Wiara‎ > ‎

Bóg Tradycji, Bóg wychowania, mój Bóg.

opublikowane: 19 gru 2016, 01:08 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 21 gru 2016, 10:00 ]

Kazanie na czwartą niedzielę adwentu

Ostatnia z naszego oczekiwania na Jezusa Chrystusa, Pana Historii i Króla wszechświata. Liturgia słowa stawia nam przed oczy trzech mężczyzn. Każdy inny. Król Achaz panował na początku VIII wieku przed Chrystusem. Natomiast Józefa i Pawła umiejscawiamy w I wieku po Chrystusie. Mimo ich różnego statusu (król, apostoł narodów i absolutny outsider) postaci w dzisiejszej liturgii zostają połączone jednym, wspólnym mianownikiem. Wszyscy oni słyszą głos, który nakazuje im się obrócić przeciw religii, w której zostali wychowani, co więcej, muszą się zmierzyć z obrazem Boga, który został im przekazany przez Tradycję i religijne wychowanie.

Przyjrzyjmy się temu ze spokojem. Achaz był władcą Judei. W tym okresie Palestyna podzielona była na dwa królestwa. Północne zwane Izraelem oraz południowe, zwane Judeą. Nad tą drugą panował właśnie Achaz. Przeciwko niemu sprzeciwił się właśnie król Izraela, który w sojuszu królem Syrii chciał w Jerozolimie (stolica Judei) osadzić swojego protegowanego. Achaz ratunku szukał w politycznym i wojskowym przymierzu z Asyrią. Imiona poszczególnych władców nie mają tutaj żadnego znaczenia. Istotna wydaje się sytuacja egzystencjalna. Dziedzic Dawida zagrożony w swoim panowaniu. Izrael i Syria to bliscy sąsiedzi. Sprzymierzona Asyria znajduje się znacznie dalej. Więc Achaz musi sobie postawić pytanie o słuszność swoich politycznych wyborów, które miałyby zagwarantować przyszłość jemu i jego potomkom. Na ten egzystencjalny niepokój nakłada się słowo Jahwe, który przez proroka Izajasza przemawia do Achaza. I niejako wtedy rozpoczyna się dzisiejszy fragment:
10 Pan przemówił do Achaza.
(Iz 7, 10)

To to dzisiaj słyszymy. Pan przemówił do Achaza. Pytamy się jak? Czy Jahwe posłużył się Izajaszem i ten przekazał słowo czy też Jahwe przemówił na swój sposób nie zapośredniczając swojego słowa w nikim ani w niczym.

Czy to takie istotne? Tak, ponieważ Achaz słysząc głos wie, że nakazuje on mu coś, co jest sprzeczne z religijnym wychowaniem, które odebrał. W sytuacji zagrożenia, w której się znajduje nie chce stawiać się naprzeciw Boga. Jeszcze jeden wróg i to taki?

Znak, cud ma być potwierdzeniem, że Bóg wypełnia swoją obietnicę. Świadectwo wierności Boga. Pragnienie cudu, znaku rozgrywa się gdzieś między wiarą w Boga a niewiarą w Niego. Nadto, o czym Achaz, będąc królem musiał wiedzieć, że proszenie o cud może być widziane i interpretowane jako kuszenie Boga, Jahwe. Przykładów potępienia takiej postawy w Starym Testamencie nie brakuje, tak jak chociażby w Księdze Powtórzonego Prawa:
16 Nie będziecie wystawiali na próbę Pana, Boga waszego, jak wystawialiście Go na próbę w Massa.
(Pwt 6, 16)

Więc kogo ma słuchać Achaz? Tych, którzy przekazali mu doświadczenie Boga, ukształtowali jego religijne widzenie świata i człowieka (i w jakiejś mierze instytucjonalizują samego Boga) czy też głosu (zapośredniczonego lub nie w posłudze proroka – to temat osobnego traktatu, bo nawet wtedy kiedy głos nie jest zapośredniczony w kimś innym to i tak przechodzi przez warstwy podmiotu, tego, który słucha. Tutaj chyba nie sposób doprowadzić do sytuacji, w której możemy mówić o wydestylowanym głosie – czystym Bogu? Czy mam prawo powiedzieć, że On – z pełnym rozpoznaniem Jego suwerenności, tak aby niczego nie ująć Jego godności – przechodzi do nas przez nasze trzewia? Być może nie uznanie tego faktu staje się źródłem ateizmu, który w swojej najgłębszej istocie nie jest niczym innym jak niezgodą na takie właśnie objawienie SIĘ Boga).

Achaz musi podjąć decyzję. Broni się przed głosem, który znosi tradycyjną religijność i chce w jego życiu zaprowadzić nowy porządek.

W drugim czytaniu pojawia się Paweł. To początek listu do Rzymian (Rz 1, 1-7). I tutaj warto nakreślić nieco kontekst historyczny. Paweł zmuszony swoim aresztowaniem wie, że musi spotkać się ze wspólnotą uczniów Jezusa Chrystusa w Rzymie. To stolica imperium. Tej gminy Paweł nie zakładał. W pierwszym wieku, w Kościele pierwotnym obowiązywała niepisana dżentelmeńska zasada, że apostołowie nie mieszali się w życie wspólnot chrześcijańskich, które nie zakładali. Stąd najprawdopodobniej to rozbudowane pozdrowienie, które słyszymy w drugim, dzisiejszym czytaniu. Z samego początku wydaje się, że Paweł mocno uprzedmiotawia samego siebie. Nazywa się niewolnikiem Jezusa Chrystusa (i to w oparciu o wydarzenie pod Damaszkiem), mówi o tym, że został powołany, aby być apostołem (posłańcem), wybrany dla ewangelii, poświęconej Jezusowi Chrystusowi. Gdzie w tych pierwszych wersetach jawi się wolność Pawła, skoro on wciąż wydaje się przedmiotem bożych wyborów. I to takich od zasady, od początku.

Ale musi nas też zdumiewać fakt walki Pawła o tytuł apostoła. On jakoś sprzeciwia się ówczesnemu Kościołowi, który przez wielu swoich wybitnych przedstawicieli mówił mu, że nie należy mu się ten tytuł. I przeciw tej opinii instytucji, co Paweł mógł przeciwstawić. Tylko, niezbyt pokorną wyznajmy, deklarację, że On mnie wybrał. Głos, który sprzeciwił się głosowi instytucji. A wcześniej zanegował przeszłość Pawła, równie, a może przede wszystkim, tę religijną.

Jeszcze wyraźniej ten konflikt uwidacznia się w historii Józefa. To już nie jest kwestia wychowania religijnego. Takiej czy innej wrażliwości religijnej. Józef zgodnie z żydowskim prawem musi odprawić swoją żonę, gdyż według tego, co widzi i wie, ona spodziewa się dziecka, które nie jest jego. W porządku ludzkim nie ma dobitniejszego znaku, świadectwa niewierności, zdrady. Bycie z nią dalej oznacza jedno, że Józef uczynił się wspólnikiem rzekomego grzechu swojej żony, Maryi. I wtedy Józef słyszy głos, ma sen, który mu tłumaczy wszystko i nakazuje sprzeciwić się moralnym i religijnym zwyczajom odziedziczonym z przeszłości.

I przypatrując się tym trzem postaciom zapytajmy: czy to możliwe, że osobiste, niepodważalne doświadczenie Boga (mediowane lub nie) może zachęcać do tego, by znosić ograniczenia religijne lub moralne.

ks. Adam Błyszcz