Modlitwa‎ > ‎

Lectio divina na Eliasza, na Horebie

opublikowane: 21 gru 2016, 10:09 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 21 gru 2016, 10:11 ]
Wtedy Pan skierował do niego słowo i przemówił: «Co ty tu robisz, Eliaszu?» 10 A on odpowiedział: «Żarliwością rozpaliłem się o chwałę Pana, Boga Zastępów, gdyż Izraelici opuścili Twoje przymierze, rozwalili Twoje ołtarze i Twoich proroków zabili mieczem. Tak że ja sam tylko zostałem, a oni godzą jeszcze i na moje życie». 11 Wtedy rzekł: «Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!» A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały szła przed Panem; ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze - trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. 12 Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu - szmer łagodnego powiewu. 13 Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty. A wtedy rozległ się głos mówiący do niego: «Co ty tu robisz, Eliaszu?»
Czytanie z Pierwszej Księgi Królewskiej 19, 9 – 13

Kontekst tego opowiadania jest następujący: doszło do radykalnego sporu między zwolennikami nowych kultów (kultów pogańskich) a wyznawcami Jahwe. Na czele tego drugiego obozu stanął prorok Eliasz. Wydaje się, że w jakichś lokalnych zamieszkach udało mu się, wespół z innymi sojusznikami, doprowadzić do tymczasowego przesilenia, które kosztowało życie wielu proroków, kapłanów kultów lokalnych. Ta opozycja Eliasza, mająca charakter polityczny i religijny, natrafiła na zdecydowany opór ośrodka królewskiego. Eliasz musi uciekać, gdyż na jego życie czyha król z królową. Ta ucieczka rodzi w nim taki stan ducha (czy możemy mówić o depresji?), że modli się o swoją śmierć – chce umrzeć. Pojawia się taki podwójny wątek zgorzknienia: zagrożenie życia przez tych, którzy mogą go zabić i świadomość chybionej misji. W chwili próby nikt się za nim nie opowiedział! Ani lud ani władca. Został sam. Ów stan ducha proroka zostaje w jakiejś mierze uosobiony w obrazie jaskini. Eliasz chowa się w grocie. Ucieka przed wszystkim. Ucieka przed sobą. Stary Testament, będąc wierny prawdzie o człowieku, nie chroni nas przed takimi scenami. Czy pamiętacie Jonasza i jego ucieczkę przed Jahwe? Przecież to nabiera wszelkich cech, znamion depresyjnej sytuacji, w której człowiek chce zapomnieć o sobie samym!

Na to odrzucenie społeczne (i związany z tym strach) nakłada się świadomość chybionej misji religijnej. Eliasz w sposób totalny chybił życia! Nie udało mu się zatrzymać postępu pogaństwa. Myśl, że przemocą może odwrócić bieg rzeczy okazała się mrzonką. Iluż z nas doświadcza podobnej myśli w odniesieniu do swojego małżeństwa, kapłaństwa i rodziny! I iluż z nas w takiej sytuacji domaga się, oczekuje współczucia. Przekaz biblijny wydaje się być zupełnie inny. Żadnego współczucia dla Eliasza. Jahwe nakazuje mu wyjść z groty, podjąć kolejny wysiłek. Tak jakby jego ból i cierpienie nie miały żadnego znaczenia. A może naprawdę nic nie znaczą?

Eliasz, mimo swojego rozgoryczenia i bólu, podejmuje wysiłek wyjścia z groty. Zdziwiłby się jednak ten, kto myślałby, że za taki gest zostanie nagrodzony przez Boga.

W medytowanym fragmencie Pierwszej Księgi Królewskiej wymienione są trzy zjawiska, które w kulturze semickiej uchodziły za znamiona obecności bóstwa: wichura rozwalająca góry, trzęsienie ziemi i ogień. Ale Autor natchniony powiada, że w tym wszystkim Boga nie było! Czy można mocniej obnażyć, zdemaskować pewne cliche kultury, które winny być nośnikiem bożej obecności (i tego wszystkiego, co rozumiemy pod tym pojęciem) a nie są?

Ale to nie tylko krytyka kultury. To także (a może przede wszystkim) odstąpienie od konkretnej, jednostkowej i niepowtarzalnej historii życia Eliasza. Ten prorok był wojownikiem. Kimś przyzwyczajonym do przemocy. I Autor medytowanego fragmentu powiada, że Bóg nie objawił się Eliaszowi w tym wszystkim, co było znaczone przemocą i agresją. Eliasz, trapiony głębokim kryzysem życia, musi nie tylko wyjść z groty pozornego ocalenia, ale także z niszy swoich egzystencjalnych przyzwyczajeń. Przecież Eliasz jest nawykły do mocnych przeżyć. To nie tylko prorok, ale i wojownik. I przemoc wydaje się być wpisana w jego trzewia. A przecież nie w przemocy Jahwe się objawia. Bóg przychodzi do niego – jak tłumaczy to Levinas – w głosie łagodnego milczenia. Jahwe naprawdę nie ma litości dla tego człowieka!!!

ks. Adam Błyszcz

Grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) [CC BY-SA 3.0 or GFDL], via Wikimedia Commons