Modlitwa‎ > ‎

Ewangelia wg świętego Łukasza - XVII

opublikowane: 21 lut 2017, 04:04 przez Redakcja JotJotZet   [ zaktualizowane 28 lut 2017, 02:50 ]
Niepokój odnośnie tożsamości Jan Chrzciciela się pogłębia. Fragment dzisiejszej lectio próbuje się z tym niepokojem się uporać.

Swoją drogą tłumacz ewangelii świętego Łukasza w Biblii Tysiąclecia w pewnym momencie używa słowa wiejadło? Komputer wyrzuca mi, że nie zna takiego słowa w języku polskim. Więc co to takiego to wiejadło? Wikipedia (a jakże) pisze, że wiejadło to narzędzie do oddzielenia ziarna od plew, w formie podobnej do wideł lub szufli. Było używane od starożytności, a w wielu regionach świata używane jest do dziś. Przy silnym wietrze podrzucano wiejadłem ziarno wymieszane z plewami. Ziarno spadało na klepisko, a plewy były porywane przez wiatr. Zastępowane przez dużo wydajniejszą wialnię.

Kto z nas widział wiejadło?

Ksiądz Franciszek Mickiewicz SAC, którego komentarz jest dla nas przewodnikiem w miejscu wiejadła ma właśnie szuflę.

Lectio divina, Ewangelia według świętego Łukasza XVII

15 Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, 16 on tak przemówił do wszystkich: «Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. 17 Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym». 18 Wiele też innych napomnień dawał ludowi i głosił dobrą nowinę. 19 Lecz tetrarcha Herod, karcony przez niego z powodu Herodiady, żony swego brata, i z powodu innych zbrodni, które popełnił, 20 dodał do wszystkiego i to, że zamknął Jana w więzieniu.
(Łk 3, 15–20)

Ten fragment nie jest zapisem, kompletnym zapisem nauczania i historii Jana Chrzciciela. Autor ewangelii niewątpliwie dokonał pewnego wyboru, pewnej pracy redakcyjnej w oparciu o materiały (przekaz pisany – być może tzw. dokument Q - lub przekaz ustny), które były mu dostępne w chwili opracowania samej ewangelii.

Postać Jana elektryzowała społeczeństwo żydowskie jeszcze długo po jego śmierci i to nie tylko w Judei czy Galilei. Ślady tego znajdujemy chociażby w Dziejach Apostolskich, gdzie w rozdziale 19 opowiada się misję Pawła Apostoła w Efezie:
Paweł przeszedł okolice wyżej położone, przybył do Efezu i znalazł jakichś uczniów. 2 Zapytał ich: «Czy otrzymaliście Ducha Świętego, gdy przyjęliście wiarę?» A oni do niego: «Nawet nie słyszeliśmy, że istnieje Duch Święty». 3 «Jaki więc chrzest przyjęliście?» - zapytał. A oni odpowiedzieli: «Chrzest Janowy».
(Dz 19, 1-3)

Chronologicznie jesteśmy mniej więcej w połowie lat pięćdziesiątych I wieku. Od śmierci Jana Chrzciciela upłynęło około 30 lat!

Lud oczekuje, ludzie się czegoś spodziewają. Te nadzieje koncentrują się wokół postaci Jana. Pojawia się podejrzenie, że to może on jest oczekiwanym Mesjaszem. Jak dowiedzie historia – wybuch powstania przeciw Rzymowi (lata 67 – 70), nazywane wojną żydowską – oczekiwania miały te przede wszystkim charakter polityczny. Czy Jan składał jakieś obietnice wyzwolenia politycznego? W świetle przekazanych świadectw wydaje się to mało prawdopodobne. Być może tak opacznie interpretowano jego krytyczne nastawienie do panującego Heroda Antypasa, że wbrew sobie wyrastał na działacza politycznego, a sam Herod Antypas zaczynał w nim widzieć kogoś na kształt opozycjonisty. Lidera, mentora tych, którzy chcieliby złożyć z urzędu samego króla. Że taki zabieg jest możliwy Herod Antypas wiedział chociażby z historii swojego brata Archelaosa, który zarządzał Judeą, a w 6 roku naszej ery Rzymianie usunęli go z urzędu i zesłali do dalekiej Galii (czyli Francji) z powodu skarg Żydów i Samarytan, którzy nie znosili jego porywczego i niesprawiedliwego sposobu sprawowania władzy. Ale póki co Jan chce uciec od tej mylnej interpretacji, którą tłum go opasuje. A zatem przy okazji chrztu w Jordanie (ten ryt nie może zmylić naszej chrześcijańskiej wrażliwości, która w chrzcie widzi jednorazowy akt, sakrament). W przypadku chrztu janowego mamy do czynienia z gestem, który posiadał przede wszystkim wymiar głęboko symboliczny, odpowiadający na wewnętrzną dyspozycję człowieka, który rozpoznając swój grzech i niewierność chce się nawrócić (stąd właśnie skandaliczność chrztu, który przyjmuje Jezus Chrystus w Jordanie!).

Jan odnosi się do opinii, którą mają o nim przychodzący się ochrzcić. Nie jestem mesjaszem – to brzmi bardzo mocno! Więcej, tym, mesjaszem będzie ten, który przyjdzie po mnie.

Język Jana to język starotestamentalnych proroków. Ogień, o którym wspomina Chrzciciel, u proroków Starego Testamentu oznaczał pewną własność Boga, dzięki której dokonywało się oczyszczenie z grzechów człowieka i przygotowanie go do pełnienia wyznaczonej mu misji. Być może dobrze przytoczyć jeden z takich tekstów; otóż w księdze proroka Zachariasza prorok mówi tak:
W całym kraju - wyrocznia Pana - dwie części zginą i śmierć poniosą, trzecia część tylko ocaleje. 9 I tę trzecią część poprowadzę przez ogień, oczyszczę ją, jak oczyszcza się srebro, i wypróbuję tak, jak złoto próbują. I wzywać będzie mego imienia - a Ja wysłucham, i będę mówił: «Oto mój lud», a on powie: «Pan moim Bogiem».
(Za 13, 8–9)

Jaka jest relacja Jana do nadchodzącego Mesjasza? W słowach samego nadjordańskiego proroka wyższość Tego drugiego zostaje potwierdzona trzykrotnie:
  1. jest potężniejszy niż Jan;
  2. on przynosi „lepszy’ chrzest;
  3. mesjasz jest sędzią.
Oczywiście intryguje nas ten obraz ściąganych sandałów. Otóż w starożytności była to czynność zarezerwowana dla niewolników a musiała być uważana za tak upokarzającą, że z zachowanych źródeł żydowskich wiemy, że żydowski niewolnik nie musiał zdejmować sandałów ze stóp swojego pana czy mistrza.

W rozumieniu Jana Mesjasz ma być sędzią. Stąd obraz tej nieszczęsnej szufli.

Ot, tak właśnie Jan lokuje siebie wobec nadchodzącego Mesjasza. I coś wyraźnie musiało mu później nie pasować, skoro pod koniec swojego życia, już z więzienia, wysyła do Jezusa posłańców z dramatycznym pytaniem: „Czy ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?» (Łk 7; 19) Co takiego zmyliło Jana? Do tego pytania wrócimy za jakiś czas.

Jan krytykował Heroda Antypasa. Jak mówi ewangelista za to, że ten wziął sobie za żonę Herodiadę, żonę swojego brata. Mimo, że prawo żydowskie pozwalało na rozwód i ponowny ślub to jednak w Torze był wyraźny zakaz wiązania się z żoną brata, za jego życia: Nie będziesz odsłaniać nagości swojej bratowej, jest to nagość twojego brata. (Kpł 18, 16) Podobnie jak z wiejadłem pojawia się kwestia języka. Co to takiego odsłonięcie nagości. Eufemizm określający stosunek seksualny, relację intymną.

A zatem wydaje się, że jesteśmy w takim dyskursie moralnym. Oczywiście powstaje dlaczego Jan oczekiwał, że nie–Żyd będzie przestrzegał prawa żydowskiego. Herod Antypas był synem Heroda Wielkiego, który był Idumejczykiem i kobiety, która była Samarytanką. Wszyscy poza Torą i poza Przymierzem. I tak był wychowywany Antypas.

Ale skoro mamy króla to musimy mieć i politykę. Żeby pobrać się z Herodiadą, Herod Antypas musiał pozbyć się swojej pierwszej żony, która była córką Aretasa IV, króla Damaszku i Nabatejczyków. Teść Heroda nie pogodził się z decyzją swojego zięcia i rozpoczął przeciw niemu wojnę (urażeni teściowie tak mają). Skórę Herodowi uratowali Rzymianie, bo inaczej skończyłoby się to totalną katastrofą. Ludzie, tłum klęskę wojsk Heroda Antypasa widzieli jako karę Bożą za jego małżeństwo z Herodiadą. Gdzieś tam pewnie zrodziło się podejrzenie, że Jan musi mieć coś wspólnego z militarnymi poczynaniami króla Damaszku.

Nad Janem zbierają się czarne chmury: krytyk moralnej postawy władzy, która atakowana z zewnątrz, jak każda zagrożona władza, będzie szukała wewnątrz wrogów, którzy mogliby sprzymierzyć się z tymi, którzy nacierają spoza. Nadto złość urażonej kobiety, Herodiady. Taka koalicja póki, co pozbawia Jana wolności. Po niejakim czasie pozbawi go głowy.

ks. Adam Błyszcz

grafika: By Eugenio Hansen, OFS (Own work) GFDL, via Wikimedia Commons