• Funkcja Mesjasza Homilia na drugą niedzielę Adwentu Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. 2 Jak jest napisane u proroka Izajasza: Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją ...
    Opublikowane: 9 gru 2017, 07:54 przez: Redakcja JotJotZet
  • Otworzyć oczy Homilia na pierwszą niedzielę adwentu 33 Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. 34 Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił ...
    Opublikowane: 2 gru 2017, 02:04 przez: Redakcja JotJotZet
  • Konkret miłości Homilia na uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata 31 Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. 32 I zgromadzą się ...
    Opublikowane: 25 lis 2017, 13:32 przez: Redakcja JotJotZet
  • Pochwała podejmowania ryzyka Homilia na 33. niedzielę zwykłą 14 Podobnie też jest jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. 15 Jednemu dał ...
    Opublikowane: 18 lis 2017, 10:12 przez: Redakcja JotJotZet
  • Definitywnie zamknięte drzwi Homilia na 32. niedzielę zwykłą Wtedy podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. 2 Pięć z nich było nierozsądnych, a ...
    Opublikowane: 18 lis 2017, 09:57 przez: Redakcja JotJotZet
Wyświetlanie postów 1 - 5 z 67. Zobacz więcej »

Funkcja Mesjasza

opublikowane: 9 gru 2017, 07:53 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 9 gru 2017, 07:54 ]

Homilia na drugą niedzielę Adwentu

Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. 2 Jak jest napisane u proroka Izajasza: Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. 3 Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Dla Niego prostujcie ścieżki! 4 Wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. 5 Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając przy tym swe grzechy. 6 Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym. 7 I tak głosił: «Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. 8 Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym».
(Mk 1, 1–8)

Pierwszym słowem tej najstarszej Ewangelii, napisanej przed rokiem 70, jest słowo początek. Bez wątpienia jest to aluzja do Księgi Rodzaju, która otwiera Stary Testament, a zatem Biblię, a która rozpoczyna się przywołaniem początku, „na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1, 1). Dla ewangelisty Marka opowieść o Jezusie wydaje się być opowieścią o nowym stworzeniu, o nowej historii, która widziana jest jako Dobra wieść, nowina.

Pojawienie się Jana odpowiada słowu prorockiemu Starego Testamentu. Zjawia się, aby obwieścić nadejście Nadchodzącego, aby obwieścić nadejście Mesjasza.

Kim jest Jan? Ascetą, człowiekiem pustyni? Nie zachodzi do możnych tego świata (odrzucą go możni, związani ze światem politycznym, jak i ze światem religijnym), unika także miast i wsi. Żeby go usłyszeć, trzeba wyjść ze swojego świata i udać się na pustynię, do niego. To jest chyba największa różnica między nim a Jezusem. Jezus ze swoim słowem zachodził do ludzkich osiedli. To bardziej on szukał słuchaczy niż oni Jego!

Ale myliłby się ten, kto by myślał, że pustynia, na której przepowiadał Jan, była pustkowiem. Dziś wiemy, że w czasach Jana i Jezusa na pustyni judzkiej działało wiele grup, wspólnot i proroków, którzy przygotowywali się na nadejście Mesjasza.

Sam Jan, tak jak to przedstawia Marek w dzisiejszym fragmencie Ewangelii, nawołuje do przygotowania drogi dla Pana, dla Mesjasza. Żeby było jasne: drogi, którą przejść ma Pan, a nie my. To nie jest droga, którą my mamy pójść do Pana! Tą drogą On chce do nas przyjść. Mimo wyraźnych wymagań moralnych, stawianych człowiekowi, Jan strzeże prymatu miłości i miłosierdzia Boga! To Bóg przychodzi do człowieka, a nie człowiek do Boga. Jedna z najważniejszych książek współczesnego judaizmu, dzieło urodzonego w Polsce Abrahama Joshuy Heschela, nosi tytuł „Bóg szukający człowieka”. To Bóg szuka człowieka i wychodzi mu naprzeciw.

Nadto Jan żąda nawrócenia, przepowiada konieczność powrotu do Pana. Jego życie jest funkcją misji Jezusa. Z chwilą pojawienia się Mesjasza Jan znika ze sceny. Wskazuje na Syna Bożego i kiedy Syn zabiera głos on milknie.

Za mną, po mnie idzie mocniejszy ode mnie…

Przez Adwent przewijają się postaci, których życie i misja podporządkowane są Jezusowi tak dalece, że w Jego świetle (lub cieniu) tracą kontury: Jan i Maryja. Obydwoje istnieją jako funkcja (i tylko jako funkcja) historii Mesjasza. Czy nasze przeznaczenie jest podobne?

ks. Adam Błyszcz

Otworzyć oczy

opublikowane: 2 gru 2017, 02:03 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 2 gru 2017, 02:04 ]

Homilia na pierwszą niedzielę adwentu

33 Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. 34 Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. 35 Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. 36 By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. 37 Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!».
(Mk 13, 33–37)

Rozpoczyna się adwent. Kolejny, nowy rok liturgiczny. Będzie nam w nim (podczas liturgii niedzielnych mszy) towarzyszył święty Marek. Jego ewangelia uważana jest za najstarszą (chociaż nie jest to najstarszy dokument Nowego Testamentu – za taki uchodzi Pierwszy List świętego Pawła do Tesaloniczan).

Dzisiejszy fragment, chociaż nie tak dostojny jak ten Mateuszowy sprzed tygodnia, przedstawia nam nadejście Syna człowieczego na końcu czasów, w Dzień ostateczny, i próbuje nam powiedzieć, w jaki sposób tego nadejścia oczekiwać.

Raz jeszcze wypada podkreślić, że ten Dzień nie przynależy do logiki historii ludzkości. To nie jest tak, że historia człowieka musi zakończyć się Paruzją, nadejściem Pana. Ten dzień wynika z wolności Boga, a nie z logiki historii. To nie oznacza jednak, że nadejście tego dnia, Paruzji nie jest czytelne. Że uważna lektura rzeczywistości pozwala odczytać znaki rychłego Nadejścia Pana!

Pierwszym warunkiem tego odczytania jest czuwanie. Jezus mówi o tym, żeby mieć oczy szeroko otwarte. Tydzień temu obydwie grupy (tak ci, którzy weszli do dziedzictwa Królestwa, jak i ci, którzy zostali potępieni) skarżyły się jednakowo: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym... albo spragnionym… jako przybysza… albo że byłeś nagi.. Kiedy widzieliśmy cię chorego lub w więzieniu... (Mt 25, 37;44).

Oto okazuje się, że pierwszą powinnością chrześcijan, uczniów Chrystusa jest posiadanie otwartych oczu, widzenie. Patrzenie. Ta postawa czujności, czuwania („czuwajcie”), żeby wrócić do świętego Marka, który nas dzisiaj prowadzi, podkreślana w tak krótkim fragmencie aż trzy razy, sprawia, że uświadamiamy sobie, że ta postawa jest czymś fundamentalnym dla chrześcijanina. Ojcowie pustyni widzieli w czujności źródło wszystkich cnót chrześcijańskich.

Wygląda to tak, że żyjemy jakby w czasie naznaczonym nieobecnością Pana. W przypowieści Jezus mówi o tym, że gospodarz wybrał się w podróż i sługom powierzył swoje mienie. Czy w odźwiernym można widzieć figurę biskupa, czy wręcz samego świętego Piotra, pozostaje sprawą sporną. Ta sugestia nieobecności nie pozwalała jednakże chrześcijanom pierwszej czy drugiej generacji mówić o Powrocie Pana. Mówili o Nadejściu Pana.

Co to znaczy czuwać? Jeśli powiązać to z wezwaniem do otwarcia oczu, to wydaje się, że takim podstawowym wymiarem czujności, czuwania jest świadomość tego, kim się jest (uczniem Jezusa) i jakie się ma zobowiązania, powinności tak wobec innych, jak i we wspólnocie uczniów Pana, w Kościele.

ks. Adam Błyszcz

Konkret miłości

opublikowane: 25 lis 2017, 09:33 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 25 lis 2017, 13:32 ]

Homilia na uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata

31 Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. 32 I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych ludzi od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. 33 Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. 34 Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: "Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! 35 Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; 36 byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie". 37 Wówczas zapytają sprawiedliwi: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? 38 Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? 39 Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?" 40 A Król im odpowie: "Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili". 41 Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: "Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! 42 Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; 43 byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie." 44 Wówczas zapytają i ci: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?" 45 Wtedy odpowie im: "Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili". 46 I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego».
(Mt 25, 31–46)

Dotarliśmy do ostatniej niedzieli roku liturgicznego. Od 1925 roku, dzięki inicjatywie papieża Piusa XI, jest to niedziela obchodzona jako uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata. Wyznajemy tego dnia naszą wiarę w to, że Pan nadejdzie u kresu historii i wyda definitywny werdykt o ludzkim dobru i ludzkim złu. I to nadejście (Paruzja) nie należy do istoty historii. Ona ma swój sens i wartość bez względu na to, czy Pan nadejdzie, czy nie! Jego nadejście i definitywność sądu to decyzja, wola Boga Ojca, a nie coś, co przynależy do samej historii.

To dosyć istotne, gdyż my chrześcijanie musimy przyznać się do dwóch spraw. Pierwsza, paruzja – dzień nadejścia była czymś, co niepokoiło chrześcijan pierwszej, drugiej generacji. Tak dalece, że niektórzy z nich przekonani, że Pan nadejdzie lada moment, nie chcieli pracować. Byli pewnie przekonani, że nie ma sensu angażować się w jakikolwiek projekt ludzki, skoro Pan jest u drzwi. To tak bardzo irytowało świętego Pawła, że zwolennikom takich poglądów napisał, że kto nie pracuje, to niech też nie je (por. 2 Tes 3, 10).

A druga, w przeciwieństwie do tych pierwszych generacji chrześcijan, to fakt, że nie jesteśmy zbytnio przejęci tym ponownym, ostatecznym nadejściem Pana. To nie jest tak, że budzimy się z myślą, że dzisiaj będzie dzień ostateczny. Paruzja. Nie! Więc dobrze, że raz w tygodniu, podczas Eucharystii niedzielnej wyznajemy, że „powtórnie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych, a Królestwu Jego nie będzie końca”. Przynajmniej tak trwamy w tej pierwotnej wierze Kościoła, że ostatecznym horyzontem naszej nadziei, naszego oczekiwania jest Dzień Pana, a nie nasza śmierć!

Ten dzień sądu, spektakularny i podniosły, polega przede wszystkim na oddzieleniu owiec od kozłów. Tym właśnie charakteryzuje się ten dzień. To dzień rozdzielenia. Dobrze pamiętamy przypowieść Jezusa z trzynastego rozdziału Ewangelii Mateusza:

24 Inną przypowieść im przedłożył: «Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swej roli. 25 Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. 26 A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. 27 Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: "Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?" 28 Odpowiedział im: "Nieprzyjazny człowiek to sprawił". Rzekli mu słudzy: "Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?" 29 A on im odrzekł: "Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. 30 Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza"».
(Mt 13, 24–30)

Dopóki nie nadejdzie ten dzień, nie wolno rozdzielać. Dopiero tego dnia dojdzie do podziału, do sądu. I natychmiast pytamy o kryteria tego sądu. Na jakiej podstawie człowiek będzie sądzony?

Sugestia Jezusa opowiadającego tę przypowieść o Sądzie Ostatecznym może zdumiewać czy wręcz szokować. Gdyż tym kryterium nie jest kult Boga (kwesta „chodzenia” lub „niechodzenia” do kościoła) ani nawet człowiecza ułomność przywierająca do naszych namiętności, którym ulegamy i które nami powodują, prowadząc częstokroć do opłakanych sytuacji. Nie. Trzeba byłoby powiedzieć tak: nie żeby to nie były grzechy, zło, ale w ostatecznym rozrachunku nie decydują o losie wiecznym człowieka. Brzmi to świętokradczo, ale taka wydaje się sugestia Opowiadającego.

Kryterium sądu jest natomiast miłość okazana potrzebującym. Zbawienie decyduje się w relacji do drugiego człowieka. To zbawienie nie decyduje się w sanktuarium, w przestrzeni kultu, ono rozgrywa się między dwoma ciałami, w spojrzeniu oczu, które szukają spojrzenia drugiego. Miłość, o której mówi Jezus, a która stanowi osnowę sądu, jest konkretna. To nie kwestia sentymentów czy deklaracji werbalnych. To konkret.

Kryterium sądu to nie jedyne zaskoczenie tej Jezusowej opowieści. Zdumiewa także fakt, że ani ci nagrodzeni, ani ci potępieni nie zorientowali się, że coś uczynili albo czegoś nie uczynili samu Królowi. Być może Jezus chciał przez to powiedzieć, że złość lub dobroć jakiegoś ludzkiego czynu nie bierze się z jego odniesienia do Boga, którego się nie widzi, ale z odniesienia do człowieka, którego się widzi i którego można dotknąć.

Ten fragment ewangelii to piękne słowo, piękna nauka dla tych, którym wydaje się, że mogą, potrafią kochać Boga, którego nie widzą, gardząc bliźnim, którego mają na wyciągnięcie ręki.

ks. Adam Błyszcz

Pochwała podejmowania ryzyka

opublikowane: 18 lis 2017, 10:05 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 18 lis 2017, 10:12 ]

Homilia na 33. niedzielę zwykłą

14 Podobnie też jest jak z pewnym człowiekiem, który mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. 15 Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz 16 ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. 17 Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. 18 Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. 19 Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. 20 Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: "Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem". 21 Rzekł mu pan: "Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!" 22 Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: "Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem". 23 Rzekł mu pan: "Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!" 24 Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: "Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. 25 Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność!" 26 Odrzekł mu pan jego: "Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. 27 Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. 28 Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. 29 Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. 30 A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz - w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów".
(Mt 25, 14–30)

Czy na pierwszy rzut oka ta przypowieść nie przypomina nam świata współczesnego, w którym trwa nieustanny wyścig szczurów i wszyscy zorientowani są na sukces (zwłaszcza ten ekonomiczny) i na zyski? Wszyscy i wszystko musi przynosić, pomnażać zysk i jeśli jest inaczej to wszystko i wszyscy pozbawieni są wartości i sensu. Nie ulega wątpliwości, że podobna mentalność obecna jest także w Kościele, że również w Kościele – sukces i pieniądz wydają się mieć decydujący głos. Przykładów jest bez liku. Czyżby Jezus Chrystus swoją przypowieścią chciał legitymizować taki porządek rzeczy?

A może jest jednak tak, że w kontekście jakiejś sugerowanej nieobecności Pana – wyruszył On w podróż i Jego nadejście, Jego powrót się opóźnia; że Jezus, opowiadając tę historię, chce skłonić swoich uczniów do czujności, do czuwania i orientuje ich ku przyszłości.

Pan, wyruszając w podróż, obdarza swoich podwładnych, swoje sługi talentami. Talent to przede wszystkim jednostka wagi. Ale był także jednostką monetarną. W jednym talencie mieściło się sześć tysięcy drachm (denarów) i tutaj trzeba pamiętać, że denar w czasach Jezusa był wynagrodzeniem za cały dzień pracy robotnika – najemnika rolnego. Talent to zatem pokaźna kwota pieniędzy. Jest znakiem zaufania powierzyć swoje dobra drugiemu człowiekowi. Przecież może zawieść! Może oszukać lub okraść!

Mamy chyba prawo zapytać, jak interpretować ów talent, ów dar. Co się kryje pod symbolem tych pieniędzy, tych dóbr. Święty Ireneusz z Lyonu widzi w talencie życie, którym Bóg obdarza człowieka. I właściwie od razu uświadamiamy sobie, jak wielką wzgardą we współczesnym świecie poranione, upokorzone jest ludzkie życie. Wcale nie trzeba myśleć o zbrodniczych systemach, które zbudowały GUŁagi czy obozy koncentracyjne. Wystarczy popatrzeć na ulice naszych miast i do wnętrz naszych domów, żeby odkryć, jak marnotrawione jest ludzkie życie. Porzucone dzieci, odrzuceni starcy.

Inni Ojcowie Kościoła w tych talentach widzieli Słowo Boże, które Pan powierzył swoim uczniom, apostołom. Inni mówili natomiast o łasce. Wszystko to miało procentować i przynosić zysk. Oczywiście w rozumieniu Ojców Kościoła w porządku duchowym, a nie materialnym czy finansowym.

Po długim czasie – kolejna aluzja do Paruzji (czyli Dnia Ostatecznego, w którym ponownie w swojej chwale objawić się miał Chrystus Pan), która się opóźnia. Wygląda to tak, jakby Pan nie chciał wrócić. Możemy sobie tylko wyobrażać, jakie emocje to opóźnienie musiało wywoływać w wspólnotach zakładanych przez apostołów, którzy tę Paruzję zapowiadali. Rozczarowanie? Zwątpienie? Ci pierwsi chrześcijanie targani wątpliwościami nie przestawali pytać: kiedy nadejdzie Chrystus? Jak się objawi? Dlaczego jeszcze się nie zjawił?

Wróćmy do przypowieści. Dwaj słudzy, którzy pomnożyli dobra Pana, bo działali według osobistych zdolności, zostają wynagrodzeni. Trzeci sługa natomiast (on wydaje się być prawdziwym bohaterem tej przypowieści, gdyż wyraźnie odstaje od postawy dwóch swoich współsług i od oczekiwań, nadziei Pana) pokazuje myślenie, które go sparaliżowało. Objawia fałszywy obraz Pana, który sobie stworzył na usprawiedliwienie swojej bierności, na usprawiedliwienie decyzji nieryzykowania. Zarzut Pana byłby zatem następujący: sługo gnuśny, nie miałeś troski o dobro, które Ci powierzyłem, i które przyjąłeś, dając tym samym znak, że będziesz się o nie troszczył i je pomnażał.

Dobrze wiemy, że łatwiej, prościej jest pogrzebać dary Boga niż dzielić je z innymi; łatwiej okopać się na ustalonych pozycjach i żyć nostalgią przeszłości niż iść ku przyszłości i odkrywać nowe skarby; prościej jest oczernić bliźniego niż okazać mu współczujące miłosierdzie. Przypowieść, która jest pochwałą tych, którzy podejmują ryzyko, i naganą tych, którzy nie uczynili nic złego, co gorsza nic nie zrobili. I jak nie wspomnieć prorockich słów naszego Ojca Świętego, biskupa Rzymu, Franciszka: „mam nadzieję, że wszystkie wspólnoty znajdą sposób na podjęcie odpowiednich kroków, aby podążać drogą duszpasterskiego i misyjnego nawrócenia, które nie może pozostawić rzeczy w takim stanie, w jakim są” (Evangelii Gaudium, 25).

ks. Adam Błyszcz

Definitywnie zamknięte drzwi

opublikowane: 11 lis 2017, 09:02 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 18 lis 2017, 09:57 ]

Homilia na 32. niedzielę zwykłą

Wtedy podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. 2 Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. 3 Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. 4 Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. 5 Gdy się pan młody opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. 6 Lecz o północy rozległo się wołanie: "Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!" 7 Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. 8 A nierozsądne rzekły do roztropnych: "Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną". 9 Odpowiedziały roztropne: "Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie!" 10 Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. 11 W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: "Panie, panie, otwórz nam!" 12 Lecz on odpowiedział: "Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was". 13 Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.
(Mt 25, 1–13)

Zbliża się powoli zakończenie roku liturgicznego. Jeszcze dwa tygodnie, a zamkniemy cały ten cykl celebracji niedzielnych, podczas których czytaliśmy Ewangelię św. Mateusza.

W dzisiejszym fragmencie Ewangelii Królestwo Boże przyrównane jest do dziesięciu dziewic, z których pięć jest mądrych, pięć zaś głupich. Przypowieść Jezusa przywołuje małżeńskie zwyczaje Żydów Jego czasów: dzień przed zaślubinami, w wigilię uroczystości narzeczony razem ze swoimi przyjaciółmi udawał się do domu swojej narzeczonej, która oczekiwała go razem ze swoimi przyjaciółkami. Wczytując się w Jezusową przypowieść, zauważamy pewne modyfikacje, żeby nie powiedzieć udziwnienia. I tak: śladu nie ma po narzeczonej; sam narzeczony zamiast o zachodzie zjawia się po północy i o tej porze część druhen ma iść kupować oliwę do swoich lamp!

Te celowe zmiany sprawiają, że punkt ciężkości całej przypowieści zostaje ulokowany gdzie indziej. Chodzi nie tyle o samo czekanie na narzeczonego, ile na czekanie w sytuacji opóźniającego się nadejścia narzeczonego.

Rzecz, którą my chrześcijanie XXI wieku raczej nie rozumiemy. Otóż pierwsza i druga generacja uczniów Jezusa (do tej generacji należał Mateusz ewangelista i Paweł apostoł, autor listu do Tesaloniczan – to najstarsze pismo Nowego Testamentu) głęboko wierzyła w rychłe nadejście, powrót Jezusa Chrystusa. To oczekiwanie w młodym Kościele w Tesalonikach właśnie doprowadziło do niemałych napięć. Część z tamtejszych chrześcijan przestała pracować, tłumacząc to tym, że skoro lada dzień na wrócić Pan, nie ma sensu angażować się w jakiekolwiek sprawy tego świata. Spotkało się to z ostrą krytyką ze strony Pawła apostoła: Kto nie chce pracować niech też nie je! (por. 2 Tes 3, 10).

Czy my dzisiaj czekamy na powrót Jezusa Chrystusa, Pana historii i wszechświata? Czy też może jest tak, że to zupełnie umknęło naszej uwadze i naszej wrażliwości. I nie ma żadnego znaczenia dla naszej duchowości!?

Czuwanie, czekanie na narzeczonego, który się spóźnia. O jakim to czuwaniu Jezus mówi, skoro w Jego przypowieści wszystkie panny, dziewice zasypiają! Na czym polega różnica między mądrymi a głupimi, skoro wszystkie zasypiają jednakim snem?! Czy ta piątka mądrych panien nie grzeszy czasem egoizmem, odmawiając w takiej krańcowej sytuacji pomocy piątce dziewic, które spały tak samo twardym snem i po przebudzeniu spostrzegły, że brakuje im oliwy w lampach?

Chyba nie. Przypowieść jest tak skonstruowana, żeby podkreślić odpowiedzialność każdej osoby. Odpowiedzialność, która nacechowana jest jakąś skrajną samotnością. Nikt nie może pomóc, nikt nie może wyręczyć. Oczywiście stwarza to jakąś nieporadność, niedogodność dla współczesnego Kościoła, który mocno optuje na rzecz modlitwy za tych, co już przed Panem historii stoją w jakiejś perspektywie definitywności. Bo, jak mówi Jezus, drzwi zostały zamknięte. I wobec tego faktu pięć dziewic głupich pozostaje na zewnątrz, podejmuje nieśmiałą próbę dostania się na weselną ucztę.

W ewangeliach nie brakuje fragmentów, w których te próby są o wiele bardziej natarczywe. Jak chociażby ta historia opowiedziana przez Jezusa w siódmym rozdziale u Mateusza:

21 Nie każdy, który Mi mówi: "Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. 22 Wielu powie Mi w owym dniu: "Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?"
(Mt 7, 21–22)

O co zatem chodzi w tej definitywnej rozgrywce dotyczącej niepodważalnej wspólnoty z Panem? Nie chodzi o jakąś spektakularność cudów, a o spełnienie woli Ojca. Tę wolę Ojca również objawia Jezus i to najprawdopodobniej jest ową oliwą w lampach czuwających:

13 Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników».
(Mt 9, 13)

ks. Adam Błyszcz

Między sanktuarium a gabinetem kosmetologicznym

opublikowane: 4 lis 2017, 14:16 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 6 lis 2017, 01:11 ]

Homilia na 31. niedzielę zwykłą

Wówczas przemówił Jezus do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: 2 «Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. 3 Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. 4 Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. 5 Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. 6 Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. 7 Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. 8 Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. 9 Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. 10 Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. 11 Największy z was niech będzie waszym sługą. 12 Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony.
(Mt 23, 1–12)

Jezus atakuje prawowitych pasterzy swojego ludu. Byli uznanymi autorytetami, ekspertami od wiążącej interpretacji Słowa Bożego. Funkcjonowali (lub chcieli funkcjonować) jako wzorce do naśladowania. Aż korci, aby postawić pytanie, czy krytykę Jezusa można widzieć tylko w odniesieniu do judaizmu i liderów Jego ludu. Czy też Jezus piętnuje wady i uchybienia, które towarzyszą każdej religii i można je rozpoznać także u pasterzy chrześcijaństwa, czy mówiąc wprost u pasterzy Kościoła rzymskokatolickiego.

Główny zarzut Jezusa polega na tym, że pasterze nie przestrzegają tego, czego sami nauczają, co sami interpretują. To zarzut hipokryzji, obłudy! Nie jedyny, gdyż Jezus powiada o pasterzach swojego ludu, że „wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą”.

Mam wrażenie, że Jezusowi udaje się uchwycić pewien mechanizm obróbki, manipulacji religijnej. Otóż uczeni w Prawie, doktorzy Słowa, interpretując Słowo, prowadzą do wytworzenia przykazania, które ma strzec Słowa i prowadzić ku głębszemu rozumieniu słowa. Z czasem jednak przykazanie staje się czymś, co przysłania Słowo, przygłusza Słowo. Czy to choroba tylko judaizmu czasów Jezusa, czy także chrześcijaństwa?

Jezus, krytykując swoich przeciwników, próbuje zdemaskować ich intencje. Wszystko, co czynią, czynią, aby się ludziom przypodobać. Mamy do czynienia z jakimś ekshibicjonizmem religijnym, w którym doświadczenie Boga podporządkowane jest jakimś antropologicznym projektom! Jakim? Można stworzyć litanię takich celów, którym zostaje podporządkowane doświadczenie religijne, ale wydaje się, że te najważniejsze sprowadzają się do trzech:
  • władza nad drugim człowiekiem;
  • posiadanie – spieniężenie;
  • swoista kosmetologia – na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie ma to większego znaczenia, ale daje do myślenia fakt, jak wielką wagę wielu duchownych przywiązuje do koloru swoich szat. Jak często zdarza się, że ten czy ów biskup, rozmawiając, bez ustanku poprawia pierścień biskupi lub gładzi krzyż zawieszony na sutannie. Zdaje się to funkcjonować w przestrzeni jakiejś kobiecej, zniewieściałej biżuterii niż znaków mających naprowadzić na tajemnicę.
Na koniec zapytajmy o intencje Jezusa krytykującego owych pasterzy. Czy on ich krytykuje, obnaża, demaskuje, aby ich potępić, czy też po to, aby ich otrzeźwić, naprowadzić na nowo na Słowo, które daje życie i nie pozwala żyć w iluzji?

ks. Adam Błyszcz

Wszystko inne to komentarz

opublikowane: 28 paź 2017, 09:54 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 28 paź 2017, 09:56 ]

Homilia na 30. niedzielę zwykłą

34 Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, 35 a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał Go, wystawiając Go na próbę: 36 «Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?» 37 On mu odpowiedział: «Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. 38 To jest największe i pierwsze przykazanie. 39 Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego.
(Mt 22, 34–39)


To już trzecie spięcie między Jezusem a jego przeciwnikami, które zostaje opowiedziane w liturgii tych ostatnich niedziel. Wcześniej Jezus spierał się z arcykapłanami (ludźmi związanymi z sanktuarium jerozolimskim). Teraz natomiast naprzeciw niego stają faryzeusze, o których my mamy jak najgorsze zdanie, ale którzy tacy źli nie byli. Lud ich raczej szanował. Ot, patrzymy na nich przez pryzmat kilku, kilkunastu scen opowiedzianych przez autorów Nowego Testamentu, które stawiają te postaci w niekorzystnym świetle. To trochę tak, jakbyśmy na księży patrzyli wyłącznie przez pryzmat prasowych doniesień kronik policyjnych. A może nie są tacy źli?

Sercem sporu jest pytanie o najważniejsze przykazanie Prawa żydowskiego. Kwestia, która niepokoiła judaizm czasów Jezusa Chrystusa. Refleks tego niepokoju znajdujemy kilka razy na kartach Ewangelii. Nie tylko w pytaniu: które przykazanie jest największe, ale także w pytaniu: co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne.

W czym problem? Jest naszym błędem myślenie, że Prawo żydowskie sprowadzało się do Dziesięciu Słów (Dekalogu). Natomiast w Prawie (Tora – Pięcioksiąg) było 613 przykazań, których wierne przestrzeganie miało leżeć pobożnemu Żydowi na sercu. I miało mu gwarantować zbawienie. Stąd też pytanie: w tym gąszczu zakazów i nakazów, co jest najważniejsze? Odpowiedź Jezusa nie jest przypadkowa. Jak każdy prawdziwy, autentyczny nauczyciel odwołuje się do zasadniczego tekstu Prawa – Tory:

4 Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem - Panem jedynym. 5 Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. 6 Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. 7 Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu. 8 Przywiążesz je do twojej ręki jako znak. Niech one ci będą ozdobą przed oczami. 9 Wypisz je na odrzwiach swojego domu i na twoich bramach.
(Pwt 6, 4–9)

Fragment ten nosi tytuł Szma Israel (słuchaj Izraelu) i był recytowany, rano i wieczór każdego dnia przez pobożnych Żydów. Wyznanie wiary!

Sugestia Jezusa wydaje się oczywista (i jakby pomija nieczyste intencje pytającego – nie mają one znaczenia dla Jezusa): odpowiedź nie przychodzi z naszych intelektualnych poszukiwań i prowadzonej refleksji. Odpowiedź rodzi się ze słuchania. Słowa Bożego. Musimy bowiem pamiętać, że pragnienie kochania Boga może prowadzić nas ku rzeczywistości, którą nazywamy Bogiem, a która Bogiem nie jest. Jest jakimś idolem, bożkiem, czymś stworzonym na obraz i podobieństwo człowieka.

Słuchając Jego Słowa, odnawiając w sobie postawę kogoś, kto przyjmuje Jego Słowo, zdobywamy się na wysiłek odrzucenia boskich obrazów, wizerunków uczynionych naszymi rękami. Dopiero wtedy On odsłania przed nami swoje Boskie oblicze, które nas miłuje! W tę czynność słuchania jest także wpisane poznanie, że jest się kochanym w sposób niezasłużony i bezwarunkowy. A zatem odpowiedzią na takie słowo Boga jest miłość człowieka. Myśmy uwierzyli miłości… napisze autor pierwszego Listu św. Jana (por. 1 J 4, 16).

Z tego naszego odkrycia bycia kochanym wypływa świadomość powinności kochania bliźniego. Ta miłość bliźniego nigdy nie jest teoretyczna – rozlana jakby na całą ludzkość. Za każdym razem stajemy przed konkretnym człowiekiem, o konkretnej twarzy, i za każdym razem z wielką inteligencją, która nie ma nic wspólnego z dyplomami i wielką kreatywnością, musimy odpowiadać na ten apel miłości bliźniego. I tak schodzi się w nauczaniu Jezusa Chrystusa przekonanie, że człowiek wsłuchany (wsłuchujący się) w słowo Boga odkrywa, że jest przez Niego kochany, co rodzi impuls ku miłowaniu Boga, a stąd już tylko krok do miłości bliźniego. Wszystko inne jest tylko komentarzem.

ks. Adam Błyszcz CR

Szelmowski uśmiech Jezusa

opublikowane: 21 paź 2017, 03:14 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 28 paź 2017, 09:42 ]

Homilia na 29. niedzielę zwykłą

Wtedy faryzeusze odeszli i naradzali się, jak by podchwycić Go w mowie. 16 Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby Mu powiedzieli: «Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz. Na nikim Ci też nie zależy, bo nie oglądasz się na osobę ludzką. 17 Powiedz nam więc, jak Ci się zdaje? Czy wolno płacić podatek Cezarowi, czy nie?» 18 Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: «Czemu Mnie wystawiacie na próbę, obłudnicy? 19 Pokażcie Mi monetę podatkową!» Przynieśli Mu denara. 20 On ich zapytał: «Czyj jest ten obraz i napis?» 21 Odpowiedzieli: «Cezara». Wówczas rzekł do nich: «Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga». 22 Gdy to usłyszeli, zmieszali się i zostawiwszy Go, odeszli.
(Mt 22, 15–23)

Nic tak nie jednoczy jak wspólny wróg. Oto naprzeciw Jezusa, wspólnego wroga, stają zjednoczone dwie żydowskie grupy, które za sobą nie przepadały: herodianie (zwolennicy Heroda, króla Judei, którego mianowali Rzymianie i którzy kolaborowali z rzymskim okupantem a zatem opowiadali się za płaceniem podatków na rzecz cesarza) oraz faryzeusze, którzy nawet jeśli nie opowiadali się za zbrojnym oporem wobec Rzymu to w większości byli przeciwnikami składania jakichkolwiek podatków opłat na rzecz pogańskiego okupanta.

Mimo dzielących ich różnic zgodnie zadają podchwytliwe pytanie temu, którego nienawidzą: „czy wolno, czy trzeba płacić podatek Cezarowi?".

Pytanie ma być pułapką.

Jeśli Jezus odpowie, że nie będzie można go oskarżyć przez władzami rzymskimi o bunt przeciwko władzy Cezara. Oskarżenie tym bardziej zasadne, że wśród uczniów Jezusa znajdował się Szymon Gorliwy, sympatyk rewolucyjnego (lub używając współczesnej terminologii terrorystycznego) ugrupowania zelotów, walczących z rzymskim okupantem.

Jeśli Jezus odpowie tak będzie Go można zdyskredytować w oczach prostych ludzi, którzy niechętnie odnosili się do rzymskiej okupacji i faktu cesarskiego podatku.

Jezus jest świadom tej pułapki tak samo jak jest świadom prawdziwych intencji tych, którzy pytają. Dlatego też bez ogródek mówi o ich obłudzie. A następnie chce widzieć denar i pyta o wizerunek umieszczony na nim. Ale to przecież wie, bo nie sposób, aby mężczyzna prawie czterdziestoletni nie widział w tamtych czasach denara. Może w ten sposób chce zyskać na czasie. A może chce powiedzieć, coś na temat ślepoty swoich przeciwników. Tak jakby chciał powiedzieć, że odpowiedź jest w zasięgu waszych oczu i waszych rąk.

Na denarze był wizerunek Cezara – już to musiało ranić żydowską wrażliwość, która była zbudowana, między innym, na biblijnym zakazie czynienia podobizn zwierząt, ludzi i Boga:

Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! 5 Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył, ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym…
(Wj 20, 4–5)

Jeszcze bardziej musiał boleć, irytować napis widniejący na tej monecie: "Tyberiusz Cezar, syn boskiego Augusta, boski”. Jakaż to uzurpacja, aby człowiek czynił się Bogiem, aby człowiek – swoje dzieło – cesarstwo / państwo – chciał uczynić bóstwem?!

Co oznacza zdawkowa odpowiedź Jezusa Chrystusa, żeby oddać cesarzowi to, co należy do cesarza, zaś Bogu to, co należy do Boga?

Mam takie wrażenie, jakby Jezus już nieco spokojniejszy, z takim szelmowskim uśmiechem i puszczając oko do tych swoich pobożnych a obłudnych przeciwników (bo doskonale wiemy, że pobożność obłudzie nie przeszkadza, więcej w niektórych okolicznościach nawet ją wzmaga) zdaje się mówić: dajcie spokój, przecież dobrze wiemy, że cezar, imperium, państwo żadnym bóstwem ani Bogiem nie jest! Między nimi a Jahwe żadnej symetrii nie ma. To rzeczywistości nie porównywalne.

Ta dysproporcja między cezarem a Bogiem jest aktualna do dzisiaj!

Cóż należy do cezara / imperium / państwa? Drogi? Szpitale? Szkoły? Skoro z nich korzystacie to je z podatków utrzymajcie!

Cóż należy do Boga? Człowiek noszący w sobie podobiznę Boga!

Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę.
(Rdz 1, 27)

Do Boga należy człowiek i jego sumienie!

Dramat rozpoczyna się dopiero wtedy kiedy cezar chce zająć miejsce Boga i wyciąga łapczywe łapy po człowieka i jego sumienie. Denar nosi znamię cezara i należy do cezara, ale człowiecze sumienie nosi znamię Boga i należy do Boga.

ks. Adam Błyszcz

Bankiet

opublikowane: 15 paź 2017, 05:39 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 15 paź 2017, 05:39 ]

Homilia na 28. niedzielę zwykłą

A Jezus znowu w przypowieściach mówił do nich: 2 «Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. 3 Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. 4 Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: "Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę: woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!" 5 Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, 6 a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy ich, pozabijali. 7 Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. 8 Wtedy rzekł swoim sługom: "Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. 9 Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie". 10 Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami. 11 Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój weselny. 12 Rzekł do niego: "Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego?" Lecz on oniemiał. 13 Wtedy król rzekł sługom: "Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów". 14 Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych».
(Mt 22, 1–15)

Kolejna, trzecia już niedziela, podczas której czytamy ociekającą krwią przypowieść skierowaną przeciwko religijnym liderom ówczesnego Izraela. Przypomnijmy, dwa tygodnie temu wysłuchaliśmy przypowieści o dwóch synach przynaglonych do pracy w winnicy. Tydzień temu natomiast o właścicielu winnicy, który został sponiewierany przez zbrodniczych dzierżawców: zabili posłanych służących i ostatecznie podnieśli rękę na Syna. Dzisiaj natomiast słyszymy opowieść o królu, który dla swojego syna przygotował bankiet weselny, wielką ucztę.

Zważywszy, że słuchaczami Jezusa byli religijni liderzy Narodu Wybranego, z łatwością mogli powiązać te słowa z przepowiednią proroka Izajasza:

6 Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. 7 Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarz wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody; 8 raz na zawsze zniszczy śmierć. Wtedy Pan Bóg otrze łzy z każdego oblicza, odejmie hańbę od swego ludu na całej ziemi, bo Pan przyrzekł. 9 I powiedzą w owym dniu: Oto nasz Bóg, Ten, któremuśmy zaufali, że nas wybawi; oto Pan, w którym złożyliśmy naszą ufność: cieszmy się i radujmy z Jego zbawienia!
(Iz 25, 6–9)

Jezus zaś nie ukrywał, że owym synem jest On sam (por. Mt 9, 15). Ojciec – Król (te dwa obrazy schodzą się w tych trzech przypowieściach) zatem przygotował ucztę i chciał zwołać zaproszonych gości. Pierwsza próba się nie powiodła. Ale król się nie poddaje. Ponawia swoje zaproszenie, swoje wezwanie. Za drugim razem Jezus w swojej opowieści zdradza motywacje odmawiających: pole i kupiectwo. Te dwa obrazy pewnie nie wyczerpują wszystkich powodów, dla których zostaje odrzucone zaproszenie na przyjęcie weselne. Ale każdy z nas – o ile przygotowywał jakiekolwiek przyjęcie – wie, jak boli nieobecność kogoś z zaproszonych gości.

Druga odmowa, pod byle jakimi pretekstami (o innych możemy jedynie dywagować mając na względzie, że te trzy przypowieści znajdują się według św. Mateusza na końcu publicznej działalności Jezusa, więc powodów, dla których ludzie i duchowieństwo Izraela, odrzucają jego nauczanie jest znacznie więcej) budzi gniew Króla. I jak powiada Jezus: Król posyła swoje wojska, aby wytraciły tych nikczemnych zabójców, a ich miasto spaliły (zastanawia nas oczywiście, czy to jakaś aluzja do zniszczenia Jerozolimy w 70 roku przez legiony rzymskie, co w niektórych kręgach chrześcijaństwa I wieku było interpretowane jako kara Boża na Żydów za odrzucenie Jezusa Chrystusa – tyle tylko, że taka interpretacja zamknęłaby nas w przeszłości bez możliwości aktualizacji).

Wielu z nas pewnie gorszy postawa Króla, ale być może pod obrazem tego okrucieństwa kryje się coś, czego Jezus nie potrafił inaczej wyrazić (zgodnie z mentalnością swojego czasu i swojego ludu), że przyjęcie / lub odrzucenie zaproszenia ze strony Ojca Króla jest kwestią życia i śmierci. Można prowadzić dyskurs akademicki i mówić, że coś jest egzystencjalnie ważne, ale można także powiedzieć to samo, używając obrazów, które bardziej angażują wyobraźnię niż rozum.

Zaproszeni goście przepadli, ale Ojciec Król nie rezygnuje. Każe na ucztę zaprosić przypadkowych ludzi, których jego słudzy znajdą gdzieś na opłotkach świata: dobrych i złych (kategoria etyczna). I znowu zastanawiamy się, czy to jakaś aluzja do rodzącego się Kościoła wśród pogan, który w I wieku powstaje po części dlatego, że Żydzi nie chcą przyjąć orędzia Jezusa. Czy tymi ludźmi z opłotków byliby właśnie poganie?

Ale i ten obraz przynosi nam pewną zagadkę. Otóż na sali pojawia się człowiek, który jest niewłaściwie ubrany. Chciałoby się powiedzieć, że z kategorii etycznej (dobrzy i źli) przechodzimy na kategorię estetyczną (źle wyglądający, niewłaściwie ubrany). Pytamy się: skoro wzięli go z drogi, jak miał być ubrany weselnie? Kto z nas na zakupy chodzi w smokingu?

Otóż w epoce Jezusa był zwyczaj, że zaproszeni na ucztę, przy wejściu na salę otrzymywali w prezencie białą szatę, biały szal. A zatem wyglądało to tak, że temu przypadkowemu gościowi przy wejściu na salę zapewne zaproponowano tę szatę, ale z jakichś powodów tylko jemu znanych odrzucił tę propozycję. Również on ponosi straszne konsekwencje swojej odmowy.

Ta przypowieść rozpisana jest między dwoma biegunami: pierwszy – boski: że wszystko to łaska, prezent. Darmo dany. Drugi biegun – człowieczy to wolność i świadomość, że nasza postawa wobec tego daru to kwestia życia i śmierci.

ks. Adam Błyszcz

Nieobecny

opublikowane: 7 paź 2017, 05:36 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 7 paź 2017, 05:38 ]

Homilia na 27. niedzielę zwykłą

33 Posłuchajcie innej przypowieści! Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. 34 Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. 35 Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. 36 Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. 37 W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. 38 Lecz rolnicy zobaczywszy syna mówili do siebie: "To jest dziedzic; chodźcie zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo". 39 Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. 40 Kiedy więc właściciel winnicy przyjdzie, co uczyni z owymi rolnikami?» 41 Rzekli Mu: «Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze». 42 Jezus im rzekł: «Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: Właśnie ten kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach. 43 Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce.
(Mt 21, 33–43)

Chciałbym dzisiaj zwrócić uwagę na kształtowanie przestrzeni w tej przypowieści skierowanej do (lub: przeciw) arcykapłanów i żydowskiej starszyzny. Zaznaczam przy tym, że w tej opowieści nie jest to wątek ani dominujący ani najważniejszy. O wiele więcej byłoby do powiedzenia w świetle tej przypowieści na temat wzajemnych relacji między judaizmem a Kościołem, ale my spróbujmy zatrzymać się na stworzonej przez Jezusa przestrzeni.

Jej pierwszy rys pojawia się kiedy dowiadujemy się od Jezusa, że właściciel winnicy po oddaniu jej w dzierżawę (a zatem po ustaleniu wzajemnych powinności i zobowiązań) wyjechał daleko. Ten wyjazd sugeruje nieobecność. Czym może skutkować nieobecność właściciela winnicy? Może rodzić bałagan. Wiadomo, że kiedy kot śpi to myszy harcują.

Ale może być i tak, (po części dlatego, że natura nie znosi pustki), że skoro właściciel okazuje się, wydaje się nieobecny ktoś próbuje przejąć jego miejsce. Nie tyle zatem bałagan ile uzurpacja. Wydaje się, że taka jest logika dzierżawców. Czego zresztą na końcu jesteśmy świadkami kiedy mówią do siebie: "To jest dziedzic; chodźcie zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo". Posiądziemy winnicę. Będzie nasza. I urządzimy ją według naszego widzimisię.

A drugi ślad tego kreślenia przestrzeni znajdujemy na końcu Jezusowej opowieści kiedy powiada, że pochwyconego syna – dziedzica zabili poza winnicą! Należy podejrzewać, że to jakaś (prorocza) aluzja do śmierci Jezusa – Syna – Dziedzica poza Jerozolimą, poza miastem.

I tak przeżywamy to nasze chrześcijaństwo, naznaczone jakąś nieobecnością Boga i stałą pokusą urządzania Królestwa Bożego według własnego widzimisię. Oraz sklerozą, że On umarł poza miastem.

ks. Adam Błyszcz

1-10 of 67