Wiara‎ > ‎

Chrześcijański spór

opublikowane: 8 paź 2016, 10:57 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 16 paź 2016, 05:18 ]
Kazanie na XX niedzielę zwykłą (14 sierpnia 2016 r.)

Jest w nas tęsknota za świętym (s)pokojem. Ta tęsknota wpisana jest nie tylko w ludzką istotę, ale wydaje nam się, że przynależy do tożsamości chrześcijaństwa. Błogosławieni pokój czyniący… a i Jezusowi przypisano tytuł mesjański, tytuł księcia pokoju. Stąd też każdy konflikt czy spór traktujemy jako sprzeczny z wymaganiami człowieczeństwa czy chrześcijaństwa.

A mnie ten fragment Ewangelii św. Łukasza bardzo odpowiada, gdyż pokazuje, że chrześcijaństwo to nie religia ciepłych kluch. To nie jest przestrzeń dla mężczyzn o zniewieściałych ruchach, których głos jest nienaturalnie słodki, którzy naśladują ruchy kobiet bawiących się naszyjnikiem albo głaszczących pierścionek lub obrączkę.

W chrześcijaństwo wpisany jest także konflikt, spór, walka. I to chyba nie tylko w sensie ascetycznym, moralnym: walka z własną słabością czy grzechem. Nie, w chrześcijaństwie jest także miejsce na spór, walkę z innymi. Jak tych innych nazwać? Już tutaj pojawia się wielkie pole do nadużyć i manipulacji. I wtedy łatwo z chrześcijaństwa uczynić ideologię, z której strzelać będziemy do homoseksualistów, inaczej myślących czy wierzących, do uchodźców. Kategorii bez końca!

Osią tego sporu wydaje się osoba Jezusa Chrystusa: Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Tym momentem kluczowym jest chrzest, który Jezus przyjmuje, umierając na krzyżu.

Mam takie wrażenie, że ów konflikt, spór usprawiedliwiony może być tylko osobą Jezusa, ale bałbym się już powiedzieć, że ze względu na Jezusa. Powtarzam: unikać trzeba wszelkich sformułowań, które dałyby sposobność jakiejkolwiek ideologizacji czy też instrumentalizacji chrześcijaństwa czy samego Jezusa. Wojen toczonych w imię Jezusa nie brakowało przecież w historii. I nie brakowało sytuacji, w których wodzowie plemienni wzywali błogosławieństwa Bożego w poskromieniu sąsiedniego plemienia. To uważam jednoznacznie za instrumentalizację, ideologizację chrześcijaństwa. I nie ma to nic wspólnego z dzisiejszym fragmentem Ewangelii.

Osobiście widzę go jako Słowo, w którym Jezus gwarantuje mi wolność sumienia i możliwość sprzeciwu wobec innych. I wcale nie musi to oznaczać grzesznej czy podejrzanej sytuacji.

ks. Adam Błyszcz

fot. Red.