• Wszechmocna Rozpacz Judasza i miłość Jezusa Homilia na V Niedzielę Wielkanocną - Czy rozpacz wszechmocna, a miłość bezsilna? 31 Po jego wyjściu rzekł Jezus: «Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony ...
    Opublikowane: 19 maj 2019, 01:48 przez: Redakcja JotJotZet
  • Kuszenie pod krzyżem Homilia na Niedzielę Palmową (roku C) W liturgii Niedzieli Palmowej czytamy obszerny fragment Ewangelii opisujący ostatnie kilkanaście godzin życia Jezusa Chrystusa. Każdego roku czytamy innego ewangelistę, żeby kilka dni później ...
    Opublikowane: 14 kwi 2019, 00:45 przez: Redakcja JotJotZet
  • Miejsce na miłosierdzie Homilia na V niedzielę Wielkiego Postu Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, 2 ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On ...
    Opublikowane: 7 kwi 2019, 07:40 przez: Redakcja JotJotZet
  • Tylko słuchać Homilia na II niedzielę Wielkiego Postu 28 W jakieś osiem dni po tych mowach wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. 29 Gdy ...
    Opublikowane: 18 mar 2019, 10:43 przez: Redakcja JotJotZet
  • Zgoda Jezusa na bycie człowiekiem Homilia na I niedzielę Wielkiego Postu Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu i przebywał w Duchu Świętym na pustyni 2 czterdzieści dni, gdzie był kuszony przez diabła. Nic w ...
    Opublikowane: 12 mar 2019, 12:18 przez: Redakcja JotJotZet
Wyświetlanie postów 1 - 5 z 134. Zobacz więcej »

Wszechmocna Rozpacz Judasza i miłość Jezusa

opublikowane: 19 maj 2019, 01:25 przez Leszek Zygmunt   [ zaktualizowane 19 maj 2019, 01:48 przez Redakcja JotJotZet ]

Homilia na V Niedzielę Wielkanocną - Czy rozpacz wszechmocna, a miłość bezsilna?

31 Po jego wyjściu rzekł Jezus: «Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. 32 Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. 33 Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale - jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię - dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie. 34 Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. 35 Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali».
(J 13, 31–35)

Krótki fragment dzisiejszej Ewangelii przynależy do mowy pożegnalnej Jezusa Chrystusa, która w Ewangelii św. Jana zajmuje prawie cztery rozdziały (J 13, 31–16,33). Dopiero co Jezus obmył stopy swoim uczniom (J 13, 13–20), objawiając się jako Pan i Mistrz wspólnoty, następnie mówi, iż wie, że jeden z tej wspólnoty Go zdradzi (J 13, 21–30). Tragiczny gest Judasza, dopełniony jego samobójstwem, pozostaje dla nas enigmą. Jan sugeruje, że motywacja działania Judasza to pieniądze, ale mając na uwadze nienawiść arcykapłanów do Jezusa, staje się jasne, że Judasz mógł zarobić znacznie więcej na tej transakcji.

Może zatem mają rację ci, którzy tej motywacji działania upatrują w racjach teologicznych. Judasz, jedyny Judejczyk w gronie galilejskich uczniów Jezusa z Nazaretu, być może przed powołaniem na ucznia Nazarejczyka należał do frakcji Zelotów – podobnie jak Tomasz Gorliwy (ugrupowania na poły terrorystycznego, które przemocą wobec Imperium Rzymskiego chciało przywrócić teokratyczne Królestwo Izraela). To, że Judasz przeżywa jakiś kryzys w swojej relacji do Jezusa, pokazał, krytykując otwarcie kobietę, która tydzień przed śmiercią Mistrza namaściła stopy Jezusa. (J 12, 1–8). Nie spodobało mu się, że zmarnowano tyle pieniędzy na zbyteczny gest, a można było pozyskać tymi pieniędzmi poparcie ludzi. Judasz myśli, mówi i działa jak wytrawny polityk. Skoro Jezus uzyskał tak wielkie poparcie wśród ludu, należało to wykorzystać do samego końca i poświęcić temu wszystko. Rozchodzą się drogi Judasza i Jezusa. Obydwaj wierzą w innego Boga, obydwaj mają inny obraz Boga. Być może Judasz uważa ostatecznie Jezusa za heretyka, który swoim nauczaniem i działaniem nie doprowadzi do odtworzenia Królestwa Izraela, więcej, doprowadzi do unicestwienia marzeń Judasza. Rozczarowanie musiało być dotkliwe. Tak duży ładunek negatywnych emocji mógł doprowadzić do decyzji zdrady Jezusa.

Judasz opuszcza zgromadzenie uczniów, ostatnią wieczerzę. Jest noc i ciemność, które już nigdy nie opuszczą serca Judasza.

Jezus podejmuje próbę interpretacji tego wszystkiego, wychodząc ze swojego doświadczenia Boga, Ojca. To jest Jego perspektywa oglądania ludzkiej historii. Również, a może przede wszystkim, swojej śmierci, która przez tych, którzy pozbawieni są tej perspektywy, widziana była jako absolutny koniec, jako definitywna porażka.

Jezus w tym krótkim fragmencie nie tylko próbuje interpretować swoją męczeńską śmierć. Mówi także o miłości. To nie uczucie, sympatia, które łączą człowieka z człowiekiem, ale postawa wobec drugiego człowieka. Jezus niejako od razu podaje metrum, kryterium takiej miłości: Miłujcie się tak, jak ja was umiłowałem. Gdyby szukać bardziej precyzyjnych wskazówek, trzeba byłoby się odwołać do tego, co stanowi niejako obramowanie dzisiejszego fragmentu: po pierwsze to gest obmycia stóp (J 13, 1–11), a po drugie deklaracja Jezusa, że nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. (J 15, 13).

Czy ta miłość ma jakąś granicę? Czy Judasz został z tej miłości wyłączony? Jezus rozpoczyna swoje orędzie do uczniów, kiedy ten opuszcza ich zgromadzenie, tak jakby Jezus czekał, aż Judasz sobie pójdzie. Z drugiej strony nie możemy zapomnieć, że Jezus w swoim życiu (tak jak opowiadają to życie czterej ewangeliści) raz jeden użył słowa przyjaciel, zwracając się do pojedynczego człowieka, w takim bezpośrednim dyskursie:

Zdrajca zaś dał im taki znak: «Ten, którego pocałuję, to On; Jego pochwyćcie!». 49 Zaraz też przystąpił do Jezusa, mówiąc: «Witaj Rabbi!», i pocałował Go. 50 A Jezus rzekł do niego: Przyjacielu, po coś przyszedł?» Wtedy podeszli, rzucili się na Jezusa i pochwycili Go.
(Mt 26, 48–50)

I dopiero teraz staje się jasne, co znaczy, że nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Judasz w tę miłość zostaje włączony i tą miłością zostaje ogarnięty. I proszę mi wierzyć, że samobójstwo Judasza nie stanowi pytania, czy wolność Judasza jest silniejsza od miłości Jezusa. To nie jest kwestia metafizyczna. To kwestia egzystencjalna, gdyż wolność Judasza naznaczona jest rozpaczą. Czy ta rozpacz jest silniejsza od miłości Jezusa? Czy nasza rozpacz (gdyż Judasz jest w każdym z nas) jest silniejsza od miłości Jezusa?

ks. Adam Błyszcz

Kuszenie pod krzyżem

opublikowane: 14 kwi 2019, 00:38 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 14 kwi 2019, 00:45 ]

Homilia na Niedzielę Palmową (roku C)

W liturgii Niedzieli Palmowej czytamy obszerny fragment Ewangelii opisujący ostatnie kilkanaście godzin życia Jezusa Chrystusa. Każdego roku czytamy innego ewangelistę, żeby kilka dni później, w Wielki Piątek, czytać Pasję według św. Jana. W tym roku liturgicznym (jest to cykl C) w Niedzielę Palmową głosi się opis Męki Pańskiej według św. Łukasza. Spróbujmy zatem z tej całej opowieści wyłowić to, czym Łukasz różni się od pozostałych ewangelistów. Motywem dominującym dla Łukasza jest widzenie męki Jezusa jako ostatniego aktu kuszenia, które rozpoczęło się na pustyni (czytaliśmy ten fragment w pierwszą niedzielę tegorocznego Wielkiego Postu). Tym razem nie zjawia się demon. Jezusa kuszą ludzie, którzy mówią językiem demona i myślą jego logiką.

Lecz członkowie Wysokiej Rady drwiąco mówili: «Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym».
(Łk 23, 35)

W podobnym tonie będzie Jezusa na krzyżu prowokował:

39 Jeden ze złoczyńców, których tam powieszono, […] «Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas»
(Łk 23, 39).

Skandaliczność tej sceny polega na tym, że narzędziem demona są liderzy religijni Narodu Wybranego, liderzy, którzy winni strzec Słowa Bożego, Tory, oraz pospolity złoczyńca, który swoje życie przeżył w opozycji do Tory, Prawa Bożego.

Jeśli na pustyni Jezusowi towarzyszy Duch Święty, to tutaj towarzyszem Cierpiącego jest anioł, który wspiera Jego modlitwę w Ogrodzie Oliwnym przeciw pokusie.

I jeszcze jedną rzecz warto zauważyć. Kuszenie, którego próbie poddawany jest Jezus, staje się kuszeniem wspólnoty: zdrada Judasza, zaprzaństwo Szymona Piotra, słabość pozostałych uczniów. Rodzący się Kościół nie radzi sobie z naporem demona. Czy dlatego, że nie towarzyszy Jezusowi w Jego modlitwie przeciwko pokusie?

Drugim motywem wyłącznie Łukaszowym jest ukazanie przebaczenia, które Jezus w tych dramatycznych okolicznościach okazuje człowiekowi: modlitwa do Ojca za tych, którzy Go mordują.

34 Lecz Jezus mówił: «Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią».
(Łk 23, 34)

Czy też gest przyjęcia żalu drugiego złoczyńcy, który do historii przeszedł jako dobry łotr:

I dodał: «Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa». 43 Jezus mu odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju».
(Łk 23, 42–44)

Jestem przekonany, że w tę logikę przebaczenia wpisuje się szczegół, o który mówi wyłącznie Łukasz w swojej Pasji:

61 A Pan obrócił się i spojrzał na Piotra. Wspomniał Piotr na słowo Pana, jak mu powiedział: «Dziś, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz». 62 Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał.
(Łk 22, 61–63)

Przypominam sobie tę islamską przypowieść o pewnej mistyczce, która w VIII w. żyła i działała w Basrze. Do tej mądrej kobiety o imieniu Rabi’a przyszedł kiedyś człowiek, który wyznał, że jest wielkim grzesznikiem i w życiu dopuścił się wielu złych czynów. I zapytał, czy jeśli będzie żałował, to Bóg (Allach) mu przebaczy. A ona popatrzyła na niego i powiedziała: jak On Ci przebaczy, to zaczniesz żałować.[1]

Przebaczenie Boga, Jego miłosierne spojrzenie jest czymś uprzednim wobec jakiejkolwiek akcji, czynu człowieka.

ks. Adam Błyszcz

[1] Gianfranco Ravasi, Grammatica del perdono, Bologna 2015, str. 7-8.

Miejsce na miłosierdzie

opublikowane: 7 kwi 2019, 07:39 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 7 kwi 2019, 07:40 ]

Homilia na V niedzielę Wielkiego Postu

Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną, 2 ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On usiadłszy nauczał ich. 3 Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: 4 «Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. 5 W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?» 6 Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. 7 A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień». 8 I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi. 9 Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. 10 Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?» 11 A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz!».
(J 8, 1–11)

Pamiętam rozczarowanie, które przeżyłem, kiedy czytając pewnego razu komentarz do Ewangelii św. Jana, natrafiłem na wzmiankę, że początek ósmego rozdziału, a zatem spotkanie Jezusa z kobietą cudzołożną, jest dosyć późnym wtrętem któregoś z redaktorów Ewangelii, gdyż brakuje tego fragmentu w najstarszych kodeksach Ewangelii Jana, a do IV w. łacińscy ojcowie Kościoła go nie komentują, nie mówiąc już o tych greckich, wschodnich, którzy ignorują go do X wieku. Tak jakby nie istniał, jakby go nie było. Poczułem się, jakby ktoś chciał mi ukraść jedną z najpiękniejszych scen Ewangelii, więcej, serce samej Ewangelii.

Bo popatrzcie sami: do Jezusa, który jest w świątyni i naucza Słowa Bożego (autorowi opowieści zależy na tym, żebyśmy mieli poczucie takiej zwielokrotnionej, spotęgowanej świętości), faryzeusze i uczeni w Piśmie (a zatem liderzy religijni Jego ludu) przyprowadzają kobietę dopiero co pochwyconą na cudzołóstwie, czyli zdradzie małżeńskiej. To bardzo poważne przestępstwo i pewnie odrażające dla tych mężczyzn zajętych sprawami Boga. Kara była jedna: ukamienowanie. Tora, Prawo przewidywało śmierć dla kobiety za przekroczenie szóstego (Nie cudzołóż) przykazania, a dla mężczyzny – jej wspólnika, za przekroczenie siódmego (Nie kradnij) przykazania. Taki subtelny niuans, który jedynie podkreślał podporządkowanie kobiety. Podporządkowanie, którego nie uniknęli również obrońcy Prawa, gdyż oni instrumentalizują postać i historię tej kobiety przywleczonej (ona nie przychodzi do Rabbiego z Nazaretu z własnej inicjatywy) do Jezusa. Dla nich to cudzołożnica, całe jej jestestwo sprowadzone jest do tego jednego aktu, czynu. W opinii ewangelisty jest to pułapka zastawiona na Jezusa. Jeśli zgodzi się na ukamienowanie tej kobiety, to między bajki można włożyć opowieści o Jego łagodności i miłosierdziu, jeśli natomiast wzywać będzie do odstąpienia od ukamienowania, można będzie oskarżyć Jezusa o nieposłuszeństwo Prawu Bożemu, co jest przecież zagrożeniem dla ładu społecznego.

Jezus jest sam, bez swoich uczniów i wygląda, tak jakby zrazu nie wiedział, co począć. Pochyla się i zaczyna coś kreślić na piasku. Czyżby potrzebował nieco czasu, żeby podjąć mądrą decyzję? A może jest w tym jakieś wyzwanie rzucone tym uczonym w Piśmie, którzy wiedzą przecież, że gdy Bóg skończył rozmawiać z Mojżeszem na górze Synaj, dał mu dwie tablice Świadectwa, tablice kamienne, napisane palcem Bożym. (Wj 31, 18), bo przecież jest i tak, że to Prawo Boże zapisane zostało nie na kamiennych tablicach, które mają gwarantować swoistą stabilność, ale w kruchości ludzkiej wolności, która targana namiętnościami próbuje dochować wierności Słowu Bożemu.

Jezusowi nie jest jednak pisane ukrycie się w piaskowych bohomazach. Obrońcy ładu moralnego i Prawa Bożego nastają i domagają się odpowiedzi. Prawa Bożego nie wolno lekceważyć. Stąd też Jezus czyni aluzję do zapisu Tory, która mówi, że lincz ma rozpocząć ten, kto jest świadkiem nieprawości (por. Pwt 13, 9–10) i od razu stawia pewien warunek, o którym Tora nie mówi: niech uczyni to ten, kto jest bez grzechu. Tym prostym gestem zamyka usta obrońcom Tory i ładu moralnego, gdyż każdy z oskarżycieli ma na sumieniu jakiś grzech. Jedyny bez grzechu – Jezus Chrystus – nie ma zamiaru nikogo kamienować! Dziedziniec świątynny pustoszeje. Oskarżyciele się wycofują. W tej pustce pozostaje tylko ona – misera (nieszczęśliwa) i On – misericordia (miłosierdzie). I w tej pustce, nie ma już tych, którzy stosują prawo moralne jakby było kamieniami, którymi rzuca się w życie innych osób (por. Franciszek, Amoris Laetitia, 305). Jest natomiast Wcielone Słowo, Egzegeza Tory, Prawo Ojca, który nie pragnie śmierci grzesznika, ale żeby się nawrócił i żył w wolności dziecka Bożego. I to Słowo Wcielone, Miłosierdzie Ojca zwraca się do nieszczęśliwej wezwaniem, które zwykł używać wobec własnej matki: Kobieto. Tak Jezus mówi do Maryi w Kanie galilejskiej i na krzyżu. Nieszczęśliwej zostaje przywrócona jej godność, która jest czymś większym niż jej grzech.

Bądźmy świadomi tego podstawowego dynamizmu Ewangelii: człowiek zostaje ocalony nie dlatego, że jest mu przypominamy jego grzech, jego nieprawość, ale dlatego, że zostaje mu okazane przebaczenie, miłosierdzie!

W Nowym Testamencie mamy dwie ikony, które opisują miłosierdzie. Tydzień temu w liturgii głosiliśmy przypowieść o Synu marnotrawnym, któremu Ojciec wybacza nieprawość. Ale syn marnotrawny robi na nas wrażenie, jakby zasłużył na to miłosierdzie. Żałuje, wyznaje swój grzech, jest gotów przyjąć konsekwencje swej grzesznej postawy, podejmuje wysiłek powrotu.

Drugą ikoną miłosierdzia jest dzisiejszy epizod z kobietą cudzołożną. Z jej strony nie dostrzegamy żadnej inicjatywy. Ona nawet nie przychodzi do Jezusa. Przywlekli ją do Niego. Nie wiemy, czy żałuje. Nie wiemy, czy zaakceptuje zachętę Jezusa, aby więcej nie grzeszyć. A mimo to zostaje jej ofiarowane przebaczenie i miłosierdzie. W sposób bezwarunkowy i niezasłużony.

Nam, strażnikom prawa moralnego, trudno zaakceptować taką wizję miłosierdzia. Świadom tego jest papież Franciszek, który w adhortacji apostolskiej Amoris laetitia pisze gorzkie słowa pod adresem Kościoła: „Czasami wiele kosztuje nas zrobienie w duszpasterstwie miejsca na bezwarunkową miłość Boga. Stawiamy tak wiele warunków miłosierdziu, że ogołacamy je z konkretnego sensu i realnego znaczenia, a to jest najgorszy sposób rozwodnienia Ewangelii. Prawdą jest, na przykład, że miłosierdzie nie wyklucza sprawiedliwości i prawdy, ale trzeba przede wszystkim powiedzieć, że miłosierdzie jest pełnią sprawiedliwości i najjaśniejszą manifestacją prawdy Bożej. Dlatego też należy zawsze uznać za „nieadekwatną jakąkolwiek koncepcję teologiczną, która ostatecznie kwestionuje wszechmoc Boga, a w szczególności Jego miłosierdzie”.

ks. Adam Błyszcz

Tylko słuchać

opublikowane: 18 mar 2019, 10:42 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 18 mar 2019, 10:43 ]

Homilia na II niedzielę Wielkiego Postu

28 W jakieś osiem dni po tych mowach wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. 29 Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. 30 A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. 31 Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie. 32 Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwóch mężów, stojących przy Nim. 33 Gdy oni odchodzili od Niego, Piotr rzekł do Jezusa: «Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Nie wiedział bowiem, co mówi. 34 Gdy jeszcze to mówił, zjawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy tamci weszli w obłok. 35 A z obłoku odezwał się głos: «To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie!» 36 W chwili, gdy odezwał się ten głos, Jezus znalazł się sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmiali o tym, co widzieli.
(Łk 9, 28–36)

Łukasz opowiada nam dzisiaj o Przemienieniu Jezusa, najprawdopodobniej na górze Tabor. Dla trzech ewangelistów synoptycznych, to jest Łukasza, Marka i Mateusza, nie ulega wątpliwości, że Jezus został przemieniony. A to oznacza, że siła tej przemiany nie była w Nim, a poza Nim.

Dwie pierwsze niedziele tegorocznego Wielkiego Postu są skoncentrowane na człowieczeństwie Syna Bożego. Tydzień temu zostało ono poddane próbie, pokusie (tak jak każdy z nas ma to życiu). Jezus z tej batalii wychodzi zwycięsko dzięki Duchowi – łasce, która mu towarzyszy. A zatem zasada oporu wobec zakusów demona znajduje się poza człowieczeństwem Syna Bożego. Tak samo poza człowieczeństwem znajduje się zasada, która przemienia to człowieczeństwo i pokazuje, jakie jest ostateczne przeznaczenie naszego ciała. Jezus zostaje przemieniony przez Ojca tak samo, jak przez Ojca zostaje wskrzeszony z martwych. Takie byłoby bowiem najstarsze wyznanie wiary w zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.

Cud przemienienia dokonuje się w atmosferze modlitwy. Jezus się modli. Łukasz bardzo delikatnie zaznacza, że ta Jezusowa modlitwa wiąże się z pewnym wysiłkiem. Jezus udaje się na szczyt góry w poszukiwaniu wyciszenia i samotności. Paradoksalnie – co na pierwszy rzut oka kłóci się z pragnieniem samotności – zabiera ze sobą trzech najbliższych uczniów – współpracowników, którzy Mu jednak nie przeszkadzali w modlitwie, gdyż zmęczeni zasnęli.

Dlaczego my mielibyśmy się modlić? Pierwsza odpowiedź ma charakter jak najbardziej chrystologiczny. Powinniśmy się modlić, gdyż Jezus się modli, to znaczy w milczeniu i w pewnym odosobnieniu szuka woli swojego Ojca. Modlitwa tutaj nie polega na recytowaniu jakichś formuł (jakkolwiek nie ulega wątpliwości, że Jezus jako pobożny Żyd rozpoczynał swój dzień od modlitwy Szema Izrael, to tak jak pobożny chrześcijanin rozpoczyna swój dzień od recytowania Ojcze nasz). Modlitwa Jezusa polega przede wszystkim na słuchaniu tego, co do powiedzenia ma Jego Ojciec. Stąd również znaczenie milczenia i ciszy oraz znajomość Biblii, w której Bóg powierzył swoje słowo Ludowi.

Myślę jednak, że oprócz tej racji chrystologicznej możemy znaleźć inne racje, dla których należałoby podjąć wysiłek modlitwy, wysiłek słuchania Boga. Jeśli dobrze rozejrzymy się we wszechświecie, w którym człowiek wydaje się być koroną wszystkich stworzeń, dostrzec możemy, że wcale nie jesteśmy tak wyjątkowi. Wataha wilków to obraz doskonale zorganizowanego społeczeństwa hierarchicznego, w którym każdy wie, co ma robić dla zapewnienia przeżycia wszystkim członkom stada, również temu, który jest najsłabszy – jak samiec omega. Musimy wyznać, że na polu społecznym organizacja człowiecza nie jest czymś odosobnionym. Podobnie rzecz wygląda, jeśli chodzi o rozwój techniki. Techniczny postęp ludzkości jest niewyobrażalnie wielki, ale nie zapominajmy, że obydwa gatunki szympansa (szympans zwyczajny i bonobo) dla zdobycia pożywienia potrafią posłużyć się prymitywnym narzędziem (kijem lub kamieniem). Nie inaczej rzecz wygląda w sferze seksualnej. Delfiny są ssakami, które podobnie jak człowiek, podejmują współżycie seksualne nie tylko ze względu na prokreację, ale dlatego, że znajdują w tym przyjemność. Rozglądając się zatem we wszechświecie, stawiamy sobie pytanie: co wyróżnia człowieka ze wszystkich stworzeń. Odpowiedź sugerowana przez dzisiejszą Ewangelię brzmi: tym czymś, co wyróżnia człowieka, jest zdolność modlitwy, wsłuchiwania się w to, co Bóg ma do powiedzenia. Byłaby zatem owa zdolność do modlitwy czymś, co sprawia, że człowiek jest człowiekiem. W modlitwie decyduje się jakość naszego człowieczeństwa. Im człowiek bardziej pogrążony w modlitwie (powtarzam jednak, że rzecz nie polega na recytowaniu czy deklamowaniu takich lub innych tekstów), tym bardziej staje się człowiekiem.

Byłoby czymś ważnym, abyśmy w naszym życiu kościelnym, duszpasterskim zdołali odzyskać ten wymiar wsłuchiwania się w Boga, prowadzenia modlitewnej lektury Słowa Bożego (tego, co w tradycji chrześcijańskiej nazywa się lectio divina). Jest jakimś wyrzutem, że zaniedbaliśmy w naszej codziennej praktyce kościelnej tak bardzo Słowo Boże. A przecież Ojciec nie oczekuje od nas niczego innego jak tylko tego, żebyśmy Go słuchali.

ks. Adam Błyszcz

Zgoda Jezusa na bycie człowiekiem

opublikowane: 12 mar 2019, 12:16 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 12 mar 2019, 12:18 ]

Homilia na I niedzielę Wielkiego Postu

Pełen Ducha Świętego, powrócił Jezus znad Jordanu i przebywał w Duchu Świętym na pustyni 2 czterdzieści dni, gdzie był kuszony przez diabła. Nic w owe dni nie jadł, a po ich upływie odczuł głód. 3 Rzekł Mu wtedy diabeł: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby się stał chlebem». 4 Odpowiedział mu Jezus: «Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek». 5 Wówczas wyprowadził Go w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata 6 i rzekł diabeł do Niego: «Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę. 7 Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje». 8 Lecz Jezus mu odrzekł: «Napisane jest: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz». 9 Zaprowadził Go też do Jerozolimy, postawił na narożniku świątyni i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół! 10 Jest bowiem napisane: Aniołom swoim rozkaże o Tobie, żeby Cię strzegli, 11 i na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień». 12 Lecz Jezus mu odparł: «Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego». 13 Gdy diabeł dokończył całego kuszenia, odstąpił od Niego aż do czasu.
(Łk 4, 1–13)

Historia kuszenia Jezusa ma trzech bohaterów:

Duch Święty, który towarzyszy Jezusowi i którego obecność czyni tę historię użyteczną dla każdego z nas, gdyż Duch jest zapewne źródłem siły dla Jezusa, aby przezwyciężyć pokusę. Gdyby źródło tej mocy było w unii hipostatycznej [1], każdy z nas musiałby wyznać, że nie sposób z tej historii wyciągnąć jakikolwiek pożytek, gdyż nikt z nas nie cieszy się unią hipostatyczną. Może natomiast każdy z nas liczyć na obecność Ducha Świętego, na łaskę Boga!

Jezus Chrystus, który dopiero co przyjął chrzest od Jana w Jordanie i zaraz po tym opuścił krąg Janowych uczniów i sposobi się do rozpoczęcia samodzielnej misji, dla której jednak chce przyjąć inną strategię. Jeśli dla Jana Chrzciciela pustynia była taką podstawową przestrzenią życia i działania i każdy, kto chciał Go słuchać, musiał opuścić swoją codzienność, dom i rodzinę i udać się na pustynię, to takim żywiołem działania Jezusa nie będzie pustynia, a Miasto (Jerozolima) oraz mieściny i wioski Galilei i Samarii.

Nawet jeżeli Jezus po czterdziestu dniach opuszcza pustynię, to jej doświadczenie będzie znaczyło początek Jego misji. Doświadczenie, które winno Mu pomóc w odpowiedzi na pytanie, kim jest, jaka jest jego tożsamość i w jaki sposób realizować misję, którą Ojciec Mu powierzył. A zatem ten czas pustyni jest poszukiwaniem odpowiedzi na kluczowe pytania dotyczące Jego tożsamości i misji. Musimy się przyznać i do tego, że w teologii stworzyliśmy dosyć statyczny obraz Jezusa Chrystusa. Tak jakby od chwili poczęcia całe Jego życie w najdrobniejszych szczegółach było już zaprogramowane. Tak jakby w swoich decyzjach i wyborach nie musiał mierzyć się z ograniczeniami ludzkiego poznania.

Doświadczenie pustyni to przede wszystkim ogołocenie siebie z wszystkiego, co się posiada; to doświadczenie samotności oraz kruchości (wystawienia się na śmierć).

Trzecim bohaterem jest Demon, który jawi się jako zręczny teolog i egzegeta słowa Bożego i sprawny psycholog, który zna do głębi ludzką naturę. Każdej pokusie towarzyszy bowiem fragment Słowa Bożego, które Demon chce w sposób wiążący interpretować dla Jezusa Chrystusa (tak samo jak w sposób wiążący interpretował Słowo Boże dla Ewy i Adama w Raju). Jest również wziętym interpretatorem ludzkiej natury. Opisuje ją we właściwy sobie sposób, radykalnie i jednoznacznie, a takie opisy budzą zawsze uznanie, gdyż nie ma w nich miejsca na żadną grę kolorem. Wszystko jest biało-czarne, jednoznaczne właśnie. Pamiętamy ów zakład między Jahwe a Szatanem w Księdze Hioba:

8 Mówi Pan [Jahwe] do szatana: «A zwróciłeś uwagę na sługę mego, Hioba? Bo nie ma na całej ziemi drugiego, kto by tak był prawy, sprawiedliwy, bogobojny i unikający grzechu jak on». 9 Szatan na to do Pana: «Czyż za darmo Hiob czci Boga? »
(Hi 1, 8–9)

Szatan stawia odważną tezę: Hiob (który w biblijnym poemacie symbolizuje każdego człowieka) wszystko, co robi, czyni interesownie, dla korzyści. Ta teza jest oczywiście przerysowana. Nie ulega wątpliwości, że szukanie własnej korzyści jest znaczącą siłą ludzkiego postępowania, ale jest też prawdą, że człowieka stać na bezinteresowne gesty i czyny (czy to nie ks. prof. Józef Tischner powiedział, że w XX wieku żadna filozofia nie powiedziała więcej na temat człowieka od ojca Kolbego?). Na tym także polega siła Demona: na umiejętności narysowania karykatury człowieka i Boga, gdyż nie zapominajmy, że w ogrodzie Eden Ewie opowiada, jaki naprawdę jest Bóg: że jest podejrzliwy i zazdrosny o człowieka.

Demon przystępuje do Jezusa w momencie, w którym Ten odczuwa głód. Jezus nabywa świadomość, że bycie człowiekiem wiąże się z tym, że odczuwamy braki (ale to zapewne już wiedział, bo każde dziecko bywa głodne i biegnie z tym do mamy), mamy potrzeby (przy czym głód możemy tutaj interpretować bardzo szeroko, wchodząc również na pole uczuciowości czy seksualności). To doświadczenie to coś, co objawia jedną z podstawowych prawd o człowieku. Nikt z nas nie jest kompletnym uniwersum (albo jak parafrazował to Tomasz Merton: nikt nie jest samotną wyspą). Każdego dnia dociera do nas komunikat, że potrzebujemy kogoś lub czegoś. To, co Jezus mógł odkryć na pustyni w czasie próby, kuszenia, to fakt, że tymi potrzebami można manipulować, co przecież Demon czyni!

Demon nie jest zainteresowany tym, czy Jezus Chrystus jest prawdziwie Synem Bożym. Jego bardziej interesuje, czy Syn Boży zamierza być człowiekiem 24 godziny na dobę. Szwajcarski teolog Rajmund Schwager w swoich rozważaniach dotyczących grzechu pierworodnego doszedł do takiej ciekawej konkluzji, że to przewinienie Ewy i Adama mogło polegać na tym, że przestraszyli się swojego człowieczeństwa i próbowali powrócić do świata zwierzęcego, z którego wyszli (Schwager przyjmuje ewolucję). Demon nie mógł Jezusowi zaproponować tej drogi. Wobec trudności bycia człowiekiem mógł Mu jedynie zaproponować powrót (ucieczkę) do kondycji Boga. Bo Bóg potrafi kamień przemienić w chleb, a człowiek tego nie potrafi. Odpowiedź Jezusa jest jednoznaczna; jestem człowiekiem i zgadzam się na to, żeby doświadczać potrzeb, głodów, które szarpią ludzkie serce. Jezus uczy się nimi zarządzać, a nie zaspakajać je w sposób arbitralny i natychmiastowy.

Trzeba jeszcze nadmienić, że Demon nie ma żadnej władzy stwarzania. Żadnej. W przeciwieństwie do człowieka on nie może niczego dodać do świata. Nie może wprowadzić żadnej nowości (przecież on nie stwarza ani drzewa w Raju, ani jego owocu; on nie stwarza głodu Jezusa ni kamieni – ta ułuda natychmiastowego zaspokojenia, rozwiązania głodu człowieka). On może jedynie (i aż) tymi rzeczywistościami manipulować!

W drugiej pokusie Demon jawi się znowu jako zręczny opisywacz świata. Pieniądze, królestwa (polityka) należą do mnie – mówi do Jezusa. Ale mogą – jak Mu sugeruje – być Twoje i ułatwić Ci realizację Twojej misji. Wystarczy, że Jezus pokłoni się Demonowi, to znaczy, że uzna go za swojego pana. Jeśli pierwsza pokusa dotyczyła tożsamości, to druga dotyczy strategii bycia Mesjaszem. I znowu w odpowiedzi Jezusa zostaje odrzucona jakakolwiek droga na skróty, jakiekolwiek rozwiązania, które mają chociażby pozór udawania, iluzji.

Demon słucha Jezusa. W trzeciej pokusie wydaje się mówić do Niego: pokażę Ci jak się skończy to Twoje przywiązanie do tożsamości człowieka i wierność obranej strategii. Będziesz się musiał u kresu Twojej drogi zmierzyć z otchłanią, z nicością. Tak dalece będziesz się czuł opuszczony i zdradzony przez wszystkich, że umierając, będziesz się modlił „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił”. Oto otchłań, którą Demon pokazał Jezusowi z narożnika świątyni.

Po ludzku rzecz biorąc, Demon ma rację [2]. Misja Jezusa zakończy się fiaskiem; wspólnota, którą budował Jezus, ulegnie unicestwieniu; On sam poniesie haniebną śmierć na krzyżu.

ks. Adam Błyszcz

[1] Przeświadczenie chrześcijan (sformułowane dogmatycznie na soborze chalcedońskim w 451 roku), że w jednej osobie Syna Bożego od początku Wcielenia mamy do czynienia z naturą bożą i z naturą ludzką.

[2] Podobną dynamikę pokusy widzimy w Raju. Mimo Bożego słowa ani Adam, ani Ewa nie umierają po okazaniu nieposłuszeństwa. Dożywają pięknej starości. Śmierć przychodzi dopiero w drugim pokoleniu, kiedy Kain zabija Abla. Wydaje się, że Kusiciel triumfuje ze swoją lekturą rzeczywistości.

Jak krytykować dobrze?

opublikowane: 3 mar 2019, 01:44 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 3 mar 2019, 01:54 ]

Homilia na VI niedzielę zwykłą

39 Opowiedział im też przypowieść: «Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj? 40 Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel. 41 Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? 42 Jak możesz mówić swemu bratu: "Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku", gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata. 43 Nie jest dobrym drzewem to, które wydaje zły owoc, ani złym drzewem to, które wydaje dobry owoc. 44 Po owocu bowiem poznaje się każde drzewo; nie zrywa się fig z ciernia ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. 45 Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta.
(Łk 6, 39–35)

Gdyby zestawić ten fragment Ewangelii Łukasza z podobnymi tekstami w Ewangelii św. Mateusza (chodzi o rozdział siódmy), to natychmiast zauważymy pewną zmianę. Mateusz w swojej redakcji jest nastawiony bardziej na polemikę z przywódcami Izraela, natomiast Łukasz widzi słowa Jezusa jako skierowane do wspólnoty uczniów, do formujących się wspólnot, które po początkowym entuzjazmie muszą konfrontować się ze złem w swoim łonie. Złem sprowokowanym przez uczniów Jezusa. Pierwsza i druga generacja chrześcijan.

Czy pierwsze ostrzeżenie Jezusa o tym, że ślepy nie powinien prowadzić ślepego, skierowane jest do liderów wspólnot chrześcijańskich? I na czym miałaby polegać owo ślepota? Czy na tym, że owi liderzy, pasterze będąc niezdolni dostrzec własnych błędów, i niezdolni przyznać się do nich, chcą być przewodnikami innych. Ach, czy swoistym komentarzem do tego fragmentu Ewangelii nie są słowa o. Adama Żaka SJ, który odnosząc się do oskarżeń wobec nieżyjącego ks. prałata Henryka Jankowskiego i całego zamieszania wokół jego pomnika, powiedział nie mniej nie więcej, że w takiej sytuacji potrzeba interwencji instytucji wyższej. Możemy się domyślać, że miał na myśli Watykan (w osobie nuncjusza papieskiego) i, być może, papieża Franciszka. Ale ta deklaracja polskiego jezuity w przełożeniu na góralski znaczy jedno: skoro nie potraficie rządzić, kierować lokalnym Kościołem, to o pomoc musimy prosić instancję wyższą. Nie słyszałem, w ostatnich dziesięcioleciach, bardziej dosadnej opinii na temat pasterzy Kościoła w Polsce. Opinii wyrażonej z otwartą przyłbicą.

Ale cały ten Łukaszowy fragment mówi jedno. W pierwotnych wspólnotach musiało dochodzić do napięć między wiernymi a pasterzami, którym zapewne zarzucano ślepotę i nieporadność. I próbowano w tych konfliktach powoływać się na jakiejś wskazówki Jezusa. Słowa krytyki czy sądy kierowane były zapewne w pierwotnych wspólnotach (podobnie jak w naszych aktualnych) nie tylko pod adresem przełożonych, ale również współbraci. Kontrast, którym posługuje się Jezus (belka i drzazga), pokazuje, że w upomnieniu braterskim nie może chodzić o upokorzenie brata, ale o jego nawrócenie, zbawienie. Trzeba również w tym kontekście zapytać o coś innego: czy udzielając upomnienia bliźniemu, odnosimy się do czegoś, co jest obiektywnym złem i grzechem (przypominam, że do definicji grzechu ciężkiego przynależą trzy kategorie; poważna materia, pełna świadomość i całkowita wolność podmiotu działającego – te dwie ostatnie kategorie znajdują się właściwie poza kontrolą osób trzecich, może spowiednicy mają do nich dostęp?), czy też do czegoś, co w zachowaniu bliźniego sprawia, że zostajemy pozbawieni naszego bezpieczeństwa emocjonalnego, że zostaje naruszony nasz ład i czujemy się z tym źle. Ale czuć się źle, a mieć do czynienia ze złem to nie to samo!

ks. Adam Błyszcz

Nowość absolutna

opublikowane: 24 lut 2019, 08:00 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 24 lut 2019, 08:05 ]

Homilia na V niedzielę zwykłą

27 Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; 28 błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. 29 Jeśli cię kto uderzy w jeden policzek, nadstaw mu i drugi! Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty! 30 Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. 31 Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie! 32 Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. 33 I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. 34 Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyleż samo otrzymać. 35 Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. 36 Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. 37 Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. 38 Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie.
(Łk 6, 27–38)

Już pierwsi komentatorzy Ewangelii Łukasza w powyższych słowach Jezusa, nakazujących miłość nieprzyjaciół, widzieli absolutną nowość chrześcijaństwa. Również nauczyciele żydowscy przyznawali, że tym swoim żądaniem Jezus przekroczył granice etyczne Tory.

Bo przecież Bóg Starego Testamentu jest Bogiem, który nienawidzi swoich wrogów:

Gdy Pan, Bóg twój, wprowadzi cię do ziemi, do której idziesz, aby ją posiąść, usunie liczne narody przed tobą: Chetytów, Girgaszytów, Amorytów, Kananejczyków, Peryzzytów, Chiwwitów i Jebusytów: siedem narodów liczniejszych i potężniejszych od ciebie. 2 Pan, Bóg twój, odda je tobie, a ty je wytępisz, obłożysz je klątwą, nie zawrzesz z nimi przymierza i nie okażesz im litości. 3 Nie będziesz z nimi zawierał małżeństw: ich synowi nie oddasz za małżonkę swojej córki ani nie weźmiesz od nich córki dla swojego syna, 4 gdyż odwiodłaby twojego syna ode Mnie, by służył bogom obcym. Wówczas rozpaliłby się gniew Pana na was, i prędko by was zniszczył. 5 Ale tak im macie uczynić: ołtarze ich zburzycie, ich stele połamiecie, aszery wytniecie, a posągi spalicie ogniem.
(Pwt 7, 1–5)

W Starym Testamencie nie brakuje fragmentów, w których Bóg nawołuje do przemocy wobec niewiernych. Dzisiaj utyskujemy na islam i widzimy w nim religię przemocy, ale nie wolno nam zapominać, że przemoc jest wpisana w każdą z trzech wielkich religii monoteistycznych. Nawet w chrześcijaństwo, bo cóż z tego, że Jezus wezwał nas do miłości nieprzyjaciół, skoro w naszej historii mamy krwawy epizod inkwizycji czy też krwawą ewangelizację obydwóch Ameryk, czy też haniebne milczenie tak wielu chrześcijan wobec zagłady Żydów. Nadto, nasze codzienne doświadczenie, kiedy zostajemy sponiewierani przez naszych wrogów (głupich i małostkowych), mówi nam, że naszym naturalnym odruchem nie jest myśl o przebaczeniu, a odwecie, zemście. Uświadamiamy sobie, że miłość, o której mówi Jezus, nie jest owocem takich czy innych ćwiczeń ascetycznych czy intelektualnych, a ŁASKĄ, która zostaje ofiarowana tym, którzy autentycznie idą za Nim!

Fakt, że mówimy o łasce, nie oznacza bierności wobec zła i niegodziwości. Słowa Jezusa muszą być interpretowane w świetle Jego czynów. Kiedy zamyka się wokół Niego krąg Jego wrogów i jeden z nich bije Go po twarzy, Jezus sprzeciwia się tej przemocy i stawia pytanie:

22 Gdy to powiedział, jeden ze sług obok stojących spoliczkował Jezusa, mówiąc: «Tak odpowiadasz arcykapłanowi?» 23 Odrzekł mu Jezus: «Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?»
(J 18, 22–23)

W tym Jezusowym katalogu rad dla uczniów jest jeszcze coś, co przykuwa naszą uwagę.

Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone.

Słuchamy tych słów i czujemy się jakby w potrzasku, gdyż przecież musimy w życiu podejmować decyzje, a takich wyborów dokonujemy w oparciu o nasz sąd, co jest dobre, a co jest złe. Co za tym Jezus chce powiedzieć, nakazując nam niesądzenie. Trzeba tutaj chyba odwołać się do teologii moralnej, która mówi, że czym innym jest sąd nad sytuacją, a czym innym jest sąd nad człowiekiem, nad osobą podejmującą konkretną decyzję, która może mi się wydawać zła i niegodziwa. Żadnego człowieka nie sposób zredukować do dzieł, które wykonuje lub podejmuje. Nikt z nas (z wyjątkiem Boga) nie posiada wiedzy, świadomości, która pozwoliłyby mu wejrzeć w najgłębsze tajniki serca, sumienia drugiego człowieka. Racje, dla których postępuje tak a nie inaczej, wymykają się mojemu poznaniu. Właśnie dlatego znajduje się on poza moim sądem i to być może także ratuje ocala mojego wroga.

ks. Adam Błyszcz

Kto jest ubogi, a kto bogaty?

opublikowane: 17 lut 2019, 00:29 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 18 lut 2019, 01:05 ]

Homilia na VI niedzielę zwykłą

17 Zeszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu; 20 A On podniósł oczy na swoich uczniów i mówił: «Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże. 21 Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni. Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie. 22 Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: 23 cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom. 24 Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. 25 Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie. 26 Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom.
(Łk 6, 17.20–26)

Pamiętam z czasów dzieciństwa, że przygotowując się do Pierwszej Komunii św. i do bierzmowania, wyposażony byłem w tzw. Mały Katechizm, który zawierał najważniejsze modlitwy, których trzeba było się wyuczyć na pamięć. Wśród nich były także błogosławieństwa (osiem) w wersji Mateuszowej. W świadomości Kościoła mocniej, głębiej zapisane są te przekazane przez Mateusza.

W dzisiejszej liturgii Kościół proponuje nam lekturę błogosławieństw w wersji Łukasza. I on, i Mateusz zaczynają od ubogich, tyle że Mateusz dodaje w duchu, co nadaje tym błogosławieństwom wymiar eschatologiczny. Łukasz wydaje się kłaść nacisk na społeczno-ekonomiczne znaczenie ubóstwa. Takie ujęcie zostaje wzmocnione przez skonfrontowanie błogosławionych ubogich z przeklętymi bogaczami, którzy już odebrali swoją nagrodę.

Byłby to zatem fragment Ewangelii, który skłania nas do pewnej refleksji nad tym, co oznacza bogactwo, a co oznacza ubóstwo (lub jeszcze inaczej; co oznacza być bogatym, a co oznacza być ubogim). I być może nie trzeba aż tak bardzo przejmować się tym (niech wybaczą mi tę indolencję wszyscy uczeni egzegeci), jak poszczególne terminy były rozumiane w czasach Jezusa Chrystusa i na czym polegała siła Jezusowego skojarzenia ubóstwa ze szczęściem (tyle znaczy być błogosławionym), ile raczej spróbować poznać, jaka jest moc tego Słowa w naszym świecie, w którym prawie wszystkie instytucje tworzące nasz świat zachodni zostały rozbite: dogmat płci został poddany krytyce przez teorię gender; rodzina została rozczłonkowana; miasto (ponad 60% mieszkańców Ziemi żyje w miastach, a w roku 2050 ma to być już 80%) stało się azylem dla ludzi ze wsi, którzy weszli doń ze swoją mentalnością wiejską i żyją w paraliżującej anonimowości wydziedziczeni ze swoich tradycji, które nie ułatwiały im lektury świata, w którym się znaleźli. Przypomina to sytuację kogoś, kto nauczył się języka, którym dziś już nikt nie mówi; religia zaś została wypatroszona przez laicką wizję rzeczywistości. Jedyna instytucja, która w tym chaosie się ostała, to rynek, finanse. Prawdziwy moloch.

Według Międzynarodowego Funduszu Monetarnego światowe zadłużenie w 2017 roku wyniosło 233 biliony dolarów, co ponoć oznacza, że każdy mieszkaniec Ziemi jest zadłużony na jakieś 30 tysięcy dolarów. Rynek to idol, bożek, który pożera przyszłość swoich wiernych. Józef Stiglitz, laureat nagrody Nobla w dziedzinie ekonomi z 2001 roku, w swoich analizach dowodzi, że zdecydowana większość bogactwa USA skupiona jest w rękach 1% populacji tego kraju. Oto jawi się przed nami świat podporządkowany bóstwu Rynku – Pieniądza.

Czym skutkuje taki dyktat Rynku, Pieniądza? Jednym z rezultatów takiej dominacji kultu Rynku jest przekonanie, że wszystko ma swoją cenę. Chrześcijaństwo zwykło mówić, że wszystko na swój koszt, co nie jest tym samym. Wystawić cenę oznacza powiedzieć: wszystko można kupić. Dochodzi do tego, że w królestwie Rynku nie istnieją osoby, a służebności. Spustoszenie, które powoduje kult Rynku, jest przerażające. Do tego dodać trzeba klimat iluzoryczności, w jakim żyjemy, gdyż kupujemy nie dlatego, że potrzebujemy, ale po to, aby się pokazać.

Z nostalgią wyglądamy wybawienia od niepewnej przyszłości i przytłaczającej teraźniejszości. Spoglądamy ku Kościołowi, który sam o sobie mówi, że jest sakramentem zbawienia (Lumen Gentium, Konstytucja dogmatyczna o Kościele Soboru Watykańskiego II, punkt 48). Ale te nasze nadzieje związane z Kościołem mogą się okazać płonne, gdyż parafrazując nieco spostrzeżenie angielskiego historyka Arnolda Toynbee, trzeba przyznać, że Kościół na ołtarzu postawił Franciszka, świętego z Asyżu, który poślubił ubóstwo, ale ten sam Kościół bardziej związał się z jego ojcem, bogatym kupcem z Asyżu.

Papież Franciszek od początku swojego pontyfikatu (niebawem minie sześć lat) próbuje reformować Bank Watykański, który zgodnie z regułą iluzoryczności (wprowadzoną przez Rynek) nosi nazwę Instytutu Dzieł Religijnych. Reforma idzie jak po grudzie. Podobnie wygląda to na poziomie każdej kurii diecezjalnej czy prowincjonalnej. Dyktat Rynku, dyktat Pieniądza.

Ks. Adam Błyszcz

Prawdziwe Słowo

opublikowane: 27 sty 2019, 12:37 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 27 sty 2019, 12:39 ]

Homilia na III niedzielę zwykłą

Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, 2 tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. 3 Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, 4 abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono. (…) Potem powrócił Jezus w mocy Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. 15 On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich. 16 Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. 17 Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: 18 Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, 19 abym obwoływał rok łaski od Pana. 20 Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. 21 Począł więc mówić do nich: «Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli».
(Łk 1,1–4; 4, 14–21)

Łukasz chce opowiedzieć historię Jezusa Chrystusa. Ma przed sobą konkretnego człowieka, niejakiego Teofila (nie można wykluczyć, że jest to imię, które symbolizuje kogoś, kto miłuje Boga, człowieka wyczulonego na tajemnicę Boga [1]), ale przyjmijmy tę intuicję Łukasza, że ewangelii nie opowiada się bezimiennemu tłumowi. Opowiada się ją zawsze konkretnej osobie, która wyposażona jest w swoją chwalebną lub haniebną historię, która cieszy się swoją kulturą lub brakiem takowej, która posługuje się swoim kodem egzystencjalnym. Współczesny Kościół znajduje wiele trudności w rozpoznaniu kondycji słuchacza, którego ma przed sobą, i któremu chce przekazać cenne orędzie o Jezusie. Bez rozpoznania, kogo mamy przed sobą, mówiąc o Jezusie, wszelkie wysiłki Kościoła ewangelizowania spełzną na niczym.

Z drugiej strony, Łukasz pisząc Ewangelię dla dostojnego Teofila, jest świadomy, że chce przekazać Słowo Boże, które stało się ciałem. Taki przekaz nie może podlegać manipulacji. To nakłada na Łukasza szczególną odpowiedzialność, stąd wspomina o konieczności wsłuchania się w to, co o Jezusie powiedzieli inni, uprzedzając Łukasza. W ten sposób dowiadujemy się, że Łukasz nie był naocznym świadkiem życia Jezusa (czytając jego Ewangelię odnosimy wrażenie, że nie miał także zbyt dokładnego pojęcia o topografii Ziemi Świętej). To by znaczyło, że i sam Łukasz dotarł do Jezusa dzięki opowieści innych, tych, którzy z Jezusem byli od samego początku. To o tyle ciekawe, że dzisiaj nie brakuje teologów, egzegetów, którzy twierdzą, że ewangelie zostały spisane przez drugą, trzecią generację chrześcijan, a poszczególni redaktorzy ewangelii (mimo przyjętych imion, pewnie dla dodania sobie prestiżu) nie spotkali nigdy Jezusa Chrystusa ziemskiego. Ich wiara zapośredniczona jest w wierze naocznych świadków, którzy zadbali o to, aby opowieść o Jezusie, o Jego słowach i czynach, przekazana została następnym pokoleniom. Zrazu w tradycji ustnej, w przekazie ustnym, a następnie w przekazie spisanym. Okazuje się zatem, że w akt wiary w Boga wpisany jest również akt wiary w człowieka, który przekazuje orędzie, Słowo Boga. To oczywiście rodzi pewien niepokój w naszych sercach, czy mogę wierzyć temu, który mówi mi o Bogu? Czy aby człowiek, który opowiada mi o Bogu, nie chce manipulować moją nadzieją życia wiecznego? Może chce mnie zwieść? Takie podejrzenia rodzą się tam, gdzie zawiedliśmy się na ludzkim słowie. Czy Łukasz należy do takich zawiedzionych i rozczarowanych ludzkim gadaniem? A może takim rozczarowanym jest sam Teofil? I Łukasz, zdając sobie sprawę z tego kodu egzystencjalnego Teofila, próbuje temu zaradzić i dlatego rozpoczyna cały proces pisania, opowiadania od początku. Oczywiście nadając temu również swój osobisty charakter: w dzisiejszym fragmencie Jezus jest pokazany jako oddany współpracownik Ducha Świętego, a nadto motywem dominującym tej Łukaszowej narracji jest temat miłosierdzia. Tylko on opowiada przypowieść o marnotrawnym synu.

Ks. Adam Błyszcz

[1] Cenne i wiele mówiące spostrzeżenie kardynała Ratzingera, który w jednej ze swoich prac teologicznych udowadniał, że wielkim sprzymierzeńcem w dziele ewangelizacji rodzącego się Kościoła nie było to, że zdecydowana większość ówczesnego społeczeństwa była wierząca, religijna, ile to, że ta większość była również większością filozofującą! Być może się mylę, ale na takiego sojusznika w procesie współczesnej reewengelizacji liczyć raczej nie możemy.

Wesele wieloznaczne

opublikowane: 19 sty 2019, 03:53 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 19 sty 2019, 03:55 ]

Homilia na II niedzielę zwykłą

Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. 2 Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. 3 A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». 4 Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?» 5 Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie». 6 Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. 7 Rzekł do nich Jezus: «Napełnijcie stągwie wodą!» I napełnili je aż po brzegi. 8 Potem do nich powiedział: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu!» Oni zaś zanieśli. 9 A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem - nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli - przywołał pana młodego 10 i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory». 11 Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie. 12 Następnie On, Jego Matka, bracia i uczniowie Jego udali się do Kafarnaum, gdzie pozostali kilka dni.
(J 2, 1–12)

Nie tak dawno obchodziliśmy uroczystość Objawienia Pańskiego, Epifanię. To święto narodziło się w nieortodoksyjnych, czyli heretyckich kręgach chrześcijan Aleksandrii Egipskiej, która w pierwszych wiekach była najprężniejszym ośrodkiem rodzącego się Kościoła. Te grupy w jednej celebracji próbowały upamiętnić cztery wydarzenia z życia Jezusa Chrystusa: Jego narodziny w Betlejem, Jego ukazanie się poganom reprezentowanym przez mędrców, Jego chrzest w Jordanie oraz cud w Kanie Galilejskiej. Kościół Zachodni, łaciński rozbił tę pierwotną uroczystość Epifanii na cztery osobne dni: Boże Narodzenie, Epifania – 6 stycznia, pierwsza niedziela po Epifanii – święto Chrztu Pańskiego, a tydzień później w kościołach głosi się ewangelię o cudzie w Kanie Galilejskim.

Na to ostatnie wydarzenie można spojrzeć z różnych punktów widzenia. Można spojrzeć z perspektywy bliskiej naszej współczesnej wrażliwości kategorii użyteczności. Cud wydaje się zupełnie nieużyteczny. To pierwszy cud opowiedziany w Ewangelii św. Jana. W jakimś sensie programowy. Na pewno nie brakowało wokół Jezusa ludzi cierpiących, potrzebujących, dotkniętych cierpieniem, chorobami, nieszczęściem. Ale nikogo z nich nie obdarzył swoją łaską. Udzielił jej dwojgu roztargnionych nowożeńców, którzy nie zadbali zawczasu o odpowiednią ilość wina na swoje wesele. Jak wyliczył Benedykt XVI w swojej książce „Jezus z Nazaretu”, było tego wina ponad 500 litrów. Jaki był pożytek z takiego cudu?

A może, trzymając się intuicji ostatnich papieży (zwłaszcza św. Jana Pawła II i Franciszka), że nie ma ważniejszej kwestii dla współczesnego społeczeństwa i Kościoła niż kwestia małżeństwa i rodziny, to w tym pierwszym cudzie Jezusa w narracji Janowej trzeba byłoby też widzieć Jego troskę o małżeństwo! Jakkolwiek w całej tej scenie ani razu nie mamy z nowożeńcami do czynienia w sposób bezpośredni. Spróbujmy zobaczyć, czy ów tekst mówi nam coś więcej. Przede wszystkim uderza konstrukcja czasu. Jan podkreśla, że wesele ma miejsce pod koniec pierwszego tygodnia publicznej działalności Pana. I tak według tego, co Jan zapisał, w pierwszych czterech dniach Jezus zostaje rozpoznany przez Chrzciciela jako Baranek Boży. To dla Jezusa dobra okazja, aby powołać swoich pierwszych uczniów. Jednym z nich jest Andrzej, który przyprowadza do Pana swojego brata Szymona, zwanego później Piotrem. I ostatecznie czwartego dnia Jezus spotyka Filipa, którego zaprasza do grona uczniów. Ten nie próżnuje i swoim odkryciem dzieli się z Natanaelem. W ciągu tych czterech dni konstytuuje się krąg uczniów, z którego po zmartwychwstaniu Jezusa wyłoni się Kościół. Wygląda to tak, jakby Jan chciał nam opowiedzieć o stworzeniu Kościoła, z całą dynamiką tych powołań (jedni przychodzą powołani bezpośrednio przez Jezusa, inni przychodzą porwani entuzjazmem tych pierwszych). Czy ten pierwszy rozdział Ewangelii Jana jest aluzją do Księgi Rodzaju, która opowiada stworzenie świata?

I tak trzeciego dnia (tutaj wydaje się, że mamy do czynienia z sugestią dopełnienia tygodnia) mowa jest o weselu w Kani Galilejskiej. Może Jan widzi w tym weselu ostateczne spełnienie starotestamentowej zapowiedzi Jahwe, który chciał świętować ze swoim ludem Przymierze:

10 Pan powiedział do Mojżesza: «Idź do ludu i każ im się przygotować na święto dziś i jutro. Niechaj wypiorą swoje szaty 11 i niech będą gotowi na trzeci dzień, bo dnia trzeciego zstąpi Pan na oczach całego ludu na górę Synaj.
(Wj 19, 10-12)

Niewątpliwie liczba trzy nawiązuje do opowieści o zmartwychwstaniu Jezusa, który po śmierci ukazał się trzeciego dnia swoim uczniom! Dla Jana cud w Kanie Galilejskiej jest objawieniem tożsamości Jezusa. Zostaje pokazany jako prawdziwy oblubieniec swojej małej wspólnoty, która z czasem stanie się potężnym Kościołem. Dla Jana Ewangelisty wesele w Kanie Galilejskiej nie jest świętem dwojga roztargnionych młodych ludzi, ale ucztą weselną Jezusa i Jego wspólnoty mesjańskiej, Kościoła.

W tej wspólnocie miejsce szczególne należy się matce Jezusa. W scenie, którą Jan relacjonuje, jej obecność w Kanie niejako poprzedza nadejście samego Jezusa i Jego uczniów. I wobec Niego pełni rolę kogoś, kto sygnalizuje niedostatki. Ktoś kiedyś napisał, że gdyby Kościół, oblubienica Jezusa, potrafił jak Matka Jezusa sygnalizować Panu, że ludzkości czegoś brakuje, nie w tonie oskarżenia, ale współczującą prośbą, która zdaje sobie sprawę, że ten brak jest również czymś, co dotyczy samego Kościoła, to byłaby wielka służba.

ks. Adam Błyszcz

1-10 of 134