Modlitwa‎ > ‎

Idźcie i głoście, rozważania na roraty 6 grudnia 2016

opublikowane: 5 gru 2016, 08:05 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 5 gru 2016, 11:54 ]
Przeglądając się peryferiom uświadamiamy sobie, że postawa Kościoła wobec nich nie jest jednoznaczna. Z pewną łatwością przychodzi Kościołowi ogarniać peryferie egzystencjalne. Wykształciliśmy instytucje, które Kościół w tym wspomagają. Caritas czy też inne fundacje, stowarzyszenia w oparciu o nasze środki wspomoże bezdomnych, uchodźców, samotne i młodociane matki. Wyciągnie rękę ku narkomanom lub alkoholikom. Damy radę. Jesteśmy przecież po to, aby świadczyć miłosierdzie. Kościół w tej relacji wobec peryferii egzystencjalnych występuje niejako z pozycji siły. Co nam mogą zaoferować ci, którym pomagamy? Czy w ogóle czegokolwiek się spodziewamy od tych, którzy znajdują się na peryferiach egzystencjalnych? Odpowiedzi na to pytanie trzeba byłoby szukać u św. Matki Teresy z Kalkuty, pomocą mógłby być św. Albert Chmielowski i może nam współczesna s. Małgorzata Chmielewska.

Swego czasu św. Jan Paweł II napisał, że przyszłość zachodniego chrześcijaństwa (czyli również naszego polskiego) rozstrzygnie się w miastach. Jesteśmy świadkami galopującej urbanizacji zachodniego społeczeństwa. Według danych ONZ w 1950 roku około 30% mieszkańców Ziemi żyło w miastach, w 2014 roku było to już powyżej 50%, zaś w 2050 zostanie przekroczona bariera 60%. W samej Europie wygląda to jeszcze dobitniej: w 1950 – prawie 50%, w 2015 prawie 70%, zaś w 2050 szacuje się, że w miastach będzie mieszkało prawie 80% Europejczyków. Te dane podaję za książką La pastorale delle grandi città. To materiały z I Międzynarodowego Kongresu poświęconemu duszpasterstwu w wielkich miastach. Kongres odbywał się w trzech terminach (20-22 maja i 24-26 listopada w 2014 roku w Barcelonie i 27 listopada 2014 w Watykanie). Te dane pokazują jak bardzo w naszych wyborach duszpasterskich musimy być zorientowani na mentalność miejską. Nie mamy w tej chwili czasu, aby poświęcić takiemu mieszczuchowi nieco uwagi. Chciałbym jedynie zauważyć jedno. Zmienia się oblicze samego miasta i nie sposób o nim myśleć w kategoriach epoki konstantyńskiej. Cesarz Konstantyn (272-337) rodzący się Kościół wywlókł z peryferii, z podziemia i postawił w centrum miasta. Znamy te miasta; główny plac a przy nim kościół. I tak to wyglądało od IV wieku do rewolucji francuskiej, czyli do końca XVIII wieku. Dzisiaj wygląda to inaczej. Śródmieścia naszych miast się wyludniają. Życie wraca tutaj tylko wieczorami i w weekend.

Charakter miasta wyznaczają dzisiaj peryferie i przedmieścia. A tutaj pozycja Kościoła w niczym nie przypomina tej kiedy przez czternaście wieków byliśmy w centrum. Centrum peryferii nie jest kościół a supermarket, galeria handlowa. Funkcjonalność takiej przestrzeni. Szkoła, żłobek, boiska sportowe, pływalnia, poczta, przychodnia lekarska i dostępność środków komunikacji publicznej. Kościół? I Owszem, ale jako jeden z elementów takiej funkcjonalności. I według praw ustalonych przez wspólnotę mieszkaniową. Nie ma znaczenia, że mieliśmy w zwyczaju dzwonić trzy razy dziennie na Anioł Pański. Wcześnie rano nie godzi się bić w dzwony, bo ludzie śpią. Może w południe tylko wypada.

I jeszcze kolęda. Piękny wiejski zwyczaj polskiego Kościoła. Stale jakby niedoceniony i czasami wręcz redukowany do pośpiesznej wizyty, która nie wiadomo czemu ma służyć. Jak go przełożyć na miejskie peryferie? Jak wstrzelić się w te dwie, trzy godziny wolnego czasu jakim dysponują mieszkańcy peryferii wracając z pracy około godziny 16 lub 17 zanim zapadną w sen przed kolejnym dniem pracy? I jak ich powiadomić o tym, skoro zdecydowana większość z nich nie zachodzi do swojego kościoła parafialnego? Każdego dnia bombardowani są dziesiątkami reklam, ulotek, komunikatów. Znajdują to w swoich skrzynkach pocztowych. Jak Kościół może się przedrzeć przez ten szum komunikacyjny, w którym pogrążone są peryferia ze swoim orędziem. Jakąś prowokacją, performance? Nie pretenduję do tego, że mój opis Kościoła na peryferiach jest kompletny. Nie jest, ale daje poznać, że Kościół na tych peryferiach urbanistycznych, chcąc być efektywny musi pogodzić się z utratą centralnej pozycji. Musi porzucić nostalgię konstantyńskiej przeszłości, która gwarantowała mu siłę i wpływy. Te peryferie wymuszają na Kościele zmianę strategii duszpasterskiej. To, co nieco wcześniej zasygnalizowałem. Posłaniec nie dysponuje treścią orędzia, ale może decydować o modalności przekazu.

ks. Adam Błyszcz