Modlitwa‎ > ‎

Idźcie i głoście, rozważania na roraty 2 grudnia 2016

opublikowane: 1 gru 2016, 12:19 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 2 gru 2016, 05:32 ]
Który z tych obrazów uprzywilejować? Któremu nadać prymat? I dlaczego?

Kiedy Europa i świat wykrwawiały się w II wojnie światowej Pius XII, ówczesny papież, ogłasza encyklikę poświęconą Kościołowi Mystici Corporis Christi. Trudno powiedzieć, na ile jego słowa przebiły się przez huk armat i płacz ofiar tej potwornej pożogi, ale to w tym właśnie dokumencie papież uprzywilejowuje obraz mistycznego ciała Chrystusa. „Tak więc, aby zdefiniować i zobrazować ten prawdziwy Kościół Chrystusowy, którym jest Święty, Powszechny, Apostolski, Rzymski Kościół – nie można znaleźć określenia bardziej szlachetnego, bardziej dostojnego, bardziej wreszcie boskiego, nad to, które nazywa go: „Mistycznym Ciałem Jezusa Chrystusa”, a zdanie to wypływa i wyłania się jak kwiat z licznych wypowiedzi Pisma Świętego i z pism świętych Ojców Kościoła” (por. Pius XII, Mystici Corporis Christi, 13). Czy ten obraz po prawie 80 latach przemawia do naszej mentalności?

Każdy z tych obrazów przemawia inaczej. I każdy z tych obrazów domaga się innej wrażliwości odbiorcy. Zapewne są takie obrazy, które jeszcze kilka wieków temu porywały wyobraźnię wierzących. Dzisiaj jakby przycichły i odzywają się w ich miejsce inne porównania i przenośnie. Jedne z nich kładą nacisk przede wszystkim na konstytutywny związek Kościoła z Jezusem Chrystusem. Inne rzucają więcej światła na wzajemne relacje, które zachodzą pomiędzy poszczególnymi członkami Kościoła. Jeszcze inne próbują koncentrować się zadaniach Kościoła.

Wydaje się, że Kościół w Polsce uprzywilejował obraz domu. O Kościele mówimy jako o naszym domu. Przyznam szczerze, że samo przywołanie domu nie wydaje się najszczęśliwsze, mimo że jest to obraz, który coś o Kościele mówi. Jak każda metafora czy porównanie w jednym momencie rozjaśnia i zaciemnia wskazywaną rzeczywistość. W naszych wyśnionych, mitycznych wręcz marzeniach o domu, widzimy stół nakryty białym, nieskazitelnym obrusem. I miejsce dla każdego. Przy takim stole chce się pozostać. Nawet jak kogoś życie codziennie wygania od takiego stołu, to słyszymy błagalne: "Pozostań jeszcze. Dokąd idziesz? Jeszcze chwilę". Jeśli mówimy o prawdziwym domu, to mówimy o przestrzeni, w której chcemy pozostać i którą chcemy ocalić.

Pośrodku domu, którym ma być Kościół, stoi stół. Także nakryty nieskazitelnym obrusem, a przecież na końcu mszy słyszymy „idźcie stąd”. O ile dom jest azylem (czy też powinien być azylem), o tyle Kościół nie wydaje się azylem. Nie może być azylem, który oferuje schronienie. Posługiwanie się obrazem domu dla przybliżenia tajemnicy Kościoła ma jeszcze jeden mankament (podobnie dzieje się zresztą z obrazem ojca używanym, aby przybliżyć rzeczywistość Boga). Jeśli dom rodzinny źle funkcjonuje, jeśli jest miejscem przemocy, poniżania i wyobcowania, to mówienie o Kościele jako o domu oznacza chybianie celu.

Oczywiście tam, gdzie chcemy dać wyraz temu, że Kościół stanowi przestrzeń zobowiązujących relacji między ludźmi, obraz domu idealnego wydaje się jak najbardziej adekwatny. Ileż to razy rodzice zwykli powtarzać swoim dorastającym dzieciom, że dom to nie hotel ani stołówka? Tam, gdzie chcemy dać wyraz przekonaniu, że wspólnota Kościoła jest przestrzenią dojrzewania pod okiem uznanego autorytetu, obraz domu wydaje się jak najbardziej odpowiedni.

Ale dom to jeszcze coś więcej. W 375 r. św. Bazyli Wielki pisze swoje dzieło poświęcone Duchowi Świętemu. W XIX rozdziale księgi pyta o to, jakie są dzieła Ducha. I odpowiada, że jednym z tych dzieł jest budowanie poufałości między Bogiem a człowiekiem (por. Św. Bazyli Wielki, O Duchu Świętym, XIX, 49, Warszawa 1999). Pisząc o owej poufałości, używa greckiego terminu oikeíosis, którego rdzeniem jest oikos – dom właśnie. Dom zatem przywołuje także klimat poufałości, intymności. Czegoś, co łatwiej wyrazić, odwołując się do małżeńskiej sypialni, niźli rodzinnego stołu. Ale w naszych świątyniach nie postawimy przecież małżeńskiego łoża. Pośrodku stoi stół!

Czym zatem jest Kościół? Punktem wyjścia dla odpowiedzi na to pytanie niech będzie jednoznaczne stwierdzenie, że „orędzie Jezusa bezpośrednio odnosiło się nie do Kościoła, lecz do królestwa Bożego (albo „królestwa niebieskiego”)" (J. Ratzinger, Kościół, str. 15). Jezus nie mówił o Kościele – Jezus mówił o Królestwie Bożym!

Kościół zatem musi być odniesiony do rzeczywistości Królestwa Bożego.

ks. Adam Błyszcz