• Patrzeć na Jezusa, czyli teologia porażki Homilia na XXIV niedzielę zwykłą 27 Potem Jezus udał się ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową. W drodze pytał uczniów: «Za kogo uważają Mnie ludzie?» 28 Oni Mu ...
    Opublikowane: 16 wrz 2018, 01:46 przez: Redakcja JotJotZet
  • Nie obok ciała, lub wbrew ciału a przez ciało Homilia na XXIII niedzielę zwykłą 31 Znowu opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu. 32 Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na ...
    Opublikowane: 16 wrz 2018, 01:44 przez: Redakcja JotJotZet
  • Prawdziwa religia Homilia na XXII niedzielę zwykłą Zebrali się u Niego faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. 2 I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi ...
    Opublikowane: 2 wrz 2018, 11:01 przez: Redakcja JotJotZet
  • Starcie nie do uniknienia Homilia na XXI niedzielę zwykłą 60 A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: «Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?» 61 Jezus jednak świadom tego, że uczniowie ...
    Opublikowane: 27 sie 2018, 10:28 przez: Redakcja JotJotZet
  • Gorszące słowa Jezusa Homilia na XX niedzielę zwykłą 51 Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało ...
    Opublikowane: 19 sie 2018, 03:44 przez: Redakcja JotJotZet
Wyświetlanie postów 1 - 5 z 106. Zobacz więcej »

Patrzeć na Jezusa, czyli teologia porażki

opublikowane: 16 wrz 2018, 01:44 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 16 wrz 2018, 01:46 ]

Homilia na XXIV niedzielę zwykłą

27 Potem Jezus udał się ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową. W drodze pytał uczniów: «Za kogo uważają Mnie ludzie?» 28 Oni Mu odpowiedzieli: «Za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków». 29 On ich zapytał: «A wy za kogo Mnie uważacie?» Odpowiedział Mu Piotr: «Ty jesteś Mesjasz». 30 Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili. 31 I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. 32 A mówił zupełnie otwarcie te słowa. Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. 33 Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: «Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie». 34 Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: «Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! 35 Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je.
(Mk 8, 27–35)

Wydarzenie, o którym dzisiaj opowiada Marek, ma miejsce w okolicach Cezarei Filipowej, miasta hellenistycznego, pogańskiego. Jezus ponownie opuszcza terytorium Izraela, swoją ziemię. Czyni tak nie dlatego, że chce na tych terytoriach pogańskich prowadzić jakąś misję, ale najprawdopodobniej dlatego, że chce się oddalić od swoich przeciwników, którzy robią wiele, żeby uprzykrzyć Mu życie i zniechęcić ludzi do słuchania Jego słowa.

Z Jezusem są Jego uczniowie i w trakcie tej podróży, w drodze, i podczas tych specyficznych rekolekcji Mistrz pyta swoich, za kogo ludzie Go uważają. Te pytania mają doprowadzić do kwestii zasadniczej, do pytania skierowanego do uczniów: a wy za kogo mnie macie? W imieniu wszystkich odpowiada Piotr. Wychodzi to bardzo naturalnie – tak jakby wszyscy wiedzieli, że ta odpowiedź musi wyjść od Piotra, więc nikt się nie wyrywał. Piotr – lider? Zapewne. Czy nie rodziło to jednak jakichś zazdrości w grupie? Bez wątpienia tak. Gdybyśmy mieli więcej źródeł, aby móc się przyjrzeć relacjom, które zachodziły między Piotrem a Judaszem, który odpowiadał za finanse całej grupy… (Dzisiaj byśmy powiedzieli dyrektor finansowy). Gdyby móc przyjrzeć się (w tym przypadku źródeł mamy nieco więcej) relacjom między Piotrem i Janem… Ale pod Cezareą Filipową pozycja Piotra jest niepodważalna. Jego odpowiedź wyrażą tożsamość Jezusa: Ty jesteś Mesjaszem.

Marek swoją Ewangelią zbudował tak, że tożsamość Jezusa objawiona w tytułach pojawia się na samym początku Ewangelii: Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym (Mk 1, 1) oraz na końcu Ewangelii, kiedy opowiadając śmierć Pana, napisze, że Setnik zaś, który stał naprzeciw, widząc, że w ten sposób oddał ducha, rzekł: «Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym.» (Mk 15, 39). Wyznanie Piotra znajduje się w samym centrum tej Markowej opowieści, więcej, określa i stanowi to centrum.

Jezus nie komentuje tego, co Piotr wyznał. Niejako od razu przystępuje do opisania swojej przyszłości (ona rysuje się już w postawie Jego zaciekłych wrogów, więc trudno tutaj mówić o jakimś proroctwie). Ta przyszłość kreślona jest ciemnymi kolorami: odrzucenie, hańbiąca śmierć na krzyżu. Tych złych wiadomości nie potrafi zagłuszyć nawet mglista zapowiedź zmartwychwstania Syna Człowieczego. Piszę mglista, gdyż uczniowie zapewne nie rozumieli, o co chodzi z tym zmartwychwstaniem. Ślady takiego nierozumienia znajdujemy na kartach Ewangelii.

Sytuację próbuje ratować Szymon Piotr. Przecież jest liderem tej rodzącej się wspólnoty. Musimy mu oddać, że próbuje poprawiać Jezusa tak, aby nie naruszyć Jego autorytetu. Bierze zatem Jezusa na stronę, tak aby nikt ich nie słyszał. I poucza Go, jak powinien przedstawiać przyszłość Mesjasza. Szymon Piotr źle trafił. Jezus już takim dyplomatą nie jest i, jak pisze Marek, patrząc na uczniów, zgromił Piotra. Lekcja udzielona Piotrowi jest lekcją dla wszystkich uczniów. I powinni ją zapamiętać wszyscy.

Szymon Piotr musi się zmierzyć z dotkliwą porażką swojego przywództwa. Nie rozumie Mistrza, co zapewne obudzi w grupie (gdyż mamy do czynienia z dynamiką małej grupy) głosy krytyki wobec niego i znajdą się tacy, którzy będą próbowali go zastąpić. Nadto, pamięć rodzącego się Kościoła nie zapomni jego dwuznacznej postawy podczas aresztowania Jezusa i Jego procesu; dowiemy się także o publicznym sporze między Szymonem Piotrem a Pawłem, apostołem.

Na czym miałaby polegać ta teologia porażki? Czy Szymon Piotr, nazwany szatanem, znajduje się na straconej pozycji? Od Jezusa otrzymuje bardzo wyraźne, konkretne polecenie. Ma, podobnie jak wszyscy uczniowie, iść za Mistrzem. Idąc zatem za Jezusem ma patrzeć na Jego plecy. Oto pełny horyzont ucznia: plecy Jezusa. Nie widzieć nic innego jak tylko plecy Jezusa!

17 listopada 2016 roku, papież Franciszek, następca świętego Piotra, udzielił włoskiemu, katolickiemu dziennikowi Avvenire wywiadu (na wskroś ekumenicznego), w którym odpowiadał między innymi na zarzuty, jakoby rozwadniał doktrynę Kościoła. W pewnym momencie rozmowy padła taka uwaga Ojca Świętego: „patrzeć na Chrystusa uwalnia nas [Kościół] od tej przypadłości skupienia się na sobie, ale także od pokusy triumfalizmu i rygoryzmu”. Do tej myśli patrzenia na Jezusa Franciszek wrócił przedwczoraj, kiedy z okazji Święta Podwyższenia Krzyża zasugerował każdemu wierzącemu, aby nieco czasu w ciągu dnia spędził na patrzeniu na krzyż.

Piotr niewątpliwie się pomylił i pobłądził, ale to go nie przekreśla, nawet jeśli diagnoza Jezusa może przerażać. Nazywa go bowiem szatanem. Byleby tylko zechciał, spróbował patrzeć na plecy Mistrza.

ks. Adam Błyszcz

Nie obok ciała, lub wbrew ciału a przez ciało

opublikowane: 9 wrz 2018, 14:52 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 16 wrz 2018, 01:44 ]

Homilia na XXIII niedzielę zwykłą

31 Znowu opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu. 32 Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. 33 On wziął go na bok, osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; 34 a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: «Effatha», to znaczy: Otwórz się! 35 Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. 36 Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. 37 I pełni zdumienia mówili: «Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę».
(Mk 7, 31–37)

Tyr (dzisiaj miasto Sur w Libanie) i Sydon (obecnie również Liban) to dwa fenickie miasta portowe. Fenickie, czyli pogańskie. Ich mieszkańcy nie należeli do Przymierza abrahamowego i nie wierzyli w Jahwe. Zapewne istniała w tych miastach jakaś diaspora żydowska. Podobnie jak było to w innych miastach portowych Morza Śródziemnego, gdzie Żydzi zakładali kolonie, by móc prowadzić działalność gospodarczą.

Nieco inaczej miała się sprawa z Przymierzem dziesięciu miast, które do historii przeszło właśnie pod nazwą Dekapolu. Na północy początkiem tego obszaru był Damaszek. Na południu natomiast granicę wyznaczała Filadelfia. Przymierze powstało po 63 roku przed Chrystusem kiedy Palestyną zaczęli władać Rzymianie. Mieszkańcy Dekapolu byli Hellenistami i ich Przymierze najprawdopodobniej było obroną przez żydowską imigracją. A zatem Żydzi nie byli tam mili widziani. Rzymski pisarz i historyk z pierwszego wieku Pliniusz Starszy (23-79) w swoich zapiskach wymienia te pustynne miasta, które stanowiły Dekapol: Damaszek, Filadelfia, Rafana, Scytopolis, Gadara, Hippos, Dion, Pella, Gerasa, i Canata.

Nie znamy powodów, dla których Jezus zapuścił się na te pogańskie terytoria. Ewangeliści są przekonani, że Jezus swoją misję kierował przede wszystkim do Izraela. Mateusz w taki właśnie sposób przekazuje polecenie Pana:

5 Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: «Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego! 6 Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. 7 Idźcie i głoście: "Bliskie już jest królestwo niebieskie".
(Mt 10, 5–7)

Jest oczywiste, że Jezus nie podróżuje sam. Towarzyszy Mu Dwunastu (niewykluczone, że apostołom, którzy są żonaci towarzyszą ich żony a może i dzieci). Być może są w tej karawanie również kobiety, które finansowo wspierały misję Jezusa. Taki dobry czas, w którym ci ludzie przebywają razem i Nauczyciel ma okazję (w pewnym odosobnieniu od tłumów) formować tych, którzy po Jego śmierci kontynuować będą misję głoszenia Dobrej nowiny.

Ewangelista Marek zaznacza jednak, że ten pobyt na ziemiach pogańskich, obcych nie był zupełnie anonimowy. Jezusa poprzedzała i Mu towarzyszyła sława uzdrowiciela. To dlatego nieco wcześniej uzdrowił córeczkę syrofenicjanki (a zatem poganki), o czym Marek opowiada w tym sam siódmym rozdziale. Po tym cudzie, niektórzy mówią, że wymuszonym determinacją matki dziewczynki, do Jezusa poganie przyprowadzają głuchoniemego. Kogoś, kto nie potrafi komunikować a w związku z tym nie potrafi wejść w żadną owocną relację interpersonalną. To wcale nie oznacza, że ten człowiek nie posiada swojego uniwersum uczuć, emocji, poglądów, nadziei i pragnień. Nie jest w stanie jednak całego tego bogactwa przekazać innym, opowiedzieć innym.

Czy mają rację ci, którzy w tym nieszczęśniku chcieli widzieć reprezentanta pogan, czyli ludzi, którzy nie znając prawdziwego Boga nie potrafią tym samym owocnie komunikować, wchodzić w relacje z innymi ludźmi?

Jezus ma go uzdrowić i uświadamiamy sobie, że uzdrowienie kogoś takiego to nie tylko kwestia odzyskania pewnej sprawności ciała, ale przywrócenie zdolności wejścia w relację z innymi. Sprawa zatem nie dotyczy takiej czy innej sprawności fizycznej, ale jakości człowieczeństwa.

Jezus przyjmuje wezwanie i bierze głuchoniemego na stronę jakby chciał go (i siebie zapewne też) chronić przed ciekawością gapiów, tłumu. Tłum nie jest świadkiem niczego ani nikogo. Gapie nie potrafią niczego zrozumieć. Ich obecność jest bezużyteczna. Nie tak dawno czytałem o pewnym dramatycznym wydarzeniu w jednym z polskich miast gdzie przed sklepem zapalił się samochód a w nim był trzyletni chłopiec. Tato tego malca walczył o ocalenie swojego syna. Z licznie zgromadzonych gapiów nikt nie pośpieszył z pomocą (i z tego nie sposób kogokolwiek sądzić, gdyż bohaterstwo, heroizm nie jest czymś wpisanym w ludzką naturę), ale wielu rejestrowało swoimi telefonami przebieg całej sytuacji. Obecność tłumu jest bezużyteczna.

I przed takim tłumem Jezus próbuje się schować razem z głuchoniemym. Nakłada palce swoich dłoni na jego uszy, potem miesza swoją ślinę z jego (namiastka pocałunku?).

Scena arcyzmysłowa. Przesiąknięta cielesnością. Zbawienie, odkupienie człowieka nie przychodzi obok ciała, ale przez ciało.

ks. Adam Błyszcz

Prawdziwa religia

opublikowane: 2 wrz 2018, 10:44 przez Leszek Zygmunt   [ zaktualizowane 2 wrz 2018, 11:01 przez Redakcja JotJotZet ]

Homilia na XXII niedzielę zwykłą

Zebrali się u Niego faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. 2 I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie obmytymi rękami. 3 Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. 4 I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych zwyczajów, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych. 5 Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: «Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?» 6 Odpowiedział im: «Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. 7 Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi. 8 Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie». (…) 14 Potem przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: «Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumiejcie! 15 Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. (…) 20 I mówił dalej: «Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. 21 Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, 22 cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. 23 Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym».
(Mk 7, 1–8. 14–15. 20–23)

Po pięciu niedzielach, w liturgii których czytaliśmy trudny i kontrowersyjny szósty rozdział Ewangelii Jana, wracamy do Ewangelii Marka. Również dzisiaj nie brakuje kontrowersji. Liderzy – pasterze Ludu Wybranego zauważają, że uczniowie Jezusa (zapewne tylko niektórzy z Jego uczniów, gdyż czytany rozdział szósty Ewangelii Jana ujawnił istniejące w tej grupie podziały. Jak pamiętamy, część naśladowców Jezusa opuściła krąg jego sympatyków) nie przestrzegają prawa religijnego. Tego prawa, które stanowiło o tożsamości Izraela. Faryzeusze i uczeni w Piśmie podejrzewają, że uczniowie, dla takiej swojej wolności od przepisów, znajdują poparcie samego Jezusa. Stąd ich pytanie skierowane zostało nie do tych, którzy przewinili, a do Tego, który na to pozwolił (lub pozwala).

Rzecz dotyczy rytualnych obmyć, które miały gwarantować czystość religijną. Nie ma to oczywiście nic wspólnego z higieną osobistą. Księga Wyjścia obowiązek tych ablucji rytualnych nakładała jedynie na kapłanów, którzy sprawowali kult w sanktuarium jerozolimskim:

17 Tak też powiedział Pan do Mojżesza: 18 «Uczynisz kadź z brązu, z podstawą również z brązu, do obmyć, i umieścisz ją między przybytkiem a ołtarzem, i nalejesz do niej wody. 19 Aaron i jego synowie będą w niej obmywać ręce i nogi. 20 Zanim wejdą do Namiotu Spotkania, muszą się obmyć w wodzie, aby nie pomarli. Tak samo, gdy się będą zbliżać do ołtarza, aby pełnić służbę i aby składać ofiarę spalaną dla Pana, 21 muszą obmyć ręce i nogi, aby nie pomarli. I będzie to prawo zawsze obowiązywać Aarona i jego potomstwo po wszystkie czasy».
(Wj 30: 17 – 21)

Z czasem jednak interpretatorzy Słowa Bożego rozciągnęli ten nakaz na wszystkich mężczyzn Izraela. Taka radykalizacja była zapewne spowodowana ryzykiem utraty własnej tożsamości, wskutek kontaktu z tymi, którzy nie przynależeli do Ludu i nie podzielali Jego wiary w Jahwe. Gdyż każdy pobożny Żyd był zobowiązany obmyć ręce po powrocie z Miasta, w którym mógł spotkać kogoś, kogo należało unikać: publicznego grzesznika (celnika, prostytutki), poganina, lub mógł dotknąć przedmiotu, którego dotykać nie należało. Taki kontakt czynił go wykluczonym ze społeczności Ludu, zatem gestem obmycia wyrażał pragnienie powrotu do swoich.

O co zatem toczy się spór w dzisiejszej ewangelii? To w gruncie rzeczy próba odpowiedzi na pytanie, na czym polega prawdziwa religia? Nie jest to pytanie, które wymyśliły nasze czasy, bo musiało ono już niepokoić rodzący się Kościół, skoro autor Listu świętego Jakuba (dzisiejsze drugie czytanie) powiada:

Religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach i w zachowaniu siebie samego nieskalanym od wpływów świata.
(Jk 1, 27)

Tej odpowiedzi rodzącego się Kościoła warto poświęcić nieco uwagi. Z jednej strony zachowuje ona pierwotną intuicję Jezusa, który preferuje miłosierdzie nad ofiarę, kult.

7 Gdybyście zrozumieli, co znaczy: chcę raczej miłosierdzia niż ofiary, nie potępialibyście niewinnych.
(Mt 12, 7)

Z drugiej strony ten rodzący się Kościół zdaje sobie również sprawę z tego, że obecność świata i jego wpływy mogą zanieczyszczać doktrynę Wspólnoty. Stąd ostrzeżenie, aby mieć się na baczności. Wydaje się, że to taka aluzja, aby jednak godzić się, w imię ochrony tożsamości Wspólnoty, na pewną separację od Świata.

ks. Adam Błyszcz

Starcie nie do uniknienia

opublikowane: 27 sie 2018, 09:52 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 27 sie 2018, 10:28 ]

Homilia na XXI niedzielę zwykłą

60 A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: «Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?» 61 Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: «To was gorszy? 62 A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? 63 Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem. 64 Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą». Jezus bowiem na początku wiedział, którzy to są, co nie wierzą, i kto miał Go wydać. 65 Rzekł więc: «Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca». 66 Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło. 67 Rzekł więc Jezus do Dwunastu: «Czyż i wy chcecie odejść?» 68 Odpowiedział Mu Szymon Piotr: «Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. 69 A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga».
(J 6. 60–69)

Jeśli dobrze wsłuchiwaliśmy się w ewangelie ostatnich niedzieli (czytaliśmy w liturgii słowa szósty rozdział Ewangelii Jana), mogliśmy się spodziewać takiego finału. Jezus, który swoją tożsamość wyrażał obrazem ciała i krwi, co więcej oczekiwał, że Jego uczniowie, aby zapewnić sobie życie wieczne, będą spożywać Jego ciało i Jego krew, musiał powodować zgorszenie, gdyż każdy pobożny, religijny Żyd wiedział, że Jahwe zabronił pod sankcją śmierci spożywania jakiejkolwiek krwi. Nie dziwi zatem, że część uczniów, chcąc zachować wierność Torze, Prawu, Tradycji decyduje się opuścić Jezusa. Tym bardziej że On sam niewiele zrobił, aby ich zatrzymać. Nie zrezygnował ze swojego języka i z obrazów, których używał, żeby powiedzieć, kim jest i jakie miejsce zajmuje w historii Zbawienia.

To ważna lekcja dla nas, Kościoła, gdyż musimy sobie postawić pytanie, czy jesteśmy skazani na konflikt ze światem, w którym żyjemy? Czy musimy podzielić los Jezusa Chrystusa, który nie został do końca zrozumiany? Można odnieść wrażenie, jakby Mu nie zależało na tym, aby wyjaśnić (i w ten sposób zatrzymać odchodzących uczniów przy Sobie), co rozumie przez obraz spożywania swojego ciała i krwi.

To, że Kościół znajduje się w konflikcie ze światem, nie ulega żadnej wątpliwości. Tak jak nie ulega żadnej wątpliwości, że postulowana przez niektórych ojców soborowych otwartość Kościoła na świat nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Celnie pisze o tym kardynał Ratzinger w "Raporcie o stanie wiary": „W pierwszych latach po Vaticanum II idealnym kandydatem na biskupa wydawał się kapłan przede wszystkim otwarty na świat; w każdym razie ta jego cecha była brana głównie pod uwagę. Po kryzysie – w roku 1968 i później – uprzytomniono sobie, że taka cecha jak „otwartość” nie wystarcza. I zrozumiano również, na podstawie gorzkiego doświadczenia – że owszem, trzeba, by biskupi byli otwarci, ale trzeba też, by jednocześnie byli zdolni stawić opór światu i jego negatywnym tendencjom, by zdolni byli zapobiegać skutkom tych tendencji, by umieli przed nimi ostrzegać swych wiernych”[1].

Wydaje się, że starcia ze światem nie unikniemy. Aktualnie rysują się dwa obszary takiego konfliktu. Pierwszy to oczywiście kwestia aborcji. Nauczanie Kościoła miałoby być przeciwne prawom kobiet. Możemy dyskutować, czy takowe prawa są właściwie określone, ale nie możemy ignorować faktu, że takowe stanowisko przez świat jest podnoszone i znajduje w świecie posłuch (również wśród wielu wiernych naszego Kościoła).

Drugim polem konfliktu jest definicja małżeństwa. To według Kościoła jest związkiem między mężczyzną i kobietą, według świata natomiast małżeństwem może być związek dwóch mężczyzn lub dwóch kobiet, osób homoseksualnych.

Te dwie kwestie należą do czegoś, co nazwałbym jądrem tożsamości moralnej Kościoła. Stąd też trudno oczekiwać, aby Kościół miał zrezygnować z nauczania tych prawd za cenę przypodobania się światu. Musi się zatem liczyć, że podobnie jak było to w historii Jezusa, część uczniów odejdzie, a świat uzna przesłanie Kościoła za niewiarygodne.

Wiara nie jest zatem tylko dyskursem intelektualnym, ale także wyborem, decyzją.

ks. Adam Błyszcz

[1] Joseph Ratzinger, Opera omnia. W rozmowie z czasem, Lublin, KUL 2017, str. 8

Gorszące słowa Jezusa

opublikowane: 19 sie 2018, 03:32 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 19 sie 2018, 03:44 ]

Homilia na XX niedzielę zwykłą

51 Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata». 52 Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: «Jak On może nam dać swoje ciało do spożycia?» 53 Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. 54 Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. 55 Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. 56 Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. 57 Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. 58 To jest chleb, który z nieba zstąpił - nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki».
(J 6, 51–58)

Być może słuchamy dzisiaj najbardziej gorszącego fragmentu Ewangelii Jana. Zgorszeni zapewne byli Żydzi, słyszący, że mają jeść ciało i pić krew Jezusa Chrystusa. A przecież w Księdze kapłańskiej każdy pobożny Żyd mógł przeczytać słowa Jahwe:

10 Jeżeli kto z domu Izraela albo spośród przybyszów, którzy osiedlili się między nimi, będzie spożywał jakąkolwiek krew, zwrócę oblicze moje przeciwko temu człowiekowi spożywającemu krew i wyłączę go spośród jego ludu. 11 Bo życie ciała jest we krwi, a Ja dopuściłem ją dla was tylko na ołtarzu, aby dokonywała przebłagania za wasze życie, ponieważ krew jest przebłaganiem za życie. 12 Dlatego dałem nakaz Izraelitom: Nikt z was nie będzie spożywał krwi. Także i przybysz, który się osiedlił wśród was nie będzie spożywał krwi.
(Kpł 17, 10–12)

Musiało to być również coś ważnego dla rodzącego się Kościoła, skoro efektem tzw. Soboru jerozolimskiego, który otworzył Kościół na pogan, była decyzja apostołów, że

nie należy nakładać ciężarów na pogan, nawracających się do Boga, 20 lecz napisać im, aby się wstrzymali od pokarmów ofiarowanych bożkom, od nierządu, od tego, co uduszone, i od krwi.
(Dz 15, 19-20)

Żydzi zatem pozostają zgorszeni słowami Jezusa, które ranią ich religijną wrażliwość. Takie zachowanie Proroka z Nazaretu wywołuje opór i sprzeciw: kimże On jest, abyśmy jedli Jego ciało i pili Jego krew, i kimże On jest, aby w ten sposób gwarantować nam życie wieczne?

Ten i taki realizm gorszył także uczniów Jezusa, którzy przyszli do Niego z tradycji pogańskiej. Z tradycji, która odnosiła się z niechęcią do ludzkiego ciała, w którym widziała przede wszystkim więzienie duszy. I cała ich dotychczasowa droga duchowa polegała na uwolnieniu się od ciała.

Rozpoznanie człowieczeństwa (z wszystkimi ograniczeniami fizjologicznymi i kulturowymi) Syna Bożego staje się zatem kryterium bycia chrześcijaninem:

każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga. 3 Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; (1J 4, 2–3)

Syn Boży, Jezus Chrystus, zbawia nas w swoim ciele, swoimi trzewiami. I tę prawdę trzeba przyjąć w całej dosłowności. To ciało miało swoje ograniczenia fizjologiczne. Jak każdy z nas pocił się, musiał korzystać z toalety i zapewne też doświadczał chorób. Było to również człowieczeństwo naznaczone kulturowo. Zapewne wierzył w to, że Ziemia jest płaska i i nie miał pojęcia o istnieniu dwóch Ameryk.

I tak chyba dochodzimy do trzeciej grupy osób zgorszonych Jezusem, człowieczeństwem Syna Bożego. Jak to? Jesteśmy zbawieni przez kogoś, kto sam nie zdołał umknąć śmierci? Jak to? Nasze zbawienie jest w tym ciele, które na krzyżu przypominało strzęp mięsa?

ks. Adam Błyszcz

Chleb życia

opublikowane: 5 sie 2018, 00:37 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 19 sie 2018, 03:25 ]

Homilia na XVIII niedzielę zwykłą

Kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że na brzegu jeziora nie ma Jezusa ani Jego uczniów, wsiedli do łodzi, dotarli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: "Rabbi, kiedy tu przybyłeś?" W odpowiedzi rzekł im Jezus: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec". Oni zaś rzekli do Niego: "Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boga?" Jezus, odpowiadając, rzekł do nich: "Na tym polega dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał". Rzekli do Niego: "Jaki więc Ty uczynisz znak, abyśmy go zobaczyli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: „Dał im do jedzenia chleb z nieba”. Rzekł do nich Jezus: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu". Rzekli więc do Niego: "Panie, dawaj nam zawsze ten chleb!" Odpowiedział im Jezus: "Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie".
(J 6: 24 – 35)

Szósty rozdział ewangelii Jana pełen jest znaków, cudów uczynionych przez Jezusa. Najpierw rozmnożenie chleba i ryb dla tłumu, ludu zgromadzonego na pustyni, aby słuchać słów Proroka (J 6, 1–15). Jezus wzbudza entuzjazm tych kilku tysięcy ludzi, którzy chcą Go obwołać królem. Tą swoją inicjatywą wsadziliby Proroka z Nazaretu na minę. Bo niby jakiego królestwa miałby zostać władcą i z kim tak obwołany król musiałby walczyć o koronę? I kto w starciu z legalnymi władzami Palestyny, wyposażonymi w wojsko, opowiedziałby się po stronie Króla z Galilei? Przecież historia Jezusa, zwłaszcza jej zakończenie, pokazują jaki byłby finał tej propozycji. Przed Piłatem, który był przedstawicielem Cesarza Rzymu, władcy Palestyny, mieszkańcy Jerozolimy będą domagać się śmierci krzyżowej dla Jezusa, i ani Jego uczniowie ani pielgrzymi z Galilei, którzy z Jezusem szli świętować do Jerozolimy Paschę, nie staną w obronie Jezusa.

Entuzjazm najedzonego tłumu nie jest gwarancją realizacji misji Jezusa. Dlatego On postanawia się usunąć. I jak pisze Jan:

Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.
(J 6, 15)

To istotny moment. Wobec pokusy łatwego mesjanizmu Jezus kryje się w samotności, która naznaczona jest obecnością Ojca. To wierność temu, czego od Syna oczekuje Ojciec. Ta wierność Ojcu jest także gwarancją wolności Jezusa. Wolności wobec najbliższych i wobec wrogów. Widać to chociażby w dwóch momentach janowej narracji historii Pana.

W rozdziale drugim ewangelista Jan opowiada o cudzie, znaku w Kanie Galilejskiej i przekazuje dziwny zapis rozmowy między Jezusem a Jego matką:

3 A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». 4 Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?»
(J 2, 3–4)

Ta godzina, o której mówi Jezus, zależy według Niego całkowicie od Ojca i tylko od Ojca.

Podobny epizod, nacechowany tą teologią posłuszeństwa i wolności Syna Bożego, widzimy pod koniec życia Jezusa, kiedy staje przed Piłatem:

Rzekł więc Piłat do Niego: «Nie chcesz mówić ze mną? Czy nie wiesz, że mam władzę uwolnić Ciebie i mam władzą Ciebie ukrzyżować?» 11 Jezus odpowiedział: «Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci jej nie dano z góry.
(J 19, 10–11)

Dla Jezusa ta góra, o której mówi, to Ojciec, gdyż tajemnica Jego męczeńskiej śmierci wpisana jest w tę intymność między Synem a Ojcem a nie w urzędnicze prerogatywy Piłata.

Wracając do szóstego rozdziału ewangelii Jana po znaku, cudzie rozmnożenia i ryb, Jezus kroczy po Morzu Tyberiadzkim [1]:

17 i wsiadłszy do łodzi przeprawili się przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; 18 jezioro burzyło się od silnego wiatru. 19 Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. 20 On zaś rzekł do nich: «To Ja jestem, nie bójcie się!»
(J 6, 17–21)

Ten znak, cud wydaje się być zarezerwowany dla grona uczniów, którzy przeprawiają się przez Morze Tyberiadzkie. Nie widzieli tego inni pielgrzymi, mieszkańcy stąd ich pytanie: Rabbi, kiedy tu przybyłeś? Jakby w domyśle chcieli powiedzieć; przecież nocą była burza na jeziorze jakżeż zatem przeprawiłeś się na drugi brzeg?

Jezus podejmuje próbę ocenienia intencji całego wysiłku poszukiwania Jego osoby. Nie ulega bowiem wątpliwości, że ludzie Go szukają, za Nim chodzą, próbują poznać miejsca Jego przebywania. Pewnie ktoś, komu zależałoby na popularności byłby z tego kontent. Ale Jezusa niepokoi (i powinno niepokoić również samych zainteresowanych) pytanie dlaczego Go szukają. W ocenie swoich fanów, wielbicieli Jezus nie jest zbyt delikatny. Twardo twierdzi, że szukają Go nie dlatego, że widzieli znaki (Jan w swojej ewangelii uprzywilejował taki termin na określenie cudów Jezusa; znak odsyła do innej rzeczywistości i ktoś kto doświadczył cudu powinien przede wszystkim poza materialność samego faktu), ale dlatego, że jedli chleb do syta.

Zarzut postawiony przez Jezusa można byłoby zwerbalizować w następujący sposób: odkryliście w waszym życiu, egzystencji jakiś deficyt, brak, głód. A moją siłą, moją władzą został on zaspokojony. Ukojony. I stąd Wasza obecność przy mnie. Wspomnienie tego głodu, deficytu i ryzyko, że się powtórzy każe Wam trwać przy Mnie i Mnie szukać.

Tak jakby Jezus chciał powiedzieć: czy moja obecność może być zredukowana tylko do zaspokojenia Waszego głodu? Waszych deficytów?

Przyparci do muru pielgrzymi galilejscy zaczynają się bronić i stawiają Jezusowi pytanie: „Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boga?”. Odpowiedź Nauczyciela z Nazaretu jest nader prosta: Na tym polega dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał. Warto zwrócić uwagę, że pielgrzymi pytają Jezusa o dzieła (liczba mnoga) On natomiast mówi o dziele (liczba pojedyncza). Tak jakby Jezus chciał przestrzec tych, którzy idą za nim, aby nie trwonili swojej uwagi i energii na wielości spraw a skoncentrowali się na tym, co jest najważniejsze.

Na czym polega zatem to dzieło – czego Bóg oczekuje? Jaka jest Jego wola? Według Jezusa polega ona na wierze w Tego (lub wierze Temu), którego Bóg posłał. Należy dobrze zrozumieć czym jest ta wiara. To nie tyle akt intelektualny. Nie chodzi zatem o wiarę „zamkniętą w subiektywizmie, gdzie liczy się jedynie określone doświadczenie albo zbiór idei czy informacji, które – jak się sądzi – przynoszą otuchę i oświecenie, ale gdzie podmiot ostatecznie zostaje zamknięty w immanencji swojego własnego rozumu lub swoich uczuć” (Franciszek, Gaudete et exsultate, 36). Wiara, którą postuluje Jezus to przylgnięcie do Jego osoby, historii, słów.

Musi nas dziwić, że dla wyrażenia tej jedności człowieka z Jezusem używa On kategorii konsumpcji (zamiast na przykład kategorii małżeństwa): Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.

ks. Adam Błyszcz

[1] W Nowym Testamencie mamy trzy równoważne określenia tego akwenu, który znajduje się na terytorium Galilei: Jezioro Galilejskie, jezioro Genezaret lub Jezioro (a czasem Morze) Ttyberiadzkie.

Wbrew matematycznym prawidłom

opublikowane: 29 lip 2018, 09:25 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 29 lip 2018, 09:26 ]

Homilia na XVII niedzielę zwykłą

Jezus udał się na drugi brzeg Jeziora Galilejskiego, czyli Tyberiadzkiego. Szedł za Nim wielki tłum, bo oglądano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą się do Niego, rzekł do Filipa: «Gdzie kupimy chleba, aby oni się najedli?» A mówił to, wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co ma czynić. Odpowiedział Mu Filip: «Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać». Jeden z Jego uczniów, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: «Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?» Jezus zaś rzekł: «Każcie ludziom usiąść». A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił i z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: «Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło». Zebrali więc i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, pozostałymi po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ludzie spostrzegli, jaki znak uczynił Jezus, mówili: «Ten prawdziwie jest prorokiem, który ma przyjść na świat». Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.
(J 6, 1-15)

Czytamy dzisiaj w liturgii jeden z fragmentów Ewangelii św. Jana, który przyporządkowany jest teologii Eucharystii. Punktem wyjścia jest jednak nie późniejsza Eucharystia, którą Kościół zaczął sprawować po śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, lecz troska Pana o ludzi, którzy idą za Nim. Tym ludziom doskwiera głód.

Jezus Chrystus wie, co zrobić, a mimo tego (a może wskutek tego?) nie omieszkuje pytać uczniów o możliwości rozwiązania. Filip zdaje sobie sprawę, że potrzeba wielkich środków, wielkich nakładów, aby sprostać wyzwaniu. Czy fakt, że wspomina o dwustu denarach, może oznaczać, że taki był budżet całej wspólnoty uczniów Jezusa? Tak jakby Filip chciał powiedzieć: nawet gdybyśmy zaangażowali wszystkie nasze środki, nie zdołamy zaradzić tej biedzie. Inny uczeń, Andrzej, brat Szymona Piotra patrzy nie tyle na środki wspólnoty, ile rozgląda się wokół i relacjonuje Jezusowi, że „jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?”. Jest świadomy, że to mało. W stosunku do potrzeb tego zgłodniałego tłumu to właściwie nic, zero. Ale to nic, to zero pomnożone przez moc Jezusa przynosi zaskakujący rezultat. W życiu wewnętrznym, w życiu duchowym prawidła matematyki (dowolna wartość pomnożona przez zero da wynik zerowy) nie mają zastosowania.

Na użytek życia duchowego, wewnętrznego trzeba pamiętać, że łaska Pana musi się oprzeć na czymś (ta prawda została wyrażona w klasycznej formule św. Tomasza z Akwinu gratia supponit naturam, co się tłumaczy, że łaska zakłada, postuluje naturę). W opowieści Janowej tą naturą, na której opiera się łaskawe działanie Pana, to tych pięć chlebów i dwie ryby. Takie spojrzenie oczywiście rodzi dwa pytania.

Pierwsze dotyczy pokusy zawłaszczenia przez człowieka owej drobiny, tego zera. I uczynienia z tego czegoś, co mogłoby posłużyć jako pretekst, aby wobec Boga rościć sobie prawo do czegoś. Świadom tego niebezpieczeństwa był św. Paweł, dlatego też w pierwszym Liście do Koryntian pisze:

Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś nie otrzymał
(1 Kor 4, 7)

Drugie zaś pytanie dotyczy jakości tego zera (zdaję sobie sprawę, że brzmi to dziwnie). Czy to zero, to nic, musi być nacechowane pozytywnie (pięć chlebów i dwie ryby), czy też może być czymś, czego człowiek winien się wstydzić?

Bogdan Jański, wielki wizjoner Kościoła XIX wieku i założyciel zmartwychwstańców, w swoim Dzienniku zapisał znamienne słowa:

Człowiek prawdziwie religijny nie powinien żałować swej przeszłości - ona była warunkiem jego powołania.

Przeszłość Jańskiego to nie pięć chlebów i dwie ryby. Jego rachunki sumienia, które zapisywał w tym swoim Dzienniku, mówią o osobach, które skrzywdził, mówią o grzechach, którymi poniewierał własną godność.

Może rację mają ci, którzy mówią, że Bóg patrzący na wielkiego grzesznika myśli sobie: „To taki wyborny materiał na świętego”.

Dwie uwagi na marginesie: Te prawidła życia duchowego, wewnętrznego niestety, nie pokrywają się z życiem kościelnym. Zapamiętajmy tę lekcję Andrzeja, brata Szymona. On, aby zaproponować rozwiązanie pewnego deficytu, nie sięga po środki wspólnoty. Sięga po to, co ma jakiś chłopiec, który zapewne orbituje wokół wspólnoty. Ów chłopiec poczuje się ważny i potrzebny, bo może Nauczycielowi, poprzez apostołów i to tych „z górnej półki”, gdyż chodzi o Andrzeja, brata Szymona, jakoś pomóc, ofiarowując tych kilka chlebów i ryb. To taki mechanizm, do którego Kościół będzie często powracał, rozwiązując problemy, które będą go trapić.

Gdzieś na marginesie trzeba także przywołać spostrzeżenie bpa Enrica Solmi, ordynariusza Parmy, który inspirowany adhortacją apostolską papieża Franciszka Amoris Laetitia napisał: „również ułomki rodziny, tak jak ułomki rozmnożonego chleb, są cenne i Kościół powinien się zatrzymać i zebrać je tak jak zbiera ułomki chleba” (Luigi Guglielmoni – Fausto Negri, Separati, divorziati e risposati nella Chiesa, Elledici 2016, str. 22).

ks. Adam Błyszcz

Teologia księżyca

opublikowane: 21 lip 2018, 03:00 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 21 lip 2018, 03:01 ]

Homilia na XVI niedzielę zwykłą

30 Wtedy Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. 31 A On rzekł do nich: «Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco!». Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. 32 Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne, osobno. 33 Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili. 34 Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać.
(Mk 6, 30–34)

Po klęsce w Nazarecie, w którym Jezus zostaje odrzucony, przychodzi wielki sukces Jego uczniów, którzy rozesłani do okolicznych wsi i miasteczek wracają niesieni entuzjazmem. Zdają Nauczycielowi relację z tego, co zrobili i z tego, co mówili. Tydzień temu zastanawialiśmy się nad tym nauczaniem – co stanowiło Jego treść? Gdyż ewangelista Marek zaznacza jedynie, że uczniowie wzywali do nawrócenia. Być może powtarzali to, co mówił od samego początku Jezus:

15 «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!»
(Mk 1, 15)

I pewnie doświadczyli, w jaką moc, nad duchami nieczystymi i ludzkim cierpieniem wyposażył ich Ten, który nie zdołał skłonić serc swoich ziomków ku sobie. O tym wszystkim mówią Jezusowi entuzjastycznie, aż Ten postanawia nieco stonować nastroje. Mówi im o odpoczynku na osobności. I na to pustkowie sam ich prowadzi. Ale ci, którzy doświadczyli dobroci uczniów Jezusa, dobroci „delegowanej”, nie chcą zrezygnować z kontaktu z nimi. Udają się za wspólnotą Jezusa, więcej, wyprzedzają ich w drodze na pustynię. Widok tych ludzi, zapewne dotkniętych wieloma deficytami, u Jezusa wzbudza współczucie. Marek powiada, że byli jak owce bez pasterza.

Odpowiedzią Jezusa jest nauczanie tych ludzi. Być może my zachowalibyśmy się inaczej, widząc tak wiele ludzkiej biedy, napierającej na nasze oczy. Być może próbowalibyśmy zaradzić takiej biedzie, która nas porusza i którą uważamy za niesprawiedliwość. To znaczy głodnego byśmy nakarmili, nagiego zaś odziali. Chorego próbowalibyśmy jakoś pocieszyć. Odpowiedzią Jezusa na tę biedę jest słowo. To w jakiejś mierze odzwierciedla epizod, który ewangelista Marek opowiada w drugim rozdziale swojej Ewangelii:

5 Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy». 6 A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: 7 «Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, oprócz jednego Boga?» 8 Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: «Czemu nurtują te myśli w waszych sercach? 9 Cóż jest łatwiej: powiedzieć do paralityka: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje łoże i chodź? 10 Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do paralityka: 11 Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu!».
(Mk 2, 5 – 11)

Czy to oznacza, że kiedy znajdujemy się wobec biedy człowieka – takiej biedy duchowej i takiej biedy materialnej to ta pierwsza doskwiera bardziej, bo rozumiem, że tę pierwszą leczy się właśnie słowem? Chociażby słowem przebaczenia…

Czy to również oznacza, że Jezus, widząc ów tłum zgromadzony na pustyni, o którym Marek ewangelista powiedział, że byli jak owce bez pasterza, widzi przede wszystkim ludzi umęczonych biedą duchową? I chce ich leczyć swoim słowem?

Kościół nie ma niczego innego do zaoferowania jak tylko słowo Jezusa. Jeśli chciałbym leczyć swoim słowem, którego nie posiada, pogłębiałby jedynie schorzenie biedaka. Daje temu wyraz teologia księżyca, do której w jednym ze swoich kazań odwołał się przed ostatnim konklawe kardynał Jorge Bergoglio, papież Franciszek. Księżyc nie promieniuje własnym światłem, odbija światło słońca. Kościół nie jest źródłem światła, odbija światło Jezusa, Syna Bożego. Kościół nie ma swojego słowa, przekazuje jedynie Słowo Jezusa. Cała skuteczność obecności Kościoła w świecie kryje się w wierności słowu Syna Bożego.

ks. Adam Błyszcz

Wskazanie, co robić, a nie co mówić

opublikowane: 14 lip 2018, 08:02 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 14 lip 2018, 08:08 ]

Homilia na XV niedzielę zwykłą

Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. «Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien!»
I mówił do nich: «Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakimś miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd, strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich!»
Oni więc wyszli i wzywali do nawracania się. Wyrzucali też wiele złych duchów, a wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.
(Mk 6, 7-13)

Misja Jezusa nie jest misją samotnika. Utworzył grupę uczniów, która składała się z Dwunastu, w której prym wiódł Szymon Piotr i być może Judasz Iskariota, który w Ewangelii św. Jana przedstawiany jest jako ten, który odpowiedzialny był za finanse całej grupy. Poza tymi Dwunastoma w grupie uczniów istniał jeszcze krąg siedemdziesięciu osób (ta liczba ma raczej charakter symboliczny, w rzeczywistości mogło ich być więcej lub mniej). Ta liczba siedemdziesięciu może nawiązywać do Księgi Liczb:

16 Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: «Zwołaj mi siedemdziesięciu mężów spośród starszych Izraela, o których wiesz, że są starszymi ludu i nadzorcami, i przyprowadź ich do Namiotu Spotkania; niech tam staną razem z tobą. 17 Wtedy Ja zstąpię i będę z tobą mówił; wezmę z ducha, który jest w tobie, i dam im, i będą razem z tobą dźwigać ciężar ludu, a ty go sam już więcej nie będziesz musiał dźwigać.
(Lb 11, 16–17)

Uczniowie Jezusa mają zatem uczestniczyć w Jego misji. Zastanawia fakt, że Marek to rozesłanie uczniów umiejscawia zaraz po porażce, jaką Jezus poniósł w swoim rodzinnym Nazarecie, w którym Jego słowo zostało odrzucone. Tak, jakby chciał zasugerować, że decyzja wysłania Dwunastu z misją mogła być rezultatem tej klęski. Jakby Jezus przyznał się do tego, że nie przekona ludzi, przynajmniej tych najbliższych, w Nazarecie i jego okolicach, którzy mogli słyszeć te wszystkie bzdury, które były o Nim opowiadane bez pomocy Dwunastu. Być może ten epizod pozwala nam zrozumieć zuchwałą deklarację św. Pawła, która sprawia tyle kłopotów egzegetom:

24 Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół.
(Kol 1, 24)

W tym krótkim fragmencie posłania uderza brak tego, co Jezus poleca posłanym mówić lub robić. Wiemy tylko, jak mają robić. Czyżby ta metoda miała być właśnie samym przesłaniem? Albo też Marek zakłada, że ci, którzy słuchają jego Ewangelii, wiedzą, jakie było lub mogło być przesłanie samego Jezusa. Ewangelie nie rodzą się w pustce. One powstawały we wspólnotach, w Kościołach, które już znały Jezusa i wierzyły w Niego.

Jaka byłaby zatem metodologia głoszenia? Jezus postuluje ubóstwo: uczniowie mają nie zabierać ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. W gruncie rzeczy takie ubóstwo, ma gwarantować wolność. Rzeczą ważną jest dla zrozumienia tego warunku fakt, że Jezus prowadzi wędrowny tryb życia. Nie ma ani domu, ani małżeństwa. Utrzymuje się dzięki wsparciu przyjaciół, być może wykonując jakieś drobne prace stolarskie. I takiego wędrownego stylu życia, wydaje się, że oczekuje od swoich uczniów. To, rzecz jasna, trudno realizować w sytuacji Kościoła, który wykształcił struktury wymagające utrzymania i zabiegania o pieniądze. Kościół nie jest już wspólnotą w drodze.

Marek zaznacza niejako pośrednio, co było treścią misji tych Dwunastu. Wzywali do nawrócenia i okazywali, wyposażeni przez Jezusa w moc, bliskość i czułość tym, którzy cierpieli.

Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien.

ks. Adam Błyszcz

Wdowa po Konstantynie czy oblubienica Jezusa?

opublikowane: 8 lip 2018, 11:55 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 9 lip 2018, 07:39 ]

Homilia na XIV niedzielę zwykłą

Wyszedł stamtąd i przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. 2 Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! 3 Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?» I powątpiewali o Nim. 4 A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony». 5 I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. 6 Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.
(Mk 6, 1-6)

Ludzie, którzy znają Jezusa od dzieciństwa, od małego nie wierzą w Niego, nie wierzą w Jego posłannictwo. Nie wierzą, że Bóg może przez Niego przemawiać. Być może dadzą wiarę tym, którzy Jezusa oskarżą o to, że jest opętany przez Belzebuba (dosłownie: władca łajna), ale póki co nie wierzą w Niego.

Według Marka, który całą sytuację ocenia już z perspektywy zmartwychwstania, powodem jest właśnie ta znajomość historii Jezusa. Jego rodziny. Zastanawia fakt, że wzmiankowana jest tylko Jego Matka. Nazaret był małą wioską, właściwie nieznaną. (Józef Flawiusz, wielki historyk żydowski I wieku i przywódca powstania antyrzymskiego w Galilei, w swoich dziełach pisanych pod koniec życia wymienia prawie dwieście nazw miejscowości galilejskich, ale o Nazarecie cisza). Mogło w nim mieszkać kilkaset osób i wszyscy oni wiedzieli, że Jezus urodził się jakoś nietypowo. Bo od kiedy Józef zamieszkał z Maryją (i od tego momentu mogli rozpocząć współżycie seksualne), nie minęło jeszcze dziewięciu miesięcy, a już pojawił się synek. Co jak co, ale sąsiedzi widzą i potrafią liczyć. Po ludzku sądząc, konkluzje mogą być jednoznaczne: albo Józef z Maryją pogwałcili prawo i rozpoczęli tę swoją intymność wbrew Tradycji Ojców, zanim zamieszkali razem, albo Jezus jest bękartem, dzieckiem zrodzonym z jakiejś relacji pozamałżeńskiej. Wszystko to pachnie jednak grzechem. Czy Bóg może ustanawiać Proroka naznaczonego takim felerem pochodzenia? To nie mieści się religijnym mieszkańcom Nazaretu w głowie. Przecież tak nigdy nie było albo zawsze bywało inaczej – żeby przywołać jedno z ulubionych powiedzeń papieża Franciszka. Syndrom mieszkańców Nazaretu jest obecny również w Kościele.

Innym powodem tej niewiary mogą być bracia i siostry Jezusa. Zostawmy w tej chwili sprawę, jak rozumieć fakt, że ewangelista Marek wspomina o braciach i siostrach Jezusa, skoro my w Kościele rzymskim i prawosławnym wyznajemy dziewictwo Maryi. Jezus funkcjonował w rodzinie, która należała do klanu. (Członkowie rodziny Jezusa też w Niego nie wierzyli. Przecież Marek opowiada o tym, że byli przekonani, że Jezus zwariował). I jak to pewnie w normalnym życiu bywa, klan był uwikłany w jakieś spory z sąsiadami.

Wydaje się, że głównym powodem niewiary mieszkańców Nazaretu jest normalność, powszedniość Jezusa, utkanego z ich codzienności, która zazwyczaj bywa szara i pozbawiona splendoru. Nie mieści się po prostu w głowie, że ktoś taki może być Bożym Pomazańcem.

Zostawmy mieszkańców Nazaretu. Spróbujmy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy nie mamy współcześnie do czynienia z podobnym mechanizmem odrzucenia proroka, Franciszka, biskupa Rzymu, który staje przed bogatymi i silnymi Kościołami Europy i jest kontestowany: jakżeż to ktoś, kto pochodzi z dalekiej Argentyny i znamy dobrze jego szlak akademicki, który przecież imponujący nie jest, będzie nas pouczał, nas Europejczyków, założycieli, twórców umierającej cywilizacji łacińskiej, jak rozumieć miłość, miłosierdzie chrześcijańskiego Boga. Jakżeż to ten pochodzący z peryferii świata kościelnego Jorge Bergoglio ośmiela się nas pytać, czy Kościół to wdowa po Konstantynie, czy też oblubienica proroka z peryferyjnego Nazaretu, który przez mieszkańców Nazaretu został odrzucony.

ks. Adam Błyszcz

1-10 of 106