Modlitwa‎ > ‎

Idźcie i głoście, rozważania na roraty 3 grudnia 2016

opublikowane: 2 gru 2016, 11:18 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 2 gru 2016, 11:20 ]
Zastanawiałem się, skąd wychodzimy i jaki jest początek tej naszej drogi. Teraz czas postanowić pytanie o kres. Dokąd mam iść? Dokąd jestem posłany? Ten (cały czas jego tożsamość póki co pozostaje tajemnicą), który mnie wzywa, każe mi iść i głosić. Gdzie chce, abym szedł.

Ten, który odwołał się do tej ewangelicznej zbitki „idźcie i głoście”, nie wydaje się zainteresowany kwestią, dokąd mam iść. Więcej, nie wydaje się również zainteresowany tym, co mam mówić. Tę kwestię póki co zostawmy. Zatrzymajmy się nad tym, dokąd mam iść. Co jest lub winno być celem mojej drogi?

Każdego dnia przemierzamy kilometry. Wychodzimy z domu, idziemy do pracy, do szkoły, na uniwersytet. Ważne jest i to, że wracamy tam, skąd wyszliśmy. Od czasu do czasu przytrafia się nam jakaś poważniejsza podróż, wyprawa. Pakujemy walizy i ruszamy w drogę. I znowu wracamy. Rzadko w głowie rodzi nam się, że moglibyśmy rozpocząć drogę bez powrotu. Podróż przed siebie, bez możliwości powrotu. Tak jak było to z Abrahamem. Wyszedł z Ur Chaldejskiego i nigdy tam nie powrócił. Nasz ojciec w wierze. Czy do takiej wędrówki jestem wezwany?

Raczej nie. Mam się ruszyć, aby wrócić. Więc kim jestem? Łatwiej powiedzieć, kim nie jestem. Nie jestem turystą, nie jestem wędrowcem. Nie jestem nawet pielgrzymem. Nie jestem uchodźcą, a przecież to właśnie pierwsi uczniowie Jezusa, wypędzeni z Jerozolimy w I w., budowali niejako przy okazji chrześcijaństwo na tych ziemiach, do których uciekając dotarli. Nie jestem jednak uchodźcą. Jestem posłańcem. Nie o zwiedzanie zatem idzie i nie o zdobywanie jakichś terytoriów. Mam iść przekazać Słowo, orędzie. Jestem posłany, aby mówić. Drugiemu, innemu. I najprawdopodobniej po powrocie temu (cały czas nie ujawniam jeszcze jego tożsamości), który mnie posłał, będę musiał zdać sprawę z misji. Skoro tak to przestrzeń tej mojej wędrówki stanowią relacje, więzi z drugim, z innym. To jest prawdziwy sens pracy duszpasterskiej. To nie tyle uwijanie się wokół instytucji czy budynków, ile praca około relacji, więzi. Kościół zafiksowany na strukturze, reformujący swoje instytucje, skupiony na sobie jest w gruncie rzeczy zamknięty. Zwracał już na to uwagę Benedykt XVI, a stało się to motywem wiodącym pontyfikatu Franciszka. My niestety głusi i ślepi nie baczymy na to. Więc zaczyna się wyłaniać sylwetka posłanego. Powinien być wrażliwy na drugiego, otwarty na innego. To czasami jest tak, że ten inny wydaje się zagrożeniem, niebezpieczeństwem, pułapką. Blisko siebie w słowniku stoją więzi i więzienie.

ks. Adam Błyszcz