• Kościół jest Pana Homilia na Niedzielę Zesłania Ducha Świętego 19 Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł ...
    Opublikowane: 19 maj 2018, 04:17 przez: Leszek Zygmunt
  • W kogo wierzył Jezus? Homilia na VII Niedzielę Zmartwychwstania, Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy ...
    Opublikowane: 12 maj 2018, 07:05 przez: Redakcja JotJotZet
  • O miłości w czasach obłudy Homilia na VI Niedzielę Zmartwychwstania 9 Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! 10 Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej ...
    Opublikowane: 5 maj 2018, 06:13 przez: Redakcja JotJotZet
  • Nóż, czyli miecz Homilia na V Niedzielę Zmartwychwstania Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który go uprawia. 2 Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą ...
    Opublikowane: 29 kwi 2018, 03:05 przez: Redakcja JotJotZet
  • Dobry pasterz na miarę kuchni Homilia na IV niedzielę Zmartwychwstania 11 Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. 12 Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są ...
    Opublikowane: 21 kwi 2018, 11:52 przez: Redakcja JotJotZet
Wyświetlanie postów 1 - 5 z 89. Zobacz więcej »

Kościół jest Pana

opublikowane: 19 maj 2018, 04:12 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 19 maj 2018, 04:17 przez Leszek Zygmunt ]

Homilia na Niedzielę Zesłania Ducha Świętego

19 Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» 20 A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. 21 A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». 22 Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! 23 Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane».
(J 20, 19–23)

Wracamy po siedmiu tygodniach do Wieczernika, do dnia zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Ukazując rany, ślady męki, Pan potwierdza swoją tożsamość. Wielki Piątek to nie iluzja. Uczniom ofiaruje dwa dary: pokój i Ducha Świętego.

Duch Święty, którego Jezus obiecuje uczniom, był stale obecny w Jego nauczaniu i w Jego działalności. Poświadczają to tak Ewangelie synoptyczne (Marek, Łukasz, Mateusz), jak i Ewangelia Janowa.

Duch pojawia się na początku publicznej działalności Mistrza z Nazaretu:

10 W chwili gdy wychodził z wody, ujrzał rozwierające się niebo i Ducha jak gołębicę zstępującego na siebie. 11 A z nieba odezwał się głos: «Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie». 12 Zaraz też Duch wyprowadził Go na pustynię.
(Mk 1, 10–12)

I już wtedy Jezus zapowiada Ducha, który będzie wspomagał uczniów, Kościół w czasach próby, prześladowań:

18 Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. 19 Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić, 20 gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was.
(Mt 10, 18–21)

Nie inaczej w Ewangelii św. Jana:

26 A Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem.
(J 14, 26)

We fragmencie, który jest proklamowany w dzisiejszej liturgii Zesłania Ducha Świętego, Jan, opowiadając, że Jezus tchnął na swoich uczniów, czyni wyraźną aluzję do Księgi Rodzaju i do aktu stworzenia świata i człowieka. To tchnienie, które pochodzi z głębi Bożej intymności, z głębi Bożej istoty. Czyżby Zesłanie Ducha Świętego miałoby być również interpretowane jako stworzenie nowej ludzkości? Kościół jako pierwociny nowej ludzkości, „ten lud mesjaniczny, choć nie obejmuje aktualnie wszystkich ludzi, a nieraz nawet okazuje się małą trzódką, jest przecież potężnym zalążkiem jedności, nadziei i zbawienia dla całego rodzaju ludzkiego” (Konstytucja dogmatyczna Soboru watykańskiego II o Kościele, Lumen gentium, punkt 9).

Duch stwarza Kościół i tak jak towarzyszył Jezusowi, tak też towarzyszy każdemu uczniowi Proroka z Galilei. Z tego wynika jeden wniosek. Ilekroć mówimy o Kościele, tylekroć musimy pytać o pierwotny projekt tej wspólnoty zapisany w działaniu Ducha. Kościół nie jest mój, nie jest nasz. Kościół nie należy także do biskupów. Kościół jest Pana. Wszyscy jesteśmy zaproszeni do udziału w tym projekcie i wszyscy jesteśmy wystawieni na pokusę zawłaszczania tej propozycji, tego zaproszenia uczynienia Kościoła na miarę naszych lęków i naszych oczekiwań. Dzisiejsza uroczystość Zesłania Ducha Świętego przypomina nam także tę podstawową prawdę naszej obecności w Kościele.

ks. Adam Błyszcz

W kogo wierzył Jezus?

opublikowane: 12 maj 2018, 07:01 przez Leszek Zygmunt   [ zaktualizowane 12 maj 2018, 07:05 przez Redakcja JotJotZet ]

Homilia na VII Niedzielę Zmartwychwstania, Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego

W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. 15 I rzekł do nich: «Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! 16 Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. 17 Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; 18 węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie». 19 Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. 20 Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdził naukę znakami, które jej towarzyszyły.
(Mk 16, 14–20)

Jezus daje się widzieć Jedenastu (nie ma już Judasza i w Ewangelii Marka nikt specjalnie nie przejmuje się jego losem). Scena rozgrywa się w bardzo zwyczajnej scenerii. Ci, którzy przeżyli (dokładnie tak) Wielki Piątek, siedzą przy stole. Jedzą, rozmawiają, wspominają, być może czegoś żałują, być może cieszą się, że uszli z tej historii cało. Są przy stole. I wtedy pojawia się Jezus. Z pretensjami, z wyrzutami. To, co zdumiewa dzisiejszego czytelnika tego fragmentu Ewangelii Marka, to radykalna oszczędność wyrazu, z jakim opisuje całe wydarzenie. Nie mamy pojęcia, czy od razu rozpoznali Nauczyciela; nie wiemy, w jaki sposób wszedł Zmartwychwstały tam, gdzie tych Jedenastu przebywało. Żadnego śladu radości z faktu widzenia Mistrza, po Jego śmierci. Jedno wiemy – nie ukazuje im żadnych znaków męki. Nie ukazuje im śladów śmierci. Tak jakby nie chciał ich przekonywać. A przecież ewangelista Łukasz przekazał wspomnienie takich gestów Zmartwychwstałego:

39 Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam». 40 Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi.
(Łk 24, 39–40)

Podobnie Jan w swojej Ewangelii:

20 A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana.
(J 20, 20)

Natomiast u Marka Jezus ma do nich natomiast żal, że nie uwierzyli tym, którzy opowiadali, że po śmierci spotkali Go żyjącego!

Musi nas dzisiaj zdumiewać nie tylko to, że Jezus ma żal do swoich uczniów, ale że wspomnienie tego żalu, tej krytyki, tych pretensji zostało przechowane w pamięci Kościoła pierwotnego! Być może dlatego, że Kościół pierwotny nie był jeszcze zarażony wirusem triumfalizmu i wirusem bałwochwalczego stosunku do zwierzchników, przełożonych.

Tym bardziej dziwi nas, że po tak oschłej reakcji Pana uczniom, tym niedowiarkom, których serca są zatwardziałe jak serca faryzeuszów (por. Mk 10, 5) czy też jak serca mieszkańców Nazaretu, którzy

powątpiewali o Nim. 4 A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony». 5 I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. 6 Dziwił się też ich niedowiarstwu.
(Mk 6, 3–6)

nauczyciel powierza misję głoszenia Dobrej Nowiny. Całemu stworzeniu. Całemu! Zostaje zniesiona granica Ludu Wybranego, Ziemi Świętej. Zostaje zniesiona granica jakiejś uprzywilejowanej kultury czy języka. Uczniowie są posłani do wszystkich i każdego! A to oznacza, że dla dobra sprawy, dla właściwego spełnienia powierzonej misji muszą ogołocić się z tego wszystkiego, co gwarantowało im jakiekolwiek bezpieczeństwo. Muszą opuścić swoją wizję świata czy społeczeństwa, muszą zrezygnować ze swoich intelektualnych filtrów, którymi czytali świat i człowieka, a nawet samego Boga. To wszystko w obliczu polecenia Jezusa zostaje zrelatywizowane.

Historia Kościoła pokazuje, że im bardziej jest z tego wszystkiego ogołocony, tym skuteczniejsza staje się ewangelizacja.

Ach, na marginesie trzeba zapisać jeszcze jedno: pretensje Jezusa do uczniów nie przeszkadzają Mu w akcie wiary w nich. Ten akt wiary, który Jezus składa w tych Jedenastu rozbitych mężczyzn, stwarza ich na nowo. Źródłem naszej wiary jest to, że Pan wierzy w nas.

Ks. Adam Błyszcz

O miłości w czasach obłudy

opublikowane: 5 maj 2018, 06:10 przez Leszek Zygmunt   [ zaktualizowane 5 maj 2018, 06:13 przez Redakcja JotJotZet ]

Homilia na VI Niedzielę Zmartwychwstania

9 Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! 10 Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. 11 To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. 12 To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. 13 Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. 14 Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. 15 Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. 16 Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał - aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. 17 To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.
(J 15, 9–17)

Dzisiejszy fragment stanowi część tego, co egzegeci (zawodowi wyjaśniacze Pisma) nazywają mową pożegnalną Jezusa Chrystusa. W tej mowie i w takim kontekście rozstania pojawia się wątek przykazania nowego (por. J 13, 34) czy też mojego, tzn. Jezusa.

Są to słowa, które Jezus powierza swoim uczniom. Wieczernik jest zamknięty, nie ma tam obcych. Nie tylko zamknięte drzwi określają tę przestrzeń między swoimi a obcym (nienawistnym) światem. Byliśmy świadkami gestu, który bardzo mocno zakreślił tę granicę – Jezus swoim obmył stopy. To jednak nie oznacza, że miłość, o której mówi Pan i którą zaleca Pan ogranicza się jedynie do tego kręgu. Jeżeli mają rację ci, którzy powiadają, że słowa i czyny Jezusa wzajemnie się oświecają i wyjaśniają to przecież ważne i aktualne pozostaje to, do czego Jezus wzywał w ewangelii Łukasza:

27 Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą.
(Łk 6, 27–28)

A co sam Jezus uczynił podczas swojej męki i śmierci, kiedy modlił się za swoich oprawców. Nie po to, aby Ojciec pomścił Jego śmierć (o co prosiłby każdy wierny syn Starego Przymierza), ale aby Ojciec okazał im miłosierdzie i im wybaczył.

To ważne, aby widzieć właśnie to: przykazanie miłości zostaje powierzone swoim, ale nie ogranicza się do swoich! Co ciekawe kardynał Ratzinger zauważa, że:

„w pismach św. Jana dochodzi do ostatecznego utrwalenia chrześcijańskiego pojęcia braterstwa. Nie tylko słowo „brat” zostaje tu ograniczone do chrześcijan, ale znamienne jest również to, że św. Jan wymaga miłości braterskiej, a nigdy nie wspomina o miłości do wszystkich ludzi.”
(J. kard. Ratzinger, Chrześcijańskie braterstwo, Kraków 2007, str. 43).

Przywołany przez Kardynała Ratzingera przykład pokazuje, że Kościół pierwotny pozwalał sobie na pewną modyfikację słów samego Mistrza.

Miłość, o której mówi Jezus posiada kilka charakterystyk, którym dobrze jest się przyjrzeć.

Jest to miłość, której źródła są w Bogu, w Ojcu. W związku z tym jej dynamizm jest niewyczerpany!

Jest to miłość wyjaśniona w pełni w śmierci krzyżowej Jezusa (nigdy dość kontemplacji Krzyża Jezusa – trzeba Mu się przyglądać z uporem maniaka).

Jezus swoich uczniów nazywa przyjaciółmi. Ale zaledwie raz jeden użyje słowa przyjaciel (w liczbie pojedynczej) w bezpośredniej rozmowie zwracając się do konkretnej indywidualnej osoby. Będzie to Judasz, w momencie zdrady:

49 Zaraz też przystąpił do Jezusa, mówiąc: «Witaj Rabbi!», i pocałował Go. 50 A Jezus rzekł do niego: «Przyjacielu, po coś przyszedł?» Wtedy podeszli, rzucili się na Jezusa i pochwycili Go.
(Mt 26, 49–50)

Przyjacielu, słowo wyrzutu czy ostatnia deska ratunku dla jednego z uczniów, którego zwiodła mylna interpretacja (egzegeza) postaci, historii Jezusa Chrystusa?

Jest to miłość, która nie wyklucza nikogo, nawet tego, który mieni się, uważa się za wroga samego Jezusa czy Jego Kościoła.

Jak się nauczyć takiej miłości?

Przede wszystkim wierzyć w miłość Boga do człowieka. Wspomniany wcześniej Jan, apostoł w swoim Pierwszym Liście podaje oryginalną definicją chrześcijanina:

6 Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam.
(1 J 4, 16)

A druga wskazówka – również w tym samym piśmie janowym:

Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi.
(1 J 4, 20)

Najtrudniej oczywiście z wrogami, nieprzyjaciółmi, a każdy z nas ma takich, którzy szkodzą (mają ku temu milion powodów, ale ten jeden najświętszy najbardziej nas irytuje, że to dla naszego dobra, dla naszej poprawy), czy wręcz niszczą. Nie widzę innego sposobu jak ten jeden: spróbować każdego dnia zmówić, za takich poprawiaczy z bożej łaski jedno Ojcze nasz. Nie po to, aby się zmienili czy nawrócili, ale żeby byli szczęśliwi.

ks. Adam Błyszcz

Nóż, czyli miecz

opublikowane: 29 kwi 2018, 03:00 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 29 kwi 2018, 03:05 ]

Homilia na V Niedzielę Zmartwychwstania

Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który go uprawia. 2 Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. 3 Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. 4 Wytrwajcie we Mnie, a Ja będę trwał w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie - o ile nie trwa w winnym krzewie - tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. 5 Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. 6 Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. 7 Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. 8 Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami.
(J 15, 1–8)

Już prorocy Starego Przymierza obrali winną latorośl za symbol Ludu Bożego. W Księdze proroka Jeremiasza zapisano znamienne wyznanie Jahwe, które następnie przechodzi w lament:

21 A Ja zasadziłem ciebie jako szlachetną latorośl winną, tylko szczep prawdziwy.
(Jer 2, 21)

Zgodnie z prorockimi intuicjami Jahwe właściciel winnicy opiekuje się nią, troszczy się o nią, ale jest też nią rozczarowany. Tak opowiadają tę historię winnicy prorocy Izajasz i przywołany wcześniej Jeremiasz.

Myślę, że rzeczą ważną jest, abyśmy sobie uświadomili, że ten symbol domaga się pewnej lektury wspólnotowej. On nie opowiada losu pojedynczego człowieka, pojedynczej duszy, raczej opowiada o losie Ludu, a dalej powiedzieć trzeba, że także o losie Kościoła. Opowiadanie Jezusa zdaje się bardzo czytelne dla osób wywodzących się z kultury Morza Śródziemnego, która zna uprawę winnej latorośli. Z nadejściem zimy oczyszcza się winnicę ze starych (o tym jednak Jezus nie wspomina), uschniętych (czyli bezproduktywnych) gałązek. Wybiera się jedną gałązkę, na której wiosną skoncentruje się cała życiodajna siła krzewu. Cały ten proces oczyszczania oczywiście musi prowokować jakiś ból; ktoś kiedyś powiedział, ze tam, gdzie nóż ogrodnika dotyka winnej latorośli, ona płacze, powstaje rana, która z czasem się zabliźnia.

Nożem, którym Bóg oczyszcza swoją winnicę, jest Jego Słowo. To wypowiedziane przez proroków. Tak tych, którzy przynależą do Starego Przymierza, jak i tych, którzy charyzmat prorocki otrzymali już w nowym porządku i realizują go w Nowym Przymierzu. Paweł Apostoł rozpoznaje, że we wspólnotach, które zakładał, Bóg niektórym udziela charyzmatu prorockiego. Ale ów charyzmat prorocki to nie jedyne siedlisko słowa Bożego. Papież Benedykt XVI swego czasu opublikował adhortację apostolską Verbum Domini (z 2010 roku) i w niej próbuje wiernym opisać pozostałe przestrzenie słowa. I tak wspomina o Księdze Stworzenia, o przepowiadaniu apostołów, ale także wymienia Tradycję Kościoła, czy wreszcie Stary i Nowy Testament. (por. Benedykt XVI, Verbum Domini, 7). Ale Słowo Boże to przede wszystkim Syn Przedwieczny, który stał się człowiekiem, zgodnie z tym, co zapisał Autor listu do Hebrajczyków:

Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna.
(Hbr 1, 1–2)

I jakby pozostając dalej w tej symbolice noża, którym oczyszcza się krzew winny, nieco później ten sam Autor natchniony nieco później doda:

Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca.
(Hbr 4, 12)

To Słowo sądzi nie tylko człowieka, indywiduum, ale także całą wspólnotę, Kościół. To oczyszczenie, unicestwienie poszczególnych gałązek, nawet jeśli bolesne i zapowiadające śmierć, służyć ma jednak dobru winnicy, dobru Kościoła. Żadna epoka Kościoła nie jest wolna od tego procesu. Już na początku – czego zapis mamy w apokaliptycznych listach do siedmiu Kościołów, widać, z jakim mozołem wspólnota – Oblubienica walczy o to, aby odpowiadać pierwotnemu zamysłowi Jezusa – Oblubieńca, do którego Kościół należy. Podobnie jest i w naszych czasach, z naszym Kościołem.

ks. Adam Błyszcz

Dobry pasterz na miarę kuchni

opublikowane: 21 kwi 2018, 11:48 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 21 kwi 2018, 11:52 ]

Homilia na IV niedzielę Zmartwychwstania

11 Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. 12 Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; 13 najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. 14 Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, 15 podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. 16 Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz. 17 Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je potem znów odzyskać. 18 Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca».
(J 10, 11–18)

Ja jestem w jezusowych ustach to zapewne echo objawienia Mojżeszowi imienia Boga:

13 Mojżesz zaś rzekł Bogu: «Oto pójdę do Izraelitów i powiem im: Bóg ojców naszych posłał mię do was. Lecz gdy oni mnie zapytają, jakie jest Jego imię, to cóż im mam powiedzieć?» 14 Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: «JESTEM, KTÓRY JESTEM».
(Wj 3, 13–14)


To wyrażenie ja jestem często pojawia się na ustach Jezusa. I tak słyszymy od Niego: ja jestem chlebem życia (por. J 6: 55); ja jestem światłem świata (por. J 8: 12); ja jestem bramą owiec (por. J 10; 7); ja jestem zmartwychwstaniem i życiem (por. J 11, 25); ja jestem drogą, prawdą i życiem (por. J 14: 6); ja jestem winną latoroślą (por. J 15; 5). Dzisiaj zaś w liturgii słyszymy: ja jestem dobrym pasterzem. Postać pasterza przez Jezusa jest dosyć często przywoływana w Ewangeliach, co raczej wydaje się normalne zważywszy, że była to popularna profesja w społeczeństwie żydowskim. Natomiast w ewangelii Jana Jezus idzie o krok dalej i utożsamia się z figurą pasterza! I niejako natychmiast konfrontuje ją ze złym pasterzem. Ten drugi jest naprawdę i tylko najemnikiem. Stoi przy owcach dlatego, że jest opłacany. Ot, funkcjonariusz lub urzędnik, który ma wyznaczony zakres i czas obowiązków. Jak rozpoznać dobrego pasterza od złego? Według Jezusa takim momentem sprawdzającym, objawiającym, kto jest kim wydaje się być chwila zagrożenia dla stada. Dobry pasterz staje w obronie owiec, bierze niejako na siebie ryzyko śmierci (tak czy inaczej rozumianej – fizycznej, cywilnej, społecznej), aby ocalić zagrożone owce. Najemnik ucieka, gdyż takie zagrożenie nie jest wpisane w jego urzędniczy kontrakt. Myślę o takich dobrych pasterzach. Przychodzi mi do głowy o. Aleksander Mień z Kościoła prawosławnego, pastor Dietrich Bonhoeffer z kościoła ewangelickiego oraz ksiądz Jerzy Popiełuszko. Oprócz tego, że wszyscy trzej zostali zamordowani łączy ich coś jeszcze – w swoich Kościołach byli outsiderami – kościelna warstwa urzędnicza wykluczyła ich i posłała na margines. Zanim zjawił się wynajęty kat doświadczyli śmierci cywilnej, społecznej. A mimo to ich życie promieniuje i przynosi owoc, nawet tam gdzie zdaje się, że mamy do czynienia z absolutną pustynią.

Dobry pasterz to taki, który zna swoje owce. Na czym polega ta znajomość? Papież Franciszek, który w swoich kazaniach i dokumentach wiele uwagi poświęca postaci pasterza i domaga się, aby księża i biskupi byli dobrymi pasterzami mówi o takiej znajomości na miarę kuchni. Życie rodzin dzieje się, toczy się w kuchni, nie w pokoju dziennym czy w salonie. Rozmawiamy z naszymi matkami o najważniejszych sprawach w życiu nie wtedy kiedy matka siedzi wygodnie w fotelu, ale kiedy stoi przy stole w kuchni i coś tam próbuje gotować na obiad. Znajomość owiec według papieża Franciszka zależy zatem od przebywania w takiej przestrzeni, które jest mocno ograniczona. W kuchni stoimy blisko siebie i wręcz ocieramy się o siebie.

Raz jeszcze zostaje doceniona nasza codzienność.

ks. Adam Błyszcz

Banalna codzienność

opublikowane: 14 kwi 2018, 03:02 przez Leszek Zygmunt   [ zaktualizowane 14 kwi 2018, 03:03 ]

Homilia na III niedzielę Zmartwychwstania

35 Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba. 36 A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam!» 37 Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. 38 Lecz On rzekł do nich: «Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? 39 Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam». 40 Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. 41 Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia?» 42 Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. 43 Wziął i jadł wobec nich. 44 Potem rzekł do nich: «To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach». 45 Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma, 46 i rzekł do nich: «Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie, 47 w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy. 48 Wy jesteście świadkami tego.
(Łk 24, 25–48)

Dzisiejszy fragment Ewangelii przynosi opis kolejnego spotkania Zmartwychwstałego ze swoimi uczniami. Dwaj, których Pan spotkał w drodze do Emaus, opowiadają po swoim natychmiastowym powrocie do Jerozolimy, pozostałym uczniom o tym spotkaniu i jak rozpoznali Jezusa w geście błogosławienia chleba. I właśnie w trakcie tej opowieści Jezus pozwala się zobaczyć. Staje pośrodku nich z pozdrowieniem pokoju. Nie są to słowa nagany czy upomnienia z powodu ich postawy w trakcie Jego procesu i Jego męki; nie odnosi się Jezus także do postawy Piotra, który się Go zaparł; podobnie przemilcza fakt, że ustanowił dwunastu apostołów, a teraz odnajduje ich tylko jedenastu, gdyż Judasz zdrajca sobie poszedł. Nic z tych rzeczy. Przekazuje im słowo pokoju. I uświadamia sobie, że napotykają na pewne problemy z rozpoznaniem Jego osoby. Zmartwychwstanie bowiem dogłębnie przemieniło Jezusa. Jak ujmie to ewangelista Łukasz nieco wcześniej: Mesjasz wszedł do swojej chwały (por: Łk 24, 26). Zmieszanym uczniom okazuje jednak swoje blizny. One potwierdzają Jego tożsamość. Stojący między nimi jest tym samym, którego widzieli z daleka w Wielki Piątek. Zmartwychwstały noszący blizny. Zastanawiam się czasami, czym są te blizny. Jakie jest ich znaczenie? Jezus będzie je nosił całą wieczność. Takim Go spotkamy w Dzień Sądu Ostatecznego, Pana historii poranionego przez historię. Czym są te Jego rany? Zapisem ludzkiej złości, która Go skrzywdziła i chciała zabić, unicestwić? Czy też zapisem ludzkiej nędzy i ludzkiego nieszczęścia, obok którego przechodzimy obojętnie?

Mimo tych znaków tożsamości i żywej obecności (bo przecież nie chodzi tutaj o identyfikację zwłok) uczniowie są dalecy od wiary. A zatem z wielką cierpliwością Zmartwychwstały ofiaruje uczniom kolejny znak. Prosi o coś do zjedzenia. W ich obecności je kawałek pieczonej ryby. Zapewne dla samego Jezusa nie ma to żadnego znaczenia, bo przecież jest już w swojej chwale, ale dla uczniów stanowi to znak, że zmartwychwstanie to coś więcej niż nieśmiertelność duszy z zupełną zatratą ciała; że zmartwychwstanie to coś innego niż uporczywe przechowywanie nieobecnego, umarłego w pamięci i kontynuowanie jego dzieła. Nie. W tych prostych znakach, których korzenie sięgają naszej banalnej codzienności, do której nie chcemy przywiązywać żadnego znaczenia (ta fenomenalna intuicja Jolanty Brach-Czainy, że w codzienności zapisana jest jakaś sugestia nieistotności), Jezus ukrył niewyrażalną prawdę o swoim triumfie nad śmiercią. Niewyrażalną, gdyż brakuje nam słów, aby tę rzeczywistość ubrać w słowa. Tym prostym, banalnym znakiem jedzenia ryby Jezusowi udaje się otworzyć umysły swoich uczniów na znaczenie Pisma, które zapowiadało cierpienie, śmierć i zmartwychwstanie Mesjasza.

W niedzielę Wielkiej Nocy mówiłem/pisałem o konieczności stworzenia swoistej gramatyki zmartwychwstania. Wtedy wspomniałem, że na taką gramatykę składa się gorycz śmierci i pragnienie miłości objawionej w Krzyżu. Dzisiaj pojawiają się dwa kolejne elementy: Pismo oraz banalna codzienność.

ks. Adam Błyszcz

Nowe stworzenie

opublikowane: 7 kwi 2018, 03:53 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 7 kwi 2018, 03:55 ]

Homilia na II niedzielę Zmartwychwstania

19 Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: «Pokój wam!» 20 A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. 21 A Jezus znowu rzekł do nich: «Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». 22 Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! 23 Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane». 24 Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. 25 Inni więc uczniowie mówili do niego: «Widzieliśmy Pana!» Ale on rzekł do nich: «Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę». 26 A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: «Pokój wam!» 27 Następnie rzekł do Tomasza: «Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!» 28 Tomasz Mu odpowiedział: «Pan mój i Bóg mój!» 29 Powiedział mu Jezus: «Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli». 30 I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej książce, uczynił Jezus wobec uczniów. 31 Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego.
(J 20, 19 –31)

Bardzo szybko ów pierwszy dzień tygodnia, czyli trzy dni po śmierci Jezusa, stał się dla chrześcijan dniem specjalnym. Ślady tego znajdujemy już w Dziejach apostolskich i w listach św. Pawła. Minęło jakieś 20, 25 lat od śmierci i zmartwychwstaniu Pana. Również dla współczesnych chrześcijan pierwszy dzień tygodnia, niedziela zatem, pozostaje dniem uprzywilejowanym.

Jezus staje pośród swoich uczniów. Ten sam, który w Wielki Piątek umarł w strasznych męczarniach. Jego ciało nosi (i nosić będzie przez całą wieczność) blizny męki. I to dzięki nim uczniowie identyfikują swojego Mistrza. Dzięki tym bliznom wiedzą, że stojący blisko, między nimi Człowiek jest tym samym, którego z daleka widzieli na krzyżu. Zapewne jest w nich poczucie winy wobec Tego, którego opuścili i zostawili samego. Być może dają o sobie znać jakieś dawne podziały między uczniami. Pretensje i zazdrości. Jak w każdej grupie, która ponosi dotkliwą porażkę i musi się zmierzyć z klęską. A On przychodzi do nich z misją, z zadaniem. Ażeby sprostać tej misji, muszą niejako być stworzeni na nowo. Ale to nie oznacza wyzerowania pamięci. Skoro Pan nosi na sobie blizny męki, i oni będą nosić w sobie blizny Wielkiego Piątku i tego potwornego załamania ich wiary w Mesjasza z Nazaretu. Zostanie to zachowane także w pamięci Kościoła. Nie dla upokorzenia apostołów, ale dlatego, że staje się to drogą wiary wielu pokoleń uczniów Pana.

Na czym polega to nowe stworzenie? Mówiąc najkrócej – na odpuszczeniu grzechów. Tę moc odpuszczania grzechów i okazywania miłosierdzia Jezus powierza nie tylko Jedenastu, ale tym wszystkim, którzy są w Wieczerniku. Stanie się zadaniem każdego ucznia i uczennicy Pana (w Wieczerniku są także kobiety), że tam, gdzie się pojawią, winni nieść przebaczenie i miłosierdzie na wzór Jezusa, który nie przyszedł po to, aby świat sądzić, ale aby świat zbawić. (por. J 12, 47).

Zdajemy sobie sprawę, że ucieleśnieniem tej misji Jezusa powierzonej uczniom w Wieczerniku we współczesnym Kościele jest dyscyplina sakramentu pojednania. I zdajemy sobie sprawę z trudności, na jakie napotykamy z tym sakramentem: jak wielu wierzących odrzuca możliwość spowiedzi? Jeśli jakiś sakrament w Kościele jest dzisiaj kontestowany, to jest to sakrament spowiedzi. Z drugiej strony, ilu wierzących, wydaje się być wykluczonych z możliwości spowiedzi (i wydaje im się, że żyją poza miłosierdziem Boga) ze względu na swoją sytuację egzystencjalną: rozbite małżeństwa i ponowne związki. Jeśli mamy do czynienia z jakąś rewolucją papieża Franciszka, to polega ona tym, że przypomina (o czym już wspominał papież Benedykt XVI) o tym, że każdy wierny ma prawo przedstawić swoją historię i swoją wolność Kościołowi i usłyszeć słowo miłosierdzia, co nie oznacza automatycznie rozgrzeszenia.

ks. Adam Błyszcz

Gramatyka zmartwychwstania

opublikowane: 7 kwi 2018, 03:12 przez Leszek Zygmunt   [ zaktualizowane 7 kwi 2018, 03:22 przez Redakcja JotJotZet ]

Homilia na Paschę 2018

Orędzie dzisiejszej niedzieli brzmi: Jezus zmartwychwstał. Każde zdanie domaga się jakiejś gramatyki, która czyni to zdanie czytelnym i pozwala przekazać je dalej. Podobnie ze zdaniem, które dominuje liturgię dzisiejszej niedzieli. Trzeba nam poszukać jakiejś gramatyki paschalnej, wielkanocnej (lub ją stworzyć), która pomoże odczytać właściwy sens tej deklaracji, że Jezus zmartwychwstał.

Wydaje się, że dwie podstawowe reguły takiej gramatyki paschalnej zostały określone w Wielki Piątek, w dzień śmierci Jezusa Chrystusa. Myśmy ten dzień przeżyli jako ludzie wierzący, jako chrześcijanie, jako ludzie zanurzeni od wielu dziesięcioleci naszej osobistej historii w przekonaniu, że po Wielkim Piątku przychodzi niedzielny poranek zmartwychwstania. Stąd też aż tak bardzo tym Wielkim Piątkiem się nie przejmujemy. Podobnie kiedy oglądamy jakiś serial sensacyjny, w którym główny bohater zostaje zmiażdżony w wypadku samochodowym. W następnym odcinku widzimy go jednak w pełnej formie, z jakąś blizną na policzku lub dłoni. Czyli wypadek nie miał żadnego znaczenia. Dla pierwszych uczniów Jezusa Wielki Piątek był końcem świata. Daje się to poznać chociażby w relacji dwóch uczniów uciekających do Emaus: „A myśmy po Jezusie się spodziewali”.

Pierwszym czynnikiem gramatyki zmartwychwstania jest przeżycie Wielkiego Piątku, dogłębne rozumienie śmierci Jezusa, być może śmierci w ogóle. W naszym świecie mamy niestety banalne i płytkie rozumienie śmierci. Mimo że wszyscy jesteśmy dotknięci goryczą śmierci. Rozumieć śmierć, uchwycić jej najgłębsze znaczenie. Potrzebny jest jakiś dobry traktat o śmierci. Traktat, który kończy się na Wielkim Piątku. Tak, jakby nie było zmartwychwstania. Czy duchowość ateistyczna mogłaby nam w tym pomóc?

Oto pierwsza zasada, reguła gramatyki zmartwychwstania: gorycz śmierci. Przeżyta i doświadczona w całej głębi. Ale Wielki Piątek objawia nie tylko gorycz śmierci. Ten dzień przynosi także objawienie miłości Boga do człowieka. Jezus przez całe swoje życie świadczył o miłości Boga do człowieka, począwszy od rozmowy z Nikodemem, w której Jezus twierdzi, że Bóg tak umiłował świat, że posłał swojego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne (por. J 3, 16). Tę miłość, opowiadanie o niej potwierdził w ostatnich godzinach swojego życia. Miłość, która nie wyklucza nikogo. Judasz podczas ostatniego swojego spotkania z Jezusem, w Ogrodzie Oliwnym, kiedy wydaje Jezusa w ręce katów, czyli zdradza Nauczyciela, usłyszał, że jest przyjacielem. Ewangeliści, opowiadając życie Pana, piszą, że Jezus zaledwie cztery razy użył słowa przyjaciel. W tym zaledwie raz jeden w odniesieniu do pojedynczej osoby. Właśnie w stosunku do Judasza, podczas ich ostatniego, dramatycznego spotkania.

Jezus, umierając na krzyżu, modli się za swoich oprawców. Miłość, która nie wyklucza nikogo. Nawet, a może przede wszystkim tych, którzy mienią się wrogami Jezusa i Boga! Miłość, która zostaje ofiarowana bezinteresownie i bezwarunkowo. Tak jak jest w nas gorycz śmierci, tak jest w nas także pragnienie takiej miłości. Przede wszystkim pragnienie bycia miłowanym w sposób bezwarunkowy i bezinteresownie. A potem odkrywamy pragnienie, by móc kochać tak właśnie, na wzór Jezusa!

Ale te święte dni przynoszą jeszcze jedną charakterystykę miłości. Maria Magdalena biegnie do grobu nie dlatego, że spodziewa się zmartwychwstania, ale dlatego, że ponagla ją taka miłość, która nie pretenduje do tego, żeby zmienić całe uniwersum i bieg historii, ale żeby okazać wierność Przyjacielowi. Nic więcej zrobić nie można! Taka miłość, która jest bezbronna, bezsilna i nieefektywna. Jezus miał chyba słabość do takiej miłości, bo uczynił z niej kryterium w przypowieści o Sądzie Ostatecznym. Głodny, którego dzisiaj się nakarmi, jutro będzie tak samo głodny; chory, którego się dzisiaj odwiedzi dalej pozostanie chory; podobnie więzień. Miłość przyjaciół Jezusa nie ocali Go od okrutnej śmierci.

Takie są dwie podstawowe reguły, zasady gramatyki zmartwychwstania: gorycz śmierci i tęsknota za miłością.

ks. Adam Błyszcz


Czy Bóg o mnie zapomniał?

opublikowane: 25 mar 2018, 12:01 przez Leszek Zygmunt   [ zaktualizowane 25 mar 2018, 12:12 przez Redakcja JotJotZet ]

Homilia na Niedzielę Palmową

Za dwa dni była Pascha i Święto Przaśników. Arcykapłani i uczeni w Piśmie szukali sposobu, jak by Jezusa podstępnie ująć i zabić. (…) 46 Ten kupił płótno, zdjął Jezusa z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, który wykuty był w skale. Przed wejście do grobu zatoczył kamień. 47 A Maria Magdalena i Maria, matka Józefa, przyglądały się, gdzie Go złożono. ».
(Mk 14, 1–15.47)

Z bardzo obszernego fragmentu (praktycznie dwa rozdziały Ewangelii Marka) powyżej przytaczam zaledwie niewielki ustęp. Całość Pasji według Marka moglibyśmy podzielić na dwie części:
  1. pierwsza, która opowiada o tym, co Jezus przeżył w ostatnich dniach, godzinach razem ze swoimi uczniami aż do momentu aresztowania (Mk 14, 1–42),
  2. druga, opowiadająca o procesie, drodze skazańca oraz Jego pogrzebie (Mk 14, 43–15.47).
Zostajemy niejako zmuszeni do patrzenia na Jezusa. Przynagleni do tego, aby zmierzyć się ze skandalem, ze zgorszeniem Krzyża. Pierwsze dojmujące wrażenie jest takie, że znajdujemy się naprzeciw Człowieka, który poniósł sromotną klęskę. Każdy, kto towarzyszył Jezusowi od początku, od Jego chrztu, kto był świadkiem Jego wielkich czynów, cudów, którymi potrafił ujarzmić naturę, pokonać demona, wyzwolić człowieka z nędzy, widząc Go w takim stanie upokorzenia, musiał być wstrząśnięty!

To nie tylko pytanie, gdzie się podziali Ci wszyscy ludzie, którzy Jezusa słuchali i oklaskiwali. To nie tylko pytanie, gdzie się podział ten Jezus, którego wszyscy podziwiali, ale to także pytanie, gdzie się podział Bóg, którego Jezus nazywał Ojcem, Abba, ojczulkiem? Gdzie jest Bóg, któremu Jezus poświęcił całe swoje życie? Nie zapominajmy, że śmierć na krzyżu była dla Żydów znakiem, że ktoś został przez Boga odrzucony i przeklęty.

22 Jeśli ktoś popełni zbrodnię podlegającą karze śmierci, zostanie stracony i powiesisz go na drzewie - 23 trup nie będzie wisiał na drzewie przez noc, lecz tegoż dnia musisz go pogrzebać. Bo wiszący jest przeklęty przez Boga. Nie zanieczyścisz swej ziemi, danej ci przez Pana, Boga twego, w posiadanie.
(Pwt 21, 22–23)

Wydaje się zatem, że w oczach tych, którzy Prawo znają i Prawo wyznają (i po stronie, których jest [prze]moc), Jezus został odrzucony, opuszczony nie tylko przez swoich uczniów i przez starszyznę Izraela, ale także, a może przede wszystkim, przez Boga. Przez tego Boga, któremu całe życie służył i w którym szukał radykalnego i absolutnego punktu odniesienia dla swoich decyzji i wyborów. Marek w swoim opisie męki Jezusa przywołuje jego modlitwę:

Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił

Czy Bóg rozczarował Jezusa? Czy Jezus zawiódł się na Bogu, któremu ufał? Tak jak zawiodła się na Bogu pewna prosta kobieta, która w ostatnich miesiącach II wojny światowej modliła się o ocalenie swojego syna. Syn zginął. Tak jak rozczarował się Bogiem pewien mężczyzna, który Boga prosił o ocalenie swojej żony, chorej na raka. Żona umarła, pozostawiając go z czwórką dzieci.

Nie szukajmy pochopnej odpowiedzi: takiej, która wychodząc od prawdy dogmatu chrystologicznego, że jedna osoba boska i dwie natury: boska i ludzka, zdaje się lekceważyć autentycznie ludzki ból i rozdarcie Jezusa; oraz takiej, która próbując koncentrować się na owym bólu i rozdarciu, nie będzie chciała zauważyć niepowtarzalnej i jedynej relacji łączącej Syna z Ojcem. Nie spieszmy się z odpowiedzią. Poczekajmy z nią do Wielkiego Piątku. Dzisiaj spróbujmy uchwycić taką bardzo pierwotną intuicję Wielkiego Tygodnia, który rozpoczynamy. Jest rzeczą dobrą, zanim udzieli się odpowiedzi, usłyszeć pytanie.

Co jest podstawową troską człowieka? Nie jest nią problem, jak przy skromnej pensji dotrzeć do pierwszego dnia miesiąca. Tą pierwotną troską człowieka jest Bóg i pytanie, czy o mnie zapomniał, czy też o mnie pamięta. To prawda, że żyjemy w społeczeństwie pogańskim, ateistycznym, ale to wcale nie oznacza, że troski teologiczne przestały trapić ludzkie serce. I być może wszystko, co możemy my, chrześcijanie ofiarować współczesnemu społeczeństwu, które jest pogańskie, ateistyczne, to ową fundamentalną wrażliwość teologiczną, która przechodzi przez modlitwę Jezusa "Boże mój, Boże czemuś mnie opuścił"?

ks. Adam Błyszcz

Bez patrzenia na siebie

opublikowane: 17 mar 2018, 04:12 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 17 mar 2018, 04:14 ]

Homilia na V niedzielę Wielkiego Postu

20 A wśród tych, którzy przybyli, aby oddać pokłon Bogu w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. 21 Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy Galilejskiej, i prosili go mówiąc: «Panie, chcemy ujrzeć Jezusa». 22 Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi. 23 A Jezus dał im taką odpowiedź: «Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy. 24 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. 25 Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. 26 A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec. 27 Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny. Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę. 28 Ojcze, wsław Twoje imię!». Wtem rozległ się głos z nieba: «Już wsławiłem i jeszcze wsławię». 29 Tłum stojący to usłyszał i mówił: «Zagrzmiało!» Inni mówili: «Anioł przemówił do Niego». 30 Na to rzekł Jezus: «Głos ten rozległ się nie ze względu na Mnie, ale ze względu na was. 31 Teraz odbywa się sąd nad tym światem. Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony. 32 A Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie». 33 To powiedział zaznaczając, jaką śmiercią miał umrzeć.
(J 12, 20-33)

W Ewangelii Janowej wszystko zmierza ku końcowi. W rozdziale poprzednim, jedenastym ewangelista opowiedział o wskrzeszeniu Łazarza. I nie zapominajmy o tym, że zakończeniem tamtego epizodu jest postanowienie establishmentu religijnego Izraela, że Jezus musi umrzeć.

Zbliża się święto Paschy, więc Jezus swoim zwyczajem chce ją spożyć w Jerozolimie (wieczerzę paschalną można było spożyć tylko w Jerozolimie, bo tylko w sanktuarium jerozolimskim można było zabić baranka paschalnego). W chwili, w której wchodzi do miasta, zostaje przez tłum Galilejczyków okrzyknięty królem dawidowym. Ale jak w swojej książce „Jezus z Nazaretu” sugeruje papież Benedykt XVI, sami mieszkańcy Jerozolimy, Judejczycy, tego entuzjazmu nie podzielają. Są raczej przeciwni Jezusowi. Niektórzy z nich twierdzą: „27  Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest”. (J 7, 27). Być może tłum, który będzie krzyczał w pałacu Piłata „ukrzyżuj Go”, to nie ci sami, którzy kilka dni wcześniej obwołają Jezusa królem. Czyżbyśmy byli świadkami starcia drobnomieszczańskich mieszkańców Jerozolimy, którzy czerpali niemały zysk z pielgrzymów, którzy przybywali do sanktuarium, z ludźmi z galilejskich peryferii, którzy najzwyklej w świecie byli dumni ze swojego ziomka, który pochodząc z zapadłej mieściny, o której nikt nie słyszał, potrafił wzbudzać takie uwielbienie tłumów i uchodził za proroka czyniącego wiele cudów. Choćby ten ostatni, tydzień temu, kiedy wskrzesił Łazarza. Z Betanii, to niedaleko. To właściwie przedmieścia Jerozolimy. Chcecie, możecie to sobie sprawdzić. Iść i spotkać tego, który umarł i był już w grobie, a Jezus wyprowadził ponownie do życia. Zapewne tak myśleli ci, którzy Jezusa darzyli sympatią.

Ale póki co nad Chrystusem zbierają się chmury burzowe. Nawet taki szczegół jak ten opowiedziany w dzisiejszej Ewangelii nie wygląda tak niewinnie, jak byśmy chcieli. Grecy, poganie, proszą o spotkanie z Jezusem. Trwają już przygotowania do Paschy, wszystko to wymaga rytualnej czystości. A zatem spotkanie z Grekami, to znaczy z poganami, z nieczystymi, z nienależącymi do Przymierza było czymś niewskazanym dla Rabbiego, może go bowiem uczynić nieczystym (tak jak dotknięcie trędowatego lub umarłego), czyli niezdolnym do spożywania Paschy. Stąd zatem zakłopotanie Filipa, który z tą prośbą najpierw idzie do Andrzeja i we dwóch próbują przekonać Jezusa do przyjęcia nieczystych. Jego odpowiedź jest enigmatyczna, ale dotycząca sedna prośby; Jezus musi zdawać sobie sprawę, jaką pułapką jest spotkanie z tymi ludźmi, ile dostarczy argumentów przeciwko swojej misji i swojej osobie tym, którzy wiedzą lepiej i chcą go uśmiercić. Ten proces już się rozpoczął. Ziarno, które godzi się na to, aby obumrzeć i zostać zmiażdżone, jest ziarnem, które pomnaża życie, a zatem przechodzi od śmierci ku zmartwychwstaniu.

Trzeba widzieć i to, że przywiązanie do życia (np. do prestiżu społecznego czy przejmowanie się swoim prawem do czasu wolnego) staje się jedną z pierwszych przeszkód, aby swoje życie oddać na służbę innym. Instynktownie bronimy się przed wszystkim, co mogłoby nas pozbawić naszego życia, naszej pozycji społecznej czy też naszych przywilejów. Ale w oczach Jezusa to właśnie przywiązanie staje się prawdziwą śmiercią. Jedyną, która tak naprawdę zagraża człowiekowi, i jedyną, która naprawdę życie człowieka czyni sterylnym, bezpłodnym.

ks. Adam Błyszcz CR

1-10 of 89