogo?

opublikowane: 2 gru 2018, 08:35 przez Roma Zygmunt   [ zaktualizowane 2 gru 2018, 08:36 przez Redakcja JotJotZet ]

Homilia na I niedzielę adwentu

25 Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. 26 Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. 27 Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. 28 A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie». 29 I powiedział im przypowieść: «Patrzcie na drzewo figowe i na inne drzewa. 30 Gdy widzicie, że wypuszczają pączki, sami poznajecie, że już blisko jest lato. 31 Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, iż blisko jest królestwo Boże. 32 Zaprawdę, powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się wszystko stanie. 33 Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą. 34 Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, 35 jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. 36 Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym».
(Łk 21, 25–36)

Dzisiejszą niedzielą rozpoczynamy kolejny rok liturgiczny. Od dzisiaj będziemy słuchać tego, co do powiedzenia o Jezusie ma ewangelista Łukasz, który przedstawia Go jako proroka zapowiadającego nadchodzące królestwo Boże. W tym opowiadaniu o Jezusie Łukasz nacisk kładzie na pokorę i uniżenie Syna Bożego, miłosierdzie Boga (tylko u Łukasza znajdziemy przypowieść o synu marnotrawnym). Stąd Łukasz nazywany jest ewangelistą Bożego miłosierdzia.

We fragmencie, który dzisiaj jest głoszony, Jezus posługuje się tzw. językiem apokaliptycznym, który był typowy dla tamtych czasów. Obrazy, którymi się posługiwano, a które przywoływały kataklizmy naturalne (trzęsienie ziemi, erupcje wulkanów – w samej Apokalipsie Jana niewątpliwie są aluzje do wybuchu Wezuwiusza z 79 roku, powodzie) lub kataklizmy historyczne (wojny, zagłady miast) miały nie tyle napawać lękiem, ile przekonywać, że ani historia ani natura nie wymknęły się Bogu z ręki. Budzić miał ten język w wierzących nadzieję i ufność, przede wszystkim w czasach próby, prześladowań czy zamieszania, ciemności.

Jest w tej mowie Jezusa również pewne wezwanie rzucone pogaństwu, gdyż słońce, księżyc i gwiazdy w kulturze pogańskiej widziane były jako bóstwa, natomiast w dzień Przyjścia Syna Bożego te boże stworzenia zostaną zdetronizowane i przestaną zajmować miejsce idoli. Że są podporządkowane władzy Boga, Łukasz zaznaczy już w opisie męki i śmierci Jezusa:

44 Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. 45 Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek.
(Łk 23, 44-45)

A zatem adwent to czas oczekiwania na nadejście Pana, Syna Bożego, Syna Człowieczego. Przy czym w pierwszej części liturgicznego adwentu (od I niedzieli do 16 grudnia) zorientowani jesteśmy przede wszystkim na Tego, którego przebodli, a który ma nadejść sądzić ludzkość, moją wolność. Rozpoznają Go wszyscy, również ci, którzy go skrzywdzili:

7 Oto nadchodzi z obłokami, i ujrzy Go wszelkie oko i wszyscy, którzy Go przebili.
(Ap 1, 7)

Pozostanie jakąś tajemnicą dla nas, dlaczego Zmartwychwstały Syn Człowieczy, przebywający w chwale swojego Ojca, będzie nosił na sobie znaki, blizny swojej męki i śmierci.

Dopiero w drugiej części adwentu nasza uwaga z ostatecznego, pełnego chwały nadejścia Syna Bożego przenosi się na Jego nadejście historyczne, pełne ubóstwa, które dokonało się w Betlejem.

Oczywiście zdominowani jesteśmy przez kulturę konsumpcjonizmu, w naszych supermarketach już się celebruje święta Bożego Narodzenia i tak siłą kultury i pieniędzy, które mamy wydać na prezent pod choinkę, przechodzimy obok albo ponad kwestią, że nadejść ma Sędzia. Nawet jeśli ma nadejść, to i tak specjalnie nań nie czekamy.

ks. Adam Błyszcz