Modlitwa‎ > ‎

Idźcie i głoście, rozważania na roraty 29 listopada 2016

opublikowane: 28 lis 2016, 12:27 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 2 gru 2016, 05:36 ]
Kto jest adresatem tego wezwania? Najprostsza odpowiedź: wy. Skoro słyszę, to jestem interpelowany. Tworzę owe wy, jestem cząstką tego wy. Mam iść i głosić. Oczywiście takie wezwanie rodzi niepokój. I prowokuje do wielu pytań. I jak to bywa w życiu – na wszystkie te pytania nie ma odpowiedzi. Stąd też pokusa, aby nie słyszeć. Aby ustawić się poza zasięgiem. Móc powiedzieć: nie dociera do mnie.

W kościele św. Ludwika Francuskiego w Rzymie znajduje się tryptyk Caravaggia poświęcony ewangeliście Mateuszowi. Jednym z elementów tego dzieła jest olejny obraz przedstawiający powołanie Mateusza, celnika. Siedzi przy stole i spokojnie (a może niespokojnie – pieniądze zawsze wywołują emocje) układa stosy monet. Powszedni dzień poborcy podatkowego. Z boku, w półmroku staje Jezus. Zdaje się coś mówić do siedzącego Mateusza. A ten zdziwiony dłonią wskazuje na siebie. Jakby pytał: ja?

By Caravaggio - SUNY College at Oneonta, NY, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=10367219

Już sam fakt, że słyszę, sprawia, że jestem adresatem tego wezwania. Ale to nie jedyna racja, dla której nie mogę się uchylić od odpowiedzi. Wiem, że jestem ochrzczony i mocą chrztu należę do wspólnoty Kościoła. Należę. On rości sobie jakieś prawo do mnie. I nawet jeśli mi się to nie podoba, nie mogę temu przeczyć.

Nieważne, jakie miejsce zajmuję we wspólnocie Kościoła. Nie ma to żadnego znaczenia. Chodzi jedynie o to, że słyszę i wiem, że to słowo skierowane jest do mnie.

Jestem zatem interpelowany. Oto słyszę „Idźcie i głoście”. Ktoś (na razie zostawmy, kim jest ten ktoś) chce, abym się ruszył. Tej misji nie da się zrealizować, siedząc wygodnie w fotelu, czy jak w Krakowie mówił papież Franciszek - na kanapie. Mam wyruszyć w drogę, podjąć trud wędrówki. Kiedy dochodzi do mnie, że mam się ruszyć, uświadamiam sobie, że problemem nie jest wysiłek fizyczny podjętej drogi, ale te wszystkie niedogodności. W trakcie wędrówki spotykasz różnych ludzi, czegoś od ciebie chcą; opowiadają ci historie, mniej lub bardziej interesujące. Pytasz się w końcu sam siebie, co mnie to obchodzi. Największą przeszkodą w rozpoczęciu tej wędrówki nie jest to, że mam nogi spętane, lecz to, że mam spętaną głowę.

ks. Adam Błyszcz