Modlitwa‎ > ‎

Idźcie i głoście, rozważania na roraty 8 grudnia 2016

opublikowane: 7 gru 2016, 11:52 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 7 gru 2016, 11:54 ]
Papież posyła nas na peryferia Kościoła. To zdanie musimy wziąć jak najbardziej serio, gdyż do tej pory nie powiedzieliśmy słowa na temat tożsamości tego, który posyła. Może tym kimś jest właśnie Franciszek. Na tych peryferiach nie jest bezpiecznie. Tak jak to bywa na peryferiach. Przypomniało o tym Franciszkowi czterech kardynałów (Carlo Caffarra, Raymond Leo Burke, Walter Brandmüller i Joachim Meisner). Napisali oni do Ojca Świętego list, w którym postawili pięć pytań, na które, powodowani troską duszpasterską, oczekują odpowiedzi tak lub nie. Jednoznacznie i bez żadnych niuansów. Warto przytoczyć te pytania:

  1. Czy jest możliwe udzielenie rozgrzeszenia i dopuszczenie do sakramentu Eucharystii osób rozwiedzionych żyjących w powtórnych związkach?
  2. Czy można mówić o istnieniu bezwzględnych norm moralnych zakazujących czynów wewnętrznie złych. Czy jeśli tak, to czy można mówić o wyjątkach od tych norm?
  3. Czy osoby mieszkające wspólnie w powtórnym związku, żyją w stanie grzechu ciężkiego?
  4. Czy nadal obowiązuje zasada, że nigdy nie można uznać czynów wewnętrznie złych za subiektywnie dobre?
  5. Czy nadal obowiązuje nauczanie Jana Pawła II (encyklika Veritatis Splendor, p. 56) nt. „sumienia kreatywnego”? Zgodnie z tym nauczaniem okoliczności i intencje nie mogą przekształcić czynu wewnętrznie złego w czyn subiektywnie dobry.
Papież na list nie odpowiedział. Co było zresztą do przewidzenia. Już w swojej adhortacji posynodalnej Amoris laetitia zaznaczył, że nie należy oczekiwać od Niego, czy też Synodu, żadnej nowej reguły, normy kanonicznej.

Biorąc pod uwagę niezliczoną różnorodność poszczególnych sytuacji, takich jak te wymienione powyżej, można zrozumieć, że nie należy oczekiwać od Synodu ani też od tej adhortacji nowych norm ogólnych typu kanonicznego, które można by stosować do wszystkich przypadków. Możliwa jest tylko nowa zachęta do odpowiedzialnego rozeznania osobistego i duszpasterskiego indywidualnych przypadków, które powinno uznać, że ponieważ „stopień odpowiedzialności nie jest równy w każdym przypadku”, to konsekwencje lub skutki danej normy niekoniecznie muszą być takie same. (Al, 300)

W centrum Franciszkowego nauczania zostaje postawiony człowiek, pojedynczy podmiot wyborów moralnych, któremu należy towarzyszyć.

W adhortacji Ojciec Święty wiele razy podkreśla, że nie zmienia się ani doktryna Kościoła (por. Al, 301) ani nie zmienia się dyscyplina Kościoła odnośnie sakramentów małżeństwa czy Eucharystii (por. Al, 246, 291, 292,297, 298, 305, 307).

Czy zatem w nauczaniu papieża Franciszka mamy do czynienia z jakimś novum. List czterech kardynałów uświadamia bowiem, że w wypowiedziach Franciszka musi być coś, co niepokoi. Wydaje się, że w przeciwieństwie do swoich poprzedników o wiele więcej uwagi poświęca poszczególnemu człowiekowi. Na pierwszym miejscu postawiona jest nie określona prawda czy norma moralna, ale pojedynczy człowiek, z jego sumieniem (tak i nie inaczej ukształtowanym), z jego osobistą odpowiedzialnością. W przeszłości, cała uwaga była skupiona na obiektywnych prawdach moralnych, na normach generalnych. (por. kard. Ennio Antonelli, Per vivere Amoris laetitia, str. 27)

Autorom listu należałoby zadać pytanie o intencje ich pisma a także o ich zaplecze duszpasterskie.

Odpowiedź na to znajdujemy po części w wywiadzie, którego Franciszek udzielił włoskiemu katolickiemu dziennikowi Avvenire. Wywiad ten został przedrukowany w Tygodniku Powszechnym nr 49 z 4 grudnia 2016 (warto doń zajrzeć). Świadom tego, że jest atakowany i niezrozumiany przez szerokie kręgi duchownych i nie tylko duchownych powiada, że:
„Kościół jest narzędziem – istnieje tylko po to, aby ogłaszać ludziom miłosierny plan Boga(…) Przesunięcie środka ciężkości w chrześcijańskim myśleniu z legalizmu, który może być ideologiczny, ku Osobie boga, który stał się miłosierdziem poprzez wcielenie Syna. Są ludzie – proszę tu pomyśleć o różnych reakcjach na „Amoris laetitia” – którzy wciąż tego nie rozumieją. Albo białe, albo czarne. Tymczasem życie niesie ze sobą wiele problemów, które należy rozpoznawać w trakcie jego biegu”.

Czyżby pytania kardynałów były spowodowane tym, że nagle odkryli, że ta wyprawa na peryferie kościelne (do czego Bergoglio zachęcał od samego początku swojego pontyfikatu) sprawiła, że świat czarno biały; taki świat, w którym bierze się wszystko albo nic nagle został spowity i zdominowany przez całą paletę szarości, czegoś, co nie jest ani czarne ani białe. Że idąc do ludzi i z ludźmi, którzy w swoim sumieniu są przekonani, że nikogo nie krzywdzą pozostając w konkubinacie albo w ponownym związku małżeńskim i żyją tak jak żyją, normy Kościoła uważają za abstrakcyjny dyskurs nijak się mający do ich życia, trzeba zrewidować swoje widzenie świata a to grozi utratą tożsamości.

Nie ulega wątpliwości, że z jednej strony potrzebujemy jasnych i precyzyjnych kryteriów obiektywnych, przejrzystych norm, ale z drugiej strony takowe kryteria nie wyczerpują całej rzeczywistości, w której przyszło nam się poruszać. To właśnie w chwilach takich napięć stawiamy sobie pytanie czy jesteśmy skazani na konflikt między doktryną a miłosierdziem, między doktryną a duszpasterstwem.

ks. Adam Błyszcz