Modlitwa‎ > ‎

Ewangelia wg świętego Łukasza - XXV

opublikowane: 30 maj 2017, 02:34 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 30 maj 2017, 12:47 ]
Dzisiaj przede wszystkim chodzi o to, że Jezus dotyka trędowatego.

Lectio divina, Ewangelia według świętego Łukasza XXV

12 Gdy przebywał w jednym z miast, zjawił się człowiek cały pokryty trądem. Gdy ujrzał Jezusa, upadł na twarz i prosił Go: «Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić». 13 Jezus wyciągnął rękę i dotknął go, mówiąc: «Chcę, bądź oczyszczony». I natychmiast trąd z niego ustąpił. 14 A On mu przykazał, żeby nikomu nie mówił: «Ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż ofiarę za swe oczyszczenie, jak przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich». 15 Lecz tym szerzej rozchodziła się Jego sława, a liczne tłumy zbierały się, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych niedomagań. 16 On jednak usuwał się na miejsca pustynne i modlił się.
(Łk 5, 12–16)

Już początek tej perykopy zdumiewa. Skąd trędowaty w mieście? Ta choroba była uważana za nieuleczalną i wykluczającą ze społeczeństwa. Trędowaty był również uważany za nieczystego (to kategoria religijna, nie tylko socjologiczna). Sytuacja trędowatego była określona przez przepisy Tory:

45 Trędowaty, który podlega tej chorobie, będzie miał rozerwane szaty, włosy w nieładzie, brodę zasłoniętą i będzie wołać: "Nieczysty, nieczysty!" 46 Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem.
(Kpł 13, 45–46)

Zachorowanie na trąd oznaczało uśmiercenie relacji rodzinnych i społecznych. Śmierć za życia.

W związku z tym, że ta choroba była widziana w pewnej perspektywie religijnej (mówiąc wprost jako kara za grzech) trędowaty pod określonymi warunkami miał prawo uczestniczyć w liturgii synagogalnej, czyli słuchać Słowa Bożego. Wtedy mógł zjawić się w społeczności. I taki pobyt w synagodze miał służyć jego nawróceniu (w domyśle: uzdrowieniu).

Trędowaty, o którym mówi Łukasz, Jezusowi oddaje królewski, boski hołd. W tym przypadku język ciała (trędowaty oddaje mu głęboki pokłon) odpowiada deklaracjom (trędowaty zwraca się do Jezusa "Panie…").

"Jeśli chcesz…" czy w świetle historii Naamana słowa trędowatego nie są wyznaniem wiary w boskość Jezusa. Przypomnijmy sobie tamten epizod, opowiedziany w 2 Księdze Królewskiej:

Naaman więc poszedł oznajmić to swojemu panu, powtarzając słowa dziewczyny, która pochodziła z kraju Izraela. 5 A król Aramu odpowiedział: «Wyruszaj! A ja poślę list do króla izraelskiego». Wyruszył więc, zabierając ze sobą dziesięć talentów srebra, sześć tysięcy syklów złota i dziesięć ubrań zamiennych. 6 I przedłożył królowi izraelskiemu list o treści następującej: «Z chwilą gdy dojdzie do ciebie ten list, wiedz, iż posyłam do ciebie Naamana, sługę mego, abyś go uwolnił od trądu». 7 Kiedy przeczytano list królowi izraelskiemu, rozdarł swoje szaty i powiedział: «Czy ja jestem Bogiem, żebym mógł uśmiercać i ożywiać? Bo ten poleca mi uwolnić człowieka od trądu! Tylko dobrze zastanówcie się i rozważcie, czy on nie szuka zaczepki ze mną?»
(2 Krl 5, 4 –7)

Z tej historii, która została spisana kilka stuleci przed Jezusem, ale która oddaje sposób myślenia na temat trądu również w czasach samego Jezusa, uzdrowienie z trądu widziane jest jako prerogatywa Boga. Tylko Bóg może oczyścić z trądu! Więc kim w oczach trędowatego jest Jezus Chrystus? Bogiem, który może uzdrowić… jeśli tylko chce...

Ile w tym „jeśli tylko chcesz” kryje się ludzkiego bólu? Czy to źródła niewiary w Boga, w Jezusa? Ateizmu? Skoro dalej jestem chory i nie domagam to znaczy, że nie chcesz mi pomóc. To znaczy, że nie jesteś zainteresowany moim losem. Tyle.

Łukasz powiada, że Jezus chciał uzdrowić trędowatego. W opisie tego cudu rzeczą istotną jest, że dokonuje się on nie tylko mocą słowa (w Ewangeliach nie brakuje ustępów, w których moc słowa Jezusa terapeuty jest dominująca. Tak przecież uzdrawia córkę Syrofenicjanki (por. Mt 15, 21–28). Nie widzi tej dziewczynki, nie dotyka jej, a przywraca jej zdrowie. Mocą samego słowa).

To dotykanie to ważny szczegół, gdyż Łukasz powiada, że Jezus uzdrawiając trędowatego dotknął go. A tym samym przekroczył zapisy Tory (innymi słowy popełnił grzech według Starego Przymierza. Nie on jeden - jego ojczym święty Józef lepszy nie był. W ogóle nie zdajemy sobie z tego sprawy, że ewangelie stawiają nam przed oczy postaci (jako wzorcowe: Jezus i Józef), które nie przestrzegały przepisów prawa, a zatem w rozumieniu ludzi swojego czasu grzeszyły).

Trędowatych nie wolno było dotykać. Jezus burzy jakiś społeczny i religijny schemat. Burzy, chyba wolno to napisać, (chociaż nie zapominamy świadectwa Nowego Testamentu, który w Jezusie widział baranka bez skazy) grzechem. Ten gest trędowatemu przynosi ocalenie, ale stanowi zagrożenie dla społeczeństwa. Przecież Jezus mógł go uzdrowić samym słowem, bez dotykania trędowatego, z jakiegoś powodu decyduje się na przekroczenie Prawa (według Prawa żydowskiego już samo stanięcie w cieniu trędowatego sprawiało, że człowiek stawał się wykluczony). Jezus tym samym stawia się poza społecznością religijną Izraela! Wykluczony! Ten akt nieposłuszeństwa Jezusa wobec Prawa wydaje się dziwaczny, gdyż od samego trędowatego wymaga posłuszeństwa: idź i pokaż się kapłanom (zgodnie z przepisami Prawa).

Czy ten gest uzdrowienia trędowatego właśnie w taki sposób nie jest w jakiejś mierze zwiastunem śmierci krzyżowej Jezusa, która objawia radykalne wykluczenie Jezusa. Śmierci, która realizuje się poza miastem, poza światem.

ks. Adam Błyszcz

grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) GFDL, via Wikimedia Commons