Modlitwa‎ > ‎

Idźcie i głoście, rozważania na roraty 17 grudnia 2016

opublikowane: 16 gru 2016, 08:07 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 16 gru 2016, 08:15 ]
Z głoszeniem ewangelii małżeństwa czy też rodziny dochodzimy do takiego momentu, w którym posłaniec doświadcza kresu swojej misji. To nie tylko dobra nowina, ale także, a może przede wszystkim, nowina o pewnych zobowiązaniach, powinnościach. I takie ujęcie sprawia, że niektórzy uważają się za wykluczonych z przestrzeni łaski. Po prostu nie mogą, nie chcą, nie potrafią sprostać wezwaniom stawianym przez orędzie. Niektórzy zamykają drzwi przed posłańcem; niektórzy wstydliwie udają, że go nie słyszą i nie widzą; niektórzy odpowiadają agresją.

Lecz przecież nie taka miała być misja posłańca. Miał przynieść ludziom dobrą nowinę, a w niej zapisano nutę wolności, wyzwolenia. Ale adresaci orędzia, czują się oskarżeni i wykluczeni. Więc posłaniec zaczyna się zastanawiać, dlaczego tak jest. Dlaczego ci, którzy zostali obdarzeni dobrą nowiną czują się zaatakowani i pozbawieni czegoś, kogoś? Czy dobra nowina może obrócić się przeciw posłańcowi i przeciw tym, którzy są adresatami orędzia? Mam wrażenie, że dzieje się tak, ilekroć wchodzimy w obszar powinności moralnych. I nie sposób, abyśmy (my, posłańcy) przy głoszeniu ewangelii z tego zrezygnowali. Gdzieś w tym głoszeniu spiera się orędzie miłosierdzia z orędziem sprawiedliwości. I posłaniec czyni się tym, który nosi na sobie ciężar odrzucenia. Gorzki smak bycia niechcianym. Ale posłaniec jest również tym, który dostrzega, że w wielkim dziedzictwie chrześcijaństwa pojawiają się pęknięcia. W mojej ocenie (do której mam prawo, będąc wolnym członkiem wspólnoty rzymskokatolickiej) 11. rozdziału Ewangelii św. Jana nie da się pogodzić z dyscypliną sakramentalną Kościoła. Może dlatego uprzywilejowałem tę opowieść. Ale dlaczego uprzywilejował ją papież Franciszek? Być może z tego samego powodu.

ks. Adam Błyszcz