Modlitwa‎ > ‎

Idźcie i głoście, rozważania na roraty 5 grudnia 2016

opublikowane: 4 gru 2016, 11:17 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 4 gru 2016, 11:20 ]
Dokąd mam, mamy iść?

Papież Franciszek, mówiąc o Kościele i o misji Kościoła, posługuje się dwoma metaforami. Jedna to obraz szpitala polowego. Kościół miałby być szpitalem polowym. A drugi obraz to peryferie. Posłani jesteśmy na peryferie.

Zanim jeszcze Jorge Mario Bergoglio został Franciszkiem, na jednym ze spotkań przed konklawe mówił:
Kościół jest wezwany do tego, aby wyjść poza siebie i pójść na peryferie, nie tylko geograficzne, ale również na te egzystencjalne: tam, gdzie bytuje tajemnica grzechu, cierpienia, niesprawiedliwości, niewiedzy, tam, gdzie panuje pogarda zakonników i myślenia i tam, gdzie jest wszelka nędza.
(za: Andrea Riccardi, Periferie. Crisi e novità per la Chiesa, str. 7)


Jak określić te peryferie? Myślę, że w tej krótkiej wypowiedzi przyszłego papieża można wyróżnić kryteria socjologiczne oraz moralne. W imię tych pierwszych można mówić o peryferiach społecznych, o ludziach wydziedziczonych, zmarginalizowanych (chociaż nie wolno nam utożsamiać marginesu z peryferiami). Potrafimy z dużą precyzją takowe peryferia określić: bezdomni, bezrobotni, samotne, młodociane matki, osoby starsze, samotne, tacy, którzy wpadli w sidła lichwiarzy. Dzisiaj również, bardziej niż kiedykolwiek indziej, uchodźcy, pozbawieni ojczyzny, zmuszani do prostytucji, do niewolniczej pracy. To peryferie, które znajdują się na obrzeżach naszego miasta. I peryferie, z których żyje nasze miasto. Przecież nie jest tajemnicą, że dobrobyt naszego pierwszego świata opiera się na niewolniczej pracy obywateli trzeciego świata. Raporty ONZ pokazują, że w naszym świecie żyje ok. 200 milionów niewolników.

Wiele lat temu jako wikariusz rzymskiej parafii świętego Maurycego byłem odpowiedzialny za niedzielną mszę św. dla dzieci. Mieliśmy zwyczaj na każdą niedzielę przygotowywać krzyżówkę dla dzieciaków i po tygodniu, dla tych, którzy ją prawidłowo rozwiązali, losowaliśmy nagrody. Zdarzyło się, że pewnej niedzieli taką nagrodę otrzymał dziesięcioletni skaut. Z dumą pod koniec mszy wręczyłem mu piłkę, a on z wielką radością ją odebrał. Jakież było moje zdziwienie, kiedy siadając do niedzielnego obiadu, usłyszałem dzwonek do drzwi. Otworzyłem i w drzwiach zobaczyłem mojego, niedzielnego skauta ze swoim tatą. Malec w rękach trzymał piłkę. Tata zaczął wyjaśniać sytuację. - Poszliśmy po mszy na stację benzynową, aby ją napompować. Jest dziurawa? – przerwałem. Wymienimy – dodałem. Nie – kontynuował już chłopczyk. Dopiero wtedy zauważyłem, że piłka jest wyprodukowana w Pakistanie. – A w szkole na zajęciach czytaliśmy, że w Pakistanie dzieci, jak ja, pracują po kilkanaście godzin za dolara lub dwa dziennie, robiąc takie piłki czy buty sportowe. Nie chcę tej piłki. Zawstydzony zabrałem ją z rąk tego dziecka i pobiegłem do kuchni. Znalazłem jakąś bombonierkę – ta na całe szczęście zrobiona była w Szwajcarii. W bogatej Szwajcarii. Wręczyłem dziecku i życzyłem dobrej niedzieli, dziękując za tę wyjątkową katechezę.

Ale kiedy Bergoglio mówi o tajemnicy grzechu, wskazuje na to, że istnieją także peryferie w przestrzeni samego Kościoła. Te peryferie nie są określone przez status finansowy czy społeczny człowieka, ale przez jego odniesienie do doktryny Kościoła. I to miałoby go stawiać na obrzeżach wspólnoty. Kto stanowi te peryferie Kościoła? Mam na myśli tych, którzy są ochrzczeni i którzy mocą tego sakramentu należą do Kościoła.

Niejako pod wpływem dwóch ostatnich synodów i Franciszkowej adhortacji Amoris laetitia gotowi jesteśmy myśleć przede wszystkim o tych, którzy żyją w sytuacji związku niesakramentalnego. Rozwiedzeni i powtórnie zaślubieni. Ale także ci, którzy żyją w konkubinacie. Sami nie wiemy, jakiej nazwy użyć. Małżeństwa niesakramentalne? Sytuacje nieregularne? Ci, którzy noszą w sobie zranioną miłość, czy też ci, którzy znajdują się w sytuacji jakiegoś niedopełnienia? To pierwsza kategoria kościelnych peryferii. Jawnogrzesznicy – jak był mawiać jeden z moich byłych parafian.

Drugą kategorię peryferyjnych stanowią ci nasi bracia i siostry, którzy rozpoznają się jako osoby homoseksualne. Dopóki chcą zachowywać wstrzemięźliwość seksualną – jeszcze to jakoś akceptujemy. Ale nie daj Boże, żeby taki się przyznał, że ma jakieś przygodne kontakty lub związany żyje w stałym, homoseksualnym związku. To nie może być. Nasi bracia i siostry – nie ma dla nich miejsca między nami.

Próbuję zastanowić się, czy w Kościele istnieją jeszcze inne peryferie. Być może, idąc śladami Franciszka, należałoby wspomnieć o księżach.

Dopiero co zakończył się Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia. W jego trakcie Franciszek miał zwyczaj każdego miesiąca spełniać pewien gest miłosierdzia. (Więcej o tym pisała na swoim blogu pani Romana Zygmunt i zainteresowanych tam odsyłam). Zwróciłem uwagę na jego listopadowy (a zatem ostatni – przez co nabiera to szczególnego znaczenia) gest. Franciszek spotkał się z rodzinami założonymi przez księży. Spotkał się zatem z tymi, którzy złamali swoje przyrzeczenia kapłańskie i ze względu na kobietę i dziecko zrezygnowali ze swojej posługi kapłańskiej.

Dlaczego to wzbudza takie emocje? Dlatego, że peryferie są niebezpieczne. W tych geograficznych można stracić zdrowie albo życie. Pamiętamy płonące peryferie Paryża sprzed kilkunastu lat, kiedy przetoczyła się przez nie fala przemocy. W tych kościelnych peryferiach natomiast ryzykuje się tożsamość. Co jest grzechem, a co nim nie jest? Czym jest małżeństwo, a co nim jeszcze lub już nie jest? Czym jest kapłaństwo i gdzie kończy się zdolność i możność ofiary?

ks. Adam Błyszcz