• Zdolność widzenia Homilia na XXXII niedzielę zwykłą 38 I nauczając dalej mówił: «Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, 39 pierwsze krzesła w ...
    Opublikowane: 10 lis 2018, 04:13 przez: Redakcja JotJotZet
  • Wszystko inne jest komentarzem Homilia na XXXI niedzielę zwykłą 28 Zbliżył się także jeden z uczonych w Piśmie, który im się przysłuchiwał, gdy rozprawiali ze sobą. Widząc, że Jezus dobrze im odpowiedział, zapytał Go ...
    Opublikowane: 4 lis 2018, 01:55 przez: Redakcja JotJotZet
  • Zacząć od nowa Homilia na Uroczystość Wszystkich Świętych „Każde pokolenie ludzkości jest nowe. Z jednej strony czerpiemy z przeszłości, z drugiej jednak w najbardziej fundamentalnych sprawach musimy stale zaczynać od początku”. Czy słowa ...
    Opublikowane: 1 lis 2018, 03:52 przez: Redakcja JotJotZet
  • Pierwotna godność człowieka Homilia na XXX niedzielę zwykłą 46 Tak przyszli do Jerycha. Gdy wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. 47 Ten ...
    Opublikowane: 28 paź 2018, 05:06 przez: Redakcja JotJotZet
  • O demaskowaniu pokus Homilia na XXIX niedzielę zwykłą 35 Wtedy zbliżyli się do Niego synowie Zebedeusza, Jakub i Jan, i rzekli: «Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy». 36 On ...
    Opublikowane: 20 paź 2018, 01:19 przez: Redakcja JotJotZet
Wyświetlanie postów 1 - 5 z 115. Zobacz więcej »

Zdolność widzenia

opublikowane: 10 lis 2018, 04:03 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 10 lis 2018, 04:13 ]

Homilia na XXXII niedzielę zwykłą

38 I nauczając dalej mówił: «Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, 39 pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. 40 Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok». 41 Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. 42 Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz. 43 Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. 44 Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie».
(Mk 12, 38–44)

Jezus w dzisiejszym fragmencie Ewangelii Marka atakuje uczonych w Piśmie. To specyficzna grupa w społeczeństwie żydowskim I wieku. Byli to mężczyźni od wczesnego dzieciństwa wprawiani w studium Pisma Świętego. Dzięki tym wysiłkom stawali się z czasem nauczycielami, mistrzami, osobami o dużym intelektualnym autorytecie. Nieco inaczej było z faryzeuszami. Ich autorytet opierał się nie tyle na wysiłku intelektualnym, żeby zrozumieć Torę, ile na wysiłku moralnym, aby zachować jak najwierniej przykazania Tory. Trzeba przyznać, że nie wszyscy uczeni w Piśmie byli zadufani w sobie i nie wszyscy faryzeusze byli zakłamani. Przykłady pozytywnych przedstawicieli tych grup mamy także na kartach Nowego Testamentu! Możemy podejrzewać, że część z nich sympatyzowała z Rabbim z Nazaretu. Dzisiaj jednak Jezus obnaża jakąś dwuznaczność tych teologów doktryny. Gdyby szukać dla nich odpowiednika w naszym Kościele, trzeba byłoby wskazać na grupę teologów w sutannach. Nie każdy teolog jest księdzem i nie każdy ksiądz jest teologiem!

Co takiego Jezusa irytuje w postawie uczonych w Piśmie? Jezus odkrywa, że wiele energii i sił poświęcają na zyskanie prestiżu społecznego, a przecież obcowanie ze Słowem Bożym ma prowadzić do odkrycia woli Boga, do odkrycia logiki Boga, jak o tym chociażby mówi Magnificat, gdzie Bóg nie wydaje się być zainteresowany światowym blichtrem.

To przywiązanie uczonych do prestiżu w społeczeństwie (a bądźmy szczerzy, w pewnym momencie odkrywamy, że sam potencjał intelektualny nie wystarcza, że potrzeba jeszcze pieniędzy i władzy, żeby coś znaczyć; dużo pieniędzy i dużo władzy) sprawia, że tracą zdolność widzenia małych, tych, którzy są wykluczeni, którzy nic nie znaczą i nie mogą się przyczynić do wzrostu ich prestiżu. Jak chociażby ta wdowa, biedna kobieta, która zdąża do sanktuarium jerozolimskiego. Nie przedstawia żadnej wartości w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Zresztą kobiety były zwolnione z kultu religijnego (podobnie jak niewolnicy), gdyż w kulcie (w sanktuarium i w synagogach) uczestniczyć mogli tylko ci, którzy dysponowali swoim czasem (czytaj: wolni mężczyźni). Panem czasu kobiety był jej ojciec lub mąż. Wrzuca do skarbony jeden grosz – ofiara, która w ekonomii sanktuarium nie ma żadnego znaczenia. Dziwić musi zatem komentarz Jezusa: ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Jest w tej scenie jakiś wielki ładunek relatywizmu; człowieka można sądzić miarą norm i reguł (oczekiwań, nakreślonych projektów), ale można go też sądzić miarą jego możliwości. Czasami jeden akt wykonany w niesprzyjających okolicznościach ma większe znaczenie niż sekwencja takich aktów w sytuacji, która nie rodzi żadnych napięć lub konfliktów.

ks. Adam Błyszcz

Wszystko inne jest komentarzem

opublikowane: 4 lis 2018, 01:54 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 4 lis 2018, 01:55 ]

Homilia na XXXI niedzielę zwykłą

28 Zbliżył się także jeden z uczonych w Piśmie, który im się przysłuchiwał, gdy rozprawiali ze sobą. Widząc, że Jezus dobrze im odpowiedział, zapytał Go: «Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?» 29 Jezus odpowiedział: «Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. 30 Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. 31 Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych». 32 Rzekł Mu uczony w Piśmie: «Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. 33 Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary». 34 Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: «Niedaleko jesteś od królestwa Bożego». I nikt już nie odważył się więcej Go pytać.
(Mk 12, 28–34)

Przykazań w Torze było 613! Od ich wiernego przestrzegania zależało zbawienie każdego wiernego Żyda. Stąd pytanie uczonego w Prawie, w Torze: w tym gąszczu przykazań, które z nich jest najważniejsze. To jakaś próba (obecna w judaizmie przez całe stulecia) znalezienia pewnej syntezy.

Jezus swoją odpowiedź rozpoczyna od przywołania żydowskiego wyznania wiary Szema Isra’el:

4 Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym. 5 Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. 6 Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. 7  Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu. 8 Przywiążesz je do twojej ręki jako znak. Niech one ci będą ozdobą przed oczami. 9 Wypisz je na odrzwiach swojego domu i na twoich bramach.
(Pwt 6, 4–10)

To wyznanie wiary, które każdy pobożny Żyd recytował trzy razy dziennie, było nie tylko wyznaniem tego, w co Żydzi wierzyli, ale również (a może przede wszystkim) pewnego sposobu bycia w świecie biblijnym. Słuchanie (stąd być może trzeba wyciągnąć wniosek, że słuchanie winno prowadzić ku posłuszeństwu) jest jakąś podstawową postawą człowieka wobec Boga. To słuchanie ma wieloraki wymiar, bo i Bóg udziela się na różne sposoby i przychodzi do człowieka na wiele sposobów. Przychodzi w swojej wolności, która może naruszać porządek Synagogi czy Kościoła. Papież Benedykt XVI w swojej adhortacji Verbum Domini z 2010 roku wyróżnia przynajmniej siedem sposobów rozumienia Słowa Bożego (por. Verbum Domini, 7).

Oczywiście powstaje pytanie, na czym polega ta miłość Boga? Musimy natychmiast odpowiedzieć, że Nowy Testament nie jest specjalnie zainteresowany poszukiwaniem odpowiedzi na tę kwestię. Bardziej go interesuje, na czym polega miłość bliźniego. Tak dalece, że Jan w swoim Pierwszym liście dojdzie do fantastycznej konkluzji:

20  Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi.
(1J 4, 20–21)

Mimo tego, tradycja chrześcijańska szukała odpowiedzi na pytanie dotyczące miłości Boga. I wydaje się, że możemy mówić o dwóch intuicjach.

Pierwsza sięga świętego Augustyna, dla którego miłość Boga to przede wszystkim pragnienie, uczucie, siła, która wierzącego motywuje, aby szukać miłości. Takie spojrzenie swoje korzenie znajduje chociażby w psalmach. Tak pojęta miłość Boga nie wyklucza miłości bliźniego, ale niewątpliwie to taka miłość, która pochłaniając człowieka, reorientuje wszystkie miłości, które człowiek żywi i przeżywa. Akcent zostaje postawiony na pasję, co pewnie jakoś musi zależeć także od osobistych doświadczeń samego Augustyna.

Ale w tradycji chrześcijańskiej istnieje także inny nurt rozumienia miłości Boga. Nurt, który nie koncentruje się na pasji, a na posłuszeństwie Słowu. Mamy zatem do czynienia z Miłością, która rodzi się ze Słuchania Słowa i która realizuje się w posłuszeństwie, w Amen wypowiadanym Bogu. To właśnie ta perspektywa w jakiejś mierze otwiera się na miłość bliźniego, ponieważ Słowo mówi w Ewangelii Jana:

15 Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania.
(J 14, 15)

To pozwala w pewnej mierze samemu Jezusowi dokonać owej syntezy, o którą pytał i której szukał Uczony w Prawie, w Torze. Całe prawo zamyka się w przykazaniu miłości Boga i bliźniego.

Swoistym komentarzem może być historia, którą w swoich opowieściach chasydzkich opowiada Martin Buber. W jakimś zapadłym miasteczku na wschodnich rubieżach Pierwszej Rzeczypospolitej istniała prężna wspólnota żydowska, której przewodził świątobliwy Cadyk, stary rabbi, który studiował pilnie Torę. Kiedyś podszedł do niego młody Żyd, mieszkaniec miasteczka, który kpił z tradycji Ojców i z drwiną w głosie rzekł do Cadyka: Rabbi, jeśli ty stojąc na jednej nodze, wymienisz wszystkie przykazania Tory, to ja zacznę uczęszczać do synagogi. Cadyk spojrzał łagodnie na kpiarza, podniósł lewą nogę i trzymając ją w powietrzu, powiedział: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie zaś jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Stawiając lewą nogę na ziemi, dodał tym samym bezbarwnym głosem: wszystko inne jest tylko komentarzem.

ks. Adam Błyszcz

Zacząć od nowa

opublikowane: 1 lis 2018, 03:32 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 1 lis 2018, 03:52 ]

Homilia na Uroczystość Wszystkich Świętych

„Każde pokolenie ludzkości jest nowe. Z jednej strony czerpiemy z przeszłości, z drugiej jednak w najbardziej fundamentalnych sprawach musimy stale zaczynać od początku”. Czy słowa kardynała Józefa Ratzingera z jego homilii z 31 maja 1987 roku możemy odnieść do dzisiejszej uroczystości i do postulatu, że każdy z nas, uczniów Jezusa, winien stawać się święty?

Co to znaczy, że mówiąc o świętości, czerpiemy z przeszłości, i co to znaczy, że mówiąc o niej, musimy zaczynać od nowa.

Świętość pierwotnie zakładała pewne wykluczenie, odseparowanie. Stąd gdzieś i jakoś mówimy o sferze sacrum i profanum. I wydaje się, że niedobrze je mieszać. Ale czy po Wcieleniu Syna Bożego takie rozróżnienie jest nadal do utrzymania? Przecież Najświętszy wszedł w naszą przestrzeń w sposób namacalny, konkretny.

Myślę, że nie ułatwia nam, współczesnym chrześcijanom rozumienia świętości także jej utożsamienie z wykonywaniem pewnych praktyk religijnych czy też aktów pobożnościowych. Ma zadatki na świętego ten, kto chodzi do kościoła albo odmawia różaniec.

W przestrzeni kultury świeckiej, która nas coraz mocniej ogarnia, świętość jest rozumiana jako swoista funkcjonalność, użyteczność. Matka Teresa z Kalkuty jest święta, bo harowała dla najuboższych. Wymiarem duchowym jej świętości kultura świecka się nie zajmuje. Nie ma znaczenia jej kryzys wiary, który przeżywała kilkadziesiąt lat.

Jak zacząć mówić o świętości?


Pierwsza sprawa. Świętość odnosi nas do tajemnicy Boga. Boga, który objawił się w Starym Testamencie a w Nowym ukazał oblicze swojego świętego Syna. Nie sposób mówić o świętości poza tą Tajemnicą.

Druga sprawa: świętość a codzienność. Żyjemy w takim codziennym, powszednim żywiole nasyconym obecnością Boga. Umiejętność czytania, słuchania tej obecności. Powtarzam to wiele razy (skądinąd za wielkimi autorytetami chrześcijaństwa), że nasza pobożność musi, powinna być o wiele głębiej, mocniej nasycona lekturą Słowa – posłuszeństwem Słowu.

I po trzecie. Być może w kulturze, która tak bardzo ceni działanie, aktywność, świętość polega na uświadomieniu sobie, że inicjatywa należy, przysługuje Bogu. A to, co robimy, to tylko odpowiedź na Jego impulsy. Odpowiedź czasami grzeszna, a czasami święta.

ks. Adam Błyszcz

Pierwotna godność człowieka

opublikowane: 28 paź 2018, 04:59 przez Roma Zygmunt   [ zaktualizowane 28 paź 2018, 05:06 przez Redakcja JotJotZet ]

Homilia na XXX niedzielę zwykłą

46 Tak przyszli do Jerycha. Gdy wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. 47 Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» 48 Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: «Synu Dawida, ulituj się nade mną!» 49 Jezus przystanął i rzekł: «Zawołajcie go!» I przywołali niewidomego, mówiąc mu: «Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię». 50 On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. 51 A Jezus przemówił do niego: «Co chcesz, abym ci uczynił?» Powiedział Mu niewidomy: «Rabbuni, żebym przejrzał». 52 Jezus mu rzekł: «Idź, twoja wiara cię uzdrowiła». Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.
(Mk 10, 46–52)

Kończy się podróż, pielgrzymka Jezusa do Jerozolimy. Kończy się droga, podczas której Jezus formował swoich uczniów. Czeka go los proroków, którzy byli mordowani.

Niejako na ostatnim etapie spotyka niewidomego, który nosi imię Bartymeusz. Spotyka człowieka, którego kalectwo zredukowało do roli ulicznego żebraka, kogoś, kto wydaje się pozbawiony jakiejkolwiek wartości i znaczenia. Społeczny śmieć, któremu pozwolono żyć na ulicy, ale którego krzyk rozpaczy (ale i wiary), według tłumu, który towarzyszy Jezusowi, nie powinien przeszkadzać ani Mistrzowi z Nazaretu, ani im, radosnym naśladowcom Mesjasza. Chcą, żeby zamilkł.

Bartymeusz dowiaduje się, że ten szum na drodze spowodowany jest obecnością Proroka z Nazaretu. Zapewnie słyszał o Jego cudotwórczej mocy. O licznych uzdrowieniach, których dokonał w Galilei. Postanawia zatem spróbować i dotrzeć do Jezusa. Rozpoczyna tę swoją batalię od wyznania wiary: Synu Dawida, co oznacza Mesjaszu, okaż mi litość. Mówię o batalii, gdyż Bartymeusz musi nie tylko przekroczyć barierę swojego kalectwa, które utrudniało mu poruszanie się, ale musi także zmierzyć się z niechęcią tych, którzy znajdują się między nim a Jezusem. W tej historii jest to tłum, który idzie z Jezusem. Ewangeliści opowiadają także historię, w której taką barierę stanowią uczniowie Jezusa, rodzący się Kościół, który zamiast ułatwić szukającemu kontakt ze Zbawicielem robi wiele, żeby przeszkodzić.

Mimo niechęci ludzi Jezus usłyszał wołanie biedaka. Zatrzymał się i kazał go przywołać. Ktoś poszedł do Bartymeusza ze słowami otuchy. Wszystko, co następuje w rezultacie tego Jezusowego zaproszenia, nasycone jest głęboką wizją teologiczną. Bartymeusz musi wstać i Marek w tym miejscu używa czasownika, którym później będzie operował, aby mówić o zmartwychwstaniu samego Jezusa! Słowa Jezusa zaczynają żebrakowi przywracać jego pierwotną godność. Nie chodzi zatem tylko o uzdrowienie fizyczne. Zaczyna się dokonywać jakaś przemiana, której syn Bartymeusza jeszcze zapewnie nie rozumie, ale z którą zaczyna współpracować, bo, jak się dowiadujemy z ewangelicznego opisu, zrzuca z siebie płaszcz, który stanowił cały jego majątek i był gwarancją jakiegoś jego bezpieczeństwa, którym się okrywał podczas snu, chroniąc się przed chłodem nocy.

Bartymeusz staje przed Synem Dawida, którego przyzywał i raz jeszcze musi określić swój deficyt, który utrudnia mu życie. To jeszcze jedno przesłanie tej historii. Kto pragnie Jezusowego zbawienia, musi być świadomy swoich braków; musi umieć nazwać je po imieniu przed Panem.

Jezus spełnia prośbę niewidomego. Ten słyszy polecenie, żeby szedł, i idzie widząc, za Jezusem. Bartymeusz, zmartwychwstały staje się uczniem Tego, który wkrótce powstanie z martwych. Wydaje się, że jego obecność we wspólnocie powstającego Kościoła musiała być czymś trwałym, skoro przechowano w pamięci jego imię i tyle szczegółów tego spotkania.

ks. Adam Błyszcz

O demaskowaniu pokus

opublikowane: 20 paź 2018, 01:18 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 20 paź 2018, 01:19 ]

Homilia na XXIX niedzielę zwykłą

35 Wtedy zbliżyli się do Niego synowie Zebedeusza, Jakub i Jan, i rzekli: «Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy». 36 On ich zapytał: «Co chcecie, żebym wam uczynił?» 37 Rzekli Mu: «Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twojej stronie». 38 Jezus im odparł: «Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?» 39 Odpowiedzieli Mu: «Możemy». Lecz Jezus rzekł do nich: «Kielich, który Ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. 40 Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale dostanie się ono tym, dla których zostało przygotowane». 41 Gdy dziesięciu pozostałych to usłyszało, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. 42 A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: «Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. 43 Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. 44 A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. 45 Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu».
(Mk 10, 35–45)

Jesteśmy świadkami świętej cierpliwości Jezusa Chrystusa. W Ewangelii Marka Pan trzy razy zapowiada swoją mękę i śmierć. Jednym słowem odrzucenie przez lud i starszyznę żydowską. Niepowodzenie misji, dla której Słowo stało się ciałem, człowiekiem. I po każdej takiej zapowiedzi spotyka Jezusa niezrozumienie ze strony Jego wspólnoty. Za pierwszym razem (por. Mk 8, 31) obrywa Szymon Piotr, który słyszy, że jest szatanem, gdyż nie rozumuje po Bożemu. Za drugim razem (por. Mk 9, 31–34) wszyscy apostołowie są przejęci tym, kto z nich jest najważniejszy.

Podczas dzisiejszej liturgii niedzielnej słuchamy opowieści o reakcji dwóch uczniów: Jakuba i Jana na trzecią zapowiedź męki i śmierci Jezusa. Ci dwaj to najprawdopodobniej kuzyni Jezusa – synowie siostry Maryi. Należeli zatem do ścisłej rodziny Pana, do Jego klanu, który zapewnie był podzielony w odniesieniu do działalności Jezusa. Ale Jan i Jakub opowiedzieli się po stronie Kuzyna. Być może to i fakt, że łączą ich więzy krwi z Mesjaszem, skłania ich do przedstawienia swojej prośby. Że to niezrozumienie reprezentowane przez apostołów było czymś kłopotliwym dla rodzącego się Kościoła, może świadczyć Mateuszowa wersja tego epizodu. Mateusz między Jezusa a uczniów wprowadza ich mamę, która formułuję tę prośbę. Wiadomo, kobiecie, tym bardziej mamie, uchodzi to, czego synowie powinni się raczej wstydzić.

Ten mechanizm doskonale znamy z naszego życia, z przyglądania się światu, który nas otacza. Pojawia się okazja (a może pokusa?!) skorzystania z koneksji i ugrania czegoś dla siebie. Im ważniejsze koneksje, tym wyżej sięgają oczekiwania.

Jezus wydaje się być nastawiony ironicznie. Pyta się dwóch swoich uczniów, czy wiedzą, o co proszą? Przywołanie obrazu kielicha nawiązuje do psalmów i pism prorockich, gdzie kielich kojarzony jest z cierpieniem, które trzeba przyjąć i którego trzeba doświadczyć. Czy Jezus już widzi swoją śmierć na Golgocie i tych dwóch, którzy zostaną ukrzyżowani po Jego lewej i prawej stronie? Tego nie wiemy. Ale zapewne ani Jan, ani Jakub nie o takiej chwale myślą, prosząc o przywileje w Królestwie Mesjasza.

Marek w swojej Ewangelii zaznacza, że inicjatywa Jana i Jakuba spotkała się z dezaprobatą pozostałych uczniów. Należy podejrzewać, że powodowała nimi zazdrość i żal, że ci dwaj byli ciut szybsi w poszukiwaniu gratyfikacji, o której wszyscy marzyli, gdyż przecież każdy z nich zostawił kogoś lub coś dla Mistrza. I miał prawo oczekiwać jakiejś rekompensaty!

Bywamy zgorszeni postawą współczesnego Kościoła, gdyż wydaje nam się, że nie rozumie bardzo pierwotnych intuicji Jezusa. Mamy takie nieodparte wrażenie, że doszło do jakiejś zdrady Jego oryginalnego projektu wspólnoty. Gorszy nas fakt, że Kościół nieustannie, podobnie do Jana i Jakuba (należeli do tej uprzywilejowanej grupy trzech najbliższych apostołów – razem z Piotrem są obecni przy Przemienieniu Jezusa i towarzyszą mu w Jego modlitwie w Ogrójcu chwilę przed aresztowaniem) szuka gratyfikacji, czegoś dla siebie. Papież Franciszek znajduje na to zachowanie dwie nazwy. Czasami mówi o Kościele, który jest autoreferencjalny (zorientowany na siebie) lub wspomina o klerykalizmie. Istotne jest jednak to, aby widzieć, że ta pokusa trapiła Kościół od samego początku. Biedny Jakub musiał wykonać wielką pracę nad samym sobą, skoro około roku 44 (od śmierci i zmartwychwstania Jezusa upłynęło niespełna piętnaście lat) zaakceptował zupełnie inną wizję chwały w Królestwie Syna Bożego. Otóż Łukasz w Dziejach Apostolskich pisze, że Jakub stał się jednym z męczenników wspólnoty jerozolimskiej:

W tym także czasie Herod zaczął prześladować niektórych członków Kościoła. 2 Ściął mieczem Jakuba, brata Jana, 3 a gdy spostrzegł, że to spodobało się Żydom, uwięził nadto Piotra.
(Dz 12, 1–3)

Być może z całej tej historii należy wyciągnąć prosty wniosek, że pokusy, które próbują nas odciągnąć od właściwego rozumienia misji Jezusa, winny być demaskowane, ale nie należy się nimi gorszyć. Mogą stać się (nieco wbrew ich pomysłodawcy) okazją do potwierdzenia naszej gotowości służenia Panu według Jego woli i Jego zamiarów.

ks. Adam Błyszcz

Kwestia szczęścia (wiecznego)

opublikowane: 14 paź 2018, 12:32 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 14 paź 2018, 13:19 przez Leszek Zygmunt ]

Homilia na XXVIII niedzielę zwykłą

17 Gdy wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» 18 Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. 19 Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę». 20 On Mu rzekł: «Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości». 21 Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!» 22 Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. 23 Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: «Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego». 24 Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: «Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. 25 Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego». 26 A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: «Któż więc może się zbawić?» 27 Jezus spojrzał na nich i rzekł: «U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe».
(Mk 10, 17-27)

Dzisiejszy fragment Ewangelii to swoisty obiad z dwoma daniami kuchni żydowskiej, zakończony wystawieniem rachunku. To oczywiste, bo za wszystko trzeba płacić.

Pierwsze danie


Do Jezusa przybiega człowiek (zwykliśmy mówić młodzieniec, ale u Marka nie ma niczego, co wskazywałoby na młody wiek tego człowieka. Młodzieńcem określa go św. Mateusz w swojej wersji tego epizodu) i stawia Mu zasadnicze pytanie: co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Pobożny Żyd pyta innego pobożnego Żyda o życie wieczne. To kwestia religijna, która niekoniecznie musi obchodzić współczesnego zeświecczonego czytelnika Ewangelii. Kto dziś jest zainteresowany życiem wiecznym?

Może udałoby się to pierwsze danie jakoś przyprawić, aby uczynić je strawnym dla współczesnego człowieka. Może szczypta egzystencjalizmu? Gdyby w pytaniu o życie wieczne dostrzec pytanie o szczęście, którego śmierć złamać nie może. Któż z nas nie chce być szczęśliwym? I któż z nas nie chciałby, aby to szczęście było wieczne?

Musimy jednak pamiętać, że pytanie postawione przez anonimowego człowieka jest pierwotnie pytaniem religijnym i zaproponowane tłumaczenie, które koncentruje się na szczęściu, może być dalekie od żydowskiej mentalności bohaterów tego Markowego epizodu.

Odpowiedź Jezusa także nastręcza niemałych trudności. Żeby osiągnąć życie wieczne [szczęście wieczne], należy przestrzegać przykazań. Jezus wymienia niektóre przykazania Dekalogu. I nie posiadamy się ze zdumienia, gdyż wśród tych wymienionych przykazań brakuje tych, które odnoszą się do Boga! To brzmi trochę jak wyznanie zsekularyzowanego Europejczyka, który na przełomie XX i XXI wieku twierdzi, że nieważne w co lub w kogo wierzysz, lecz istotne jest to, jak postępujesz!

Możemy tak myśleć, ale nie sposób nie zauważyć pewnej uwagi nieżyjącego kardynała Lustigera, arcybiskupa Paryża. On, chrześcijanin i zarazem potomek będzińskich Żydów, zwraca uwagę, że Dekalog chrześcijański i żydowski nieco się różnią. W obydwu są dwie tablice: boska i bliźniego, ale w Dekalogu żydowskim przykazanie szacunku wobec ojca i matki przynależało do tablicy boskiej. W naszej zaś wersji czwarte przykazanie otwiera tablicę bliźniego.

Czyżby Jezus pozwolił sobie na pewną grę ze słuchaczem lub z czytelnikiem? Nie przywołuje wprost kwestii wiary w Boga, ale odwołując się do konieczności szacunku dla ojca i matki, przywołuje jednak przykazania pierwszej tablicy.

Drugie danie

Z kim mamy do czynienia? Człowiek stawiający Jezusowi pytanie pozostaje anonimowy, ale na podstawie Markowej opowieści możemy nakreślić jego tożsamość. Bogaty, trapiony pewnym religijnym niepokojem, wydaje się obeznany z tradycją ojców i posiada niewątpliwie znajomość Prawa, Tory. To także stanowi jego bogactwo.

Rachunek

W życiu wszystko kosztuje. Również życie wieczne [szczęście wieczne] ma swoją cenę. Jezus odkrywa, że pytającemu czegoś brakuje. I wydaje się, że znajduje receptę na ten deficyt!

Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!
(Mk 10, 21)

Mam takie wrażenie, że propozycja Jezusa jest przewrotna. Pan zdaje się mówić, chcesz posiąść życie wieczne (które przecież jest darem i łaską, a nie logicznym rezultatem naszych zabiegów), to przekreśl Twoją dotychczasową tożsamość! Do dziś byłeś bogaty – od dziś zrezygnuj z tego bezpieczeństwa, którą dają pieniądze. Jesteś przekonany, że rozumiesz, na czym polega tradycja Ojców – przyjdź do mnie i patrz na moje plecy (materialne znaczenie pójścia za kimś).

Przekreśl swoją tożsamość. Kilka lat temu Andrea Riccardi, założyciel wspólnoty Sant’Egidio, opublikował książkę Peryferie, kryzys i nowość dla Kościoła. Opowiada w niej historię pewnego włoskiego księdza, który zdawał się robić wielką karierę kościelną. Dobrze wykształcony, w pewnym momencie zaczyna żyć jak bezdomny. Jada w jadalniach dla bezdomnych. Jego przyjaciele spotykają go, gdy odmawia brewiarz na chodniku, pod uliczną lampą, bo mieszka w jakimś pokoju, w którym nie ma prądu. Ostatecznie rezygnuje z kapłaństwa i pisze do swoich przyjaciół: „nigdy wcześniej nie byłem bardziej chrześcijaninem!”.

Ile jesteśmy w stanie zapłacić za życie wieczne [szczęście wieczne]?

Każdy, kto stawia to pytanie, musi rozsądzić w sumieniu sam.

ks. Adam Błyszcz CR

Trudne pytania małżeńskie

opublikowane: 7 paź 2018, 03:53 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 20 paź 2018, 01:17 ]

Homilia na XXVII niedzielę zwykłą

2 Przystąpili do Niego faryzeusze i chcąc Go wystawić na próbę, pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę. 3 Odpowiadając zapytał ich: «Co wam nakazał Mojżesz?» 4 Oni rzekli: «Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić». 5 Wówczas Jezus rzekł do nich: «Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. 6 Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: 7 dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę 8 i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. 9 Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!» 10 W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to. 11 Powiedział im: «Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. 12 I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo». 13 Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego. 14 A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: «Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. 15 Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego». 16 I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je.
(Mk 10, 2–16)

Fragment Ewangelii tak jednoznaczny, że można z niego strzelać do tych, którzy wychylają się nieco poza nakreślone kontury. Tym sprawiedliwym trzeba byłoby przypomnieć inny fragment Nowego Testamentu, słowa Jezusa zapisane u Mateusza: A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. (Mt 5, 28)
Zaczynając rozmyślanie nad słowami Jezusa, które odnoszą się do małżeństwa i możliwości rozwodu, koniecznie trzeba pamiętać, że wszyscy jesteśmy słabi i naznaczeni jakąś kruchością w relacjach z drugim człowiekiem. Pamięć tego powina nas chronić przed pychą i łatwym, nader łatwym potępianiem drugiego człowieka.

Rozwód był normalną praktyką w społeczeństwie żydowskim czasów Jezusa Chrystusa. Zapewne jego przepisy miały przede wszystkim chronić kobietę przed nieograniczoną samowolą męża, do którego należała inicjatywa rozwodu. Trzeba powiedzieć i to, że mężczyzna mógł się rozwieść, a w niektórych okolicznościach nawet musiał. To o tyle ważne, że Marek zaznacza, że faryzeusze tym pytaniem o rozwód chcą wystawić Jezusa na próbę. W czasach Jezusa istniały dwie szkoły interpretacyjne dla tej kwestii: Hillela i Shammaia. Obydwie szkoły próbowały zrozumieć fragment Księgi Powtórzonego Prawa, który zezwalał mężczyźnie na rozwód: Jeśli mężczyzna poślubi kobietę i zostanie jej mężem, lecz nie będzie jej darzył życzliwością, gdyż znalazł u niej coś odrażającego, napisze jej list rozwodowy, wręczy go jej, potem odeśle ją od siebie. (Pwt 24, 1)

Jak rozumieć to coś odrażającego (po hebrajsku „erwat dawar” dosłownie: „nagość czegoś”)? Jedna z tych szkół uważała, że może to być cokolwiek, co nie znajduje uznania w oczach męża, druga zaś szkoła była przekonana, że powód rozwodu musi być poważny.
W tym przypadku pułapka na Jezusa polegałaby na tym, że zostałby przypisany albo do rygorystów, albo do laksystów. Ale może rację mają ci, którzy w tej pułapce zastawionej na Jezusa widzą coś innego. Chodzi o małżeństwo Jego rodziców. Sąsiedzi potrafią liczyć i ustalili sobie, że wiek Jezusa nie odpowiadał czasowi, w którym małżeństwo Józefa i Maryi, zgodnie z prawem żydowskim zamieszkało razem, a co za tym idzie, mogło podjąć współżycie seksualne. Gdyż Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. (Mt 1, 18)

Dla gawiedzi taka ciąża pozamałżeńska jest najlepszym dowodem niewierności kobiety. W społeczeństwie żydowskim mężczyzna w takiej sytuacji miał obowiązek się rozwieść. Być może faryzeusze zebrali informacje na temat Jezusa i doszło do nich, że małżeństwo rodziców Rabbiego z Nazaretu miało jakiś początkowy kryzys związany z przedwczesną ciążą Maryi (ślad tego w Ewangelii Mateusza): Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie. (Mt 1: 19)

Więc może pułapka, którą zastawiają faryzeusze, polega na tym, że Jezus ma ocenić, osądzić Józefa, który mimo nakazu Prawa nie rozwiódł się ze swoją żoną a Matką Jezusa. Jedno jest pewne: faryzeusze nie szukają prawdy. Chodzi im jedynie o upokorzenie Jezusa. Wiemy zatem, że praktyka rozwodów w społeczeństwie żydowskim czasów Jezusa była czymś normalnym. Podobnie jak poligamia, gdyż mężczyzna mógł wchodzić w relacje seksualne z niezamężnymi kobietami.
Jezus pytany przez faryzeuszów o rozwód nie chce wchodzić w kazuistykę. To prawda, że najpierw zostaje przywołany Mojżesz, czyli tradycje ludzkie, i nawet jeśli Synagoga wpisała je w przestrzeń boską i nadała im status Słowa Bożego, to Jezus, odwołując się do pierwotnego projektu Boga wobec związku mężczyzny i kobiety, w jakiś sposób Jezus to, co powiedział Mojżesz. Jakakolwiek ludzka tradycja musi ustąpić miejsca Słowu, które wypowiedział Ojciec. Do tego Słowa odwołuje się Jezus. Co Bóg ma do powiedzenia na temat małżeństwa? Mężczyzna i kobieta mają być jednym ciałem. Bardzo mocny obraz, który ma symbolizować jedność małżeńską.

Każdy, kto żyje w małżeństwie i w rodzinie, wie, jak trudno taką jedność osiągnąć, realizować. Być może rację ma Erich Fromm, niemiecki filozof i psychoanalityk, który w 1956 roku opublikował książeczkę zatytułowaną „O sztuce miłości”, w której demaskuje takie podstawowe błędy popełniane przez osoby. Wydaje mi się, że w kontekście niełatwej sztuki bycia małżonkiem wspomnieć należałoby o trzech takich uproszczeniach:
1/ przekonanie, że niczego nie muszę się uczyć w zakresie miłości;
2/ że wystarczy się zakochać, gdzie zakochanie bywa utożsamiane z prawdziwą miłością;
3/ jeśli pojawiają się jakieś problemy, to pewnie dlatego, że nie spotkałem tej właściwej osoby.

Ktoś powie, że to straszliwe uproszczenia. Zgadzam się. Tak samo jak się zgadzam z tymi, którzy mówią, że te straszliwe uproszczenia, powielane w kulturze masowej (filmy, Internet), kształtują jednak sumienia wielu młodych chrześcijan myślących o małżeństwie.

Glossa pierwsza:
A gdyby tak zostawić pytanie faryzeuszów o warunki rozwodu i postawić Jezusowi inne pytanie. A może udałoby się ten dzisiejszy epizod opowiedzieć inaczej i nie pytać Jezusa, czy mężczyzna może oddalić swoją żonę, ale co mam zrobić, kiedy odkrywam, że się pomyliłem. Że najzwyczajniej w życiu nie rozpoznałem mojego powołania. I że postawiłem siebie obok nie tego człowieka?

ks. Adam Błyszcz

Kontrolerzy

opublikowane: 1 paź 2018, 13:02 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 20 paź 2018, 01:15 ]

Homilia na XXVI niedzielę zwykłą

38 Wtedy Jan rzekł do Niego: «Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami». 39 Lecz Jezus odrzekł: «Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. 40 Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. 41 Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. 42 Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze. 43 Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. 44 45 I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie, chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. 46 47 Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, 48 gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie.
(Mk 9, 38–48)

W liturgii tej niedzieli proklamowany jest fragment Ewangelii św. Marka, który moglibyśmy podzielić na dwie części. Pierwsza, skoncentrowana jest na dialogu Jana z Jezusem, druga zaś zbudowana jest wokół słowa skandal, zgorszenie. Zgorszyć oznacza położyć na drodze (w tym przypadku tych najmłodszych, najmniejszych) jakąś przeszkodę, która utrudnia (czy wręcz uniemożliwia) im drogę do Ojca Jezusa Chrystusa, do królestwa Bożego. W takim wypadku byłoby lepiej, gdyby gorszyciele sami ponieśli śmierć. Surowe słowa Jezusa musiały zmuszać do myślenia.

Chciałbym jednak, abyśmy spróbowali się przysłuchać temu, o czym rozmawiają Jan z Jezusem. Jeśli spróbować ustalić najbliższy kontekst tego dialogu, trzeba byłoby powiedzieć, że relacje między Jezusem a Dwunastoma nie są najlepsze. Właściwie tworzą dwa światy! Kiedy Jezus mówi o tym, że musi (taka Boża konieczność, związana z tym, że Jezus jest sprawiedliwym zanurzonym w niesprawiedliwym świecie) cierpieć, być odrzuconym przez swój lud, w końcu umrzeć śmiercią męczeńską i haniebną na krzyżu, to Dwunastu wtedy toczy zażarty spór o to, kto spośród nich jest najważniejszy. Czytając te fragmenty Markowej narracji, zaczynamy podejrzewać, że drogi uczniów i Jezusa się rozchodzą. Ten rodzący się Kościół wydaje się nie rozumieć Pana. To niezrozumienie, ów dystans pozbawia uczniów siły, mocy kontynuowania misji Jezusa. W tym samym dziewiątym rozdziale Marek opowiada o nieudanym cudzie uczniów. Pod nieobecność Jezusa uczniom zostaje przedstawione chore dziecko, którego Dwunastu nie zdołało uzdrowić:

17 Odpowiedział Mu jeden z tłumu: «Nauczycielu, przyprowadziłem do Ciebie mojego syna, który ma ducha niemego. 18  Ten, gdziekolwiek go chwyci, rzuca nim, a on wtedy się pieni, zgrzyta zębami i drętwieje. Powiedziałem Twoim uczniom, żeby go wyrzucili, ale nie mogli».
(Mk 9, 17–18)

Czy takie jest przeznaczenie Kościoła, kiedy traci kontakt z tym, co myśli i mówi Pan? Czy Kościół, zdystansowany do Pana, staje się sterylny? Niezdolny do owocnego działania?

W takich właśnie okolicznościach Jan zjawia się u Jezusa z informacją, że spotkał kogoś, kto powołując się na Niego, uzdrawia, uwalnia od demonów, ale nie przynależy do nas, bo z nami nie chodzi. Zdanie tak skonstruowane, że mogłoby być matrycą wszelkich pism kościelnych, bo z jednej strony Jan przyznaje, że ów człowiek działa w imię Jezusa, ale jest poza wspólnotą Dwunastu. W związku z tym byłoby dobrze (myśli sobie Jan), gdyby Jezus mu zabronił, gdyż ten niezrzeszony uzdrowiciel apostołów posłuchać nie chciał.

Co kieruje Janem (w postaci Jana widzieć możemy Kościół), który próbuje kontrolować wolność Boga, narzucić Mu swój schemat przynależności? Przekonanie, że nawet jeśli nie rozumiemy Pana, a przecież Piotr, lider naszej wspólnoty, przez Pana okrzyknięty zostaje szatanem, to, zdaje się mówić Jan, mamy prawo monopolizować odkupieńczą obecność Boga w życiu ludzi. Że to myślenie towarzyszy Kościołowi, zawsze świadczą słowa Franciszka, który w adhortacji Ewangelii Gaudium przestrzega, że często zachowujemy się, jak kontrolerzy łaski.

ks. Adam Błyszcz

VIP według Jezusa

opublikowane: 22 wrz 2018, 10:16 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 22 wrz 2018, 10:21 ]

Homilia na XXV niedzielę zwykłą

30 Po wyjściu stamtąd podróżowali przez Galileę, On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym. 31 Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: «Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie». 32 Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać. 33 Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: «O czym to rozprawialiście w drodze?» 34 Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. 35 On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: «Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich!». 36 Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: 37 «Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał».
(Mk 9, 30-37)

Jezus, wraz ze swoimi uczniami, zmierza do Jerozolimy. Ta wędrówka to dobra okazja dla katechizowania tych, którzy Mu towarzyszą. Piotr nieco wcześniej wyznał, że Jezus jest Mesjaszem. Sam Jezus zdaje sobie sprawę, że słowo Mesjasz może przyjmować różne zabarwienie, w zależności od kontekstu społecznego, politycznego a nawet teologicznego. I wszystko to może zaciemniać, zniekształcać intencje Jezusa. Dlatego On opowiada uczniom o swoim rozumienia kim jest Mesjasz. To ktoś, kto zostanie wydany w ręce ludzi. Grecki termin, który został użyty w markowym opowiadaniu oznacza znaleźć się w rękach kogoś, kto może uczynić wszystko, w rękach kogoś, kto ma władzę absolutną.

Judasz wyda Jezusa kapłanom, kapłani wydadzą Jezusa Piłatowi, Piłat zaś Jezusa wyda tłumowi, który będzie krzyczał ukrzyżuj Go.

Pytamy się w jaki sposób Jezus Mesjasz wobec tych sił, które Go nienawidzą i chcą zniszczyć może zachować swoją wolność. W świecie, w którym rządzą i decydują niesprawiedliwi i nieuczciwi sprawiedliwy może tylko cierpieć i zostać potępiony. Ojciec Jezusa oczekuje Jego wierności. A to oznacza jedno: cierpienie, odrzucenie i śmierć Mesjasza. W tę wierność Ojcu wpisana jest wolność Jezusa.

W trakcie tej katechezy uczniowie są zajęci swoimi sprawami. Toczą spór o to kto między nimi jest najważniejszy. Pod Cezareą (por. Mk 8, 27–35) wydawało się, że Piotr jest najważniejszy. Ale być może reprymenda, której Jezus udzielił Piotrowi sprawiła, że w niektórych obudziła się myśl, że mogliby zająć w grupie miejsce Piotra. Pozostanie tajemnicą, kto pretendował do zajęcia jego miejsca. Komu zależało na dymisji Piotra. Być może Judasz a może Jan, syn Zebedeusza. Dają znać o sobie mechanizmy małej grupy. Ludzkie, arcyludzkie. A może jest i tak, że uczniowie wobec zapowiadanego odejścia Jezusa zabrali się do zagospodarowania Jego nieobecności. W apokryficznej ewangelii według świętego Tomasza (ewangelia nie jest kanoniczna, to znaczy nie jest uznana przez Kościół, ale jest bardzo starożytna i wielu egzegetów sądzi, że może zawiera tradycje sięgające korzeniami wspólnoty uczniów Pana) przechowano taką prośbę uczniów: "Uczniowie rzekli Jezusowi: wiemy, że wkrótce nas opuścisz; kto będzie największy pośród nas?”.

Dla Jezusa ten spór jest kolejną okazją do przedstawienia swojej wizji wspólnoty. Wezwawszy Dwunastu (ci mają być pierwszymi odpowiedzialnymi za rodzący się Kościół) i stawia pośrodku nich dziecko. W naszej kulturze dziecko jest przede wszystkim symbolem niewinności. W kulturze, w której wzrastał Jezus, dziecko było przede wszystkim symbolem kogoś, kto jest ostatni i nie ma żadnego znaczenia. Więcej, dziecko symbolizuje kogoś, kto jest zależny od innych w swoich decyzjach i wyborach. Absolutne zero!!!

Oczywiście, jak to się ma do praktyki naszego współczesnego Kościoła, w którym wydaje się dominować nie symbolika dziecka a logika VIP-ów?

ks. Adam Błyszcz

Patrzeć na Jezusa, czyli teologia porażki

opublikowane: 16 wrz 2018, 01:44 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 16 wrz 2018, 01:46 ]

Homilia na XXIV niedzielę zwykłą

27 Potem Jezus udał się ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową. W drodze pytał uczniów: «Za kogo uważają Mnie ludzie?» 28 Oni Mu odpowiedzieli: «Za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z proroków». 29 On ich zapytał: «A wy za kogo Mnie uważacie?» Odpowiedział Mu Piotr: «Ty jesteś Mesjasz». 30 Wtedy surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili. 31 I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, że będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie. 32 A mówił zupełnie otwarcie te słowa. Wtedy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upominać. 33 Lecz On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra słowami: «Zejdź Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie». 34 Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: «Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! 35 Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je.
(Mk 8, 27–35)

Wydarzenie, o którym dzisiaj opowiada Marek, ma miejsce w okolicach Cezarei Filipowej, miasta hellenistycznego, pogańskiego. Jezus ponownie opuszcza terytorium Izraela, swoją ziemię. Czyni tak nie dlatego, że chce na tych terytoriach pogańskich prowadzić jakąś misję, ale najprawdopodobniej dlatego, że chce się oddalić od swoich przeciwników, którzy robią wiele, żeby uprzykrzyć Mu życie i zniechęcić ludzi do słuchania Jego słowa.

Z Jezusem są Jego uczniowie i w trakcie tej podróży, w drodze, i podczas tych specyficznych rekolekcji Mistrz pyta swoich, za kogo ludzie Go uważają. Te pytania mają doprowadzić do kwestii zasadniczej, do pytania skierowanego do uczniów: a wy za kogo mnie macie? W imieniu wszystkich odpowiada Piotr. Wychodzi to bardzo naturalnie – tak jakby wszyscy wiedzieli, że ta odpowiedź musi wyjść od Piotra, więc nikt się nie wyrywał. Piotr – lider? Zapewne. Czy nie rodziło to jednak jakichś zazdrości w grupie? Bez wątpienia tak. Gdybyśmy mieli więcej źródeł, aby móc się przyjrzeć relacjom, które zachodziły między Piotrem a Judaszem, który odpowiadał za finanse całej grupy… (Dzisiaj byśmy powiedzieli dyrektor finansowy). Gdyby móc przyjrzeć się (w tym przypadku źródeł mamy nieco więcej) relacjom między Piotrem i Janem… Ale pod Cezareą Filipową pozycja Piotra jest niepodważalna. Jego odpowiedź wyrażą tożsamość Jezusa: Ty jesteś Mesjaszem.

Marek swoją Ewangelią zbudował tak, że tożsamość Jezusa objawiona w tytułach pojawia się na samym początku Ewangelii: Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym (Mk 1, 1) oraz na końcu Ewangelii, kiedy opowiadając śmierć Pana, napisze, że Setnik zaś, który stał naprzeciw, widząc, że w ten sposób oddał ducha, rzekł: «Prawdziwie, ten człowiek był Synem Bożym.» (Mk 15, 39). Wyznanie Piotra znajduje się w samym centrum tej Markowej opowieści, więcej, określa i stanowi to centrum.

Jezus nie komentuje tego, co Piotr wyznał. Niejako od razu przystępuje do opisania swojej przyszłości (ona rysuje się już w postawie Jego zaciekłych wrogów, więc trudno tutaj mówić o jakimś proroctwie). Ta przyszłość kreślona jest ciemnymi kolorami: odrzucenie, hańbiąca śmierć na krzyżu. Tych złych wiadomości nie potrafi zagłuszyć nawet mglista zapowiedź zmartwychwstania Syna Człowieczego. Piszę mglista, gdyż uczniowie zapewne nie rozumieli, o co chodzi z tym zmartwychwstaniem. Ślady takiego nierozumienia znajdujemy na kartach Ewangelii.

Sytuację próbuje ratować Szymon Piotr. Przecież jest liderem tej rodzącej się wspólnoty. Musimy mu oddać, że próbuje poprawiać Jezusa tak, aby nie naruszyć Jego autorytetu. Bierze zatem Jezusa na stronę, tak aby nikt ich nie słyszał. I poucza Go, jak powinien przedstawiać przyszłość Mesjasza. Szymon Piotr źle trafił. Jezus już takim dyplomatą nie jest i, jak pisze Marek, patrząc na uczniów, zgromił Piotra. Lekcja udzielona Piotrowi jest lekcją dla wszystkich uczniów. I powinni ją zapamiętać wszyscy.

Szymon Piotr musi się zmierzyć z dotkliwą porażką swojego przywództwa. Nie rozumie Mistrza, co zapewne obudzi w grupie (gdyż mamy do czynienia z dynamiką małej grupy) głosy krytyki wobec niego i znajdą się tacy, którzy będą próbowali go zastąpić. Nadto, pamięć rodzącego się Kościoła nie zapomni jego dwuznacznej postawy podczas aresztowania Jezusa i Jego procesu; dowiemy się także o publicznym sporze między Szymonem Piotrem a Pawłem, apostołem.

Na czym miałaby polegać ta teologia porażki? Czy Szymon Piotr, nazwany szatanem, znajduje się na straconej pozycji? Od Jezusa otrzymuje bardzo wyraźne, konkretne polecenie. Ma, podobnie jak wszyscy uczniowie, iść za Mistrzem. Idąc zatem za Jezusem ma patrzeć na Jego plecy. Oto pełny horyzont ucznia: plecy Jezusa. Nie widzieć nic innego jak tylko plecy Jezusa!

17 listopada 2016 roku, papież Franciszek, następca świętego Piotra, udzielił włoskiemu, katolickiemu dziennikowi Avvenire wywiadu (na wskroś ekumenicznego), w którym odpowiadał między innymi na zarzuty, jakoby rozwadniał doktrynę Kościoła. W pewnym momencie rozmowy padła taka uwaga Ojca Świętego: „patrzeć na Chrystusa uwalnia nas [Kościół] od tej przypadłości skupienia się na sobie, ale także od pokusy triumfalizmu i rygoryzmu”. Do tej myśli patrzenia na Jezusa Franciszek wrócił przedwczoraj, kiedy z okazji Święta Podwyższenia Krzyża zasugerował każdemu wierzącemu, aby nieco czasu w ciągu dnia spędził na patrzeniu na krzyż.

Piotr niewątpliwie się pomylił i pobłądził, ale to go nie przekreśla, nawet jeśli diagnoza Jezusa może przerażać. Nazywa go bowiem szatanem. Byleby tylko zechciał, spróbował patrzeć na plecy Mistrza.

ks. Adam Błyszcz

1-10 of 115